Z dziejów "tancerki"...

dzieje i ciekawe opowieści spisane przez żywe istoty Studni Dusz

Moderatorzy: Tasardur, Junior Admin

Z dziejów "tancerki"...

Postautor: Fagno » 18 stycznia 2007, 12:17

Stoję oparta o jedną ze ścian tawerny Hilltop czekając na ofiarę... "Aileena" znów musi odkryć swe oblicze by ponownie zniknąć w cieniu z nowym łupem, tak jak uczyła mnie ma trenerka w złodziejskim fachu . Ile tego było ostatnim razem ? Już nie pamiętam, starczyło jedynie na kilka butelek podrzędnego trunku, Beth jak zwykle wyrzuciła mnie wpół przytomną ze swego przybytku. *pismo zaczyna być mniej wyraźne* chwila ktoś wchodzi do karczmy, wygląda na bogatego... witaj Aileeno !

*dość duży odstęp na kartce*


Niech to piekło pochłonie, ręka mi zadrżała... zapewne zaraz dorwie mnie rozwścieczony najemnik ! Jeśli bogowie istnieją, to niech mają mnie w opiece. Słyszę kroki, nadchodzi

*dalej pismo staje się dużo bardziej wyraźne*

Nie dość że bogaty, przesadnie miły to do tego głupi jak but, gdy dorwał mnie za świątynią nie miał nawet pretensji że próbowałam pozbawić go oszczędności. Aileena miała gorszy dzień, ale wszystko można naprawić. Osoba która jeszcze przed chwilą miała być moją ofiarą teraz lituje się nade mną - wstrętna ironia losu. Ach zapomniałabym - ten awanturnik zwie się Ving, kto wie może jeszcze postawi mi porządny napitek w karczmie ?

*kończy się strona*

Zapędził mnie w ślepy zaułek, czemu okazałam się na tyle głupia by zdradzić mu prawdziwą tożsamość ? Zbyt dobrze mnie poznał, teraz mogę z nim współpracować albo go zabić - w normalnych okolicznościach już by leżał martwy, ale raz mi się z nim nie udało... nie mogę ryzykować, zbyt wiele butelek Ale leży w składziku Beth żeby tak po prostu odejść z tego świata. A wszystko mogło się potoczyć inaczej...
*widać kilka roztartych łez wsiąkniętych w papier*
Fagno
 

Postautor: Fagno » 18 stycznia 2007, 12:37

Niebywałe ! Ten człowiek jest albo bezgranicznie głupi, albo ... nie nawet nie chcę o tym myśleć. Pomaga mi jak tylko może, nie odczepi się ode mnie nawet o krok, o zgrozo przestałam smakować mego ukochanego trunku !. Beth wciąż patrzy na mnie niechętnie, ale musi tolerować moją obecność - kto inny da jej tyle zarobić ? Zawarłam z Vingiem kontrakt, to jedyny sposób by odwrócić od siebie uwagę i w końcu zniknąć w cieniu tak jak zawsze. Nie potrzebuję towarzysza, o nie, nie po tym co stało się w Faraldor. Już nawet nie pragnę zemsty, chcę tylko spokojnie umrzeć nie myśląc o przeszłości. Niektórzy mówią że alkohol ogłupia, zabija uczucia, namiętności, myślenie... i mają rację - błogosławiony więc niech będzie każdy trunek ! Beth tuzin butelek... jak zawsze

*niewielki odstęp na kartce*

Bogowie moja głowa, a skończyły mi się monety na kolejne butelki. Beth śmieje się sarkastycznie gdy widzi mnie w tym stanie, a nie stać mnie nawet na pokój na górze. Dobrze że ktoś uprzejmie zebrał mnie ze śniegu za budynkiem jubilera bo zamarzłabym w tej wietrznej samotni pełnej ludzi. Chyba zaczynam wariować, chcę się napić a Vinga nie ma w pobliżu, ten jeden raz naprawdę kogoś potrzebuję...

*na kolejnych kilku stronach opisane są kolejne dni, podczas których bohaterka okrada innych i pije, jednak nie doprowadza się już do nieprzytomności*

Nie wiem co się dzieje, tracę kontrolę. Między mną a Vingiem zaczyna zawiązywać się coś więcej niż więź broni - on chce czegoś więcej. Nie daje mi sposobności uciec, a nawet gdyby to zrobił - czy jest na tym świecie bezpieczne miejsce do którego mogłabym zawędrować ? O nie do Faraldor na pewno nie wrócę ! Zdaje się że muszę biernie przyglądać się rozwojowi tej sytuacji, nie jestem w stanie nic zrobić. *ostatnie kilka słów jest nieco pogrubione*
Fagno
 

Postautor: Fagno » 19 stycznia 2007, 10:05

Wykonaliśmy kolejne zlecenia, dziś pognałam na Pobojowisku Turan - oczywiście Ving mi towarzyszył. Mieliśmy znaleźć jakiś mało istotny przedmiot dla jeszcze mniej ciekawej nagrody, czyli zwykła rutynowa praca. Gdy dochodziliśmy do celu w milczeniu, coś tchnęło mnie do przemyśleń... Może jednak Ving nie był głupcem, a samotność jest gorsza od zapomnienia ? Chyba zaczynam coś do niego czuć - te myśli nie dawały mi spokoju. Kilka dni później mieliśmy następne zlecenie w tym miejscu, już byłam pewna czego chcę choć mnie to przerażało. Gdy wracaliśmy zatrzymałam go, popatrzyłam i popatrzyłam prosto w oczy, w których zobaczyłam odbicie tego co sama czuję. Nagle dziwnie się poczułam, nie liczyło się nic poza tą chwilą, tylko to... W chwili uniesienia zrobiłam coś co mogło zmienić cały późniejszy bieg wydarzeń, ale nie żałuję - bogowie, jeśli istniejecie prowadźcie mnie dalej. A jeśli nie... ktoś musi stać nad nami, czyż nie ? Z drugiej strony to tylko jedne mały pocałunek...

*poniższa notatka jest napisana bardzo niedbałym pismem, można się domyślić że została sporządzona w biegu*

Wszystko wymknęło się spod kontroli, Ving nawet nie wspomniał o ostatnim wydarzeniu, zapewne uznał że to za moją chwilę słabości. Dziś nie miałam żadnej roboty, siedziałam w pokoju tawerny Hilltop czekając aż zjawi się ten który zmienił wszystko w moim życiu. Nagle drzwi otworzyły się, wszedł właśnie on. Rozmawialiśmy przez dłuższą chwilę, po czym stwierdził że ma coś pilnego do załatwienia i musi natychmiast wyjść z karczmy. Był zdenerwowany,nie chciał żebym z nim szła - cóż miałam zrobić jeśli nie podążyć za nim ?

*pismo zaczyna być bardziej staranne, choć wciąż sporządzane w nerwach*

Znalazłam go ledwo żywego na przedpolach w kierunku Mroźnej drogi, ten widok krwi... nie zapomnę go do końca życia. Czym prędzej wyciągnęłam środki lecznicze by mu pomóc, odpowiedział szorstko że sam sobie poradzi. Trochę mnie to uraziło, ale zgodziłam się udać do karczmy. Jak zwykle zajęliśmy jeden z pokoi na górze, tam stwierdził że jesteśmy zamieszani w coś strasznego i nie może wytłumaczyć o co chodzi. Po krótkiej wymianie zdań wybiegłam w nerwach, zachowywał się tak jakby wczorajsze wydarzenie uświadomiło mu do czego nasz kontrakt może doprowadzić. Na bogów więc nie o to mu chodziło ? Jaka ja jestem głupia, przecież ktoś ta... *pismo jest rozmazane, nie można go odczytać z powodu roztartych łez na kartce*
Fagno
 

Postautor: Fagno » 21 stycznia 2007, 00:04

No proszę, gdy ciemny tunel zawalił się blokując dostęp do światełka na końcu, ktoś podszedł i podniósł mnie z ziemi. Ving spotkał mnie za budynkiem faktorii handlowej w Aldur i... wyznał miłość. Moje serce wtedy drgnęło, zaniemówiłam, pierwszy raz poczułam że życie ma sens. Od tamtej pory jestem szczęśliwa pierwszy raz w moim życiu, nie liczy się już nikt i nic, tylko Ving... to on niesie pochodnię w tym zawalonym tunelu, by wskazać inną - lepszą - drogę, a bez tej pochodni zginęłabym w ciemnościach.
Fagno
 

Postautor: Fagno » 21 stycznia 2007, 11:18

Udaliśmy się do tawerny, obydwoje byliśmy zmęczeni wydarzeniami dnia. Ving obiecał że powie mi wszystko od początku, bym sama mogła ocenić... no właśnie, co ocenić ? Czekałam jak na szpilkach, nie wiedziałam czego mam się spodziewać. W rzeczywistości okazało się że życie znów da mi mocnego kopniaka nakazującego działanie - ten mężczyzna w którego ramionach czuję się bezgranicznie bezpiecznie miał za zadanie mnie zabić. Czy to nie ironia losu ? Nie mam pojęcia czemu - on też nie, wyznał mi że jego ostatnie zachowanie było spowodowane troską o moje życie. Słodkie lecz głupie, wybaczyłam... Podobno należał niegdyś do organizacji o enigmatycznej nazwie "Oko Anzera" i przybył do Aldur czekając na kolejne zlecenie. Ten schemat przypomina mi dzieje mojej nauki w Faraldor, czekanie na kolejne zlecenie nudząc się w międzyczasie.

***

No tak, w przypływie emocji zapomniałam napisać o najważniejszej sprawie. Będę z Vingiem już zawsze, bez względu na konsekwencje, a to całe "Oko" jeśli nas dopadnie to razem, jeśli zginiemy to walcząc ramię w ramię tak jak mi to obiecywał. Tak jak ja mu przyrzekłam. Tak jak sobie wymarzyłam.[/i]
Fagno
 

Postautor: Fagno » 24 stycznia 2007, 10:32

Pierwszy raz w życiu czułam się naprawdę dobrze. Wystarczyło popatrzeć w te oczy pełne uczucia, poczuć jego dotyk, być przy nim a wszelkie problemy i troski odchodziły na dalszy plan jak za użyciem magicznej różdżki. Jest mój, tylko mój i nie dopuszczę do naszego rozstania wcześniej niż śmierć po nas przyjdzie, a kto wie może i dalej ?


***

Zdaje się że z nerwów zapomniałam napisać o jednym istotnym - dla mnie - wydarzeniu. Wstyd się do tego przyznać, ale... przez chwilę zwątpiłam w tego który daje mi tak wiele szczęścia. Jakiś czas temu opowiedział mi o wydarzeniach w przybytku Nessiji, właścicielki zamtuza w mieście. Ness zaprowadziła go tam, upoiła alkoholem i... Ving nie pamięta co się działo dalej, obudził się na podłodze a ja nawet nie chcę myśleć do czego mogło tam dojść. To nie jego wina... nie jego wina...
Fagno
 

Postautor: Fagno » 13 marca 2007, 15:41

No tak, długo tu nic nie pisałam... to przez brak czasu. Co chwila Ving mnie gdzieś zabiera, mam wszystko czego chcę - jego. Jednak dziś stało się coś czego nigdy nie zapomnę, sen jak każdy inny, a jednak pozostawia trwałe piętno na duszy... i ciele.

*niewielki odstęp*

Byłam w ogromnej sali balowej, gdzie bawiło się wiele pięknie odzianych par. Moją uwagę zwrócił pewien mężczyzna siedzący w kącie, ubrany był na czarno a jego twarz zakryta była maską doskonale komponującą się z z kolorem stroju. Przyglądałam się mu przez dłuższą chwilę, nagle wstał i ruszył wolnym krokiem w moją stronę. Odłożyłam kielich z wybornym elfickim winem którym się właśnie delektowałam patrząc z wyczekiwaniem. Podszedł, wyciągnął dłoń okrytą zwiewną czarną rękawicą jakby zapraszając mnie do tańca - chwyciłam ją i... zapadł zmrok. Wszystko zawirowało, ludzie zniknęli, pochodnie zgasły tak że już nie było widać ścian, tylko bezkresną ciemność. Mimo to doskonale widziałam tę postać przede mną, nagle zrzucił z siebie maskę, ten widok wrył się w mą pamięć jak niewiele innych rzeczy - niewyraźny kształt, niewidoczne rysy twarzy jedynie dwa czerwone punkty w miejscach gdzie powinny znajdować się oczy... chyba tam powinny się znajdować. Zatańczyłam, bałam się jednak ciekawość wzięła górę - taniec był pełen pasji i dostarczał niebywałej przyjemności, ale coś było nie tak... cały czas czułam że to on prowadzi nie dając mi szansy na żaden fałszywy krok. Nagle się obudziłam

*znów na kartce widnieje niewielki odstęp*

Ving... nie opowiem mu, jeszcze nie teraz. To nie był sen, obdarzył mnie dziwnymi zdolnościami - potrafię chować się przed innymi nawet gdy ich wzrok skierowany jest prosto na mnie i nie jest to sprawka magii. Nie mogę go zamartwiać...
Fagno
 

Postautor: Fagno » 16 marca 2007, 23:04

Te moje umiejętności w znacznym stopniu się nasiliły, wciąż miewam sny... Czuję że to coś więcej niż chwilowy łut szczęścia. Cienie to tajemnicze istoty, muszę być ostrożna zwłaszcza że jest ktoś dla kogo warto żyć - teraz już tak. Nie wiem jak długo jeszcze uda mi się ukrywać przed Vingiem prawdę jest bardzo spostrzegawczy i bystry. A jeśli już będę musiała mu coś powiedzieć to tylko początek, nie chcę by i on miał koszmary... Kto wie, może jeśli na tych stronach opiszę co widzę podczas snu choć trochę mi ulży ? Ale to później jestem zmęczona, on zaraz przyjdzie
Ostatnio zmieniony 16 marca 2007, 23:13 przez Fagno, łącznie zmieniany 1 raz
Fagno
 

Postautor: Fagno » 16 marca 2007, 23:12

*notka jest zapisana niestarannym pismem, widać że jest sporządzona w pośpiechu*

Widziałam osobę, wyglądał jak Ving - to wszystko przez przeklętą zbroję i kaptur ! Podeszłam, przytuliłam go a on wyciągnął dłoń. Raczej kościstą kończynę już po chwili miażdżącą moje kości, a ja nie mogłam się ruszyć... i twarz mego ukochanego skryta pod kapturem, żadnych emocji. Nie, to niemożliwe ja już całkiem wariuję, tylko skąd ta blizna na mym przedramieniu ? Nie mogę mu powiedzieć, na pewno nie teraz gdy jest tak szczęśliwy
Fagno
 

Postautor: Fagno » 18 marca 2007, 22:42

Dość długo nic nie pisałam, bałam się... bałam że cienie to wykorzystają. Gdy zaczynam nad sobą tracić panowanie przeszywa mnie strach, strach że te diaboliczne istoty przejmą inicjatywę i wykorzystają te notatki do własnych celów, na przykład by skrzywdzić moich bliskich... A jednak to wszystko moja wina

Sny... raczej koszmary na których wspomnienie przechodzą mnie ciarki odeszły. Na szczęście z Vingiem już wszystko w porządku. Kochany, cały czas we mnie wierzył, nawet wtedy gdy ja straciłam resztki nadziei. Do tej pory pamiętam jedną chwilę, gdy upadłam na kolana w pokoju w Przyjaznej Karczmie i zaczęłam płakać, tylu łez jeszcze nigdy nie uroniłam. Nie chcę by on o tym wiedział, pewnie ma już dość pocieszania mnie i zapewniania że wszystko będzie dobrze... Na dodatek to ja skrzywdziłam Vinga, to przeze mnie cienie się do niego dorwały, to przez moją nieroztropność i głupotę. Bogowie jeśli istniejecie ukarzcie mnie za to
Fagno
 

Postautor: Fagno » 19 marca 2007, 00:01

Jednak nie doceniłam Vinga, ale głównie nie dostrzegłam czegoś w sobie. Pozwoliłam mu przeczytać ten pamiętnik podobnie jak i on pokazał mi swój, powiedział że nie mam prawa się obwiniać i dzięki niemu zrozumiałam że niektóre rzeczy się po prostu dzieją, a my nie mamy na nie większego wpływu. I znów się rozkleiłam i skończyłam wtulona w jego ramię, widocznie taka już jestem gdy Ving siedzi obok, dobrze że pozwala mi ukryć się w jego ramionach przed całym światem... przed całym światem... właśnie tego mi brakowało
Fagno
 

Postautor: Fagno » 20 marca 2007, 19:21

*notka wpisana wyraźnym i czytelnym pismem*

Jednak Las Delir wciąż jest tak samo piękny, mimo złych wspomnień jakie mam z tą okolicą. Gdy tylko przypomnę sobie tutejsze więzienie... z resztą nie ważne, Ving na chwilkę poszedł do Faraldor obiecał że zaraz wróci, zdaje się że chce sprzedać magiczne strzały. Cieszę się że mnie tu zabrał, odpowiedział mi na kilka - jakby się mogło wydawać - dziwnych pytań. Tylko utwierdził mnie w przekonaniu że dobrze wybrałam. Pewnie gdy wróci to się gdzieś przejdziemy, bardzo lubię z nim spacerować, z resztą wszystko jest dobre... byle z nim. Słyszę jakieś kroki, to chyba on.
Fagno
 

Postautor: Fagno » 20 marca 2007, 21:03

Opowiedziałam Vingowi o tym co ostatnio stało się w Faraldor, okazał zrozumienie i wyrozumiałość co bardzo mnie cieszy. Kochany... nigdy nie powinnam w niego zwątpić.

*niewielki odstęp na kartce*

Jak tak przeglądam kartki tego pamiętnika to doszłam do wniosku że powinnam opisać to co stało się w Faraldor. Mam nadzieję że następnym razem uniknę podobnych sytuacji...

Słyszałam że pewien elficki szlachcic w mieście jest w posiadaniu dokumentów, za które mogłabym otrzymać całkiem sporo złota w pewnych kręgach. Oczywiście postanowiłam wykorzystać sytuację, udałam się do jego rezydencji po zmroku i przekradłam się obok strażników docierając do sejfu bez większych trudności. Niestety, zauważono mnie gdy próbowałam otworzyć sejf nie miałam więc szansy na ucieczkę. Wylądowałam w ciasnej, wilgotnej i niewygodnej celi w lochach Faraldoru, szlachcic którego próbowałam okraść zafundował mi miłe powitanie... oraz miły pobyt. Strażnicy próbowali wykorzystać sytuację że pod ich władaniem znalazła się kobieta, jednak nie pozwoliłam im na to. Nie tym razem...

W końcu cała poobijana wyszłam z więzienia. Nie, nie wyszłam - wybiegłam na skraju wyczerpania. Nie myśląc racjonalnie udałam się do Perlistego lasu, gdzie zasnęłam pod drzewem nieopodal wodospadu. Obudził mnie dźwięk błyskawicy, cała przemoczona weszłam do jaskini znajdującej się dokładnie na wprost mnie. Usiadłam i opuściłam głowę by znów zasnąć, jednak po chwili poczułam na sobie mocny oddech cuchnący siarką. Podniosłam głowę, ku mojemu przerażeniu ogromny smok patrzył na mnie swymi przerażającymi ślepiami ! Wybiegłam, zatrzymałam się w Delir by odsapnąć. Osunęłam się po drzewie na kępkę liści i... po mej twarzy pociekły łzy. Łzy bezradności, smutku, porażki, upokorzenia i zrezygnowania. Straciłam panowanie nad nerwami, nie wiem nawet jak długo tam siedziałam. Obudziło mnie wycie wilków, zapadł zmrok. Postanowiłam pójść do Aldur, byłam wciąż oszołomiona ostatnimi wydarzeniami. Na mroźnej drodze usłyszałam jakieś głosy mężczyzn - ukryłam się i podeszłam bliżej by sprawdzić czy to nie bandyci czyhający na podróżnych. To mój ukochany dyskutował z jakimś człowiekiem, wyłoniłam się z cienia nic nie mówiąc. Objął mnie, nie byłam w stanie zareagować, uronić łzy, przytulić go - zrobić czegokolwiek okazującego me wewnętrzne rozdarcie.

Opowiedziałam mu dopiero gdy wyruszyliśmy w ramach odpoczynku do Delir a następnie Perlistego Lasu. Gdy usłyszał tę historię przytulił mnie i pocieszył... Dziękuję ci Ving, znów ci dziękuję...
Fagno
 

Postautor: Fagno » 21 marca 2007, 23:03

*notka wpisana pospiesznie, niedbałym pismem*

A niech mnie Ving ma racje, trzeba dać nauczkę tym długouchym aroganckim istotom - strzeż się elfie którego znajdę na swej drodze... Będziecie cierpieć tak jak i ja nieraz cierpiałam w tym waszym "cudnym" Faraldor, o tak już ja o to zadbam. Chyba niezłym posunięciem byłoby nawiązanie znajomości z naturalnym wrogiem tych tępaków. Tylko jak przetrwać w sercu królestwa Podmroku ? Zdaje się że muszę poprosić Vinga o pomoc, on zrozumie...

No i otwarliście chyba ostatnio jakiś obiekt kultury, chyba tam zajrzę
Fagno
 

Postautor: Fagno » 22 marca 2007, 15:44

Drzewo wygląda na wytrzymałe, trudno będzie wymyślić sposób na jego zniszczenie. Nie obędzie się bez pomocy, tu by się mógł przydać Veilen ale nie wiem co z nim.
Fagno
 

Szybka odpowiedź

   
Następna

Wróć do Pamiętniki i historie IV Ery

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron