Liście na Wietrze

dzieje i ciekawe opowieści spisane przez żywe istoty Studni Dusz

Moderatorzy: Tasardur, Junior Admin

Liście na Wietrze

Postautor: Kron » 04 stycznia 2009, 01:13

Opowiadanka luźno wyrwane z żywota Carvinarra odnoszą się do przeżytych dni, tłumaczą światopogląd postaci. Sentencje spisane tutaj znajdują się w dzienniku postaci, pozostała część wyryta jest w zachowaniu postaci, nigdy nie została i nie zostanie spisana w Świecie z uwagi na swoją formę.

Wszelkie prawa zastrzeżone.
Wzmianki o księstwie Voltaru i Harpim Pazurze, mojego autorstwa, pochodzą z części opracowania na temat jednej z ras, jak kogoś zainteresuje to niech sobie poszuka.

* * *

Liście na Wietrze
Carvinarr Carminrie


Czasy są takie jak pieniądz, który krąży z rąk do rąk, z dłoni do dłoni. Przyglądam się monetom, często uszczerbione. Nie zawsze przez czas, bywa że to praca czyichś rąk.
Z małych kawałków uszczerbionych monet można odlać jedną nową i ta budzić będzie najmniejsze podejrzenie.


* * *

- Zaczynasz mówić, jakby to pierwszyzną dla Ciebie było, nie poznaje Cię. - Ironia zabarwiła głos elfa o surowym spojrzeniu i twarzy pokrytej zmarszczkami. Stwierdzenie jakie padło z jego ust zdawało się bawić go.
- To jest... "Pierwszyzna" i dobrze o Tym wiesz, jak równie dobrze wiesz, że nie tylko dla mnie, ale dla całej Gildii. - Elficką mowę przebiło kilka słów w języku który zrodził się wśród zaułków Voltaru przed wiekami.
- Nie rozśmieszaj mnie, robiliśmy już takie rzeczy nie raz, a że tego nie pamiętasz... - Starszy obrócił oczami w teatralny sposób. - I nie podnoś głosu. Szczególnie tutaj...
Carvinarr siedział około siedmiu metrów dalej od pary elfów mówiących momentami wystarczająco głośno, by mógł zrozumieć niemal tyle ile mu zlecono. Nikt jednak nie zapłaciłby mu za "niemal" zrozumienie... no chyba że sztyletem między żebra, a to nie mogło wchodzić w rachubę. Elf wykorzystał kilka chwil by niepostrzeżenie przyjrzeć się dwójce i zapamiętać dokładnie oblicze starszego z nich.

Gospoda "Na Półsztyku". Mieściła się w głębi miasta-księstwa zamieszkałego przez tysiące przedstawicieli wszsystkich ras zwanych potocznie rozumnymi. Mieściłą się w jednej z tych alejek, w których przypadkowi goście, zostawiali swoje złoto, a czasem i życie. Zdecydowanie było to idealne miejsce dla prowadzenia "handlu" informacjami, zleceniami... raz nawet "Na Półsztyku" zorganizowany został "Wykup Driad". Swoją drogą niewielu z tych którzy je nabyli dożyło następnego Leniwego Października. Mówiono, że Harpii Pazur wzbogacił się na śmierci tychże kupców, cóż... W Księstwie Voltaru nie ma ani jednej monety, która nie byłaby splamiona czyjąś krwią, hańbą, żalem, cierpieniem... Tu pieniądz ma inną wagę niż gdziekolwiek indziej.

Pogranicze Torrath i Perionu, Księstwo Valtaru zawsze wabiło możliwością "łatwego" zarobku wszelakiej maści banitów zarówno z kontynentu jak i znanych archipelagów. Miasto-księstwo o autonomii istniejącej jedynie na papierze, największe skrzyżowanie, a raczej rozdroże szlaków handlowych Świata. Tutaj to powstała najbardziej skryta organizacja, a zarazem będąca przedmiotem największej ilości plotek, jaką nosił Kentar. O Harpim Pazurze, nic konkretnego, nic co można by potwierdzić, nie wiedział niemal nikt spoza organizacji. Ci zaś, którzy się dowiedzieli zazwyczaj krótko żyli z tym piętnem. W całej siedmio-wiecznej historii organizacji zaledwie kilka razy udało się komuś spoza wyśledzić jej członków. Co nie znaczy, że wiele setek razy komuś się mogło wydawać, że tego dokonał. Tak jak elfowi z rodu Carminrie tamtego pamiętnego popołudnia Leniwego Października roku...

* * *
ciąg dalszy nastąpi...
De inimico non loquaris sed cogites. [nie życz źle wrogowi, zaplanuj to]
Awatar użytkownika
Kron
Administrator
 
Posty: 2539
Images: 1
Rejestracja: 17 lipca 2005, 18:43

Postautor: Kron » 07 stycznia 2009, 00:24

Wielu myślało, iż nazwa gospody związana jest z bliskością przystani morskiej, jednak nie chodziło o to, a przynajmniej nie w powszechnie rozumiany sposób. Mówiąc o "Półsztyku" należy nadmienić, iż architektura takich dzielnic Voltaru jak "Szczurzy Przyczułek" charakteryzowała się jedną, bardzo wyraźną cechą, układ budynków i uliczek był zupełnie chaotyczny. Przeznaczenie budynków, wybudowanych przed oddaniem się pod zwiechrznictwo Torrath, z czasem uległo zmianie. I tak też niewielki budynek karczmy był niegdyś składem z podziemnym gniazdem-przystanią, ta zaś była połączona z wybrzeżem morskim podziemną rzeką i siecią kanałów. Ciężko byłoby zliczyć ilość podpaleń magazynu, przebudowań, całej masy rozmaitych katastrof. Tak jak to miało miejsce z setkami innych zabudowań dawniej "Dzielnicy Pomyślnych Wiatrów", wówczas "Szczurzego Przyczułka", mało kto wiedział co kryło się za ścianami, a ściśle mówiąc głęboko pod podłogą, dobrze znanego łotrzykowskiej braci "Półsztyka".

Dźwięk wody obmywającej stare podziemne mury dał się już słyszeć kilkadziesiąt schodków wcześniej, teraz stawał się coraz wyraźniejszy, podobnie jak odór kanałów podążający powoli krętymi schodkami ku górze. Stopnie były śliskie, każdy ruch wymagał od Carvinarra skupienia, konentracji. Podążał już kilkadziesiąt ziaren klepsydry za dwoma elfami, skradał się cierpliwie. Udał się za nimi najpierw na zaplecze, skrytym za piecem korytarzem do hali częściowo zawalonej gruzem, częściowo zastawionej beczkami i skrzyniami, by w końcu znaleźć się w spirali schodków wiodących ku dołowi, stopień za stopniem.
- Stopień za stopniem... - Młodszy z pary elfów syknął cicho pod nosem znużony wędrówką.
- Już blisko, lada moment będziemy przy "Bezgłowej". - Chrapliwy szept odbił się zakrętami korytarza dochodząc do Carvinarra, który W tym samym momencie omal nie poślizgnął się na małym kamyczku, który postanowił po tym spaść stopień niżej.
Starszy z pary elfów dał migowy znak młodszemu, cichy dźwięk stali ocierającej się o skórzane mocowania spróbował skryć się pod dźwiękiem opadającego, jeszcze jeden stopień niżej, kamienia.
Carvinarr położył powoli dłoń na rękojeści rapiera, jednocześnie usłyszał szybkie kroki i trzepot płaszcza kilkadziesiąt schodków poniżej. Głuchy szelest umilknął gdy wprawiona przez niego w ruch drobina uderzyła o kolejny stopień.
Nie było już szelestu opończy, przez chwilę nie było zupełnie nic, jedynie ciemność zdawała się tężeć, a gdy ten długi ułamek sekundy minął, Carvinarr usłyszał odgłos dwóch ciał opadających martwo na schody.
Później nie było już nic, prócz przenikliwej ciemności kołysanej szumem fal podziemnej rzeki, która z uporem rozbijała się ospale o kamienny mur podziemnej przystani. Po dłuższej chwili magiczna zasłona czerni opadła. W wątłym świetle elf przyjrzał się uważnie obu truchłom swych pobratymców. Z ładownicy u pasa starszego z elfów wystawał zwinięty pergamin. Carminrie przezornie założył rękawice z cienkiej skóry. Odwinął powoli manuskrpyt by przeczytać notatkę spisaną w "Mowie Voltarskich Zaułków". Atrament lekko błyszczał w półmroku. Z każdym spisanym słowem gorzki posmak porażki wybrzmiewał intensywniej.

„Doceniamy twoje starania i podziwiamy rzetelność pracy wykonywanej dotychczas dla naszych nieprzyjaciół. Potraktuj tą wiadomość jako dobrą radę i przysługę C. C. , ostaw sprawy które zlecono Ci, a które to wykonać się starasz od dłuższego czasu. Jeśli list ten nie przekona Cie od odstąpienia w działaniach wcześniej podjętych wystosujemy najdalej idące środki ostrożności.
Łaskawi… dotychczas ”


Carvinarr zdał sobie sprawę z tego, że ma kłopoty. Poważne kłopoty.
De inimico non loquaris sed cogites. [nie życz źle wrogowi, zaplanuj to]
Awatar użytkownika
Kron
Administrator
 
Posty: 2539
Images: 1
Rejestracja: 17 lipca 2005, 18:43

Szybka odpowiedź

   

Wróć do Pamiętniki i historie V Ery

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron