Łuk i strzała czyli magiczne opowieści.

dzieje i ciekawe opowieści spisane przez żywe istoty Studni Dusz

Moderatorzy: Tasardur, Junior Admin

Postautor: Otiska3 » 22 września 2006, 13:30

Szłam właśnie porozmawiać z matką Calyril, gdy natknęłam się na Cryssa. Nie wyglądał najlepiej i martwiło mnie to. Po chwili dowiedziałam się całej prawdy.
Cryss spotkał jakiegoś złego czarodzieja, eh banały prawię, a kto słyszał o czarodzieju, który nie jest zły lub, co najmniej pyszałkowaty? W każdym razie ów czarodziej przeklął go niemiło sprowadzając na braciszka ślepotę. Dziwiło mnie trochę, że Drogo nie może mu pomóc w prosty sposób, a kazał poszukać jakiś kwiatków. Nie zastanawiając się długo ruszyliśmy.
Sprawę komplikowało trochę, że kwiatów, jakich szukaliśmy nie dało się znaleźć nigdzie blisko i musieliśmy się udać w okolice miasta krasnoludów. Popłynęliśmy najbliższym statkiem i wysiedliśmy na brzegu. Z daleka widać było posterunek Vegnarczyków, toteż czym prędzej zapadliśmy w nadbrzeżne cienie.
Okolice jednak do spokojnych nie należały. Mnóstwo orkopodobnych stworzeń kręciło się po wokół. W pewnym momencie jeden z nich mnie usłyszał, choć może wyczuł? Kto wie, gdyż stworzenia te są wyjątkowo dzikie. Ruszyli naszym tropem i nie mogliśmy się ich pozbyć. W międzyczasie wyciągnęłam łuk i przygotowałam strzały. Potwory jednak nie odpuszczały i gdy jeden zbliżył się niepokojąco blisko wystrzeliłam. Grupę hobgoblinów ogarnęły płomienie, jednak ich wyjątkowa wola życia pozwoliła im ruszyć z kontratakiem. Kły Cryssa cięły z zażartością głodnej tygrysicy nie zważając na świst strzał przelatujących mu koło uszu.
Po krótkiej walce i opatrzeniu ran ruszyliśmy dalej zachowując większy odstęp i ostrożność...
Popełniliśmy jednak kolejny błąd, gdyż oślepiony zaklęciem Cryss wpadł w pułapkę zastawioną przez te podstępne istoty.
Na szczęście oparzenia wywołane magicznym ogniem nie okazały się straszliwe, więc ruszyliśmy w kierunku górskich szczytów.
Tam wysforowałam się na zwiad, hieh ja na zwiad, kto by pomyślał, że zastąpię w tej czynności łowcę czyściciela. W pewnym momencie dojrzałam kolejną pułapkę, ale niestety nie byliśmy w stanie jej rozbroić. Przejrzałam kolekcję swoich papierków i rzuciłam kilka zaklęć ochronnych na brata tak by zabezpieczyć go przed wszelkimi możliwymi uszkodzeniami. Przeszedł bez szwanku.
Wspinając się wyżej natrafiliśmy w końcu na połać trawy porośniętej niskim kwieciem. Zebraliśmy trochę i czym prędzej udaliśmy się do Drogo. Tam po krótkiej rozmowie niziołek przygotował miksturę mającą pomóc Cryssowi na jakiś czas.
Pozostało tylko znaleźć miejsce gdzie od roku nie było humanoida i mieć nadzieję, że rosną tam drugie zioła, które potrzebne są do stworzenia mikstury usuwającej klątwę.
Poszukiwania się rozpoczęły...
Awatar użytkownika
Otiska3
 
Posty: 418
Rejestracja: 16 lipca 2006, 20:34
Lokalizacja: Z Puszczy

Postautor: Otiska3 » 13 października 2006, 11:15

Wiele dni minęło od czasu, gdy ostatnio pisałam coś w naszym pamiętniku. W zasadzie, to nie wiem, od czego zacząć.
Szliśmy właśnie z Cryssem z dziupli małego Wyjadacza Ogródkowego przez wzgórza olbrzymów i przeklęty las. Wprawdzie nie spotkaliśmy tam jakiegoś godnego wyzwania, to ucieszyło nas, że sama śmierć nie zaglądała nam w oczy. Ktoś mógłby nazwać nas tchórzami, ale czy łatwiej zginąć w walce z pierwszym lepszym potworem, czy klucząc między nimi dotrzeć do celu?
Dotarliśmy do miasta Faraldor, gdzie pozbyliśmy się nadmiaru zbędnych pergaminów i gdzie udało mi się zrobić względne porządki w moich magicznych zasobach.
Prosto z Far udaliśmy się ku siedzibie małych chochlików, by oddać im zbędne nam naszyjniki i inne drobiazgi...
*Miriel spojrzała na widnokrąg kończący się dla niej ścianą lasu, ścianą ciemną, żywą, nieprzebytą, ścianą, która mogła być przyjacielem jak i wrogiem. Coś było jednak dziś nie tak, może to trel ptaków jakiś inny, może co innego. W każdym razie Miriel poczuła kłopoty*
Udali się do nieodległych jaskiń, gdzie często można było spotkać orki. Tym razem było ich również całkiem sporo, a w dużej komnacie wodza wręcz bardzo dużo. Tym razem zapowiadała się trudna potyczka. Cryss ruszył w kierunku orków wysuwając w przód swe kły, podbiegł cichcem tnąc nisko po ścięgnach zwalając pierwszego zaskoczonego orka na ziemię. W tym samym czasie pierwsza strzała opuściła łuk Miriel świszcząc podczas lotu niebywale, zaraz za nią kolejna rozdzierała już gardło innego orka. Po chwili rytmiczny dźwięk naciąganej i puszczanej cięciwy zaczął przypominać grę na jakimś instrumencie. Muzyka lała się wokół akompaniując wrzaskom rozpaczy umierających orków.
Wtem z przodu Miri usłyszała inkantację, dobrze jej już znaną inkantację. Odruchowo skoczyła w bok, turlając się w taki sposób by nie uszkodzić łuku. Jakież było jej zdziwienie, gdy kula ognista nie trafiła jej, ba ona nawet nie leciała w jej kierunku.
Zerwała się na nogi i biegnąc truchtem zaczęła wypuszczać strzały w nadbiegające orki dając tym samym czas bratu na atak w szamana z zaskoczenia.
Walka nie trwała zbyt długo, kiedy zaskoczone orki zginęły sieczone to z jednej to z drugiej strony...
Po krótkim odpoczynku i przejrzeniu ciał ruszyli z powrotem, zwyciężyli, choć ciągle nie byli pewni swego...
W krótkim wąwozie prowadzącym do miasta spostrzegli najpierw jednego, a później kolejnego orka. Ci jednak wyglądali inaczej, byli barczyści, poruszali się pewnie i w pobliżu elfiego miasta nie pozwalali sobie na zbytnie folgowanie. Z oczu biła im rutyna.
Z początku rodzeństwo chciało ominąć stwory, jednak, kiedy jeden z nich zabił jelenia dla czystej zabawy, nie wytrzymali.
Kilka prostych zaklęć powinno im pomóc, a później stało się coś dziwnego. Podchodząc w ich pobliże jakaś iluzja oszukała elfkę sugerując, że Cryss juz zaatakował. Wypuściła strzałę, by po chwili zostać dostrzeżoną i ostrzelaną przez wroga. Strzały wbijały się w jej ciało głęboko raniąc i nie pozwalając nic zrobić. Świat zawirował jej przed oczami...
Gdy doszła do siebie Cryss klęczał przy niej, miał jakiś pergamin z jakimiś bazgrołami. Postanowili zapytać maga z wieży w Faraldor, co one oznaczają. Mag domyślił się czyja sprawką są owe orki i ich wielkie wyszkolenie, jednak nie chciał nam zdradzić szczegółów. Mówił tylko o kimś, kto szykuje armię, a nawet ich kilka. Nie powiedział, po co i dlaczego. Coś czuję, że ta tajemnica jeszcze się wyjaśni...
Awatar użytkownika
Otiska3
 
Posty: 418
Rejestracja: 16 lipca 2006, 20:34
Lokalizacja: Z Puszczy

Postautor: Otiska3 » 20 lutego 2007, 10:30

Biegła, biegła już od godziny, tak jak niegdyś z Cryssem. Śnieg skrzypiał jej pod nogami i nawet zagubiony przy trakcie szkielet z długimi soplami lodu ją dostrzegł. Zagrała na piszczałce, świat wokół zwolnił, uderzenia serca stały się wolniejsze, a wzrok objął więcej szczegółów. Lewa dłoń machinalnie zacisnęła się na drzewcu łuku ... biegła już dalej, gdy dwie strzały o srebrnych grotach rozsypywały szkielet w drobny mak...
Dymy było widać z daleka, początkowo myślała, że to Adlur płonie, ale nie to było nieco obok. Na przedpolach zauważyła zbieraninę kilku awanturników, palisady naprędce utworzone ze ściętych nieopodal drzew, aż jej się krew w żyłach zagotowała gdy to zobaczyła. Kropelka potu padła na łuk zamieniając się w locie w lodową kulkę i rozbijając się o drzewce na setki drobiazgów.
Co stu sie dzieje? zapytała wyrównując oddech. Jej twarz była rozpalona mimo siarczystego mrozu.
Orki atakują, na brzegu zdesantowała się cała ich armia rzekł ktoś z tłumu.
Rozejrzała się po obrońcach i dostrzegła kilka znajomych twarzy. Byli tam i wielcy potężni i drobni poszukiwacze przygód. Szybko dojrzała znajomego rycerza i gnomy.
Po kilku chwilach można było zaobserwować tworzące się grupki. Przez pojękiwania malkontentów dało sie słyszeć nawoływania do ataku, jednak brak było silnego przywódcy. Zwykła zgraja...
W tłumu dało sie słyszeć Do ataku na nich
Banda awanturników wyruszyła, bez ładu bez składu siejąc początkowo popłoch wśród orków. jednak po chwili okazało się, że i orkowie nie w ciemię bici dali popis swoich możliwości kłądząc pokotem kilku naszych.
Miriel zaczęła śpiewać, wypuszczając jednocześnie strzały, śpiew zmieniał tonację, to dodając wigoru, to zmuszając ciała obrońców do regeneracji , to myląc wzrok orków...

Trzeba zniszczyć katapulty i maszyny oblężnicze krzyknął Xavier. Zaraz potem mała grupka awanturników przedarłą się za linie wroga podkładając ogień pod maszyny. Xavier wraz z Jarodem dzielnie zniszczyli kilka maszyn jednak nie mogło to umknąć uwadze orków. Chwilę potem elitarny oddział orków uderzył na dzielnych dywersantów. Najpierw odskoczyli dając opór natarciu wroga, ale po chwili jasne było, że nie dadzą rady. Niestety modlitwy ochronne kapłana nie pozwoliły pomóc pieśniom bitewnym bardki i gdy rycerz i Miriel ukryli się przed wzrokiem bestii, Jarod nadal był atakowany...

Zaatakowali nabrzeże, siła połączona z potęgą kapłanów szybko radziła sobie z oporem orków, jednak statków bronił ktoś jeszcze. Miriel widziała go dawno temu, ale gdy piekielne kule zaanonsowały przybycie nekromanty zimny dreszcz przeszedł jej ciało. Po chwili rozpoczęła się ostatnia bitwa, w któej pomniejsi padli pod mocą Nekrona, a potężniejsi dzielnie walczyli. Miriel sama posłała kilkadziesiąt strzał raniąc nieco wroga, ale to na niewiele się zdało. Potwór uciekł, a im zostało pomóc towarzyszom...

Kilka godzin później spod śniegu o stoczonej bitwie świadczyły już tylko kikuty masztów spalonych statków. Kto wie co będzie dalej...

Tego dnia zachodzące słońce utowrzyło piękną widzianą z okolic Aldur zorzę i tylko czułe zmysły mogły dojrzeć dusze poległych idące ku niebu i łączące się ze światami swoich bogów...
Awatar użytkownika
Otiska3
 
Posty: 418
Rejestracja: 16 lipca 2006, 20:34
Lokalizacja: Z Puszczy

Postautor: Otiska3 » 13 maja 2007, 10:36

Dawno nie była w domu, ale tego dnia poczuła, że powinna zboczyć z utartych już ścieżek i zajrzeć do Klonowego Lasu. Jak zwykle dostępu do siedziby broniły starannie utrzymywane przy życiu zastępy potworów leśnych mających na celu odstraszyć przypadkowych intruzów.
Ominęła je bez przeszkód tkając muzyczną iluzję tak, że stworom dźwięki wydawały sie naturalnymi dźwiękami lasu, ona zaś przemknęła obok nich nie wzbudzając zainteresowania.
Dotarła do wielkiego drzewa, jednak nie wspięła się od razu. Jej wzrok przykuła postać.
Był nieco wyższy od niej, jego błyszczące błękitem włosy i bystry wzrok od razu dały jej powód do radości.
Cryss, jak sie cieszę, że cię widzę!
Podbiegła w jego kierunku przytulając się do brata, coś jednak sie zmieniło, miękkie ciemne skóry zastąpiła twarda stal. Elf przybrał na sile bez problemu podnosząc drobniejszą siostrę.
I ja sie cieszę maleńka! Czekałem na ciebie.
Hmm? A skąd wiedziałeś, że przybędę?
Zapomniałaś, że jestem tropicielem? Ptaki i drzewa już dawno o tym szumiały.

Zapadli w błogą ciszę ciesząc sie swoim widokiem...

Powinniśmy już ruszać!
Pobiegli lasem jak za dawnych czasów, jednak sposób poruszania się Cryssa niepokoił bardkę. Stracił swą lekkość, jednak zyskał pewność siebie. Obiecała sobie, że go trochę przypilnuje nim przyzwyczai się do nowego trybu życia.
Awatar użytkownika
Otiska3
 
Posty: 418
Rejestracja: 16 lipca 2006, 20:34
Lokalizacja: Z Puszczy

Postautor: Julius I » 17 maja 2007, 14:34

Szedł przez las, instynktownie próbując się ukrywać, niestety ciężki pancerz skutecznie utrudniał to zadanie.
Obserwował niewielką grupę Orklinów biesiadujących przy szczątkach wilka, przynajmniej tyle można było ocenić z tej odległości. Z gardła wydobył się warczący pomruk, niemal wilczy.
Obserwował i czekał aż choć jeden oddali się od grupy, kiedy poczuł znajomy zapach. Sądził, że już nigdy więcej go już nie poczuje, odwrócił się i spojrzeli na sobie w oczy.
Stali tak krótką chwilę ale dla nich to była wieczność, ponownie połączyli swe jaźnie lecz tym razem już nie tak mocno jak wcześniej. Stary Wilk powrócił do Sylvaniego Brata, Sylvan zaś ucieszył się, że nie zatracił instynktu wilka.

[center].....................................................................................................................[/center]

Jakiś czas wcześniej.

Na nowo uczył się wielu rzeczy, przystosowywał się do nowej roli jaką obrał w swoim życiu. Ciężki trening pomógł zapomnieć o pewnych sprawach lecz dał poczucie siły. Cena niestety była wysoka, może zbyt wysoka, jak dla tak związanego z leśnymi braćmi jak Cryss. Niemal zupełnie stracił wilczy instynkt, zwierzęta nadal przemawiały do niego, lecz on już nie potrafił mówić do nich.

[center].....................................................................................................................[/center]

Z dnia na dzień instynkt powracał, Cryss ponownie chłoną dzikość jaka drzemie w wilczych braciach. Teraz wiedział, choć smuciło go to, że nie jest wilkiem choć czuł się nim. Starą skórznię i 'kły' pozostawił w wiosce, trening i ciężkie pancerze zniszczyły jego gibkość i finezję lecz dały siłę i hart ducha. Dziś jego skórą jest stal, 'kłami' wszystko czym można walczyć, stał się "Czyścicielem" i ponownie ruszył na szlak.
Julius I
 

Postautor: Otiska3 » 21 maja 2007, 18:51

Tego dnia postanowiła udać się do sanktuarium Calyril, a że droga z dziupli Boidoca najkrótszą droga wiodła przez zamek Mira Dir, wybrała właśnie ją. Dzień zmierzał już ku końcowi, a czerwony zachód słońca zwiastował niezwykłe mroczne wydarzenia, ona jednak nie zwracała na to uwagi mknąc wśród cieni drzew ku majestatycznej kamiennej budowli...
Wbiegła między kamienie ze słowami szybkiej skocznej piosenki na ustach. Golemy niczym niezmożone jak zwykle stawiły jej czoła i jak zwykle poniosły klęskę... śpiewała:
więc pijmy za tych, co poszli na dno, których zabrało morze nam
za zdrowie tych, co na morzu dziś są, daj im morze szczęście w tę noc jak dziś...

W pewnej chwili coś się zmieniło, fala ognia rozlała się po korytarzach i Miriel tylko dzięki swemu nadzwyczajnemu refleksowi uskoczyła za drzwi. Gdy wychyliła się zauważyła najbardziej paskudną pokrakę jaką dane jej było widzieć tego dnia. Stwór mierzył dwanaście łokci wzrostu i ważył chyba tyle co drużyna Czyścicieli. Z czarnych jak smoła oczu osadzonych na fioletowej, groteskowej mordzie potwora biła aura przerażającej nienawiści. Ruchy jego koślawych członków były precyzyjne jak cięcie katowskiego topora, jednak nim stwór dojrzał Miriel ta biegła już korytarzem w stronę wyjścia okryta iluzją piosnki...
Jak znajdę się w niebie
napiszę do ciebie
że jestem niewidzialna
gdzie spojrzysz tam byłam
zniknęłam bo żyłam
jestem niewidzialna
dobrego i złego
nie zrobię niczego
jestem niewidzialna
napiszę ci listy
z nieba o wszystkim
jestem niewidzialna

są światy i cuda
od cudów się fruwa
jestem niewidzialna
i frunie się lekko
i wierzy daleko
jestem niewidzialna
gdzieś dalej niż błękit
gdzie spokój jest święty
jestem niewidzialna
napiszę ci listy
z nieba o wszystkim
jestem niewidzialna


Niestety okazało się, że niższe poziomy fortecy były również zajęte przez potwory, lecz korzystając ze swych zdolności Miriel nuciła dalej:
jak znajdę się w niebie
napiszę do ciebie
jestem niewidzialna
gdzie spojrzysz tam byłam
zniknęłam bo żyłam
jestem niewidzialna
jest miło i pięknie
pamiętam i tęsknię
jestem niewidzialna
poszłam do nieba
zapomnij i przebacz
jestem niewidzialna

nie tylko dla siebie
nie tylko dla ciebie


Wtem, gdy stworów zaczęło robić się coraz więcej pojawiło się kilku ludzi. Miriel szybko zorientowała się, że to czarodzieje, gdy ci zaczęli inkantować zaklęcia. Musiała jednak być pewna nim się ujawniła, bo jeden mały ruch mógł zniweczyć całe jej starania. Po chwili wywiązała sie bitwa. Zefir lodu poderwał się do pracy i strzały zaczęły kąsać fioletowe pokraki, te jednak nie zwracały uwagi na łuczniczkę walcząc z magami. Dwóch padło, jednak po chwili potwory odeszły w niebyt. Ostał sie tylko jeden czarodziej. Po wymianie grzeczności udali się na zewnątrz, by wyjaśnić sytuację i opracować plan działań...

Czarodziej szykował się do inkantacji portalu , gdy tymczasem bardka pobiegła do pobliskiej dziupli szukać pomocy. Wyprawa do innego planu w celu ratowania świata przed zalewem zła wymagała nietuzinkowych rozwiązań. Po dość długich poszukiwaniach znalazła Nulina. Właśnie wychodził z góry Daclora z kataną ubrudzoną posoką gigantów i szczęśliwym wyrazem twarzy jaki może towarzyszyć jedynie krasnoludowi po udanej wyprawie. Poprosiła go o pomoc...

Weszli w portal w poszukiwaniu kryształu, który należy zniszczyć. Na miejscu napotkali demona, który postanowił zadrwić z nich zagadką. Zagadka choć nietrudna przysporzyła im sporo kłopotów gdy Nulin postanowił miast odpowiedzi pogaworzyć sobie do drzwi, co ściągnęło na nich hordę demonów. Walka byłą nierówna, aczkolwiek pokonali bestie.
W tunelach za drzwiani spotkali pokracznego demona, który pilnował kryształu, jednak nie wiedzieli czy to prawdziwy kryształ czy nieprawdziwy. Miriel omal przechytrzyła demona, jednak żal jej sie kwiatka zrobiło, który zapewne spłonąłby w łapskach demona i wściekłą bestia zniszczyła kryształ.
Pobiegli dalej jednak kolejne wielkie wrota stanęły im na drodze, tym razem pilnowane przez wielką pijawkę, którą z niewielkimi trudnościami odgadli...
W pomieszczeniu panował półmrok, jedynie czerwone światło kryształu rozjaśniało okolicę. Coś jednak się poruszyło i wielki cienisty potwór wyłonił się z mroku. Miriel przyjrzała się stworowi starając się zrozumieć jego cierpienia i wtedy wpadła na pomysł, by przechytrzyć cienia... to jednak nie był ten kryształ...

Kolejnych wrót pilnował wścibski złośliwy mefit, który jednak niewiele wskórał przeciw otwartości elfki i krasnoluda, co innego ogromny gigant, który nie dość że przechytrzył dwójkę to jeszcze uciekł. Jednak elfka nie powiedziała ostatniego słowa i kilka chwil później stali już koło portalu z magiem.
Coś jednak się zmieniło. Wielkie nietoperze skrzydła sterczały z pleców sylvanki, a demoni ogon szorował ściółkę lasu... rozeszli się...

Postanowiła, że jedynym ratunkiem jest smok, smok, który mieszka koło jej domu, smok Rhaizhieth. Tylko on ma wystarczającą mądrość, by znaleźć sposób na pozbycie się skrzydeł. Tak skrzydła są okropne, gdyby były pierzaste lub motyle to co innego , ale takie? Ogonek to jeszcze można znieść, zresztą zawsze chciała mieć ogon, ale skrzydła na pewno nie. Udała się do smoka, składając po drodze ofiarę w sanktuarium Calyril i usiadła pod kolumną czekając aż smok znajdzie chwilkę dla niej...

Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek

Podziękowania dla Tasardura za świetną przygodę. Opisałam ją skrótowo dlatego właśnie, by jej pomysły nie straciły na świeżości. Jeśli miałbyś Tasio ochotę kontynuować rzecz w jaskini smoka, to ja bardzo chętnie
Awatar użytkownika
Otiska3
 
Posty: 418
Rejestracja: 16 lipca 2006, 20:34
Lokalizacja: Z Puszczy

Szybka odpowiedź

   
Poprzednia

Wróć do Pamiętniki i historie IV Ery

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 3 gości

cron