Na przekór losowi

dzieje i ciekawe opowieści spisane przez żywe istoty Studni Dusz

Moderatorzy: Tasardur, Junior Admin

Na przekór losowi

Postautor: dralik » 27 września 2007, 12:45

*Mały notes oprawiony w czarna skore na której ktoś ostrym narzędziem wyrzeźbił piękna róże, pod nią znajduje sie napisany czterowiersz*

"Jej dotyk zmęczoną mą duszę ukołysze,
w dzień serca mojego opiekunka będzie,
nie znajde ni koszmarów ni krzyków nie usłyszę,
gdy snu mego strażniczką na zawsze i wszędzie"

*****

Prolog

Biegnę...wciąż gdzieś uciekam, czy to nigdy sie nie skończy?... nie...już mnie dopadł, co to w ogóle za typ i czego chce? Skoczył, przewrócił na ziemie, szepcze słowa których nie rozumiem...czuje ból który powoli narasta...już nie mogę...to tylko sen, dajcie mi sie obudzić...!

*****

Rozdział I

Kolejna noc podczas której budziłem sie z krzykiem odeszła w niepamięć, powinienem już zapomnieć ale nie potrafię...to było takie realne...no cóż, noc za mną, nastał kolejny dzień wiec czas ruszać w dalsza drogę. Tyle jeszcze miejsc do zobaczenia a czas który pozostał niepewny.
Te nasilające się utraty świadomości są już troszkę denerwujące, ale jak powiedzieli medycy nic nie da sie z tym zrobić..."brak rozpoznania" jak to ładnie określili. Zalecenia? Mało wysiłku, dużo wypoczynku a może kilka lat przeżyje...to i tak lepiej niż pewien kapłan który kazał sie modlić...zabawny facet, ale nie o tym chciałem pisać. Sam nie lubię jak ktoś sie użala nad sobą a chyba właśnie to robie...dobra koniec z tym zacznijmy jeszcze raz...od początku...


Jestem bardem...teoretycznie. Dlaczego? Cóż większość życia spędziłem na gromadzeniu informacji i przekazywaniu ich komu trzeba...tak, zwykle szpiegostwo ale bard ma większe szanse dowiedzieć sie tego czego chce.
Zawsze umiałem grac na rozmaitych instrumentach, pisać, bawić sie słowami, sprawiać by inni zmieniali zdanie...przydatne umiejętności w tym fachu.
Kiedy zaczęły sie "problemy zdrowotne" powiedziałem dość...tyle rzeczy przegapiłem tylu miejsc nie widziałem, może czas wreszcie zacząć sie cieszyć życiem którego tak niewiele już pozostało?
Więc podróżuje...spotykam ludzi...którzy jednak odsuwają sie gdy tylko zdarzy mi sie to przy nich...nie wspomnę o kobietach. Zresztą kto chce sie wiązać z gościem któremu nie wiadomo co jest i w dodatku w nieodpowiednim momencie może zemdleć...właściwie to umrzeć, bo podobno tak to wyglada...to aż śmieszne gdy sie tak dobrze zastanowić i wyobrazić sobie taka sytuacje.


Nie, może lepiej sobie nie wyobrażajmy, nie piszę w końcu komedii tylko zwykły dziennik.
Skoro dziennik to trzeba by przedstawić jakiś plan dnia...no dobrze...dziś w planach mała wioska o nazwie Aldur, mnóstwo śniegu, cholernie zimno...czyli to co lubię. Kolejne etapy planu to znaleźć karczme napić sie czegoś przyzwoitego, może coś zagrać...wiecie polubiłem granie i szeroko rozumiana sztukę...może dlatego ze nie jest to już praca? Nieważne.


No tak jeszcze jeden element planów...wizyta u miejscowego kapłana, nie wiem właściwie po co ale wciaż szukam tego który mi będzie w stanie pomóc chociaż już z coraz większym zrezygnowaniem. Tak naprawdę to już nawet nie chce mi sie probować. Nie lubię kapłanów, patrzą na ciebie z góry a później i tak rozkładają ręce i każą sie modlić do swojego boga. Kiedyś może i probowałem ale teraz nie mam już na to ani chęci ani ochoty.
No dobra dość tego pisania jak na jeden raz...później dopisze jak poszło, teraz czas na nowe wrażenia i kolejne miejsce na mapie tej mojej mini podróży. Może coś ciekawego sie wydarzy....
Awatar użytkownika
dralik
 
Posty: 25
Rejestracja: 03 listopada 2006, 18:39
Lokalizacja: Kraków NH

Szybka odpowiedź

   

Wróć do Pamiętniki i historie IV Ery

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron