...Śmierc jest jedynie początkiem...

dzieje i ciekawe opowieści spisane przez żywe istoty Studni Dusz

Moderatorzy: Tasardur, Junior Admin

...Śmierc jest jedynie początkiem...

Postautor: Thamiar » 14 stycznia 2009, 00:46

Bardziej streszczenie ogólnej sytuacji niż opowiadanie, ale od czegoś trzeba zacząc :)


[center]Obrazek [/center]
[center]Punkt Zwrotny-Stara księga[/center]

Przejażdzka przez las Clarion, dziwaczne piski z urwisk i szybujące potwory. Potem desperacka próba uratowania Vestelli. Krzyk, rozbłyski zaklęc i rozpacz.

Vestella...ukochana, ta jedyna. Teraz mógł odwiedzac ją jedynie na cmentarzu.
[center] * * *[/center]
Młody elf odgarnął za ucho kosmyk kruczoczarnych włosów. Kolczyki wydały cichy metaliczny szczęk, poruszone przez dłoń. Merinid, bo tak zwał się ów elf oparł głowę o ścianę. Po policzku spłyneła mu łza zawierająca w sobie gorycz i smutek kilku ostatnich lat.
Kłótnie z matką, utrata ukochanej w dniu zaręczyn a teraz ten list. Młodzieniec spojrzał na leżący przed nim zwitek pergaminu z ułamaną pieczęcią tuż obok. Ujął go i rozwinął drżącymi dłońmi. Przeleciał wzrokiem po tekście czytając go raz jeszcze, chociaż każde słowo boleśnie wryło się w jego pamięc.
-Witaj Bracie.-
Zaczął czytac list na głos, oczy ponownie się zeszkliły. Czytał chociaż znał już list na pamięc:
Jego siostra zachorowała i zamierzała wrócic w rodzinne strony, do Falaldor, byc może po raz ostatni.
Czemu, za jakie grzechy los i przeznaczenie tak się nad nim znęcają?
-Ma przybyc dzisiaj- Mruknął cicho Merinid. Wyciągnął z kieszeni haftowaną chustkę i przetarł sobie oczy. Zwinął pergamin a nastepnie schował go do skórzanej tuby z wyszytym "A" na wierzchu. Szybko zebrał się w sobie i dumnie ruszył w kierunku portu by powitac siostrę.
Wieczór był chłodny i pochmurny. Młodzieniec otulił się mocniej płaszczem a na głowę naciągnął kaptur. Gdy już dotarł do portu, zaklnął siarczyście gdyż nie mógł znaleźc właściwego pomostu. Na całe szczęście nie musiał długo szukac. Z ciemnego płaszcza nocy wyłoniły się dwie postacie. Jedna z nich przygarbiona, mająca kłopoty z chodzeniem. Druga bardziej postawna wyraźnie robiąca za podporę dla pierwszej. Elf ruszył w ich kierunku. Gdy mgła przestały ograniczac widok Merinid ujrzał Elanie, swoją siostrę. Elfka kasłała i mocno drżała.
-Kochany braciszku!- Ponownie zakasłała.
Merinid natychmiast dobiegł do siostry, podejrzliwym wzrokiem lustrując osobnika
-To, to jest mój narzeczony Derid. Nie pamiętam czy Ci o nim wspominałam- Dwoje elfów skineło sobie głowami.
-Jesteście napewno zmęczeni tak długą podróżą, zapraszam, zapraszam- Wskazał dłonią bramę prowadzącą do centrum miasta
-Słyszałam że otworzyli u was nową gospodę, to prawda Merinidzie?-
-Taaak, jest taka jedna. Chodźcie za mną. Zaprowadze was.-
Merinid wziął siostrę za ramię, i w trójkę drepcząc powoli ruszyli w stronę tawerny.
[center]* * *[/center]
W środku karczmy panuje gwar, hałas i zabawa. Merinid kiwnął głową karczmarzowi. Ten uśmiechnął się i wyciągnął spod lady butelkę z namalowanym na etykiecie półksiężycem.
-Cóż, w takim razie nie będe wam przeszkadzał- Młody elf uśmiechnął się szeroko.
-Elanio jutro porozmawiamy, gdy wypoczniesz i wzmocnisz się tutejszym śniadaniem. Jestem pewien że jutro poczujesz się lepiej. Tak więc...pokój dla dwojga?-Przerzucił spojrzenie na Derid'a. Małomówny elf potaknął.
-Pokój dla dwojga, zapłace po pierwszym księżycowym- Merinid rzucił przez pół sali do szynkarza. Wyraźnie oboje dobrze się znali.
-Odprowadzę Elanie na górę, ty zaczekaj. Muszę z Tobą o czymś pomówic.- Rzucił Derid, i jak powiedział tak zrobił.
[center] * * *[/center]
Po kilki chwilach Derid zszedł, zastając elfickiego młodzieńca przy stoliku popijającego Księżycowe białe. Pokręcił głową, wyraźnie dając mu do zrozumienia że rozmowa powinna się odbyc w cztery oczy.
Długa rozmowa dotyczyła bardzo słabego zdrowia Elani. Merinid dopytywał się dosłownie o wszystko. Podsuwał różne pomysły dotyczące leczenia, ale jak na ironie one wszystkie były znacznie wcześniej testowane przez Derida, z mizernym skutkiem. Z całej dyskusji wywnioskowali że ich jedynym wyjściem będzie rozmowa z alchemiczką rodu Be' te' tner. Zgodnie z tym co mówił Derid, przypadek podobny do Elenii był kiedyś opracowywany przez alchemiczkę Be'te'tnerów. Innym sposobem były dziwne rytuały traktujących o manipulacji duszą o których napominał Derid, ale stwierdzili że wykorzystają to tylko w ostateczności. Oboje zadecydowali że Derid zostanie z ukochaną a Merinid wyruszy do Be'te'tnerów.
[center]***[/center]
Rozmowy dały jedynie nadzieje. Alchemiczka wyjaśniła dokładnie żadko spotykaną chorobę, dręczącą Elanie. Opisała ją jako "Opuszczanie ciałą przez duszę". Potwierdziła że kiedys pracowała nad podobną chorobą z brushwoodzką alchemiczką. Stwierdziła też, iż jest w stanie uważyc eliksir. Jednak zajmie jej to przynajmniej tydzień...stanowczo za dużo. Alchemiczka zasugerowała również, że jej przyjaciółka w niziołczej wiosce może miec resztki owego eliksiru. Merinid nie musiał się długo namyślac by wyruszyc w dalszą podróż.
[center]***[/center]
Dobicie targu z niziołkową alchemiczką, było miodem na zbolałe serce elfa...jedynie morski szlak dzielił go teraz od siostry...
[center]***[/center]-Szlag! Eliksir działał tylko przez chwilę- Derid rzucił pusty flakon w kąt pokoju.
-Kontaktowałeś się z tą Be'te'tner? Jak idą prace?-
-Za dwa, trzy dni powinna skończyc- Odparł przekąsem narzeczony Elani
-Na wszystko co święte! Nie mamy tyle czasu!-Merinid wskazał leżącą na łóżku siostrę. Była prawie przezroczysta, a oddychanie przychodziło jej z niesamowitym trudem.
-Mamy jakąś inną opcje? Ta księga o której mówiłeś?-
-Tak...ale...ale to zakazane. To rytuały nekromantyczne, czarna magia- Zająkał się Derid
-Kobieta Ci umiera! Jeśli zaraz czegoś nie zrobimy stracisz ją na zawsze!- Merinid wrzasnął, nie mogąc się powstrzymac.
-Biała magia czy nie zależy od sytuacji. Czy czar który zabije tyrana gnębiącego lud będzie dobre czy złe? Dla ludu będzie to biała magia zwiastująca wybawienie. Dla tyrana plugawe czarcie moce-Wysyczał nie mogąc się opanowac.
Derid, potakując poszedł za słowem elfa. Podszedł do komody, wyciągnął opasłe tomisko i zaczął przygotowanie do rytuału.
[center]***[/center]
Dwójka elfów, stojąca nad pół-żywą Elanią usłyszało pukanie do drzwi. Nie zawracając sobie tym głowy kontunowali prowadzenie rytuału...
Wielki wybuch! Drzwi roztrzaskały się na drobne kawałki, do środka pokoju wpadło trzech elfickich strażników z napiętymi łukami. Wszyscy w wypucowanych zbrojach z godłem Falaldoru. Za nimi dostojnym krokiem wszedł sierżant.
-Słyszeliśmy o niepokojących donosach. Jakiś mag wyczu...-Urwał w pół zdania
-Cóż to za plugawe praktyki! Zaprzestańcie tego! NATYCHMIAST!- Ryknął widząc co czyni dwóch magów.
-Ratujemy ją! Chcemy jej pomóc!- Słabym głosem odparł Merinid, odwracając się do kapitana
-Przestańcie! Pomożemy jej, ale zaprzestańcie tych plugawych praktyk!-
-Nie możecie, nie...nikt nie może!-
-Dosyc! Dosyc tego, zabrac ich. Jeśli będą stawiac opór zabic- Podwładni kapitana skineli głowami. Dokładnie w tym momencie Derid padł na kolana wypowiadając ostatnie słowa inkantacji i...skonał w rozbłysku energi.
-Tak kończą szaleńcy- Rzucił w przestrzeń kapitan spluwając na bok.
Strażnicy zbliżali się do elfa, i wyraźnie nie mieli pokojowych zamiarów. Wtem młodzieniec usłyszał w swej głowie jakiś głos. Niewiele myśląc chwycił księge i wypowiedział kilka słów. Karczma zadrżała, a powietrze zgęstniało. Wojacy padli bez życia na podłogę, ostatnie co słyszeli przed śmiercią to przeraźliwy świdrujący wrzask.
Merinid ze szlochem opadł na kolana. Derid nie żył...odwrócił głowę. Elania miała otwarte oczy i usta. Stracił wszystko. Wszystko na czym mu zależało...życie nie miało już sensu...
Jednak ponownie usłyszał głos...ten słodki głos który pomógł mu przed chwilą...tym razem mówił że pomoże z Elania...pomoże z ukochaną Vestellą...pomoże ze wszystkim jeśli tylko weźmie księge i da coś w zamian. Pokornie pokiwał głową. Nic nie miało już sensu, więc pozostało mu słuchac głosów we własnej głowie.
Z korytarza dał się słychac tupot okutych buciorów.


Teraz trzeba stąd tylko uciec...
Miodne tekstury undeadów:
Zombie,Ghule,Cała reszta
II i III era: Thamiar Abeair
V era:Merinid Abeair
VII era:Abarxas Enteror
Awatar użytkownika
Thamiar
Skrypter
 
Posty: 223
Rejestracja: 04 maja 2005, 14:02
Lokalizacja: Sprzed komputera
Moje postacie: Abarxas Enteror

Postautor: Thamiar » 16 stycznia 2009, 19:20

[center]Badania:[/center]
[center]Obrazek [/center]
Ghoule...
-Pokraczne zdegradowane niezwykle zwinne i ruchliwe istoty o wypaczonych twarzach. Stwory o ostrych niczym brzytwy szponach, pomagających w rozkopywaniu twardej ziemi osłaniającej pogrzebane zwłoki. I zębiskach, zdolnych rozerwać gardło jednym kłapnięciem szczęk oraz długich językach do wysysania szpiku z kości. Ich karłowate ciała przybierają najczęściej barwę zgniłej zieleni lub pyłu cmentarnego.
Następne stronice księgi zajęte są przez szczegółowe szkice anatomii gohuli.
- Ghoule często łączą się w niewielkie grupy. Przeważnie występują w okolicach cmentarzy, kurchanów lub pól bitewnych zapewniających im świeże posiłki. Chociaż z upodobaniem konsumują zwłoki, żaden nie byłby do końca szczęśliwy, gdyby od czasu do czasu sam kogoś nie zabił.
-Jako siła zbrojna ghule są raczej mizernym nabytkiem,
*Zdanie to jest wielokrotnie podkreślone* gdyż są dosyć tchórzliwi i raczej nie przepadają za walką do przysłowiowego końca. Poza tym ghule mają tendencję do natychmiastowego zjadania powalonych oraz sparaliżowanych wrogów. Prowadzi to do zamieszania na polu walki, gdy potwór miast walczyć bezwładnie pożera pokonanych nieprzyjaciół. Bardzo intrygującą mnie cechą jest trucizna wykorzystywana przez ghule. Nie jestem do końca pewien czy jest ona wytwarzana naturalnie-przez jakieś gruczoły, czy byc może wytwarzają ją za pomocą alchemi. Narazie próbuje uzyskac nieco cocofianu, jak prototypowo nazwałem paraliżującą substancję. Mam nadzieję że w przyszłości uda się ją wykorzystac. Niżej zapisana jest nazwa "Coocofian", pod nią zaś w punktach jej przypuszczalny skład. Obok naszkicowane są uzbrojone w długie szpony, łapy gohuli i ich kły.
Warto również wspomiec o ghastach. Chociaż podobe do ghuli, cechują się znacznie wyższymi zdolnościami bojowymi oraz większą wytrzymałością. Ich godną uwagi cechą jest zdolnośc wyzwalania trujących oparów. Prawdopodobnie przewodzą oni grupami słabszych pobratymców.
-Ani razu nie widziałem by ktoś animował ghula. Wszystkie znane rytuały mówią jedynie o przywoływaniu:

"Do małego dołka włożyć sztabkę ołowiu znanego jako metal śmierci, zalać go krwią czarnej owcy i mocno zatupać nogą nawołując magiczną inkantacją stwora na posiłek."

Zastanawia mnie więc skąd biorą się te istoty...
*Na marginesie, małym druczkiem dopisane są uwagi dotyczące przywoływania ghuli*
- Śmiem więc wysunąć teorię że ghule to żywe acz zdegradowane prawdopodobnie przez kanibalizm a następnie spaczone przez magię istoty. Myśl tą nasuneło mi dłuższe obcowanie z tym gatunkiem oraz strach, niespotykany u nieumarłych...
Całą sprawę trzeba będzie dokładniej zbadac, byc może dowiem się skąd wzieły się te istoty.
Ostatnio zmieniony 16 stycznia 2009, 19:20 przez Thamiar, łącznie zmieniany 1 raz
Miodne tekstury undeadów:
Zombie,Ghule,Cała reszta
II i III era: Thamiar Abeair
V era:Merinid Abeair
VII era:Abarxas Enteror
Awatar użytkownika
Thamiar
Skrypter
 
Posty: 223
Rejestracja: 04 maja 2005, 14:02
Lokalizacja: Sprzed komputera
Moje postacie: Abarxas Enteror

Postautor: Thamiar » 02 lutego 2009, 11:06

[center]Obrazek [/center]
"Nekromancja rekrutuje najlepszych zbrojnych.
Zawsze słuchają rozkazów, nigdy się nie poddają
i nie przestają walczyć. Nawet gdy odpadnie od
nich jakaś część ciała.

Merinid Abeair

[center]Nowa Droga[/center]


Cmentarz na peryferiach Falaldor.
Był mroźny, deszczowy wieczór. Ciężkie krople deszczu opadały na opitą wodą ziemie. Okryta długim, szurającym po błotnistym podłożu postać przemierzała cmentarną alejkę w towarzystwie dwóch przeraźliwie chudych wędrowców.
-Więc by wkroczyć na ścieżkę bladego mistrzostwa trzeba wpierw spędzić trzy dni w towarzystwie nieumarłego?- Zakapturzony jegomość rzucił krótkie spojrzenia na współtowarzyszy.
-Tak, tak. Ale nie z byle kim. Skoro to mają być całe trzy dni, niech to, chociaż będą przyjemne trzy dni- Kontynuował monolog.
-Jak zwykle zero poczucia humoru- Pokręcił głową, ponownie z zwracając się do milczących towarzyszów.
* * *
-Na Uronie, co za piekielna pogoda.- Sapnął młody elf odziany w prostą skórzaną zbroję z wyszytym herbem Falaldoru. Spojrzał na kłębiące się deszczowe chmury.
-Czemu akurat mnie przypadło patrolowanie cmentarza w taką pogodę. I czemu akurat dziś grabarz wziął sobie wolne. Te pęki kluczy są potwornie ciężkie- Mruknął do siebie, wyciągając z kieszeni małą posrebrzaną szkatułkę.
-Tylko tyle mi zostało- Stwierdził wysypując brązowe wiórki na dłoń. Wciągnął je nosem i kichnął potężnie. Schował pudełeczko i potarł nos.
Naglę w oddali, przy jednym z grobów spostrzegł wychudzoną postać.
-Kolejna babuleńka, która zgubiła drogę szukając grobu męża...-Warknął pod nosem. Po chwili wyprostował się, przykleił uśmiech na twarz i ruszył w stronę owej babuleńki.
-Witam, pani się zgubiła? Zaraz zaprowadzę do bramy wyjściowej. Proszę tędy- Wykrztusił z siebie wyuczoną formułkę, ofiarując starszej pani ramię, na którym mogłaby się oprzeć. Odpowiedział mu jednak tylko szum wiatru.
-Przepraszam?! Dobrze się pani czuje?- Podszedł o krok bliżej
…Świst przecinającego powietrze…
Ukucnął i odturlał się w bok. Wprost na krzak. Ostre igiełki wbiły mu się w skórę. Odruchowo pomacał głowę. Jest na miejscu, tylko piórko z kapelusza zostało brutalnie rozpołowione.
Uniósł głowę. Par kroków przed babuleńką stała postać z niesionym toporem, zapewnie ów napastnik który go zaatakował. Wokoło głowy latały mu małe krwisto-czerwone punkciki.
-Psubrat, wspomaga się magią- Szybka ocena sytuacji, wymacał dłonią rękojeść miecza i już chciał ruszyć na pomoc babci...gdy starsza pani niespodziwanie ruszyła,kuśtykając w jego kierunku, a następnie wyciągając zza pazuchy sztylet. Dopiero teraz zauważył, że ta starsza pani jest zbyt chuda i...Nieświeża nawet jak na kogoś bardzo starego. Odpadający z policzka płat skóry również nie wyglądał zachęcająco.
- Nieumarli!!- Ryknął rzucając się na nieboszczyków, wykonując mieczem młynek nad głową. zwinnym ruchem wyminął wesołą i wpółżywą babuszkę kierując ostrze w stronę przeciwnika uzbrojonego w topór. Szybkim ruchem wyminął opadające ostrze broni. Zamachnął się mieczem celując w tors napastnika. Ostrze doszło do celu, odbiło się jednak z głuchym łoskotem.
-Przeklęte trupy…z kamienia są czy co?- Ponownie uchylił się przed toporem. Zaatakował celując w dłoń, wykonał jednak udaną fintę, zmieniając tor uderzenie. Głowa umarlaka potoczyła się po kamiennym bruku. Szybko obrócił się napięcie. Stanął pewnie, przygotowany na przyjęcie kolejnego nieprzyjaciela.
Obrzydliwa staruszka była tuż obok. Ukucnął, kopnął truposza w kostkę. Ten zwalił się niczym kłoda. Dopiero dotknął ziemi gdy elf już był przy nim. Uderzał wściekle mieczem rozszarpując żywe zwłoki. Gdy przestały się ruszać, stanął ocierając pot z czoła. Wtem poczuł przerażający ból rozkwitający w jego nodze niczym krwawa róża.
-Co się sta…- Ostatnią rzeczą którą zobaczył była jego własna odrąbana noga leżąca tuż pod nim. Nad nim zaś, stał bezgłowy nieumarły dzierżący topór…


-Brawo, brawo! Doprawdy wspaniałe widowisko- Zza rogu wyszedł zakapturzony osobnik bijący brawo. Podszedł do nieprzytomnego strażnika. Zerwał z jego paska pęk kluczy.
-Niesamowity ruch, jestem pod wrażeniem!- Uśmiechnął Się do żywotrupa. Ten tylko przechylił głowę obojętny na słowa pana.
-No już, już. Zabierz ich z nami. Jeśli nie zauważą zwłok, później zaczną go szukać.- Trup spojrzał głupawo na truchła i wykonał polecenie.
-Zaraz, zaraz w którym to mauzoleum pochowano Vestelle?- Merinid pogładził podbródek i ruszył wraz z sługą przed siebie.

***
Wnętrze krypty śmierdziało stęchliną i słodkim zapachem pleśni, całość dopełniał odór mokrej ziemi. Ściany, oświetlane słabymi płomieniami wiecznie płonących pochodni ociekały łzami wilgoci. Po długich poszukiwaniach dwójka wędrowców znalazła kamienny sarkofag, w którym została pogrzebana Vestella.
-Szybo, otwieraj!- Mag rozkazał służącemu. Ten rzucił ciała, które wlókł ze sobą aż do teraz i wykonał kolejne polecenie. Odór zgnilizny uderzył w nozdrza czarodzieja. Zepsute, nadgniłe zielonoszare ciało spoczywało we wnętrzu kamiennej trumny. Przerzedzone włosy okrywały twarz na wpół obleczoną skórą. Zęby szczerzyły się uśmiechnięte a brakujące wargi odsłaniały przegnite dziąsła.
-Wróciłem po ciebie kochanie- Mag uśmiechnął się czule. Wyciągnął z płóciennej sakiewki dwa czarne niczym atrament kamienie. Podszedł do zwłok i umieścił je w oczodołach. Wyciągnął ręce w górę i rozpoczął inkantacje. Oczy rozbłysły mu czerwienią. Dłonie pokryły się bladą poświatą. Ciało w trumnie zaczęło drżeć. Merinid wypowiadał słowa powoli, potem coraz szybciej niczym gnomia kusza samopowtarzalna. W końcu ryknął „Powstań!”. Oślepiający błysk…ogłuszający huk…
Z szlachetnych kamieni w oczodołach zostały jedynie wypalone skorupy. Vestella ruszyła palcami. Następnie powoli wyszła z sarkofagu.
-Chodź do mnie kochanie. Wtedy nie mieliśmy okazji i sprzyjających warunków. Ale teraz…teraz mamy masę czasu, no chodź…- Nekromanta podszedł o krok. Objął trupa w tali i przyciągnął go do siebie.
Nadgryzł przegniły płatek uszny Vestelli.
-Mamy całe trzy dni…wyobrażasz to sobie?- Mruknął muskając ustami gołą kość policzkową zmarłej ukochanej. Zaraz potem wyszukał ustami tego co zostało z jej ust.
Nieumarły topornik powrócił do wykonywania poprzedniego polecenia mistrza. Chwycił dwa ciała i stanął w kącie krypty. Krew miarowo ściekająca z otwartej rany elfiego strażnika kapała na posadzkę tworząc krwistą pajęczynę. Całość przypominała tym samym jakąś upiorną klepsydrę.
Kap…
Kap…
Merinid zaczął przesuwać dłoń ku pośladkom ukochanej.
Miodne tekstury undeadów:
Zombie,Ghule,Cała reszta
II i III era: Thamiar Abeair
V era:Merinid Abeair
VII era:Abarxas Enteror
Awatar użytkownika
Thamiar
Skrypter
 
Posty: 223
Rejestracja: 04 maja 2005, 14:02
Lokalizacja: Sprzed komputera
Moje postacie: Abarxas Enteror

Postautor: Thamiar » 11 lutego 2009, 01:07

[center]Obrazek [/center]Badania:

Negatywna energia/Czarna magia - Dział magii zajmujący się "szkodzeniem innym"

Jak każdy rodzaj magi, czarna magia znana jest od wielu wieków. Przedstawiciele różnorakich ras opracowywali magiczne formuły i zaklęcia mające leczyc choroby, sprowadzac deszcz na spalone pola albo chronic wioskę przed nieprzyjaciółmi.

*Z boku widnieje notatka dopisana drobnym druczkiem*
"Typowe wykorzystywanie magii przez istoty, które nie powinny miec z nią styczności"

Pozostali zaś głowili się nad klątwami i pozostałymi magicznymi sposobami zadawania bólu i zsyłania nieszczęśc na sąsiadów. Tak czy owak według niektórych autorów i osobiście skłaniam się ku tej teorii: Magia jest bezbarwna. To czy mamy doczynienia z "czarną" czy "białą" magią, zależy wyłącznie od intencji. Stopienie woskowej figurki okrutnego władcy by zadac mu śmierc, z pewnością będzie uważane przez tłum za białą magie, tymczasem władca z pewnością nazwie to przejawami okrutnej czarnej magii. Inni zaś twierdzą że toczący się konflikt między białą a czarną magią jest wyrazem dwoistej natury istot myślących. Zdolnością do czynienia dobra i zła...ale kto przejmowałby się takimi głupotami?

*Na następnej stronie widnieje starannie wykonany rysunek okręgów, każdy z wymalowanym symbolem innej szkoły. Wszystkie osiem okręgów zaś połączonych jest białymi i czarnymi nicmi*


Negatywna Energia:
Zaliczamy do tego czary kumulujące w dłoniach maga odrażającą energię. Ów energia rani żywych w niezwykły sposób. Nie sprawia bólu podobnego do ostrza miecza, nie ochroni cie wiec żaden pancerz. Nie parzy jak ogień czy kwas, nie zamraża członków jak lód. Odczucie które odczuwamy to kwintesencja bólu łechczącego naszą dusze jak i psychikę.
Czary te działają przeciwnie w przypadku nieumarłych. Leczą ich i pokrzepiają jako że do ich stworzenia użyta została ta sama moc.
Typowymi przykładami takich czarów są: Promień negatywnej energi czy też wybuch negatywnej energi.


*Jakgdyby powtwierdzeniem słów, poniżej notki napisana jest sentencja będąca początkiem inwokacji wszystkich czarów kumulujących negatywną energie*

Czary mocniej ingerującymi w dusze przeciwników nazwałem "Czarami śmiertelnymi".
O ile wyczerpanie wysącza energię życiową z duszy celu, a palec śmierci wyrywa ów duszę z kajdan jakim jest nędzne truchło przeciwnika i mogę zaliczyc je pod etykietę negatywnej energi...o tyle co do "Pieśni Banshee" mam pewne wątpliwości...

Banshee z elfickiego bean-sidhe
Owe istoty nie są groźne lecz ich potępieńcze jęki czynią je dosyc przerażającymi. Banshee najczęsciej pojawiają się pod postacią wysokich wymizerowanych kobiet w białych lub szarawych szatach. Bywa jednak że banshee przyjmuje postac pięknej kobiety w czerwonej sukni balowej.
Mówi się że Bean-shide zwiastują zawodzeniem i lamentowaniem śmierc, płacząc pod oknem umierających. Słyszałem opowieści o służkach które odsuwały zasłony a w oknie, w blasku księżyca ujrzały blade oblicza kobiet...jak się później okazało któryś z domowników umarł.
Pamiętam że gdy byłem mały ujrzałem w domu dziwną kobietę piorącą ubranie, aż woda stała się czerwona od krwi. Tej samej nocy zmarł mój dziadek.
Z tego co się dowiedziałem Banshee często przypisywane są rodziną. W związku z tym że owa zjawa pojawiła mi się ratując mnie z opresji podczas "operacji" w Falaldor, śmiem wnioskowac iż owa Banshee patronuje Abeairom...gdybym tylko mógł nawiązac z nią jakiś kontakt...niestety narazie jest to poza moim zasięgiem.

Klątwy
Klątwy sprowadzające na wroga ból, cierpienie a nawet śmierc. Klątwy można wypowiadac lub zapisywac, Typowa klątwa ustna zaczynała się od wezwania pomocy jakiejś nadprzyrodzonej mocy, na przykład demona. Tak więc klątwy, chociaż podobne działaniem nie korzystają z negatywnej energi! Tak więc nie należą do szkoły nekromancji! *Zdanie napisane wielkimi literami, podkreślone falistym szlaczkiem*

"Wzywam cię zły duchu, co ów cmentarz obrałeś za mieszkanie i elfom odbierasz zdrowie. Idź a guzami okryj głowę Joahima, jego oczy, usta i język i gardło jego. I wodami trującymi napełnij trzewia jego. Bo jeśli nie udasz się doń i trzewi jego nie napełnisz trującą wodą, wyśle przeciw tobie wielką moc pozostałych demonów!"
Przykład klątwy ustnej.

Klątwy pisane można ryc na tabliczkach zwanych "Tablicami przekleństw" W kawałkach gliny, ołowiu albo wosku na których umieszczano imię ofiary, pożądany skutek i kilka magicznych słów.

"Jak ten ołów coraz zimniejszym się staje, niech i tak z Grandem Battlefistem się będzie".

Następnie wystarczyło tabliczkę zakopac, i czekac aż osiągnie temperature gruntu.
Najpotężniejsze miejsca w których należy zakopywac tablice to miejsca związane ze śmiercią. Groby, pola bitew czy place na których wykonywano egzekucje.
Miodne tekstury undeadów:
Zombie,Ghule,Cała reszta
II i III era: Thamiar Abeair
V era:Merinid Abeair
VII era:Abarxas Enteror
Awatar użytkownika
Thamiar
Skrypter
 
Posty: 223
Rejestracja: 04 maja 2005, 14:02
Lokalizacja: Sprzed komputera
Moje postacie: Abarxas Enteror

Postautor: Thamiar » 08 października 2009, 20:13

[center]Obrazek [/center]
"Moi wrogowie służą mi dwa razy. Umierając i nieżyjąc."
Merinid Abeair


[center]Zdobywanie potęgi[/center]

Karczma w Dedry,
Przy jednym ze stołów siedziało pięciu młodych ludzi i elf.
-„To jest ta przesyłka którą macie dostarczyć do Faraldor. Jak oboje wiemy strażnicy z pewnością nie dadzą wam z nią wejść do miasta. Trzeba będzie wejść tam poprzez siec kanalizacyjną. Zresztą wszystko już wam wytłumaczyłem.”
-„Przejście znajduje się na pobliskim cmentarzu w mauzoleum przy północnym krańcu tak?” Dopytał się przywódca grupy.
-„Znajdziecie go z łatwoścą….tutaj jest cześć zapłaty, resztę dostaniecie od mojego wspólnika w Faraldor”- Elf przekazał człowiekowi jakąś sakiewkę i wyszedł z karczmy.


• * *
Cmentarz wyglądał na bardzo stary i zniszczony, prawdopodobnie był opuszczony przez gnomy wieki temu. Pnącza oraz różnorakie porosty pokrywały nadkruszone i nadłamane zębem czasu nagrobki. Bystre oko Ivelliosa dla którego bezksiężycowa noc była jasna niczym słoneczny dzień, uważnie lustrowało otoczenie. Nagle zauważył że wiele grobów zostało rozkopanych. Ziemia leżała usypana w kopce naokoło grobów. Zupełnie jakby zwierzęta utorowały sobie drogę do ciał rozkopując pazurami twardą glebę. Chociaż istniała możliwość, iż mieszkańcy grobowców zdecydowali się wykopać drogę od strony ziemi…
Wszystko wskazywało na bliską obecność nieumarłych w tej okolicy, jednak Ivellios miał misję więc zadecydował nie Dzielic się tą informacją z resztą grupy i iść dalej. W końcu miał do wykonania zlecenie, a wolał zmierzyć się z nieumartymi aniżeli narażać swoją reputację. Grupka przekradała się przez złowieszcze cmentarzysko w poszukiwaniu krypty która doprowadzi ich do systemu kanalizacyjnego Faraldor.
-„Ten!”- wyszeptał przywódca złodziejaszków, wskazując pokaźne mauzoleum otoczone niskim murkiem. Budynek ozdobiony był wspaniałymi statuami przedstawiających ludzi podtrzymującymi emblemat jakiejś szlacheckiej rodziny. Było pewnikiem że cmentarz stał tutaj na długo przed tym gdy gnomy przybyły z Kentaru na Lodor.
-„Przez ten budynek dostaniemy się do kanałów!”

Grupa złodziei schodziła wprost do paszczy ciemności. Długie schody prowadziły wgłąb kamiennych korytarzy, nagle dziwny dźwięk zaniósł się po głębokich podziemiach. Był to niesamowicie wysoki wrzask który zmusił ludzi do zakrycia swoich uszu. Krzyk ucichł równie szybko jak się pojawił. Dziwne uczucie chłodu i strachu uderzyło całą ekspedycję. Włosy zjeżyły się im na głowach a cień trwogi wyciągnął po nich swoje ramiona.
Wtedy zaatakowali umarli. Szkielety wypełzły z zakamarków mauzoleum wymachując przerdzewiałymi ostrzami. Dwóch z rzezimieszków obliczając wszystkie za i przeciw zaczęło się wycofywać, ale Ivellios nie stracił zimnej krwi.
-„Nie uciekać głupcy! Zaczniecie biec zabije was! Wszyscy! Wałczyć! Wałczyć! To tylko szkielety, łatwo je zabić!” Aby potwierdzić wypowiedź, rzucił ostrą strzałkę wprost w oczodół jednego z nieumarłych. Czaszka z głuchym chrzęstem oderwała się od kręgosłupa i odturlała się na bok. Po chwili zaś reszta szkieletu posypała się na kamienną posadzkę.
Otrzeźwieni pewnością przywódcy połknęli ‘grubą grudę strachu’ tkwiącą w swoich gardłach, wyciągnęli miecze i zaatakowali. Na twarzy Ivelliosa zawitał uśmiech, mężczyzna zastanawiał się czy którykolwiek z jego podwładnych zdawał sobie sprawę że nadzwyczaj łatwe rozbicie szkieletu zawdzięczał wiązce elektrycznej przelanej na rzutkę za pomocą pręta alchemicznego. Cóż, przynajmniej teraz walczyli. Zabójca wiedział że najpotężniejszą bronią przeciwnika był po prostu strach, durne szkielety walczyły przecież nie lepiej niż szeregowi zbrojni.
Walka po chwili była zakończona, świetnie wytrenowani łotrzykowie zniszczyli neoromantyczne twory.
-„Mówiłem wam, kaszka z mleczkiem. Walka powinna się zakończyć dużo wcześniej, tracicie formę chłopaki” Dowódca krótko skomentował przybocznych.
-„Idziemy dalej” Machnął ręką i ruszył przed siebie.
Nie minęło kilka chwil, gdy znaleźli się w ogromnej podziemnej kaplicy.
-„Zaraz dojdziemy do przejścia. Drzwi są w korytarzu za ołtarzem.” Wyszeptał zabójca.
-„Szybko, za Mn….czekajcie!”
Tym razem uderzenie kompletnie zaskoczyło nieprzygotowanych do kolejnej konfrontacji łotrzyków. Zza wgłębień w murach i kolumn kaplicy wyskoczyły wprost na nich bestialskie humanoidy o kolorze zgniłej zieleni.
-„Ghule!”- Krzyknął Ivellios dobywając swoje ostrza.
Tym razem walka toczyła się na kompletnie odmiennych warunkach. Ghule nie były tak ślamazarne jak szkielety. Ich ataki były szybkie i mordercze. Chociaż złodzieje byli lepiej wytrenowani i dobrze uzbrojeni to trupożercy zdawali się nie zwracać uwagi na rany czy ból a ich zatrute szpony zdawały się tylko komplikować fatalną sytuację ekspedycji. Niedługo po rozpoczęciu bitwy, ciała dwóch łotrzyków leżało w kałużach krwi drgając spazmatycznie. Gdyby nie Ivellios cała grupa została by wyrżnięta w pień w ciągu paru chwil. Zabójca poruszał się z zastraszającą szybkością, a jego magiczne ostrza kroiły ciała ghuli na kawałki. Z czasem ataki ustąpiły, i ghule wycofały się w głąb kaplicy. Ivellios z pozostałą trójką łotrów ruszył w pościg by po chwili zatrzymać się i zobaczyć czemu tak naprawdę stwory zawróciły. Stwory zebrały się wokoło sarkofagu leżącego za ołtarzem. Drapały i gryzły wieko kamiennej trumny. Piszczały i warczały, jak gdyby prosiły o pomoc. Wtem wieko uchyliło się, pchnięte przez łapę zaopatrzoną w długie pazury. Trupojady wycofały się i padły na kolana przed istotą. Ponura aura zepsucia wypełniła pomieszczenie. Złodzieje zaczęli cofać się do tyłu spoglądając na monstrum które w pewien sposób przypominało ghule naokoło, chociaż wyglądało na znacznie potężniejsze. To było większe i bardziej muskularne. Jego ciało było zdeformowane i powykręcane co więcej na głowie miało koronę. Stwór dzierżył w dłoni dziwaczną buławę emanującą krwistoczerwoną aurą, podobną do tej która biła z jego oczu. Trójka łotrzyków myślała teraz tylko o jednym, ucieczce. Stwór ryknął i zaatakował ich z przerażającą prędkością. Głowa jednego z ludzi rozbita buławą stwora, eksplodowała fontanną krwi. Drugi z nich został przebity na wylot długimi pazurami. Trzeci nie zdążył nawet krzyknąc. Zostali zabici zanim zdążyli w ogóle dobyć mieczy.
Ivellios zbyt dobrze znał się na swoim fachu by odwrócić wzrok od potężnego oponenta. Stwór podszedł do zwłok jego byłego kompana i bezceremonialnie wyrwał z truchła rękę. Nadgryzł ją i zaczął przeżuwać. Po chwili odrzucił rozszarpany członek i cofnął się w tył, tak by mieć żywego w zasięgu wzroku.
Zabójca łypnął wzrokiem na lewo i prawo. Czuł smród ghuli zataczających wokół niego krąg. Zdawał sobie sprawę że jego głównym celem jest monstrum. To jednak stało za linią nieumartych sług. Przyglądało się z bezpiecznej odległości magicznej broni Ivelliosa, emanującej zieloną poświatą. Być może kiedyś oberwało od podobnej broni i chciało oszczędzić sobie doświadczania tego po raz kolejny.
Trupojady rozpoczęły szarże. Atakowały jeden po drugim, przeprowadzając cięcie łapą i wycofując się chwila po tym. Ich dyscyplina i sposób walki znacznie wzrosły pod obecność swojego pana.
Zabójca odpierał ataki raz za razem. Pochłonięty obroną nie zauważył króla ghuli który podkradł się pomiędzy atakujące trupojady i z zaskoczenia zaatakował człowieka.
• * *

-„Brawo, brawo! Wspaniałe przedstawienie”- Zleceniodawca ekspedycji wyszedł z cienia klaszcząc. Pstryknął palcami i jego brązowe włosy przybrały kruczoczarną barwę a opalona cera stała się biała niczym kreda.
-„Dawno się tak dobrze nie bawiłem...”- Merinid przechylił głowę przyglądając się ghulom stojącym w okręgu naokoło zwłok Ivelliosa.
-„Jednak ich zdyscyplinować. Nie spodziewałem że uda Ci się tego dokonać Richard”- Władca Ghuli skinął tylko głową
-„Świetnie, widzę że może da się z nich coś wycisnąc. Zabawki dowódcy są twoje, ale sakiewkę z pieniędzmi masz mi oddać. Możecie jeść, ja musze spisać cały dzisiejszy eksperyment” Nekromanta obrócił się na pięcie i ruszył w głąb korytarza.
Król ghuli skinął ręką, trupojady rzuciły się na truchła…
Miodne tekstury undeadów:
Zombie,Ghule,Cała reszta
II i III era: Thamiar Abeair
V era:Merinid Abeair
VII era:Abarxas Enteror
Awatar użytkownika
Thamiar
Skrypter
 
Posty: 223
Rejestracja: 04 maja 2005, 14:02
Lokalizacja: Sprzed komputera
Moje postacie: Abarxas Enteror

Postautor: Thamiar » 14 grudnia 2009, 18:20

Zmarli śpiewają swoje własne kołysanki.
Vestella, nieumarła kochanka Merinida.


[center]Spis nieumarłych[/center]

Antyczne opasłe tomisko, obite skórą barwioną na smolistą czerń. Rogi i grzbiet księgi osłonione są srebrnymi zakończeniami, które nawet czyszczone nie przestaje być pokryte patyną.
Na okładce umieszczona została niebieska wyszczerzona czaszka z małymi szafirami na miejscu oczodołów. Stronice woluminu są pogięte, pożółkłe a miejscami pokryte szronem który nie topi się pod wpływem ciepła. Pod czaszką znajduje się starannie wykaligrafowany napis „Indeks Nieumarłych pióra Merinida Abeaira”


Zombie
Najsłabsze stworzenie z całej grupy. Często wyglądają jak żywa osoba, jeśli śmierc nastąpiła niedawno. Zazwyczaj jednak, ich porozcinana skóra przyjmuje brudno-szare barwy. Oblicza zombich pokryte są ranami, a w ich wnętrzu zakładają gniazda glizdy i inne robactwo. Są to pierwsze stwory jakie udaje się przyzwać świeżo upieczonemu nekromancie. Oderwanie kości od reszty ciała, czyli zanimowanie szkieleta jest wbrew pozorom nieco bardziej skomplikowane.
Same zombie zostają zwyczajnie zanimowane, a więc nadaje się im pozory (nie)życia. Nie są więc „prawdziwymi” nieumarłymi.
W związku z tym, zombie możemy zaliczyć do stworzeń przypominających golemy. Oba rodzaje tworów nie posiadają własnej woli i bez wahania wykonują polecenia stwórców. Jedynie źródło napędzające oba byty, pozwala zauważyć różnice. Negatywna energia przepływająca przez truchło, jest niesłuchanie wrażliwa na pozytywną energię. Co w porównaniu do konstruktów, czyni zombich bezsilnymi w starciu z kapłanami dobrych bóstw. Prawdę powiedziawszy, zombie są naprawdę słabymi żołnierzami. Jedyny dobry użytek z tych stert zgniłego mięsa to zalanie wroga masą. Męcząc przed prawdziwym uderzenieniem.



Szkielety
Całe Lodor usiane jest wieloma grobami bezimiennych wojowników, poległych wśród niezliczonych walk toczonych na wyspie. Niestety nawet po śmierci nie mogą zaznać spokoju, zostają wzywani do ponownego dobycia broni i jak za życia wykonują rozkazy swoich panów. Nie posiadają nawet krztyny wspomnień z poprzedniego życia. Dzięki mobilności większej niż u zombich, oraz odporności na rany cięte i kłute w rękach wprawionego nekromanty potrafią być groźnymi przeciwnikami. Zresztą jaka żywa istota bez lęku w sercu, stanie naprzeciw idącym w szeregu szczątkom dawnych wojowników maszerujących naprzeciw nim w idealnym szyku, idealnej ciszy i atakujących bez cienia wahania, ni strachu.
Szkielety zazwyczaj uzbrojone są w to, z czym zostały pochowane lub co znalazły przy pierwszej okazji. Z moich informacji, wynika jednak że wieki temu. Wielkich herosów chowano w ogromnych mauzoleach wraz z całym dobytkiem. Gdybym tylko odnalazł taki kurhan, i mógł tchnąć nieżycie w szczątki pradawnych bohaterów.
Do większych skupisk tych istot zaliczamy miejsca emanujące ogromną aurą negatywnej energii.
Ważniejsze lokalizacje to między innymi pole wiecznej wojny pomiędzy Graxlo i Druzku. Wciąż nie jestem w stanie odkryć co za kataklizm spowodował dziwną reakcje studni dusz.
Z pozostałych miejsc, szkielety w dużych ilościach występują na Klifach upadłego oraz przeklęte bole bitwy pod Aldur. Nie będę rozpisywał się o miejscach w których szkielety zostają tworzone przez magów jak te z Cytadeli czy w dworku nieopodal drowiego miasta. Nie jest w tym nic nadzwyczajnego, w porównaniu do samorzutnie powstających szkieletów.

Duchy, zjawy i upiory
Zmarli nie mogą spoczywać w pokoju, nie dopóki ta słynna inkwizycja nie popisze się czymś więcej aniżeli wysyłaniem na mnie kolejnych świętych mężów. Dopóki się to nie stanie, duchy, przeróżne cienie zmarłych i widma będą powracały na Lodor by polować wśród żywych. Niektórzy bezcieleśni nieumarli tacy jak Allipy, powstają wskutek samorzutnych wybuchów negatywnej energii pojawiających się w miejscach gdzie doprowadzone do obłędu istoty popełniają samobójstwo. Lub spektry, które tworzą się w podobnych okolicznościach. Jednak nie z samobójców, a ofiar brutalnych morderstw. Zdecydowana większość, jest jednak tworzona przez nekromantów. Chociaż niewielu zna tajemne rytuały mogące spętać dusze zmarłych w świecie żywych, to warto dać wiele by móc ją posiąść. Poruszające się w kompletnej ciszy kohorty niematerialnych stworzeń, mogących przechodzić przez każdą przeszkodę. Stwory mrożące samym dotykiem ciała żywych… Czyż to nie brzmi pięknie?
Jedyne co wciąż mnie intryguje to Bean-shaide. Pomimo zdolności jakie posiadam, wciąż nie udaje mi się nawiązać kontaktu z jakąkolwiek Banshee. Kontaktu bliższego niż wezwanie jej głosu na pole bitwy. Cóż, przede mną sporo czasu…

Mumie
Istna szlachta nieumarłych. Większość mumii była za życia różnymi władcami czy wysoko postawionymi kapłanami. Chociaż wędrując po pustyniach da się napotkać mumie przypominające bardziej zombie niż dostojnego arystokratę. To takie przypadki są wynikiem śmierci wśród pustynnych wydm i samorzutnej konserwacji ciała na suchym terenie. Nie nazywałbym więc takich istot mumiami. Podobnie jak za życia, mumie posiadają ogromną moc. Prócz przerażającej siły, władają również potężną magią. Co ciekawe, mumie nawet po śmierci stają się przewodnikami pomniejszych nieumarłych. Traktowani są jak za życia jako władcy i królowie.
Mumie cechują się niesamowitą odpornością na broń. Wielu niedoszłych paladynów umierało, dziwiąc się że cielsko okryte z pozoru delikatnymi bandażami jest twarde niczym kamień. Na szczęście wystarczy odrobina magii by powalic tych nieumarłych. Plebs musi zadowolić się ogniem. Jedyną rzeczą prócz czarów, zdolną zagrozić mumii.
Warto również wspomnieć, by nie przyzywać mumi nie będąc doświadczonym użytkownikiem magii nieśmierci. Ten typ nieumarłych posiada świadomość i własną (na dodatek krnąbrną) wole. Sam skomplikowany rytuał, nie zapewnia zapanowania nam pełnej kontroli nad umarłym. O czym przekonałem się sam, gdy będąc na początku swojej kariery stworzyłem mumię z wysoko postawionego maga ognistego legionu.

Wampiry
Prawdziwa Magnateria wśród zmarłych. Ustępująca jedynie prawdziwym królom nieśmierci – Liszom.
Jako że darze szacunkiem dzieci Vardolosa, nie będę ich opisywał niczym jakichś okazów wystawionych na wybieg.
Opisze jednak ich potęge, cytując jednego z bezimiennych paladynów Torma polujących na wampira. Zapadł mi w pamięc, gdyż obserwowałem całe to polowanie z boku a zabijający go nieumarł uczynił to w niesamowicie wyrafinowany.
„Z wampirami to różnie bywa. Czasem wystarczy osikowy kołek w serce, a czasem strzał z armaty w ryja nie pomoże.”



Notka w osobistej księdze Merinida
Nieumarli to niesamowicie zróżnicowana grupa. Dzięki specjalnym cechą które otrzymują zatrzymując się w drodze między życiem a śmiercią stają się nadzwyczajną siłą bojową. Prawdę powiedziawszy dziwie się fiasku planu Nekrona. Cały ten teatrzyk z wielką bitwą…
Gdybym miał jego możliwości, Faraldor już dawno leżało by w gruzach u moich stóp. Wystarczyło zmobilizować oblrzymy, każąc im z daleka ciskac rozgrzanymi glazami w mury miasta odwracając uwagę zdezorientowanych elfów. A wszystkie siły przerzucić dnem morze pod sam port. Szybki bezlitosny atak zakończył by sprawę.
Teatralne przesiadywanie pod bramą, dawanie czasu inkwizycji na przybycie do miasta i zmobilizowanie wszystkich bohaterów Lodor. Mówiłem Delmothowi że niedocenia żywych… oboje zapłacili za swoją pychę sromotną klęską.

Sam zrobię to lepiej, zatrzasnę całą tą wyspą. Nadejdzie taki dzień, gdy mówiąc o najpotężniejszym nekromancie wszechczasów wymawiali będą moje imię.



Wampirzy dowódca rycerzy zakłady wraz z obstawą, pod sztandarem Abeaira wyrusza na kolejną potyczkę z inkwizycją.
Obrazek
Miodne tekstury undeadów:
Zombie,Ghule,Cała reszta
II i III era: Thamiar Abeair
V era:Merinid Abeair
VII era:Abarxas Enteror
Awatar użytkownika
Thamiar
Skrypter
 
Posty: 223
Rejestracja: 04 maja 2005, 14:02
Lokalizacja: Sprzed komputera
Moje postacie: Abarxas Enteror

Szybka odpowiedź

   

Wróć do Pamiętniki i historie V Ery

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron