Władza starszym

dzieje i ciekawe opowieści spisane przez żywe istoty Studni Dusz

Moderatorzy: Tasardur, Junior Admin

Władza starszym

Postautor: Inco » 16 sierpnia 2009, 01:57

Na wpół przytomny mężczyzna leży na śniegu brocząc krwią. Kleryk Belulasa pochylił się nad ciałem i zapytał:
„Czy nosisz w sercu Belulasa? Czy Belulas jest jedynym i prawdziwym Bogiem?”
Postać leżąca na ziemi chwilę pomyślała i zdała sobie sprawę, że niewłaściwa odpowiedź sprawi, że przyportowe grudy śniegu staną się jego trumną. Bez wahania, chcąc uratować swoje życie odparł „Tak”. Kleryk kiwnął palcem na mieszkańca wioski, który podszedł i zajął się rannym. Ów mężczyzna, to bardzo młody człowiek, zapewne liczący niewiele ponad dwadzieścia wiosen. Co się stało, że konał u wybrzeży Aldur? Żeby się tego dowiedzieć, trzeba się cofnąć o kilka lat...

Był to senny listopad 1010 roku kiedy herszt bandytów - Aswar Jabaar został ciężko ranny w trakcie jednego z rajdów na kupieckie wozy podróżujące po traktach handlowych. Gdy został dowieziony do obozu znachor obejrzał jego rany i stwierdził, że przed nim teraz ciężka walka o życie. Miał rację, bo przez następne dwa lata walczył o życie na łożu śmierci. Co prawda z łoża dowodził jeszcze rajdami, ale nie mógł ich kontrolować, przez co działalność rabunkowa skupiła się na drobnych przestępstwach. Ważną kwestią jest jednak to, kto przejmie schedę po nim.

Aswar miał dwóch synów. Starszego – Woraka oraz młodszego – Ramuha. Worak zawsze towarzyszył ojcu na wyprawach, zbierając doświadczenie już za młodu. Ramuh podążał swoimi ścieżkami i często przez niego brat miał kłopoty, bo jako starszy, zawsze brał winę na siebie. Jeśli ktoś by opisywał dzieci herszta, zdecydowanie o jednym napisałby roztropny i uważny, a o drugim porywczy i narwany.

Gdy Aswar wiedział, że zostało mu tylko kilka dni życia, zebrał zaufanych ludzi aby przedyskutować kwestię kto będzie przewodniczyć osadzie. Dyskusja trwała dwa dni, bowiem każdy z jego synów miał pewne cechy które mogły pomóc osadzie w rozwoju. Ojciec doskonale wiedział, że Worak jest człowiekiem opanowanym i mimo, że bardzo dobrze posługuje się rapierem, to jednak woli dowodzić i bawić się w dyplomatę lub negocjatora. Za jego rządów osada powolnie, ale jednak, będzie się rozwijać. Z drugiej strony, gdyby oddał władzę Ramuhowi, porywczemu i temperamentnemu synowi, osada by mogła bardzo szybko się rozwinąć... ale też szybko obrócić w ruinę. Debatując nad tą kwestią, Ojciec postanowił wezwać swoich synów, aby i oni uczestniczyli w debacie. Gdy przyszli, każdy wypowiadał się co by zrobił by było lepiej. Podczas gdy Ramuh naobiecywał wiele rzeczy, Worak stwierdził, że najroztropniej będzie jeśli herszt sam zdecyduje komu oddać władzę. Gdy tej nocy Worak i Ramuh udali się do swoich komnat, decyzja zapadła.

Rok 1012 dobiegał końca, do komnaty Ramuha wszedł skryba, który przekazał dwie wiadomości. Jedna dotyczyła śmierci ojca, druga dotyczyła władzy, którą otrzymał jego brat. Ramuh wyskoczył z pokoju prędko w złości. Szukał brata przechadzając się korytarzami, wreszcie znalazł go spożywającego śniadanie w sali stołowej. Podszedł do niego żwawym krokiem, szarpnął za koszulę by ten wstał i uderzył prosto w twarz. Po twarzy Woraka spłynęła strużka krwi. Młodszy z braci podniósł nóż kuchenny, który był pod ręką i krzycząc, że władza należy się jemu rzucił się na brata, lekko raniąc jego lewy policzek. Ten gdy nie zdążył do końca uchylić się przed ciosem lekko się zachwiał czując cięcie na twarzy, ale zachował spokój. Sięgnął po widelec i cisnął nim w brata. Raniony w ramię Ramuh nie wydawał się jednak uspokoić. Działał jakby w szale i dalej parł na brata. Ten zgrabnie uchylił się od kolejnego ciosu i skontrował barkiem, przewracając Ramuha na ziemię. Widząc, że młodszy brat dalej nie ochłonął, rzucił mu na głowę wazę z zupą. To wystarczyło by stracił przytomność.

Nazajutrz Ramuh poczuł się strasznie. Zupełnie jakby ktoś odebrał mu nie tylko władzę, ale coś więcej. Wiedział, że ma niewielkie szanse w takiej walce więc zaczął myśleć nad innym sposobem odebrania władzy. Bracia pogodzili się dość szybko. Ramuh postanowił podszkolić się w walce i poczekać na odpowiedni moment. Czekał długo, bo aż rok. U kresu 1013 Worak zebrał osadę, bo chciał uczcić swoje urodziny. Tego samego wieczoru Ramuh wyzwał brata na pojedynek, w którym ceną za porażkę jest śmierć, lub wygnanie. Początkowo Worak nie chciał się zgodzić na nią, ale uległ presji brata. Walka nie trwała długo. Ramuh padł na ziemię godzony rapierem w ramię. Ta rana uniemożliwiła mu posługiwanie się dwuręcznym toporem, mało finezyjnym ale ciężkim i sprawiającym dużo bólu narzędziem mordu. Bez słowa starszy brat wskazał młodszemu drogę prowadzącą poza obóz. Ramuh wiedział, że teraz już się z bratem nie pogodzi.

Krążył po wyspie przez rok, aż wreszcie sennego listopada 1014 roku, wychodząc nocą z tawerny w wiosce Aritiel zauważył pewną postać, a właściwie jej kontur, która szybkimi ruchami wspięła się na klify upadłych. Ramuh szybko wdrapał się za postacią i swoimi pijanymi oczami wpatrywał się w dziwną personę. Wysoki, zlewający się z nocą jegomość wysunął spod płaszcza jedną rękę w której trzymał małą fiolkę z zielonkawą substancją. Wypowiedział tylko trzy słowa „wystarczy jedna kropla” po czym się rozpłynął.
Ramuh jeszcze tego samego dnia skrzyknął kilka osób, który od zawsze w niego wierzyli i razem z nim skazali się na banicję z obozu bandytów i nietrzeźwym krokiem rozpoczął wędrówkę do osady ściskając w ręku niewielką fiolkę. Grupka w nocy bez problemu poradziła sobie z patrolami wędrującymi po lasach Dedry. Gdy dotarli do rzeki Ramuh pomyślał, że skoro kropla uśmierci jednego człowieka, to jak wleje całą zawartość do rzeki, z której osada korzysta, to wszyscy będą osłabieni. Nie mylił się. Wlał całą zawartość i razem ze swoimi zaufanymi ludźmi przeczekał dwa dni w tawernie w Dedry. Po dwóch dniach, nocą, wrócili do obozu. Z oddali słychać było jęki i „niesmaczne odgłosy”. Rozpoczęła się nierówna walka, w której wataha Ramuha była górą. Ten jednak nie zważał na swoich kompanów i udał się prosto do Woraka. Zastał go śpiącego w namiocie ale gdy podchodził ze sztyletem w dłoni, ten się zbudził. Szarpanina była krótka i osłabiony Worak skapitulował. Ramuh wbił mu sztylet w podbródek, po czym sam został ranny. Jakaś zbłąkana strzała przeszyła jego udo. Rozejrzał się i zobaczył, że został sam. Kolejna strzała trafiła go w ramię. Rzucił się do ucieczki puszczając na ziemię krwawiącego brata. Udało mu się uciec, ale na skraju śmierci nie za bardzo wiedział, co ma ze sobą zrobić. Dotarł do portu w Dedry i na jego szczęście stał tam przycumowany statek. Wśliznął się nocą pod dek, do magazynowni. Opróżnił jedną z beczek i się do niej schował. Gdy po południu następnego dnia, właściciele statku zorientowali się o jego obecności, bez skrupułów wyrzucili beczkę za burtę. Ta, z ciężko rannym Ramuhem dryfowała przez kilka godzin, aż rozbiła się nieopodal ośnieżonego portu Aldur.
Inco
 

Gdy śmierć weźmie za rękę i poprowadzi...

Postautor: Inco » 11 października 2009, 13:30

Lekko otwartymi oknami do wnętrza tawerny dostaje się zimny, wieczorny wiatr. Przy stolikach siedzą żołnierze i oficerowie armii. Kelnerka rozdaje od czasu do czasu spragnionym żołnierzom różne trunki. W tawernie jest gwarno i słychać różne rozmowy dotyczące tego, co dzieje się na froncie. Przy jednym stoliku siedzi mężczyzna odziany w czarno złote szaty i sączy powolnie wino. W pewnym momencie drzwi do tawerny uchylają się ze zgrzytem wpuszczając jasne promienie księżyca do środka. W drzwiach pojawia się piękna, młoda kobieta o cieniowanych oczach i bardzo kontrastujących z bladą, delikatną cerą czerwonymi, pełnymi ustami. W tawernie natychmiast zrobiło się cicho a żołnierze lustrowali kobietę od jej długich, zgrabnych nóg, po piękną głowę. Ona za to nie rozglądała się po obecnych, ale udała się zgrabnymi, powolnymi ruchami na miejsce, w którym zazwyczaj zasiada bard. Usiadła i zaczęła nastrajać niewielką lutnię. Żołnierze wrócili do swoich rozmów, ale nie zrobił tego Ramuh, który trzymając w ręku kielich z winem wpatrywał się w kobietę swoimi wielkimi, niebieskimi oczami o pustym spojrzeniu. Kobieta zauważyła go, uśmiechnęła się, po czym zaczęła grać i śpiewać. Jej głos sprawił, że wszyscy zamarli i wpatrywali się w nią zasłuchani niczym w śpiew syreny. Ramuh miał wrażenie jakby bardka śpiewała do niego, zainteresował się nią jeszcze bardziej a w głosie zakochał. W czasie śpiewu kelnerka podstawiła artystce kielich wina, by mogła nawilżać swoje wartościowe gardło dobrym trunkiem. Od czasu do czasu żołnierze wstawali i rzucali na scenę monety, ale nikt nic nie mówił. Dopiero gdy śpiew ucichł, w tawernie zrobiło się głośniej. Wtedy Ramuh dopił kielich i pewnym krokiem poszedł w stronę artystki.
- Wiedziałam, że tu przyjdziesz – rozpoczęła rozmowę gdy mężczyzna się do niej zbliżył.
- Wiedziałem, że chcesz bym tu przyszedł
Na twarzach pojawiły się uśmiechy. Kobieta wypiła do końca swój trunek i zwróciła się do Ramuha.
- Nie widziałam Cię tu nigdy
- Ja niestety Ciebie też, ale cieszę się że wreszcie dana mi była taka okazja
- Ah tak – uśmiechnęła się zalotnie – jestem Hani, Hani Ayloud – podając rękę
- Ramuh Jabaar – chwytając za rękę i całując subtelnie
Już po krótkiej rozmowie widać było, że coś między tymi osobami zaiskrzyło. Ciężko jednak stwierdzić, kto zrobił pierwszy krok i komu na tym bardziej zależało.

Ramuh wraz z Hani pod blaskiem księżyca wyszli z tawerny i rozpoczęli spacer rozmawiając przy tym. Już po chwili byli poza Aritiel, ale rozmowy nie można było nazwać dynamiczną. Oboje zdawali się być nieśmiali, albo chcieli za takich uchodzić. Gdy dotarli do lasu Szeptów Hani poprowadziła mężczyznę gdzieś głębiej i usiedli między wysokimi drzewami przy skupisku kamieni. Przez chwilę słychać było tylko wiatr, który powolnie przedzierał się przez drzewa i gałęzie. Było dosyć jasno, a promienie księżyca w pełni otulały oba ciała. Ramuh i Hani błądzili wzrokiem po okolicy wzdychając od czasu do czasu nie mając nic do powiedzenia. W pewnym momencie ich spojrzenia spotkały się, po chwili twarze zbliżyły aż wreszcie utonęli w swych ramionach. Hani odsłoniła swój jędrny, niewielki biust zachęcając Ramuha do pieszczot. Ten nie namyślając się za wiele, skorzystał z zaproszenia wędrując po ciele kobiety rękami. Hani wtuliła się w mężczyznę, ucałowała jego ucho i zaczęła pocałunkami schodzić niżej. Jeden z pocałunków okazał się dla Ramuha bardzo bolesny, odepchnął więc kobietę i złapał się za szyję by po chwili obejrzeć rękę. Po szyi spływała krew a ręka była od niej cała czerwona. Ramuh podniósł wzrok i wpatrywał się pytająco w oczy Hani. Ta lekko się uśmiechnęła pokazując swoje białe zęby. Językiem delikatnie suwała po prawym, długim i ostrym kle. Jabaar natychmiast chwycił za topór i rzucił się na Hani, ta jednak jedną rękę zablokowała jego cios chwytając za broń. Przez chwilę się siłowali, Ramuh zrobił się czerwony, a krew z szyi popłynęła większą strużką. Hani tylko oblizała wargi i rzekła:
- Nie podobają Ci się moje pieszczoty? – po czym wyrwała wielki topór z rąk mężczyzny i odrzuciła go w bok. Ramuh zdezorientowany, a raczej zszokowany wpatrywał się w Hani.
- Podobasz mi się chłopcze – powiedziała swoim pięknym głosem – Chciałabym Ci zaproponować coś, co odmieni twoje życie na zawsze
- Nic od Ciebie nie chcę
- Mylisz się drogi chłopcze. Czy nie marzysz o sile i potędze? Nie marzysz o władzy? Czy nie chciałbyś żyć wiecznie?
Ramuh zaniemówił i z zaciekawieniem wsłuchiwał się w to, co Hani ma do powiedzenia.
- Nie mylisz się, chcę zaoferować Ci życie bez bólu i cierpienia. Przestaniesz się martwić sprawami przyziemnymi, a żyć będziesz jak władca swego czasu.
- Jestem władcą swego czasu – odparł Ramuh, który powoli podnosił się z ziemi.
- Tak? A czy nie wyliczasz godzin, które potrzebujesz spędzić na sen? Czy nie liczysz czasu jaki minął od twojego ostatniego posiłku? Czy nie zwracasz uwagi na czas, który przemyka Ci się między palcami?
Ramuh ponownie zaniemówił i wyczekiwał słów Hani.
- Taak. Wiem czego pragniesz. Widziałam Cię już nie raz. Wybrałam Cię bo uznałam, że sprostasz wyzwaniom jakie Cię czekają i zgodzisz się przystąpić do mnie. Wiem, że marzy Ci się życie wieczne i pławienie się w luksusach. Powiedz, czy przystaniesz do mnie? – zapytała wystawiając w stronę Ramuha ręce.
- Co miałbym robić? – podał ręce
- Nic – uśmiechnęła się przybliżając do siebie mężczyznę – zupełnie nic – wgryzła się i zaczęła sączyć z niego krew, aż osunął się na ziemię.

Ramuh po otworzeniu oczu ujrzał jedynie szare mury, na nich różne gobeliny i obrazy. Pomieszczenie w którym się znajdował było dość ładnie udekorowane a i łóżko było wygodne. Był przebrany, na sobie miał delikatne szaty, błękitnej barwy ze złoceniami. Wstał z łóżka i rozejrzał się za swoimi rzeczami. W tym momencie drzwi do komnaty otworzyły się, a w nich stanęła niewysoka kobieta, o długich, ciemnych włosach, rozpuszczonych na ramiona i ciepłym spojrzeniu. To była Hani Ayloud.
- Już się zbudziłeś? – zapytała
- T..tak. Możemy porozmawiać?
- Ależ oczywiście, pytaj. Spróbuję zaspokoić głód twojej niewiedzy – odparła siadając na krześle niedaleko Ramuha, zakładając nogę na nogę.
- Ile czasu spędzę, oddając Ci swoją krew? Karmiąc Cię swoim ciałem, zanim będę mógł stać się taki jak Ty.
- Ah, młodzieńcze, nie czas jest tu warunkiem do spełnienia, lecz twoje postępowanie i rozumowanie. Może minąć miesiąc, dwa, rok a nawet dekada – zaśmiała się – Ważne jest byś nie postrzegał wampiry jako rządne krwi dzikie bestie, które czyhają na zwierzynę jaką są ludzie czy inne rasy rozumne.
Ramuh usiadł na łóżku, oparł łokcie na kolanach i podparł pięściami brodę, wysłuchując Hani.
- Wampiry, mój drogi, to społeczność o wielu zasadach. Wielu zasad jakie obowiązują tutaj, nie zaznałeś żyjąc u ludzi i nie zaznasz żyjąc pośród żywych. Jesteśmy mądrymi i roztropnymi istotami. Cieszymy się – zaśmiała się – dobrą reputacją wśród żyjących i źle by było, gdyby ktoś wykonując pochopne ruchy zmarnował lata starań o pozytywną i dającą wiele nam pozycję. Mamy swoją historię, którą także poznasz w swoim czasie. Ale póki co, musisz nauczyć się pewnych zasad, które przez najbliższe dni będą Ciebie obowiązywać.
- Są jakieś zasady? Myślałem, że będziesz pić, a ja będę stawać się silniejszy.
- Nie – zaśmiała się Hani – to nie działa w ten sposób. Na dar – podkreśliła to słowo wyraźnie – trzeba zasłużyć. Po pierwsze musisz przestać być taki prostacki i bezpośredni. Jeśli chcesz dołączyć do wybrańców nie możesz się zachowywać jak chłop. Będziesz spędzał trochę czasu w naszej bibliotece i czytał księgi, które ja Ci wybiorę. To na razie będzie twoja pierwsza lekcja.
- To wszystko? – zapytał zdziwiony Ramuh.
- Nie, to dopiero początek – zmrużyła lekko oczy Hani – wspominałam o zasadach i dokończę o nich – wstała i zaczęła powolnie spacerować po pokoju, wpatrując się w Ramuha i mówiąc, jakby mu groziła – po pierwsze, nie możesz dać się sprowokować nikomu. Przyprowadzając Cię tu, jestem za Ciebie odpowiedzialna. Dlatego nie możesz reagować agresywnie na zachowania innych mieszkańców wieży. Przyzwyczaj się, że na razie jesteś zerem w tej społeczności. Jesteś tylko pokarmem, który, być może, kiedyś dostąpi zaszczytu
- ..być może? – przerwał jej wypowiedź – jak to być może?
- Nie przerywaj mi jak do Ciebie mówię. Być może, bo nie jest pewne, że będę mogła Ci dać nieśmiertelność.
Ramuh wyraźnie zdziwiony i zaniepokojony podparł się na drugiej ręce.
- Będziesz musiał udowodnić swoją przydatność, a czasu na to będziesz miał bardzo dużo – kontynuuje – Póki co, przybywaj do wieży co dwa dni. Powiedz, że idziesz do mnie a zostaniesz wpuszczony. Tyle na razie musisz wiedzieć. Możesz odejść.
- Tak po prostu? – zapytał zaskoczony – I co mam ze sobą zrobić?
- To co robiłeś do tej pory. Pij, rabuj, zabijaj, albo jeśli wolisz, siedź na łące i wpatruj się w słońce – zaśmiała się i wyszła z komnaty.
Mężczyzna podniósł się i ubrał swoje rzeczy, które spoczywały w kuferku i wyszedł za kobietą. Gdy opuścił komnatę znalazł się na korytarzu. Nie był on pusty, co i raz przechadzały się po nim różne persony. Wszystkie były różnie, wysokie, niskie, chude, grubsze, o jasnych lub ciemnych włosach, ale wszyscy mieli wspólną cechę – blada, porcelanowa cera. Ramuh skierował się do bramy wyjściowej i tylko spoglądał na spojrzenia wampirów. Były one pełne własnej dumy i pogardy dla żywego, którego widzieli.

Przez kolejne kilkanaście dni Ramuh łączył dzienne podboje, z nocnym oddawaniem się Hani. Ta natomiast przy każdej jego wizycie, nakazywała czytać kolejne księgi lub sama opowiadała o ważnych dla niego sprawach. Tryb w jakim żył od tej pory Ramuh zmienił się bardzo, ale nie można powiedzieć, że na lepsze. Powoli stawał się wyczerpany i zmęczony co odbijało się także na jego samopoczuciu i postrzeganiu świata. Pewnego razu rozmowa prowadzona z Hani nie przebiegała tak jakby oboje sobie życzyli.
- Wielokrotnie mury tej komnaty wysłuchały, jak mówiłam byś nie zachowywał się jak dzikus, ale ty nadal to robisz – wytykała Hani w dosyć groźny sposób – Jeśli chcesz dostąpić Daru Krwi musisz to zmienić. Nikt nie chce by jednym z nas był pozbawiony ogłady barbarzyńca. Porywczość może zaprowadzić cię do otchłani, z której nie znajdziesz drogi wyjścia, a twoja brutalność umniejsza naszą szlachetność w oczach żywych. My, Wieczni musimy przestrzegać zasad by nie stać się zwierzyną, bo to my jesteśmy u władzy a nie żywi. Dlatego musisz zmienić swoje postępowanie albo ...
- Albo co?.... – zdenerwowany Ramuh podniósł się z łóżka i ruszył w stronę drzwi – Mam się zmieniać i robić wszystko co chcesz? Żeby zaspokoić twoje ambicje? Prezentuje wartości, które są doceniane wśród żywych, a jeśli nie, to i tak nikt mi się nie sprzeciwia – podszedł do drzwi i sięgnął klamkę.
- Wiesz dokładnie co stracisz jeśli teraz wyjdziesz. Nie tracisz tak wiele przestając działać jak barbarzyńca, za to stracisz wiele, działając tak porywczo... – przerwała i spojrzała Ramuhowi prosto w oczy – a nie chcesz tego stracić, prawda?
- ... – Ramuh przez chwilę się zastanowił – nie, nie chcę. Za dużo chcę osiągnąć, a za mało mam czasu.
- Czemu chciałeś wyjść?
- Moja duma i pycha mi to podpowiedziały. – odparł nieco skruszony.
- A czemu zostajesz?
- ... – Ramuh ponownie zanurzył się w rozmyślaniu, po chwili jednak odparł – Moja ambicja mnie tak prowadzi.
- Widzę, że czytanie ksiąg przynosi efekty – Hani usiadła na fotelu – wkrótce także nasze rozmowy przyniosą.
Rozmowa o zachowaniu Ramuha trwała jeszcze kilka godzin. Mężczyzna nie stawiał oporu i starał się dopasować do formy, w jaką upychała go wampirzyca. Nie był do końca zadowolony, ale wiedział, że nie ma za dużego wyboru widząc cel swojej męczarni. Na koniec rozmowy spytał Hani o jej historię, ale ta go zbyła.

W ten sposób mijały kolejne dni i tygodnie życia Ramuha. Książki sprawiały, że Młodzieniec posiadał większą wiedzę oraz potrafił się wysławiać tak jak chciała tego jego „pani”, a rozmowy z nią przynosiły efekty i także zachowanie ulegało zmianie. Monotonia każdego dnia wydawała się oddalać, a nie przybliżać Ramuha od celu jego wizyt w wieży.
Pewnego dnia, monotonia jednak wydawała się skończona. Mężczyzna wszedł do wieży a na środku holu leżał spopielony wampir. Nad nim inni, którzy debatowali nad sytuacją, która miała miejsce. Ramuh szukał wśród nich Hani, ale gdy jej nie znalazł, udał się do komnaty. Wampirzyca stała przy stojaku, na którym zwykła trzymać swoją broń, i szykowała się do wyjścia.
- Wyjaśnisz mi zajście jakie miało miejsce na korytarzu? – zapytał ze spokojem Ramuh
- Tak – odparła Hani nie przestając się szykować – Volas. Tak ma na imię łowca, który zniszczył Hectora Roul. Podobno to on był widziany. Nie wiadomo do końca czemu akurat Hector. Można się tylko domyślać, że chodziło o rosnącą reputację Roula – Hani mówi zupełnie bez emocji, nieustannie szykując się do wyjścia – przez ostatnie kilka lat bardzo wiele osiągnął. Podobno niedługo miał się spotkać z kimś ze Starszych, a być może z Pradawnych... nie doczekał.
- Czemu się szykujesz?
- Książe rozpoczął „Krwawe łowy” skierowane przeciw Volasowi
- Krwawe łowy?
- Jeśli ktoś swoimi uczynkami sprowadzi na siebie gniew starszych, Książe może rozpocząć krwawe łowy wymierzone przeciw takiej osobie. Wówczas wampiry, thralle i inni ruszają wytropić ofiarę, by schwytać ofiarę i wymienić ją u Księcia za nagrodę.
- A co jest nagrodą? – zapytał zaciekawiony Ramuh
- Zależy od rangi występku – Hani skończyła się szykować machnęła ręką na dwóch wampirów stojących pod ścianą i skierowała się w stronę wyjścia kontynuując – może to być trochę kosztowności, wzrost rangi, reputacja, ale to i tak nic w porównaniu z prestiżem związanym z wizytą u Księcia i jego.... powiedzmy docenieniem.
Ramuh podążył za Hani i w towarzystwie dwóch wampirów usiłowali wytropić Volasa. Tej nocy niestety bezskutecznie. Promienie słońca, które jeszcze w czerwonym kolorze wynurzały się zza horyzontu odstraszyły wampiry. Ramuh wykorzystał dzień aby trochę popytać o Volasa, ale także nabrać sił przed nocą. Następnej nocy ponownie w tym samym towarzystwie wybrali się tropić łowcę. Tym razem szczęście uśmiechnęło się do nich.
Znaleźli go w podmroku, na polach ciszy. Walka czterech na jednego nie była wyrównana i Volas został raniony. Szukając sposobu wyjścia z sytuacji Volas wykonał paradę i znalazł się w znacznej odległości od wampirów. Zainkantował zaklęcie unosząc rękę w górę, by po chwili skierować ją na wampiry. Znad jego głowy prosto do wskazanego celu uderzył słup światła imitujący promienie słoneczne. Dwóch młodszych wampirów natychmiast się rozpadła. Hani padła na ziemię przypieczona ale nie spalona, Ramuh natomiast oślepiony zakrył tylko ręką oczy. Volas w szoku otworzył szerzej oczy, uznając Ramuha za jednego ze starszych. Ten natomiast nie zastanawiając się za wiele, machnął toporem, celując jego tępą stroną tam, gdzie jeszcze przed chwilą stał Volas. Zgrzyt metali i gruchot upadającego ciała rozniósł się po okolicy...trafił. Gdy po chwili odzyskał wzrok spostrzegł Hani leżącą na ziemi w bezruchu. Początkowo nie wiedział co ma robić, ale szybko przypomniał sobie czytane księgi. W jednej z nich powiedziane były sposoby na ratowanie wampirów w takiej sytuacji. Nie zastanawiając się za wiele rozgryzł sobie kawałek przedramienia tuż przed nadgarstkiem i naciskając drugą ręką skraplał swoją krew do ust Hani. Początkowo nie było efektów, ale po dłużej chwili Hani podniosła się. W tej chwili słabości rzekła do Ramuha:
- Jestem ci wdzięczna za to co zrobiłeś, ale nie rozpowiadaj wszystkim co tu zaszło – mimo treści, Hani wypowiedziała te słowa w sposób oziębły i obojętny
Ramuh tylko przytaknął Hani i oboje wrócili do wieży.

Gdy kolejnej nocy Ramuh szedł do Hani, by ją nasycić swoją krwią, usłyszał jak na korytarzach wampiry rozmawiają o ostatnich krwawych łowach. Usłyszał, że to właśnie Hani zyskała szkatułkę kosztowności od samego Księcia i prestiż związany z wygraniem tych „brutalnych wyścigów”.
Po skarmieniu Ramuh leżąc na łóżku zapytał Hani:
- Czy teraz możesz mi powiedzieć swoją historię? – zapytał z zaciekawieniem
- Hmm – Hani chwilę pomyślała – nie ma za wiele do opowiadania – mówiąc cały czas ozięble i bez emocji – Od urodzenia mieszkała w Faraldor. Moja matka była elfką, ojciec człowiekiem jak ty. Dla większości Elfów byłam odszczepieńcem, ale na szczęście zostałam obdarzona pięknym głosem. Elfy do naród, który potrafi docenić sztukę. Ze śpiewania żyłam, do czasu, gdy mój śpiew nie dotarł do tej wieży. Zostałam porwana i przemieniona... tyle... Było to dawno temu, ale wciąż jestem nisko w hierarchii wampirów, stąd te „być może” z początku naszej znajomości... nie wiem czy dostanę zgodę. Bo widzisz, my nie rozprzestrzeniamy się jak zaraza. Każdy kto ma dostąpić Daru Krwi, jest poddany testom, a wcześniej jest obserwowany i badany. Tylko wybrani mogą być Wieczni.
Ramuh nie dopowiedział nic, wiedział, że każde kolejne pytanie nie znajdzie odpowiedzi. Wypoczął więc i za dnia opuścił wieżę.

Tego dnia Ramuh spotkał pewnego paladyna imieniem Elrendur. Znając zachowania paladynów, postanowił nieco go wykorzystać, bo miecz na służby jest zawsze przydatny. Zaczął z nim podróżować, ale nie wynikało to z przyjaźni a raczej z możliwości łatwego manipulowania paladynem. Po kilku tygodniach jednak coś się zmieniło. Elrendur zaczął nazywać się Sinaelem i diametralnie zmienił swoje zachowanie. Od tego czasu Ramuh z chęcią wybierał się z nim na wyprawy i nie z wygody, a z chęci.
Pewnego razu, gdy Ramuh przesiadywał w tawernie, doszły go plotki, że jego brat przeżył ich ostatnie spotkanie. Rozzłoszczony wyszedł z tawerny i skierował się do okolic Dedry. Po drodze spotkał Sinaela, który dołączył do jego krucjaty. Po drodze ustalili plan działania i ruszyli do obozu bandytów. Rzeź trwała chwilę, po której obaj stali przed obliczem Woraka Jabaar. Ramuh chwilę porozmawiał z bratem, po czym ogłuszył go, rozebrał i pociął by ten powoli się wykrwawił wisząc głową w dół z palisady otaczającej szczyt w obozie. Ramuh, tak konającego brata oddał Vardolosowi w ofierze. Za namową Sinaela przebrał się w szaty brata i przemówił do bandytów, nakazując im zaatakować Dedry.
Jeszcze tego samego dnia obaj ruszyli na ekspedycję, którą zaplanował Sinael. Podróżując przez Faraldor dotarli do kaplicy Uronii. Sinael stwierdził, że przyprowadził nawróconego, wiec Ramuh zaczął takiego udawać. Gdy kapłanka, opiekunka kapliczki zbliżyła się do niego, Sinael przeszył ja mieczem. Mężczyźni tylko uśmiechnęli się do siebie, po czym Ramuh oparł się o drzewo w oczekiwaniu, a Sinael zaczął odprawiać obrzęd oddania kapliczki Uronii w ręce Sekty Artenis’line. W pewnym momencie pojawiła się uskrzydlona postać, która była bardzo zdziwiona z postępowania Sinaela. Próbowała powstrzymać go od dokonania tak wielkiego zbezczeszczenia świątyni co źle się dla niej skończyło. Już po chwili leżał na ziemi i nie przeszkadzał Sinaelowi, który w spokoju dokończył obrzęd. Za swoje poczynania obaj zostali nagrodzeni przez Demona szczytem przyjemności, narzędziem dostarczenia której były dwa Succubusy. Ramuh obudził się w tak zwanej fortecy demonów późnym wieczorem. Ruszył do wieży wampirów by spotkać się z Hani. Opowiedział jej o tym, co się stało. Hani nie była zadowolona ze sposobu w jaki postępował Ramuh, ale uznała, że w tym wypadku celu uświęca środki:
- Nie postąpiłeś dokładnie jak bym sobie życzyła, ale widać poprawę. Już niedługo będziesz gotów – rzekła po skończonym posiłku.

Tę noc Ramuh spędził w namiocie nieopodal Dziupli. Coś mu jednak nie dawało spokoju, coś strasznie go męczyło. Tej nocy miał sen. W nim widział Hani Ayloud, która stała przed obliczem trzech wysokich osób. Całość była rozmazana i trudno było ujrzeć cokolwiek, ale Ramuh miał pewność, że kobieta to była Hani. Zachowywała się jakby o coś prosiła, ale nie dostała zgody. Kolejny sen przedstawiał już rozmowę Hani z Ramuhem na korytarzach wieży wampirów. Hani wskazując bramę wyjściową powiedziała:
- „odejdź! Nie dam ci nic!”
Ramuh obudził się spocony, ale po chwili udało mu się w spokoju zasnąć. Następnego wieczoru udał się do swojej „pani”. Już u progu stwierdził:
- Chciałbym to zakończyć.
- Co zakończyć? – zapytała Hani nieco zdziwiona.
- Jestem ci wdzięczny za to co dla mnie zrobiłaś, ale nie sądzę, byś mogła mnie więcej nauczyć. Chcę być lepszy więc chcę karmić innego wampira, który sam się rozwija i rośnie w siłę, który będzie mógł dać mi dar – mówił w sposób oziębły i bez emocji, jak zawsze zwracała się do niego Hani.
Hani nic nie mówiąc odwróciła się do niego plecami i pozwoliła by odszedł. Gdy tak się stało powiedziała sama do siebie: „uczy się chłopak, uczy”.

Hani dostrzegła jednak potrzeby Ramuha i widziała w nim dobry materiał na „brata”. Porozmawiała z innym wampirem i wymieniła Ramuha na kilka sakiewek złota. Ten wampir zauważył ambicję człowieka, docenił sposób postępowania i szeroko pojętą przydatność Ramuha. Kilka dni później Ramuh otoczony przez kilku grabarzy poległ w cytadeli. Chwilę później okazało się, że to nie jest jego koniec ale dopiero początek wędrówki. Na skraju przytomności widział niektóre obrazy, które pojawiały się i znikały. Miał świadomość, że został gdzieś przeniesiony i położony na zimnej, kamiennej posadzce. Patrząc w ciemne sklepienie sufitu, poczuł silne ukłucie w okolicy szyi. Od tego momentu czuł się coraz słabszy...


Ile minęło? nie do końca wiadomo... co się stało? jedne drzwi się otworzyły, inne zamknęły... co teraz będzie? ... zobaczymy.
Ostatnio zmieniony 11 października 2009, 13:30 przez Inco, łącznie zmieniany 1 raz
Inco
 

Szybka odpowiedź

   

Wróć do Pamiętniki i historie V Ery

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron