Rapiery i róże

dzieje i ciekawe opowieści spisane przez żywe istoty Studni Dusz

Moderatorzy: Tasardur, Junior Admin

Rapiery i róże

Postautor: Gabriel » 01 stycznia 2010, 15:59

Mogę...

...zabijać niewinnych
...wskrzeszać armie nieumarłych
...profanować wszelkie świętości
...okryć swoje imię niesławą
...siać strach, zwątpienie i rozpacz
...stać się największym zbrodniarzem w dziejach


Mogę...

...bronić tego, co mi drogie
...walczyć za słuszną sprawę
...wsławić się męstwem
...znaleźć swoją księżniczkę
...zmyć winy swych przodków
...stać się najwspanialszym bohaterem


Mogę. I nikt mi nie przeszkodzi - gdyż to jest właśnie moje życie.



[center]~~~~~~~~~~~~~~~~[/center]



Od czego by tu zacząć? Najlepiej od początku. Choć jestem elfem, wychowałem się z dala od Faraldoru, na dalekim kontynencie (moja rodzina ma niewielki majątek ziemski nieopodal wioski Zalesmet na Torrath). Pomimo, że przykładałem się do nauki języka moich przodków, to zauważyłem, że wciąż mam trochę inny akcent niż rodowite elfy. Podejrzewam, że dopiero za kilka lat te różnice zatrą się całkowicie.

Choć mam zarówno ojca, jak i matkę, to w pewnym sensie czuję się sierotą. Matka zawsze traktowała mnie jak powietrze, dla niej liczyła się tylko jej najwspanialsza, kochana córeczka. Mogę powiedzieć, że stworzyła prawdziwego potwora na swoje podobieństwo...

Z ojcem miałem nieco lepszy kontakt. Wiele mnie nauczył, przekazał mi swoją wiarę. Niestety po wybuchu wojny pomiędzy Perionem, a Torrath praktycznie utraciłem z nim kontakt. Odszedł, aby walczyć dla Jego Cesarskiej Mości...

Z rodziny miałem okazję jeszcze spotkać kilka razy wuja Thenariona. Jest on sporo starszy od mojego ojca - i z tego co słyszałem, to jest jego bratem przyrodnim. Wuj był zawsze zbyt zapatrzony w swoje czarodziejskie księgi, aby zamienić ze mną więcej niż kilka słów. Z całej rodzinki chyba najlepsze relacje miałem z Eriesem, młodszym bratem ojca - ale jego poznałem niestety dopiero na Lodor. W dzieciństwie byłem skazany jedynie na towarzystwo mojej siostry...
Ostatnio zmieniony 01 stycznia 2010, 16:05 przez Gabriel, łącznie zmieniany 4 razy
Gabriel Shadowspirit - II Era
Gabriel 'Pan Szarosinych' Shadowspirit - III Era
Eylan Shadowspirit / Francis Delanoir - IV Era

Thenarion Shadowspirit / Sorento Shadowspirit - V Era
Vernitz Shadowspirit - VI Era
Awatar użytkownika
Gabriel
 
Posty: 1178
Rejestracja: 09 maja 2005, 15:51
Lokalizacja: Kraków

Szyszkowa wojna

Postautor: Gabriel » 14 stycznia 2010, 22:00

[center]~~~~~~~~~~~~~~~~[/center]

Ciepły, a wręcz upalny dzień. Promienie słońca przedzierały się przez korony drzew, padając na ściółkę leśną. Wystarczyło się dobrze wsłuchać, aby usłyszeć szum morskich fal, uderzających o klify. Młoda elfka, o ślicznych blond włosachm, ubrana w różową sukienkę schyliła się, aby podnieść z ziemi dużą szyszkę.

- Wyłaź tchórzu! - krzyknęła cienkim, dziecięcym głosikiem.

- Tutaj jestem. - rozległ się głos, a zza drzewa na kilka sekund wychyliła się ciemna czupryna elfiego chłopca.

Szyszka przeleciała tuż obok jego głowy, a on znów skrył się za drzewem. Zaraz potem inna szyszka poleciała prosto w dziewczynkę, jednak na pół metra przed nią uderzyła w coś niewidzialnego i spadła na ziemię. Elf wyszedł zza drzewa i powiedział z wyrzutem w głosie:

- Znowu oszukujesz! Żadnych czarów!

Ubrany był w czarną koszulę i spodnie. Wyglądało, że jest mniej więcej w tym samym wieku, co dziewczynka.

- Jak ci się nie podoba, to sam też możesz sobie pomóc czarami. Ale zaraz, zapomniałam. Ty nie umiesz czarować. Bo ja jestem wyjątkowa, ja mam dar. A ty? Ty tak nie potrafi... Aua!

Mała szyszka, którą elf ukrył w dłoni uderzyła teraz w sam środek czoła jego siostry. Oj, trzeba uciekać! Rozpoczął się pościg po leśnych chaszczach, który zakończył się tuż przed skrajem klifu.

- Teraz już nie masz dokąd uciekać! Mam cię! - powiedziała dziewczyna, przekrzykując się z morskimi falami, uderzającymi o klify.

I wtedy stało się coś nieoczekiwanego... Rozbłysło purpurowe wyładowanie magicznej energii i potężny podmuch wiatru sprawił, że chłopiec stracił równowagę i upadł zaledwie kilka centumetrów od skraju klifu.

- Głupia! Chciałaś mnie zabić?!
- Prze-prze-przepraszam Sorento! Tak niechcący wyszło...
- Niechcący?!
- Pomyślałam tylko, że zabawnie by było jakbyś spadł i tak samo się zrobiło...
- Głupia, głupia, głupia! Jak nad tym nie panujesz, to nie magikuj! Wracamy do domu!
Ostatnio zmieniony 14 stycznia 2010, 22:01 przez Gabriel, łącznie zmieniany 1 raz
Gabriel Shadowspirit - II Era
Gabriel 'Pan Szarosinych' Shadowspirit - III Era
Eylan Shadowspirit / Francis Delanoir - IV Era

Thenarion Shadowspirit / Sorento Shadowspirit - V Era
Vernitz Shadowspirit - VI Era
Awatar użytkownika
Gabriel
 
Posty: 1178
Rejestracja: 09 maja 2005, 15:51
Lokalizacja: Kraków

Nauka to potęgi klucz

Postautor: Gabriel » 24 stycznia 2010, 01:01

I tak to bywało ze mną i Kristine. Raz nawet otarliśmy się o spalenie naszej posiadłości, ale szczęśliwie z pomocą służby udało mi się w porę ugasić ogień. Już nie wspomnę o kompletnym zdewastowaniu salonu błyskawicami, a sytuacji takich jak tamta na klifach, gdzie moja siostra przez swoją lekkomyślność prawie mnie zabiła było conajmniej kilka. Wbrew pozorom, takie doświadczenia nawet zaczęły mi się później przydawać w życiu. Po wielu latach spędzonych z czarownicą pod jednym dachem, będąc gnębionym przez arsenał różnorodnych zaklęć, dziś magowie muszą się naprawdę postarać, aby mnie czymś zaskoczyć.

Trochę spokoju miałem, gdy byłem na studiach. Nie zaliczam jednak tego okresu do udanych. Po prostu nigdy mnie specjalnie nie ciągnęło do książek, a żaden z profesorów, których dane było mi napotkać nie potrafił we mnie wzbudzić żądzy wiedzy, bądź przynajmniej przyciągnąć mojego zainteresowania podczas nudnych wykładów. Zazwyczaj zamiast ich słuchać i skrzętnie notować każde słowo, tworzyłem "notatki" mojego własnego pomysłu. I tak oto powstała całkiem spora kolekcja całkiem ładnych rysunków. Dlaczego miałem ich słuchać? Oni byli tylko ludźmi, co tak naprawdę mogli wiedzieć o świecie czy życiu? Przynajmniej teraz zamiast stosów notatek o wspaniałych dokonaniach cesarza Erila Emsenda Fabiliera w latach 894-899 posiadam kilka nawet niezłych obrazków i umiem trochę rysować.

Wykorzystując logiczne myślenie i minimalną ilość wiedzy udało mi się utrzymać na uniwersytecie przez dwa lata. W końcu jednak powiedziałęm "dość" i zrezygnowałem. Dziś nie jestem do konca przekonany co do słuszności tej decyzji, może trzeba było się przemęczyć jeszcze te kilka lat? Okazuje się, że przykładowo wiedza pod jakim kątem należy strzelić z machiny oblężniczej, aby trafić do celu może być bardziej przydatna, niż mi się to kiedyś wydawało. Choć nie pamiętam praktycznie niczego z historii Cesarstwa, a z geografią wcale rzecz się nie ma lepiej, to muszę nadmienić, że doskonale umiem rachować. To umiejętność wręcz bezcenna, zwłaszcza kiedy trzeba sprawdzać, czy aby księgowa nie odprowadza połowy przychodów Aritel do własnej kieszeni... Może faktycznie czas, który poświęciłem na studia nie był zmarnowany.
Ostatnio zmieniony 24 stycznia 2010, 01:02 przez Gabriel, łącznie zmieniany 1 raz
Gabriel Shadowspirit - II Era
Gabriel 'Pan Szarosinych' Shadowspirit - III Era
Eylan Shadowspirit / Francis Delanoir - IV Era

Thenarion Shadowspirit / Sorento Shadowspirit - V Era
Vernitz Shadowspirit - VI Era
Awatar użytkownika
Gabriel
 
Posty: 1178
Rejestracja: 09 maja 2005, 15:51
Lokalizacja: Kraków

Krew nie woda...

Postautor: Gabriel » 01 czerwca 2010, 12:15

Po ostatecznym pożegnaniu się z uniwersytetem rozpoczęła się moja przygoda z armią. Nie trwała ona jednak zbyt długo, gdyż krótko po ukończeniu standardowego szkolenia trafiłem do Akademii Wywiadu. Nie zdziwiło mnie to specjalnie, ponieważ doskonale zdawałem sobie sprawę z tego czym się zajmuje mój ojciec. Oficjalnie może i jest kapitanem armii Jego Cesarskiej Mości. Część Lodorczyków jednak może go pamiętać jako agenta Torrath, zwłaszcza po tej słynnej operacji, która zakończyła się szturmem i zdobyciem Vegnar...

Pod okiem tajemniczych panów z Akademii Wywiadu spędziłem trochę ponad rok, jak się okazało później to wszystko miało mnie przygotować do późniejszej podróży na Lodor. Moje zadanie okazało się dość proste i przyjemne. Miałem zdobywać przydatne informacje, a w zamian za to spływało by na mnie złoto z Cesarskiego skarbca. W praktyce wszystko okazało się nieco bardziej skomplikowane i doprowadziło do tego, że stanąłem w obliczu dość nieoczekiwanych okoliczności.

Na Lodor przypłynąłem statkiem. Podróż trwała dość długo i dziękowałem bogom, że nie mam choroby morskiej, bo bym chyba tego nie wytrzymał. Ostatecznie udało mi się trafić do Aritel, gdzie zostałem przywitany przez mojego wuja, Eriesa. Wyglądało na to, że osada ma się bardzo dobrze, a wszyscy mieszkańcy kochają mojego wuja. Jako prawowitego dziedzica Aritel, Eries zaczął mnie przyuczać, abym w przyszłości mógł samodzielnie sprostać wszelkim obowiązkom rządcy. Nigdy bym nie sądził, że okres, w którym będę zdany jedynie na siebie samego nadejdzie tak szybko...

Ah, wspominałem już, że to, że jestem teraz z Ilsaerą zawdzięczam właśnie Eriesowi? Pamiętam jak początkowo mój ojciec odgrażał się mu, że zabije go za to. A wszystko zaczęło się od rozmowy Eriesa z Ajszą, jedną z mieszkanek Aritel i znajomą Ilsaery. Ajsza podobno opowiadała mojemu wujowi jaka to Ilsaera jest samotna, a do tego chciała go namówić, aby zaczął się z nią spotykać. Eriesowi nie w głowie było jednak romansowanie z młodą elfką, a ponad to jak sam stwierdził "Ona by mogła być moją córką.". Jednak nie bez znaczenia okazał się fakt, że po zdradzie Tintagela Liadona, Ilsaera Be'te'tner została przewodniczącą Rady Faraldoru. Takiej okazji na zdobycie poufnych informacji tanim kosztem nie można było przegapić! Więc... Eries zdecydował się posłużyć do tego celu mną. Oczywiście miałem prawo odmówić. Dlaczego więc się zgodziłem? Cóż, przyznam, że nigdy nie podobały mi się zbytnio ludzkie kobiety, a na kontynencie bardzo ciężko jest spotkać kogoś należącego do elfiej rasy... A ona była taka miła... i całkiem ładna. Znacie powiedzenie "Krew nie woda"?
Ostatnio zmieniony 01 czerwca 2010, 12:24 przez Gabriel, łącznie zmieniany 2 razy
Awatar użytkownika
Gabriel
 
Posty: 1178
Rejestracja: 09 maja 2005, 15:51
Lokalizacja: Kraków

Propozycja nie do odrzucenia

Postautor: Gabriel » 05 czerwca 2010, 17:16

Muszę przyznać, że sporo zmieniło się w moim życiu po odejściu Eriesa. Przestałem być jedynie bratankiem Lorda. Sam zostałem rządcą Aritel. Z jednej strony spadło na mnie wiele obowiązków, z drugiej stałem się bardziej samodzielny. Wiedza, którą przekazał mi wuj okazała się bezcenna w tych trudnych czasach. Aby nie wzbudzać niepokoju wśród ludnosci, z początku oficjalnie byłem tylko "pełniącym obowiązki" rządcy. Zdarzało się już wcześniej, że zastępowałem wuja, gdy ten ruszał na wyprawy na Kentar, więc nie budziło to specjalnych podejrzeń. Mój wierny druh Neidear oraz Ilsaera przyrzekli mnie wspierać.

Z Ilsaerą spotykałem się już od pewnego czasu i w końcu staliśmy się parą. Można by rzec "półoficjalnie". Zupełnie niespodziewanie, pewnego pięknego dnia otrzymałem niezwykłą okazję, by odkryć jak bliską przez ten czas stała się dla mnie osobą. Mam na myśli propozycję, która była częścią planu Namiestnika Korony Faraldoru, a została mi złożona poprzez jego córkę, Elrithiel Livirth. Pamiętam ten dzień doskonale, niemal jakby to było wczoraj...

"Cooooooooooo?!" - zapytałem ze szczerym niedowierzaniem.
"Dla poprawienia politycznych więzów." - powiedziała ze spokojem Elrithiel.
"Podobnie zeragowałam... tylko ja byłam bystrzejsza. Tak, chce żebyśmy się pobrali." - dodała po chwili.
"Zaraz, zaraz. Albo ja się przesłyszałem, albo ona mi się przed chwilą oświadczyła" - pomyślałem. Spodziewałem się wszystkiego, ale nie tego.
"Nie musimy się kochać" - dopowiedziała cicho.
"Jakby to miało dla mnie jakieś znaczenie..." - przemknęło mi chwilę przez myśl. W końcu nie wytrzymałem...
"Chyba żartujesz. Czy on upadł na głowę?" - powiedziałem już na głos. Tego było za wiele! Po co ta cała maskarada? Nasuwało się jedno logiczne wytłumaczenie. W ten sposób Livirthowie mogliby uzyskać wpływ na Aritel, by ostatecznie uczynić je prowincją Faraldoru. Scenariusz... średnio prawdopodobny, ale możliwy. Starałem się w miarę szybko przeanalizować sytuację wobec jakiej zostałem postawiony, podczas gdy Elrithiel zaczęła wyliczać mi wszystkie korzyści jakie by z tego płynęły, oraz ustalać zasady, jakie będą panowały w naszym "małżeństwie".

"Nie musi być z tego dzieci.

Ty będziesz robił co będziesz chciał, ja będę robić co będe chciała...

Ale po cichu...

A Aritel tylko na tym skorzysta.

Będzie miało silnego sprzymierzeńca.

Będziesz chciał, będziesz mógł robić z Ilsą co będziesz chciał.

A ja...

Ja będe mogła być z Anzelmem.

Układ czysto polityczny.

O ile się zgodzisz."



O czym pomyślałem?

Wpływy. To mogła by być doskonała szansa na uzyskanie wpływów w Faraldorze. Władza radnego Rady Siedmiu to nawet mniej niż 1/7 władzy w mieście. Władza Namiestnika Korony to nawet więcej niż władza członka Rady Trzech. To więcej niż marna 1/3 władzy. Po śmierci ostatniego króla Faraldoru stanowisko Namiestnika jest najwyższym urzędem jaki może sprawować elf. Może dziś to stanowisko sprawuje Sequeltis, ale czemu w przyszłości nie miałby zająć tego stanowiska chociażby... mąż jego córki? Przecież wystarczyło by tylko poświęcić odpowiednio dużo czasu, aby zdobyć konieczną popularność w Faraldorze. Obecnego Namiestnika można by zawsze odsunąć od władzy bądź zwyczajnie się go pozbyć.

To tylko pierwsza myśl... A są przecież setki innych możliwości. Co by tu dużo mówić - propozycja nie do odrzucenia. Albo Sequeltis mnie nie docenia, albo uważa, że jest bystrzejszy ode mnie. Albo jedno i drugie. Szkoda, że nie wie jak bardzo się myli!

Nad czym tu się zastanawiać? Na dobrą sprawę nie istniały żadne dość mocne racjonalne powody, które mogłyby mnie powstrzymać przed akceptacją tej propozycji. Racjonalne nie...

Właśnie, a w takim razie co z Ilsaerą?
Ostatnio zmieniony 05 czerwca 2010, 17:18 przez Gabriel, łącznie zmieniany 2 razy
Awatar użytkownika
Gabriel
 
Posty: 1178
Rejestracja: 09 maja 2005, 15:51
Lokalizacja: Kraków

Rodzina.

Postautor: Gabriel » 19 czerwca 2010, 21:19

Propozycja, którą mi przedstawione była niezwykle kusząca i odrzucenie jej sprawiło mi sporo wysiłku. Doskonale zdawałem sobie jednak sprawę z faktu, iż przystanie na nią sprawi, że utracę Ilsaerę na zawsze. Gdzieś w głębi serca czułem jednak, że nie mogę do tego dopuścić. To nie mogło się tak skończyć. Zdecydowałem się postawić wszystko na jedną kartę i odbyć szczerą rozmowę z Sequeltisem. Wyjaśniłem Namiestnikowi, że z wielkim bólem jestem zmuszony poinformować go, że to co proponuje nigdy nie mogłoby dojść do skutku, gdyż moje serce należy już do innej kobiety. Obecnie uznajemy, że tamtej propozycji po prostu nie było.

Wydarzenia tamtych dni pozwoliły mi zrozumieć, jak ważną i bliską osobą jest dla mnie Ilsaera. W pewnym sensie mogę uznać, że wyszedłem zwycięsko z tej próby, którą postawiło przede mną życie. Od tamtego momentu wiedziałem już, że to właśnie ona jest osobą, z którą chcę spędzić resztę mojego życia. Kilka miesięcy później poprosiłem Ilsaerę o rękę, a 15 Wielobarwnego Kwietnia 1017r. odbyło się nasze przyjęcie zaręczynowe. Niedługo zamierzamy się pobrać i zamieszkać razem w Faraldorze jako Sorento oraz Ilsaera Ameril. Skąd padł taki wybór na nazwisko? Muszę przyznać, że Ilsa jest zafascynowana korzeniami mojej rodziny, a jako, że tak brzmi pierwotna nazwa mojego rodu (nadal używana z resztą urzędowo w Faraldorze), to chyba było jakiejś alternatywy. Generalnie jestem całkiem zadowolony z takiego obrotu sprawy, choć wcale nie czuję się przez to bardziej elficki.

Jednocześnie zdaję sobię sprawę, że nasze rodziny pasują do siebie równie dobrze jak pięść do nosa. Moja rodzina ogólnie jest mocno specyficzna.

Mój dziadek całkowicie stracił już rozum, ale nie winię go za to, gdyż jest chyba już starszy od większości smoków na Lodor. A przynajmniej tak mi się wydaje, bo trochę głupio mi pytać go o wiek. Jego głównym zadaniem w rodzinie jest nazywanie wszystkich nieudacznikami i okładanie mnie kosturem po głowie. Dość nieprzyjemna persona, jednak szczęśliwie nie wykazuje dużego zainteresowania moją osobą.

Mój ojeciec jest jednym z większych poszkodowanych w rodzinie, pracuje na utrzymanie największych darmozjadow w rodzinie, czyli mojej siostry i matki. Podczas wojny odniósł kilka imponujących sukcesów, obecnie zakończył swoją karierę wojskową, by poświęcić się polityce.

Mojej matce nigdy się nic nie podoba. Po prostu jej wysokim wymaganiom nikt nie jest w stanie sprostać. Na szczęście dla mnie, nigdy nie wykazywała i nie wykazuje zainteresowania moją osobą, gdyż dla niej zawsze liczyła się tylko jej ukochana córeczka.

Moja siostra, trucizna, zaraza. Niesamowicie bezczelna, próżna, żyjąca w przeświadczeniu, że wszystko jej się należy. Manipulatorka. Omijać szerokim łukiem.

Mój wuj, Eries - jedna z najwspanialszych osobistości w mojej rodzinie, wybitny dyplomata i strateg oraz dla mnie osobiście niedościgniony wzór. Niestety ze względu na nieuleczalną chorobę, która trawiła jego ciało, był zmuszony poddać się przemianie w nieumarłego. Pomimo moich najlepszych chęci, nie udało się odwrócić tego procesu. Obecnie przebywa z dziadkiem, który... chyba jest z niego dumny. Cóż, chyba tylko dla nekromanty nieumarły jest najwyższą formą istnienia.

Mój wuj, Thenarion, najstarszy z braci mego ojca. Czarodziej, zapatrzony w swoje magiczne księgi. Zazwyczaj pojawia się w towarzystwie swojej osobistej smoczej wojowniczki, Frimili Faralfan. Wydaje się dość rozsądny, choć daleko mu do talentów Eriesa.

Mój kuzyn, Vernitz. Lepiej o nim nie wspominać podczas rodzinnych spotkań. Pamiętam jeszcze czasy, gdy był całkiem normalny. Thenarion jednak koniecznie chciał go wciągnąć do polityki... Dzisiaj nie przyznaje się on do swojego syna i udaje, że wszystko jest w porządku. Mam nadzieję, że istnieje jeszcze jakaś szansa, by Vernitz odzyskał zdrowe zmysły. Bo jak by nie było - to my dwaj jesteśmy przyszłością rodu.
Awatar użytkownika
Gabriel
 
Posty: 1178
Rejestracja: 09 maja 2005, 15:51
Lokalizacja: Kraków

Szybka odpowiedź

   

Wróć do Pamiętniki i historie V Ery

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron