Pragnienie wolności

dzieje i ciekawe opowieści spisane przez żywe istoty Studni Dusz

Moderatorzy: Tasardur, Junior Admin

Pragnienie wolności

Postautor: dralik » 20 stycznia 2007, 02:45

*notes tak mały by dało się go łatwo i szybko ukryć gdyby zaszła taka konieczność, całość pisana ładnym przejrzystym charakterem pisma, na okładce widać kilka świeżych plam niewiadomego pochodzenia, na pierwszej stronie widnieje tekst napisany dużymi i pogrubionymi literami "Tylko słowa są ważne, tylko one maja jakąś moc, tylko dzięki nim jeszcze się trzymam i tylko one po mnie pozostaną".*

*****

Wolność, niezależność.....kiedyś to coś znaczyło, pusta skorupa wspomnienia dawnych czasów, nie tak to miało być, nie tego pragnąłem chciałem tylko być sobą, nic więcej...kiedy się tu dostałem do tej organizacji...pełnej ludzi takich jak ja pragnących coś osiągnąć, walczyć a walce czuć to co najcenniejsze...wolność...znów te słowa, zakłamane pełne fałszu i obłudy, nie ma wolności...nigdy...

*****

Kolejny dzień nauki, kolejny dzień bolu...sprawiania go i otrzymywania niczym najcenniejszy dar jaki istnieje, nauka o nim i dla niego, niczym najgorszy sen...sen na jawie...ból coś co nigdy cie nie zawiedzie zawsze będzie przy tobie, niczym najwierniejszy z przyjaciół, sprawi ze poczujesz ze jeszcze nie zginąłeś...nauka, wbijana do głowy od zawsze, ciągle i bez końca...

*****

Wolność...obiecano nam ją kiedy zakończy się nasza nauka, dziś wiem jak jest kosztowna,sprawia ze stajesz się niewolnikiem...ironia tego zdania sprawia ze chce krzyczeć..a nie mogę...już nic nie ma tylko pustka, podporządkowanie się, słuchanie poleceń...nie ma innej drogi, to lub śmierć...czasem myślę ze może śmierć jest lepsza...staram się by mnie znalazła, lecz ona wciąż stoi u mego boku, śmieje się za moimi plecami, nie chce dać mi tego czego pragnę...

*****

Praca, robota, zlecenia, zabijanie, walka, tutaj czy tam, blisko czy daleko, nie ma znaczenia...do skutku...nie dla siebie, dla nich, dopóki nie spłacę nauki, dopóki nie zginę, nigdy to się nie zakończy w inny sposób, dziś już to wiem, nie ma już nadziei...nie ma już niczego...



*długa przerwa w pisaniu widać ze w porównaniu do najnowszej strony na pozostałych atrament wyblakł już znacznie*


Przybyłem wreszcie, te podróże statkiem są wykańczające wreszcie stały lad ...Aldur...dziura, po co mnie tu wysłano? kto byłby na tyle szalony by tu chcieć się ukrywać? Kto miałby tyle do stracenia by tu chcieć się znaleźć?...Zaczekam jak zawsze, dowiem się niedługo...czas wreszcie odpocząć...czuje ze nic dobrego tu mnie nie spotka...hahaha a gdzie i kiedy spotkało? Przecież nie ma już nic w co mógłbym wierzyć ani nic do czego mógłbym dążyć...co będzie to będzie, może tutaj śmierć spojrzy na mnie łaskawszym okiem...
Awatar użytkownika
dralik
 
Posty: 25
Rejestracja: 03 listopada 2006, 18:39
Lokalizacja: Kraków NH

Postautor: dralik » 21 stycznia 2007, 06:09

Tawerna...miejsce jakich setki już oglądałem, w każdym mieście w każdej wiosce jakaś jest, nieciekawi ludzie gadający o nieciekawych sprawach...wynająć tylko pokój, odpocząć i zabrać się do roboty. Wszyscy patrzą na mnie z podejrzliwością, rozmowy cichną i nagle napotykam spojrzenie czyichś oczu...kobieta...uśmiecha się lekko i patrzy w moją stronę, wreszcie ktoś kto nie odwraca wzroku, nie peszy się, nie unika...przekonajmy się dlaczego...

*****

No tak, mogłem się tego spodziewać, miła rozmowa szybki ruch jej ręki w stronę sakiewki..mój szybszy, wyrwała się i wybiegła...Aileena...dlaczego poszedłem za nią? Co mnie skłoniło do tego, przecież ten incydent nie miał znaczenia, przecież nie miałem nic cennego do stracenia a jednak to zrobiłem...dziwne.

*mały przerywnik widać przekreślone słowo Aileena a obok dopisek "Varia"*

Jeszcze dziwniejsze...zaproponowałem jej układ, wzajemna współprace, ja pomogę jej a ona mnie, zyski dzielimy na pół, żadnych niedomówień...po co to zrobiłem? Czyżbym aż tak desperacko szukał czegoś co pozwoli zapomnieć choć na moment o przeszłości, czy tez może ona dala mi coś więcej...jakiś cel,sens, sam nie wiem jaki...ale jest łatwiej...znacznie łatwiej, gdy jest w pobliżu...

*****

Kolejny dzień, w oczekiwaniu na przybycie kogoś z informacjami, kolejny dzień z nią, wszystko toczy się tak dziwnie...chyba zaczynam się uzależniać od jej obecności. Bez niej siedzę sam w tawernie nie reagując na resztę świata, gdy się zjawia chce działać, walczyć, podróżować, byle dalej od tej wioski, byle dalej od bezczynności...

*****

Czyżbym odkrył coś w sobie o czym dawno zapomniałem? Czy w ogóle kiedyś czułem coś takiego?...nie pamiętam, a teraz to uczucie chce wydostać się na zewnątrz...nie mogę na to pozwolić, nie gdy wiem ze nic z tego nie będzie. W końcu ile czasu tu pozostanę?...nic nie zależy ode mnie, nie ma sensu trwać w nadziei nie ma na nią miejsca...

*widać kilka przekreślonych słów jak gdyby autor nie wiedział jak zacząć zdanie*

Dzień w którym zaczęło mi zależeć...dzień w którym coś się zmieniło...niby zwykle zlecenie, wszystko szlo jak powinno, aż do chwili...jej twarz blisko mojej, jej oczy w których zobaczyłem siebie jakim nigdy się nie widziałem...szczęśliwym?...jej usta na moich...jej uśmiech...odbiegła, stałem długo nie rozumiejąc co się dzieje...padłem na kolana, wiec jednak to coś we mnie wzięło górę?...wiec jednak jest coś co daje nadzieje? Lecz na jak długo?...Nieważne, choćby na moment tego życia które mi pozostało...

*****

Powrót do tawerny...pokój, rzut oka na podłogę, serce zamiera...list, znany symbol na pieczęci, podniosłem, nie wiem jak długo tam stałem myśląc "wiec to koniec, ten dzień to początek i koniec nadziei, początek i koniec wszystkiego co wreszcie odkryłem?". Otwarcie koperty...wiec jutro wszystko stanie się jasne, dzień spotkania z kimś od nich, pierwszy dzień końca mojego pobytu tutaj...właśnie teraz...dlaczego teraz?...dlaczego?...
Awatar użytkownika
dralik
 
Posty: 25
Rejestracja: 03 listopada 2006, 18:39
Lokalizacja: Kraków NH

Postautor: dralik » 24 stycznia 2007, 05:41

*na kartce widać kilka zakrzepłych kropel krwi, duży fragment tekstu jest dość nieczytelny jak gdyby ręka która trzymała pióro nie była w pełni sprawna*

Emocje, uczucia...zawsze sadziłem że nauczyłem się je właściwie kontrolować, tego mnie uczono, spokój w walce żadnych zbędnych emocji...dziś...to wszystko zawiodło. Słuchałem szczegółów zlecenia, nic ciekawego jak zwykle chodziło o czyjąś śmierć...szczegóły? Jak zawsze minimalne...ludzie których szukam potrafią się ukrywać a znalezienie ich to moja sprawa, zawsze się w końcu udaje...tym razem podali tylko imię...Aileena...

*****

Odmówiłem, pierwszy raz w życiu przeciwstawiłem się swym panom, pierwszy raz w życiu nie chciałem słuchać poleceń...dobre uczucie...przez moment czułem się....wolny?...Moja dłoń nie słuchała, była ręką kogoś innego, kogoś kto miał chęć zniszczyć cały świat łącznie z samym sobą, kogoś kogo nigdy nie znałem i kogoś kto był mi tak bliski w tej chwili...błysk stali, czerwień krwi...gniew...ból, wreszcie coś znajomego...i słowa..."dwa dni, potem wrócimy, a śmierć to będzie to o co będziesz się wtedy modlił"...tak, zabawne jak dziwnie los potrafi z nas żartować, cholernie zabawny z niego kompan w podróży przez życie...

*****

Znalazła mnie leżącego w kałuży krwi, podniosła, chciała pomóc...na bogów dziewczyno daj sobie spokój, nie warto...masz większe szanse gdy umrę, nie pomagaj...nie chce tego...Spojrzenie jej oczu, zatroskane, pytające...i ta myśl "odrzuć ją, spraw by cierpiała przez ciebie, spraw by znienawidziła, by twoja śmierć była dla niej niczym...wtedy jest dla niej nadzieja...nie zada pytań nie będzie szukać odpowiedzi, ma wtedy szansę większą niż ty jej możesz dać kiedykolwiek", powiedziałem by zostawiła mnie w spokoju, odrzuciłem, musiałem.. to lub patrzenie na jej śmierć...nie miałem wyboru...prawda?...

*****

Nie udaje się...ona wciąż nie chce zrezygnować, wciąż jest blisko...a już myślałem że się udało...wybiegła ze łzami w oczach, tak...słowa potrafią ranić jak mało które ostrze, a moje było wyjątkowo ostre...przebijało dwa serca jednocześnie...coraz mniej czasu zostało, jest tylko jedna droga, odejść, zniknąć stąd. Znajdą mnie i tak wcześniej niż ona, zyska na czasie może nawet jej się uda, a to ważne...najważniejsze...

*****

Ostrze pękło na tysiące małych kawałków...a byłem tak blisko...spotkałem ja w drodze na przystań, płakała....spojrzałem w te oczy pełne łez lecz wciąż niczym gwiazdy wskazujące drogę w ciemnościach nocy...i znalazłem tę drogę, choć nie chciałem...a może jednak? Powiedziałem jej co czuję i co mam zrobić, patrzyłem na jej osłupienie, bałem się...pierwszy raz w życiu miałem coś na czym mi zależało, pierwszy raz miałem tak wiele do stracenia...czekałem aż coś odpowie, aż spojrzy na mnie a wtedy będę wiedział...

*****

I spojrzała i dała odpowiedź...i coś więcej...coś czego nigdy nie będę w stanie spłacić...coś dzięki czemu życie staje się czymś cenniejszym niż sądziłem, coś co zawsze, niezależnie od czasu jaki pozostał będzie dawać siłę do walki z każdą przeciwnością losu...niezależnie od wszystkiego da nadzieję...

*****

Jutro mija termin, pójdę tam sam...po co ma się martwić i narażać?...Będę walczył. Już jestem gotowy, zawsze byłem ale dopiero teraz to do mnie dotarło...dam sobie radę...teraz dam sobie radę ze wszystkim. Jutro zrobię pierwszy krok na nowej drodze...obym się nie zachwiał...
Awatar użytkownika
dralik
 
Posty: 25
Rejestracja: 03 listopada 2006, 18:39
Lokalizacja: Kraków NH

Postautor: dralik » 13 marca 2007, 14:17

Zaltos, kolejny wróg, wredny sadystyczny mag ze swoimi wrednymi sadystycznymi gierkami, kiedyś będzie martwy za to co sie wydarzyło w jego twierdzy.

*****

Pewien mag szukał swojego tworu, ożywionej zbroi która uciekła od niego, zgodziliśmy sie pomoc mu w zamian za drobna przysługę...po długich poszukiwaniach znaleźliśmy zaginiony twór w twierdzy niedaleko wzgórz Prael. Nie wykazywał chęci do powrotu, nie dawał nam wyboru..zresztą nikt nie mówił ze ma wrócić w całości. Zabrałem to co z niego zostało, lecz nie dane nam było wrócić, wejście zablokowały jakieś kamienie a niebawem zjawił sie on...Zaltos, jak sie sam przedstawił...pan tego miejsca...

*****

I zrobił coś czego będzie żałował...zaproponował grę, grę o życie jednej osoby. W twierdzy ukrył sześć kluczy, po trzy dla każdego a które z nas znajdzie pierwsze trzy z nich będzie mogło wziąć udział w dalszej grze o życie, komu sie nie uda zginie od razu.

*****

Znalazłem te klucze dość szybko, położyłem na widocznym miejscu i już miałem wracać z pustymi rękoma, gotowy na wszystko, gdy nagle ujrzałem taki sam komplet kluczy położonych niedaleko miejsca w którym zostawiłem swój... nagle usłyszałem odgłosy walki, gdy dobiegłem na miejsce Varia walczyła z jakimiś tworami przywołanymi przez Zaltosa...razem szybko sobie daliśmy z nimi rade ale z Zaltosem nie udało sie, nic mu nie mogliśmy zrobić...gdy już nie było prawie żadnej nadziei na wyjście cało z tej twierdzy, zjawił sie mag, ten sam który zlecił nam tą robotę i umożliwił wydostanie sie stamtąd...

*****

Varia przez całą powrotną drogę była zmieszana i nie chciała spojrzeć mi w oczy...dopiero później dowiedziałem sie czemu. Kiedy widziała ze nie damy rady Zaltosowi i ze nigdy nie wypuści nas stamtąd, ze zanim nas zabije będzie chciał pobawić sie jeszcze jakiś czas naszym kosztem chciała to przyspieszyć...uwolnić nas. Zadać śmiertelny cios mnie, później sobie, myślała ze tylko tak sie stamtąd wydostaniemy...teraz sobie to wyrzucała...

*****

Zupełnie niepotrzebnie...chyba udało mi sie jej wytłumaczyć ze zawsze jest nadzieja, ze co prawda nigdy do końca nie damy rady przewidzieć co nas spotka ale zawsze trzeba wierzyć ze będzie dobrze, wiara daje sile i moc...chyba zrozumiała. Może nie całkiem ale na tyle by przestała sie obwiniać o to co chciała zrobić...

*****

A Zaltos?...kiedyś tam wrócimy i wyrównamy rachunki...zagramy w grę na naszych zasadach...już sie nie możemy tego doczekać.
Awatar użytkownika
dralik
 
Posty: 25
Rejestracja: 03 listopada 2006, 18:39
Lokalizacja: Kraków NH

Postautor: dralik » 13 marca 2007, 14:18

*atrament na poprzednich stronach już znacznie wyblakł, widać ze długi czas nic nie było tu pisane....aż do dziś*

Zamek Miradir, mój nowy dom a zarazem wiezienie. Dawno nic nie pisałem lecz wszystko co doprowadziło mnie tutaj to mój wybór, mogę mieć żal tylko do siebie, do nikogo więcej... ale nie żałuję, było warto...mimo wszystko było warto.

*****

Wszystko zaczęło sie w momencie gdy Varia uzyskała swe moce, nigdy nie podobało mi sie to ze związała sie z cieniami ale to jej wybór, cóż moglem zrobić? Prawdziwe problemy zaczęły sie w momencie gdy zapragnęły przejąć jej dusze, nie dopuściła do tego była dla nich zbyt silna...ale od tamtej chwili widziałem jak cierpi, z każdym dniem więcej, ze za odmowę będą ja karać tym cierpieniem bardzo długo...nie moglem stać bezczynnie. Znalazłem sposób, dojście, umowę...jej spokój i możliwość korzystania z mocy za kilka przysług...ot zwyczajne zlecenia na dostarczenie czegoś, po co? Nie interesowało mnie to liczył sie efekt.

*****

Efekt? Tak, oto i on, znalazły sobie nowa dusze, przejmowały powoli kontrole a teraz nie mam już wyboru. Dlaczego jestem tutaj? Ten zamek nie ma w sobie życia, tutaj jestem bezpieczny a raczej inni są bezpieczni gdy ja tu jestem. Tutaj mogę to kontrolować ...samotność? lepsze to niż budzić sie wśród trupów cały we krwi...lub bać sie zasnąć wiedząc że ktoś kogo kocham może być tym kto natknie sie na mnie w tym stanie. To coś we mnie szuka życia, jakiegokolwiek...a gdy znajdzie niszczy je łatwo, szybko i skutecznie...i rośnie w sile z każdym życiem jakie odbiorę. Zjawia sie coraz częściej...

*****

Wczoraj przepełniła się czara, to odezwało sie gdy bylem z nią, prawie ją zabiłem... patrzyłem na jej przerażona twarz gdy patrzyła na to czym sie staje...wtedy wiedziałem ze mam tylko jedno wyjście, odejść ukryć sie przed światem, teraz mogę tylko czekać innego wyjścia nie ma...nawet nie mogę odebrać sobie życia, nie dopuszcza do tego a i tak nie mam pewności ze to pomoże...jedyna nadzieja ze przyjaciele znajda sposób by mi pomoc

*****

Przyjaciele, mocne słowo, nie wiem czy mogę go nadużywać...Veilen ma swoje problemy a jednak wciąż chce pomóc...tak jednak to dobre słowo...przyjaciel, chyba pierwszy jakiego miałem i wciąż najważniejszy...i jedyny który naprawde wie co sie dzieje. Oby tak pozostało, nie chce mieszać w to ani narażać nikogo więcej.

*****

Byli dziś u mnie...na chwilę...Varia i Veil dwoje najważniejszych ludzi w moim życiu..wierze w nich, tylko ta wiara mi pozostała, lecz gdyby im sie nie udało wiedzą co muszą zrobić, powiedziałem im...poprosiłem o to...a Varia...jeśli wszystko zawiedzie wróci i uwolni mnie tak jak chciała to kiedyś zrobić, zrobi to...nie zawaha się...oby sie nie zawahała...

*****

Minęło już kilka dni...teraz już nie wiem czy ten zamek to był dobry pomysł, wciąż czuję jak kręcą się tu żywe istoty...nie, nie ja...to coś to czuje, coraz ciężej mi nad tym zapanować ale muszę próbować, obiecałem ze powstrzymam to aż nie znajdą sposobu...nie mają już wiele czasu...gdzie jesteście?..potrzebuję was...
Awatar użytkownika
dralik
 
Posty: 25
Rejestracja: 03 listopada 2006, 18:39
Lokalizacja: Kraków NH

Postautor: dralik » 13 marca 2007, 18:34

*na środku kolejnej strony widnieje tylko jedno zdanie, wydarte słowa sięgają kilku kartek wgłąb jakby ktoś użył całej siły by je napisać*

A NA CO ONI KOMU POTRZEBNI........

*zdanie urywa sie tak nagle jak sie zaczęło*
Awatar użytkownika
dralik
 
Posty: 25
Rejestracja: 03 listopada 2006, 18:39
Lokalizacja: Kraków NH

Postautor: dralik » 21 marca 2007, 04:33

*wygląda na to ze kilka stron zostało wyrwanych, wciąż można zobaczyć i odczytać odciśnięte zdanie które na tych kartkach kiedyś sie znajdowało*



Ile jest warte nasze życie? Warto sie czasem nad tym zastanowić...nigdy nie potrafiłem znaleźć odpowiedzi na to pytanie. Może jej tak naprawde nie szukałem a może powód był inny? Nieistotne. Ważne ze w końcu ją dostrzegłem...właśnie dziś...

*****

Nie pamiętam jak doszło do tego wszystkiego...to coś we mnie wygrało, zostało mym panem... nie wiem co robiłem, gdzie byłem, nie pamiętam nic do momentu w którym jasne światło świadomości nie wlało sie na powrót do mego umysłu. Kiedy sie ocknąłem w jakiejś ponurej jaskini, kiedy ujrzałem Veila, nieprzytomnego, poranionego przez moje własne ręce, kiedy ujrzałem przed sobą niewyraźny kształt, wyciągający coś na kształt dłoni w stronę Varii musiałem coś zrobić, jakoś ich chronić, nic poza tym sie nie liczyło...

*****

Choć ciało nie chciało słuchać wstałem i zaatakowałem to coś...na próżno, moja bron nic nie mogla mu zrobić...i wtedy gdy zabrakło wszelkiej nadziei, kiedy myślałem ze znów przegrałem Veil ostatkiem sil wspomógł mój oręż magią...widziałem ból i nienawiść potwora gdy poczuł zagłębiające sie w nim ostrze, słyszałem jego krzyk...a potem był wybuch energii który odrzucił nas...straciłem przytomność...

*****

Wciąż ta sama jaskinia...Varia leżąca na ziemi, krew sącząca sie z rany na jej głowie...ból ciała gdy czołgam sie by po raz ostatni wziąć ją w ramiona, przytulić...ciemność...

*****

I nagle...światełko w ciemnościach, coraz jaśniejsze a w nim twarz Veila pochylającego sie nade mną, niebieska róża w jego dłoni świecąca dziwnym światłem, leczącym rany, kojącym ból...Varia..co z nią?...niepewne spojrzenie w stronę gdzie leżała...jej uśmiech...jej dotyk...wiec jednak im sie udało, jednak życie wciąż trwa i wciąż ma sens...

*****

Ile jest warte nasze życie...może sie mylę, może odpowiedź jest zupełnie inna ale czy to ważne? Każdy znajduje swoja własna odpowiedz...jedni twierdza ze nie ma żadnej wartości inni wręcz przeciwnie...Wiec ile tak naprawde jest warte?...

*****

Może tyle ile ci których kochasz, twoi najbliżsi i przyjaciele są w stanie poświęcić by sie nie skończyło ...by wciąż trwało? Być może właśnie o to w tym chodzi, by żyć nie tylko dla siebie ale głownie dla nich? ...by spłacić choć malutką część długu który po raz kolejny u nich zaciągnąłem? ...warto to przemyśleć...
Awatar użytkownika
dralik
 
Posty: 25
Rejestracja: 03 listopada 2006, 18:39
Lokalizacja: Kraków NH

Postautor: dralik » 28 września 2007, 23:14

****

*po kilku wyrwanych widzisz jedną bardzo pomiętą stronę*

****

Plany, marzenia, radość, szczęście.....strata, ból, cierpienie...to właśnie ostatnia kolej wydarzeń. Nie ma już tego na kogo tak czekałem...nie ma mego dziecka..........

Jest jednak wciąż Ona...Ból...ból będący jednak niczym przy Jej bólu...cierpienie które jest mała cząstka Jej cierpienia, strata która zostawia pustkę...po stokroć mniejsza niż w Niej...

Wszystko za sprawa jednego człowieka...jednej bogini....i jednej klątwy. Wszystko poszło na marne. Ona sadzi ze to koniec...nie...nie mogę sie teraz poddać...nie chce sie poddawać...


...Nigdy sie nie poddam...


*****

*długi odstęp na stronie, pośrodku widnieje gruba czarna linia, jakby ktoś chciał zacząć nowy rozdział*

*****

Dziś po raz pierwszy sie uśmiechnęła...chyba sie udaje. Staram sie jak mogę by znów zechciała żyć...by znów była tą która znałem i tą która nadal tak samo kocham. Czasami brakuje już sil ale muszę...wiem ze tylko wtedy gdy ona powróci sam będę znów mógł mieć marzenia...

Wróciliśmy tam gdzie to wszystko sie zaczęło...Aldur...to chyba był dobry pomysł, widzę ze jest lepiej...jej uśmiech gdy znów widzi miejsca gdzie sie poznawaliśmy...ten uśmiech, ile bym dal by częściej gościł na jej twarzy...

Zaczynam sie zastanawiać...skoro ludzie zawiedli może czas oddać sprawy w ręce bogów? Mozę jednak któremuś zaufać...tylko któremu? Jaki bóg może nam pomoc...nieważne, na to przyjdzie czas, są ważniejsze rzeczy niż myślenie o tych którzy nigdy nie dali nam niczego...

*****

*pod spodem, napisane większymi literami od pozostałych widnieje jedno zdanie*

*****

Teraz ważna jest tylko Ona...
Awatar użytkownika
dralik
 
Posty: 25
Rejestracja: 03 listopada 2006, 18:39
Lokalizacja: Kraków NH

Szybka odpowiedź

   

Wróć do Pamiętniki i historie IV Ery

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron