"Przeklęta Pieśń"

dzieje i ciekawe opowieści spisane przez żywe istoty Studni Dusz

Moderatorzy: Tasardur, Junior Admin

"Przeklęta Pieśń"

Postautor: Toomal » 11 sierpnia 2009, 17:45

- Hej Martin, zaśpiewaj nam - zawołał jeden z klientów
- Tak, zaśpiewaj nam coś ładnego - podchwycił drugi.
Chuć w Mroźnym klejnocie rozochocona sporą dawką rozgrzewających trunków domagała się rozrywki. Martin bystrym okiem przyjrzał się zebranym, po czym podszedł do jednej z pracownic i z wypiekami na policzkach zapytał:
- Mamo muszę?
Szczupła kobieta o kruczo czarnych włosach, lekko podpita uśmiechnęła się do niego i rzekła:
- Kochanie, nie daj się prosić, masz taki piękny głos. Zaśpiewaj coś krótkiego.
- Tylko wesołego ! - zawołał bełkocząc dowódca nocnej straży obłapując dwie kurtyzany.
Martin wyszedł na środek z niechęcią i zaczął śpiewać. Występ był jak zwykle porywający, ale nikt z tam zebranych nie potrafił docenić jego umiejętności i talentu.
Chłopak był już na tyle duży, że wiedział, co się wokół niego działo. Miał osiem lat i gardził swoją matką, ojca nie znał. Ciężkie to było dzieciństwo, nienawidził tego miejsca.

Kilka lat później Martin wracał z Dedry z kilkoma workami towarów. Zatrudnił go kupiec z Aldur. Martin wiedział, że i on bywa "klientem" jego matki, ale ten miał sentyment do chłopaka i chciał mu pomóc wyrwać się z tej dziury. Mówił:
- Zarobisz trochę, popłyniesz na kontynent, świata zobaczysz. Może tam odnajdziesz lepsze życie, tu nic dobrego cię nie czeka.
Był poranek. Swoim zwyczajem Martin poszedł odwiedzić matkę. Zastał ją przy porannej toalecie. Nie zwlekając oświadczył:
- Mamo, zaciągnąłem się
Matka pobladła, nogi się pod nią ugięły.
- Martin, synku... masz 14 lat nie możesz iść do wojska, trwa wojna, ja nie chcę cię stracić!
Chłopak podszedł do matki i przytulił ją mocno.
- za późno mamo, wrócę i wyciągnę cię stąd.
Matka ze łzami w oczach podeszła do skarbczyka, wyciągnęła z niego małą szkatułkę i mieszek ze złotem.
- Weź to - powiedziała szlochając -To twoje przeznaczenie, w tej małej szkatułce. Otwórz ją, gdy odnajdziesz swoje miejsce na tym świecie - była śmiertelnie poważna -nie wcześniej, nie później, sam będziesz wiedział kiedy.
Chłopak wziął szkatułkę, spojrzał na dziwny zamek. Matka tłumaczyła:
- Otworzy ją twoja krew. Wystarczy, by spłynęła na niego kropla i sam się otworzy
- Dobrze mamo - odpowiedział wzruszony pożegnaniem, przytulił ją jeszcze mocno. Spojrzał ostatni raz Czas na mnie., odwrócił się i nigdy więcej jej nie zobaczył.

Martin zaciągnął się do Armii Perionu i popłynął na kontynent. Tam, w wojsku, jako kadet w jego wieku wykonywał najprostsze zadania. Dowódca jego oddziału widząc potencjał chłopaka przydzielił go do opatrywania rannych. Zauważył, że śpiew chłopaka poprawia morale jego chłopców i zagrzewa ich do walki. Martina cieszył fakt, że nie musi iść na front, nie był jeszcze gotowy. Radował się, że mógł pomóc swym talentem.

I przyszedł wreszcie dzień, że jego oddział został wysłany na wielką bitwę. Brali w niej udział przedstawiciele prawie wszystkich ras. Stanęli przeciw sobie po stronie Perionu i Torrath. Już po pierwszym dniu zmagań zdziesiątkowane zastępy Perionczyków pierzchały z pola bitwy. Wtedy to Martin przeszedł chrzest bojowy - tam doświadczył okrucieństwa wojny: bólu, zdrady, cierpień o których mu się nawet nie śniło.
Choć wyszedł cało z wojennej zawieruchy, nigdy już nie był taki sam, przestał śpiewać, przestał tworzyć. Znów nie wiedział co chce robić, kończyła się służba i musiał coś postanowić.

Gdy skończył się 6-letni kontrakt, postanowił wrócić do Aldur na rok i wtedy podjąć decyzję - zostaje tam czy wraca na Kentar. Postanowił też zmienić imię, mało prawdopodobne, by go ktoś jeszcze poznał, a chciał ostatecznie oderwać się od przeszłości.
Przyjął imię "Degoth", co w jednym z wielu języków Kentaru oznaczało "Powracającego w mocy"

Jakież było jego zdziwienie, gdy zobaczył pierwszego z nowych strażników. Zajrzał do "Mroźnego klejnotu", ale nikogo tam nie zastał. Gdy przechodził koło karczmy usłyszał:
- Podejdź i złóż hołd jedynemu - strażnik, którego wcześniej widział wskazywał na masywny pomnik Belulasa.
Czy to konieczne? - zapytał - Czy przymuszasz odwiedzających do składania hołdu swemu Bogu? Jeśli tego nie zrobię wyrzucisz mnie z Aldur? Aresztujesz?
Strażnik wyraźnie podirytowany wydarł się: - Na kolana nikczemniku, pokłoń się przed Jedynym!!!
Martin spokojnie odparł: - Gdybym chciał poznać nowego patrona Aldur, gdybym może chciał mu służyć? Skutecznie mnie do tego zniechęcasz. Widzę, że sporo się tu zmieniło od mojego pobytu.
Całej rozmowie przysłuchiwał się jeden z kapłanów stojący obok karczmy, który odesłał strażnika do swoich obowiązków, a zaciekawiony osobą Degotha zaprosił na rozmowę. Tak się stało, że po dwóch tygodniach wstąpił do kościoła i stał się jednym ze strażników Aldur.

W końcu wydawało mu się, że zaznał spokoju. Wiedział, że to jest to co chce robić. Zaczynał coraz mocniej wierzyć, że łaska Belulasa spłynęła na niego, tym żarliwiej słuchał kapłanów i wypełniał ich polecenia. Był doceniany, czuł się wyróżniony, jego wiara umacniała się z dnia na dzień. Nie był już zwykłem strażnikiem, jego wiara i oddanie były zbyt wielkie, chciał więcej i mógł to osiągnąć. Wystarczy się tylko postarać.

Z upływem czasu coraz częściej też spoglądał na swoją szkatułkę. Tak..., chyba jest już gotowy....
Ostatnio zmieniony 11 sierpnia 2009, 18:01 przez Toomal, łącznie zmieniany 3 razy
Awatar użytkownika
Toomal
 
Posty: 712
Images: 1
Rejestracja: 28 października 2005, 10:17
Lokalizacja: Bydgoszcz

Szybka odpowiedź

   

Wróć do Pamiętniki i historie V Ery

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron