Historia Xorena Nilarina

dzieje i ciekawe opowieści spisane przez żywe istoty Studni Dusz

Moderatorzy: Tasardur, Junior Admin

Historia Xorena Nilarina

Postautor: r9 » 02 marca 2006, 01:48

"Co za piękny domek" - pomyślał mag siadając wygodnie na krześle z wysokim oparciem. "Ciekawe dlaczego jest wyludniony..." Rozprostował nogi i zdjął kaptur. "Nawet jeśli właściciel żyje to pewno i tak go tutaj nie spotkam. Drzwi zresztą otwarte, a otoczenie nie zdradza częstej eksplatacji". Mag spojrzał na zakurzone regały, niekóre były licznie wypełnione księgami. Wstał i podszedł do najbliższego. Szybko przejrzał okiem tytuły i jego wzrok zastygł na jednym. "Historia Nerahotha Ethernalisa, arcymaga pólnocnej częsci ziem Retoru" - przeczytał cicho. "A gdyby tak napisać historię Xorena Nilarina, przyszłego arcymaga Lodor?". Uśmiechnął się szeroko na samą myśl o takim tytule po czym dodał: "Czemu nie?"

Ponownie usiadł wyjmując wielką czystą księgę i kładąc ją na stole. Wyjął pióro i atrament i przystąpił do pisania....
Awatar użytkownika
r9
 
Posty: 310
Rejestracja: 07 lutego 2006, 00:44
Lokalizacja: ze wszond

Postautor: r9 » 03 marca 2006, 17:44

"Chyba daruje sobie przydlugi wstep"- pomyślał Xoren. Oparł się mocniej na krześle i położył ręce na kolanach. Zastygł w bezruchu. "Jakiś wstęp jest konieczny... Co napisać? Co jest ważne?". Wstał na chwile jakby chciał skończyć, jednak chwile później usiadł ponownie. "Nie musi się wszystkim podobać i każdego interesować."

Pięknym ozdobnym pismem wymalował napis: "Historia Xorena Nilarina", a pod nim mniejszy: "czyli księga dwóch dusz".

Mag nakreślił kilka tajemniczych znaków rękoma wypowiadając mistyczne słowa. Poświata fioletowej energii otoczyła księgę po czym została wchłonięta niczym deszcz przez ziemie. "Teraz pierwszy lepszy wojownik tego nie zniszczy, a tymbardziej nie odczyta, tylko inny mag będzie w stanie złamać pieczęć bez większego problemu".

Czarodziej nakreslil palcem znak na okladce i ksiega otworzyła się na pierwszej stronie.
"Skoro to czytasz musisz znać się na sztuce magicznej i jak nie trudno ci się domyśleć- jestem magiem. Moje imie mogłeś przeczytać na okładce, dlatego nie będę go powtarzał." -napisał powoli, dbałym pismem.

Xoren przejrzał fragment i z satysfakcją przeszedł do następnego akapitu...
Awatar użytkownika
r9
 
Posty: 310
Rejestracja: 07 lutego 2006, 00:44
Lokalizacja: ze wszond

Postautor: r9 » 04 marca 2006, 16:30

"Wszystko zaczęło się gdy skończyłem naukę w Akademii Sztuk Mistycznych. Wtedy zdobyłem tytuł adepta i postanowiłem wyruszyć w świat. Zamierzałem odwiedzić Lodor, wyspę, o której słyszałem wiele opowieści.
Dlaczego postanowiłem szukać przygód? Do teraz nie jestem tego pewien. Może pragnąłem sławy, może fortuny, może poznania nowych ziem, może wiedzy... A może wszystkiego po trochu.
Moim celem było niewielkie miasto Aldur. Słyszałem, że jest to przyjazne miejsce. Gdy statek dobił do brzegu osada zdawała się opuszczona. Jakby... wymarałą. Jak się później okazało nie pomyliłem się.

Kapitan statku powiedział, że nie ma czasu do stracenia, gdyż kolejny jego cel oddalony jest o tydzień żeglugi i nie ma zamiaru tego czasu wydłużać. Pożegnaliśmy się i ruszyłem w drogę.

Pare minut zajęło mi odpowiednie zamocowanie bagażu, bym mógł to wszystko donieść do najbliższej tawerny. "Wynajmnę pokój na pare dni i zdecyduje się co dalej"- pomyslałem sobie szczęśliwy. Spokojnie udałem się po drodze i mym oczom ukazał się staszliwy widok. Poczułem się jak w piekle. Wszędzie trupy. Powieszeni ludzie, chociaż rozkład ich ciał sprawiał, że nie byłem pewny czy to napewno byli ludzie... Wszędzie jakieś klatki, czuć było smród spalenizny. Zawróciłem się... Statek był juz za daleko.

Nie pozostało mi nic innego nić przejść przez te skute śniegiem piekło. Przyśpieszyłem kroku. Za ściany zniszczonego budynku wyszedł masywny osobnik z podwójnym toporem. "Witaj nieproszony gościu" - oznajmił głosem tak serdecznym, że idealnie komponował się z wyglądem miasta. "Chyba zabłądziłeś" - mówił zimnym głosem." - Xoren zmarszczył brwi. Samo wspomnienie powodowalo u niego dreszcze. "On... Jeszcze zginie z mojej ręki. Jednak nie zlituje się nad nim ofiarowując mu szybką śmierć"- pomyślał mag i ponownie przystąpił do pisania.
Awatar użytkownika
r9
 
Posty: 310
Rejestracja: 07 lutego 2006, 00:44
Lokalizacja: ze wszond

Postautor: r9 » 07 marca 2006, 18:49

"Obudziłem się cały przemarźnięty w jakimś dziwnym obozie. Dookoła śnieg, a ja w samej szacie. Zostałem obrabowany z prawie wszystkiego, zostało mi 800 sztuk złota, które trzymałem w magicznej sakwie w szacie. Nie było dla mnie trudne do wywnioskowania co się stało. Ten drań musiał mnie zaatakować. Popytałem okolicznych co się stało z miastem. Wreszcie zorietowałem się, że to nie koszmar. To działo się naprawdę.

Nie wiedziałem co robić, nikt z obecnych nie miał do sprzedania niczego, co by się dla mnie mogło przydać. Byli chociaż na tyle mili, że zapewnili mi drobny zapas jedzenia i udostępnili namioty w razie gdybym potrzebował noclegu. Nic wielkiego, ale kiedy nie masz nic, każda pomoc jest mile widziana. Nie chcieli przyjąć złota." -Xoren wstał i zamknął księgę. Chwile później dało się usłyszeć lekki trzask. Pieczęć ochronna uaktywniła się.

Mag schował księgę. "Nie mam czasu do stracenia" -przypomniał sobie. "Tak- miałem znaleść ten zwój. Ponoć został zakopany niedaleko przez Theodusa. Tak przynajmniej wynikało z jego dziennika. Cóż za ironia losu: zakopał zwój by móc go użyć w razie jakby był ścigany przez wroga w tych stronach, a umarł niedaleko stąd pewnie wracając po zwój. Głupiec myślał, że lepiej nie nosić nic tak wartościowego, aby nie stracić bez potrzeby. Wolał stracić bezwartościowe życie." Czarodziej czuł pogardę do takich osób. Nie mógł zrozumieć jak można chować coś co może uratować życie.

"Dwa martwe drzewa i skruszony głaz- to chyba tutaj" - pomyślał Xoren i wyjął łopatę. Wykonał dwa ruchy odgarniając ziemię i znalazł. Ku jego zdziwieniu zwój był w butelce po jakieś taniej miksturze. Brak szacunku do zawartości zirytował czarodzieja, jednak cieszył się, że długo nie musiał kopać i bardzo się tym nie przejął. Cenny czar był na głębokości głowy goblina, pewnie aby można było go szybko odzyskać. Xoren poniósł butelkę jedną ręką i przystawił do niej drugą. Pare płatków magicznego śniegu towarzyszyło wywołaniu małego lodowego sopla, który zbił butlę nie naruszając zawartości. Mag odszedł pare kroków dalej i usiadł na kamieniu. Wytworzył wokół siebie sfere ciszy i zaczął w skupieniu przeglądać zawartość. Nie minęło pół godziny i mag wstał z triumfem. "Ostatni czar dziewiątego kręgu, który chciałem poznać. Zostało mi już tylko piętnaście i dziewięć kręgów nie ma dla mnie tajemnic. No może poza tym nic nie wartym zaklinaniem, które i tak mnie nie interesuje" - na twarzy Xorena pojawił się uśmiech. Poznanie wszystkich czarów to był jego Erith Eru Oan -Obecny Cel Egzystencji. "Kocham to uczucie. Pozytywne wyczerpanie." - Mag rozbił namiot i udał się na spoczynek by następnego dnia kontynuować swój Erith Eru Oan.
Awatar użytkownika
r9
 
Posty: 310
Rejestracja: 07 lutego 2006, 00:44
Lokalizacja: ze wszond

Postautor: r9 » 08 marca 2006, 21:46

Zapach rosy i czystego powietrza- to poczuł Xoren zaraz gdy się obudził. Rozejrzał się dookoła. Spodobał mu się widok wysokich drzew przez które przebijały się promienie słońca. Jak bardzo się ucieszył, że nie jest wampirem. "Troche tu zostanę" - pomysłał stanowczo. Stworzył miniaturową inkantacje Płonących Dłoni kierując ogień w stronę sporej wielkości głazu, aby ususzyć go z kropli wody. Po chwili usiadł na kamieniu i wyjął księgę by kontynuować swoje dzieło pisarskie.

"Nie widziałem co robić. Nie czułem się poteżny, mówiąc szczerze poczułem się bardzo słaby i bezbronny. Zapragnęłem zmiany. Chciałem nauczyć się czegoś wiecej niż te podstawy z akademii. Dowiedziałem się o przeklętym miejscu zwanym Pobojowiskiem, gdzie duszę zmarłych obrońców dawnej fortecy nie mogły zaznać spokoju. Przełamałem strach gdy dowiedziałem się, że można tam znaleść różne zwoje porzucone przez różnych magów- łowców przygód. Miałem naiwną nadzieję, że sam nie dołącze do grupy magów porzucających zwoje. "

"Nie było łatwo. Ledwo co uciekłem wilkowi i wielkiemu polarnemu niedźwiedziowi. Dowiedziałem się na szczęście o Studniach Dusz, które pokazują duszy gdzie iść, aby móc się odrodzić. Starałem się jednak nie przekonać sie na własnej skórze jak to wygląda. Stopniowo w miare jak ryzykowałem coraz bardziej, moje umiejętności magiczne rosły. Pomagał mi także mój kochany chowaniec, baśniowy smok, Devar."

"W miare jak moja moc rosła myślałem, że trzeba jakoś ją wykorzystać. Postanowiłem sobie, że moją pracę wykorzystam do zwalczania zła, a z czasem do zemsty na Cieniach, organizacji, przez która tyle wycierpiałem."

"Krąg po kręgu, czar po czarze. Zaczynałem powoli nabierać pewności siebie. Zemściłem się także na tym krwiożerczym białym niedźwiedziu przez którego moja dusza była kilkukrotnie zmuszana do wycieczki do Studni."

"Mroźna kraina dawała się we znaki, dlatego postanowiłem wyruszyć gdzieś dalej. Pomógł mi w tym czar niewidzialności, ze szkoły, w ktorej się specjalizowałem- iluzji. W ten sposób błąkając się po róznych terenach znalazłem sklep zwany Dziuplą, jak się okazało leżacy w centrum wyspe i z tegoż powodu bardzo popularny. Może nie tylko dlatego, kupiec o imieniu Boidoc skupował prawie każdy typ złomu- co prawda za zdziercze ceny, ale jednak robił to chyba jako jedyny na wyspie. U niego mogłem się wyposażyć w coś trochę lepszego, a przede wszyskim w ciepłe ubrania, których brakowało mi na Mroźnej Drodze."

"Spotkałem wiele ciekawych osób, teraz już dokładnie nie pamiętam kogo. Dowiedziałem się o mieście Faraldor, mieście elfów. Ceniłem tą rasę z wielu względów, dlatego postanowiłem się tam wybrać. Zresztą musiałem gdzieś zamieszkać, a zaśnieżony obóz nie odpowiadał moim wymaganiom." -Xoren oderwał sie od pisania, schował księgę i ruszył dalej.
Awatar użytkownika
r9
 
Posty: 310
Rejestracja: 07 lutego 2006, 00:44
Lokalizacja: ze wszond

Postautor: r9 » 09 marca 2006, 14:30

Setki iskier, potem postać kobiety, potem krzyk i fala, potem śmierć. Xoren przedzierał się przez tajemnicze ruiny, zamieszkałe przez dziwne plemie istot z ogonami, podobnych do jaszczurek. Magia śmierci siała zniszczenie w szeregach wroga. Mag przypomnial sobie dlaczego jego Banshee była tak zabójcza. Zapragnął kontynuacji swojej Historii. Wiedział jednak, że nie może tego zrobić w tych ruinach. Idąc coraz dalej znalazł zapadnie. Wiedział dokąd go zaprowadzi.

Zszedł niżej zostawiając za sobą dziesiątki martwych ciał. Miejsce, w ktorym się znalazł naprawdę go zainspirowało. Wyjął lekko pogiętą karteczkę i naszkicował wygląd tunelu:

[center]Obrazek[/center]

Przy pomocy magii oświetlił wnętrze. Przejście było ciche i spokojne. Zobaczył na swej drodze głazy zagradzające przejście. Wiedział, że ponad nim musiała znajdować się jakaś stara kopalnia. W tym miejscu gdzie leżały kamienie sufit był pęknięty. Już raz się przebił przez taką zaporę, jednak przejście zatkało się ponownie. Xoren podniósł jeden mniejszy głaz i przeniósł go na bezpieczną odległość od pozostałych. Usiadł na nim i przystąpił do pisania Księgi Dwóch Dusz.

"Faraldor stało się moim domem. Gdy usłyszałem, jakich zbrodni dokonywały tamtejsze orki Vrugar postanowiłem ukarać je za to. Nie minęło wiele czasu, gdy zyskałem sobie reputacje pogromcy orków. Do dziś oczyszam tę grotę z tego ścierwa, gdyż orki ciągle wracają i osiedlają sie na nowo."

"Przyszedł czas wyprawić się na podbój Lodor. W lasach Clarion spotkałem pewnego czarownika o imieniu Grandir. Sprawiał wrażenie potężnego. Zaoferował mi wspólną wyprawę do twierdzy Zaltosa."

"Wspomniałem, że wszystko zaczęło się gdy skończyłem naukę w Akademii Sztuk Mistycznych. Jednak naprawdę zaczęło się kiedy zaprzjaźniłem się z Grandirem. Wydawało mi się, że wyznajemy te same ideały. Inspirowało mnie w nim to, że pomagał dla innych, których potencjalnie mógł wykorzystać. Podziwiałem, że potrafi panować nad magią nie ucząc się żadnych inkantacji. Był ode mnie dużo bardziej doświadczony, jednak nigdy tym się nie szczycił."

"Trudno mi określić jak wiele miejsc razem zwiedziliśmy, jak dużo zła padło pod naporem naszej magii. Ten mag był osobą, której najbardziej ufałem. Nie będę opisywał każdej z przygód, gdyż teraz już nie mam ochoty ich pamiętać. Potrafię zatrzymać czas, ale wolałbym go umieć cofnąć, chociaż raz." -wyraz smutku pojawił się na twarzy Xorena. "Może nie cofnę czasu, ale sprawię, że ktoś w podobnej sytuacji po przeczytaniu tego nie będzie miał takiej potrzeby" - pomyślał. Zanurzył pióro w atramencie, przewrócił księgę na kolejną stronę. Spojrzał, że jego szkic już był suchy. Zwinął go i schował do torby. Chwilę potem powrócił do pisania...
Awatar użytkownika
r9
 
Posty: 310
Rejestracja: 07 lutego 2006, 00:44
Lokalizacja: ze wszond

Postautor: r9 » 10 marca 2006, 15:31

"Dzień jak każdy inny. Nic nie zapowiadało tak radykalnej zmiany w moim życiu. Słońce świeciło tak samo jak zawsze, tam na Skrzyżowaniu Daclora. Jak zawsze po wyprawie byłem przy sklepie Zdziercy. Gdy wyszedłem zastałem Grandira siedzącego spokojnie przy Domy Aukcyjnym. Mimo tego spokoju można było wyczytać śladowy wyraz podekscytowania na jego twarzy."

""Wiesz Xorenie, mam ochotę na mały spacer. Ale taki nietypowy. Mam dość kamiennej skóry i tysięcy promyków unoszących się dookoła mnie. Chciałbym przejść się bez tej całem magii, do której przywykłem." Słowa przyjaciela potraktowałem jako żart. Wyraz jego twarzy wskazywał wręcz śmiertelną powagę. Śmiertelną... do dobre słowo. "O czym ty mówisz, przyjacielu. Komu jak komu, ale tobie chyba nie muszę tłumaczyć, że ten las zamieszkują najbardziej brutalne zwierzęta w Lodor."- Powiedziałem, jednak moje słowa nie przemawiały do niego. "Nic mi nie będzie"- zapewnił i powoli szedł w głąb lasu. W trosce o jego bezpieczeństwo poszedłem za nim. "Widzę, że też się zdecydowałeś na wędrówkę bez kamiennej skóry i tego wszystkiego." - stwierdził dziwnym głosem gdy dołączyłem do niego. "Nie to, że się zdecydowałem, ale nie miałem innego wyboru, gdyż użyłem tych zaklęc już wcześniej. Gdybyś tak spontanicznie nie wyszedł bym mógł spokojnie odpocząć i wtedy byśmy poszli." -odpowiedziałem zdenerwowany. "Nic nam nie będzie" -usłyszałem pocieszający głos". Xoren spakował swoje rzeczy i ruszył dalej. "Starczy na dziś" -pomyślał.

Czarodziej rozprostował dłonie, wykonał kilka ruchów oraz wypowiedział zaklęcie. Koło jego rąk zmaterializowało się kilka ognistych strzał. Chwilę później wystrzeliły z ogromnym impetem niszcząc zaporę z kamieni. Mag przebiegł szybko przez połamane skały. Pare chwil później usłyszał za sobą huk spadających głazów. Wiedział, że przejście po raz kolejny zostało zasypane. Nie przejął się tym specjalnie i udał się pewnym krokiem przed siebie.
Awatar użytkownika
r9
 
Posty: 310
Rejestracja: 07 lutego 2006, 00:44
Lokalizacja: ze wszond

Postautor: r9 » 12 marca 2006, 15:39

"Następny przystanek- twierdza Azerów" -pomysłał Xoren. Droga nie była jednak ani prosta, ani krótka.

Najpierw Hale Kamieni. Mag z dumą tam wkroczył bez obaw o spojrzenia Meduz i zionięcia Gorgon. Pamiętał jak dawniej stał przez, jak wywnioskował potem z daty i dziennika, dwa tygodnie jako statuła, aż ktoś go prawdopodobnie rozbił. Jednak wspomnienie go już nie przerażało. Teraz był potężniejszy- wiedział o tym doskonale. Wszedł do pierwszej komnaty z uśmiechem na twarzy. Dwie meduzy popatrzyły charakterystycznymi migoczącymi oczyma dziwiąc się, że nic się nie dzieje z ofiarą. Xoren głośno się zaśmiał po czym wypuścił w ich strone Większą Burzę Pocisków Izaaka. "Teraz to przypomina bardziej polowanie niż walkę"- mruknął pod nosem. Istotnie meduzy nie miały szans. Czarodziej zdobył klucz do drugiego wyjścia i przeszedł dalej. Stwierdził, że musi pozbyć sie inkantacji ochronnych, gdyż w tunelach Obserwatorów i tak nie będą mu potrzebne. Odpoczął chwilę i ruszył dalej.

Walka z dużymi gałkami ocznymi nie należała do najłatwiejszych. Szczególnie z największym przedstawicielem gatunku. Mimo wszystko wyszedl z niej zwyciesko bez większych ran. Mag pamiętał drogę do wyjścia. Podróż zajęła mu mniej czasu niż się spodziewał. Cieszył się z tego, gdyż zapach w tunelach nie należał do najprzyjmenijeszych.

"Dalsze Pustkowia. Śmierć Nieumarłym i Słoneczny Wybuch. Tak, myśle, że w tych terenach będą to najlepsze inkantacje." Chwile później czarodziej rozbił namiot na skraju pustkowia po czym zregenerował utracone siły.

Xoren przebijając się przez nieprzyjazne, przeklęte pustkowia zostawiał za sobą setki kości. To byli nieumarli, którzy zostali skazani na wieczną walkę ze sobą. Kolejna grupka została potraktowana strumieniem boskiej energii, który zgasił jej zapał do walki. Pare godzin później mag wydostał się z piaskowych terenów. Dalej postanowił podróżować pod osłoną inkantacji Niewidzialności.

"Twierdza Azerów... Gorąco tu jak zawsze. Piękna czerwień wnętrza idealnie komponuje się z kolorem mojej szaty oraz mym kosturem, dlatego lubię to miejsce." Azerowie dobrze znali Xorena- pomagał im eksterminować populacje przerośnietych żuków. Mag porozmawiał chwilę ze znajomymi kupcami i przeszedł do tawerny. Tam naszkicował kolejny obazek:

[center]Obrazek[/center]

... i zabrał się do pisania księgi.
Awatar użytkownika
r9
 
Posty: 310
Rejestracja: 07 lutego 2006, 00:44
Lokalizacja: ze wszond

Postautor: r9 » 08 kwietnia 2006, 01:15

"Mijały dni, tygodnie. Xoren stopniowo kreślił nowe linijki tekstu. Potok słów wypełniał kolejne strony...
"Szliśmy coraz głębiej w las. Moje ciało ogarniał niepokój. Grandir był jakby zaprzeczeniem mojego stanu, beztrosko maszerował przed siebie z właściwą dla siebie gracją. Po paru minutach w oddali ujrzałem Prastarego Olbrzymiego Niedźwiedzia. Zatrzymałem się. Mój przyjaciel" -Xoren poczuł się zniesmaczony pisząc ostatnie słowo "szedł dalej, jakby przed sobą widział zwykłą wiewiórkę. "Co ty robisz!"- Krzyknąłem gdy był już bardzo blisko bestii. Nie odpowiedział. Oszalałe zwierze ruszyło w kierunku Grandira. Spodziewałem się jakieś ogłuszającej łapki, burzy pocisków... czegokolwiek co by unieszkodliwiło niedźwiedzia. Czarownik jednak nie zrobił nic. Szedł na spotkanie ze śmiercią. Byłem oszołomiony, po rzuceniu inkantacji pierwszego kręgu monstrum sprawiało wrażenie jakby niczego nie poczuło. "

"Zamach i potworne szarpnięcie łapy bestii przerwało zarówno szatę Grandira jak kawałek jego ciała. Oczami wyobraźni mogłem zobaczyć głębokie rany po pazurach na brzuchu przyjaciela." - Xoren zmarszczył brwi, prawa ręka lekko mu zadrżała i kropla atramentu spadła na dół strony. Mag pośpiesznie wykonał kilka ruchów ręką i chwilę później nie było żadnego śladu plamy na kartce. "Grandir nie krzyknął, nie odwrócił się, nie próbował uciec. Kolejne uderzenie Prastarego powaliło go na ziemie. Czarownik sprawiał wrażenie marionetki, która została pozbawiona sznurków. Upadł, leżał, a ja nie mogłem niż zrobić by mu pomóc. Nawet nie miałem czasu by zdenerwować się tą bezsilnością. Ułamek sekundy i zwierze przygniotło go całym ciężarem. Usłyszałem trzask, możliwe, że złamanego żebra lub kości. Spojrzałem: "stracił przytomność!". Myśl ta została brutalnie wyrzucona przez oblicze bladej twarzy. "nie żyje!" -wreszcie to do mnie dotarło."

"Nie wiedziałem co zrobić. Chwilę później się zorientowałem, że przecież zaatakowałem tego niedźwiedzia. Zorientowałem się dopiero wtedy, gdy kroczył w moją stronę na swych masywnych łapach." Xoren dobrze pamiętał przednie łapy niedźwiedzia. Ogromne narzędzia zagłady wyposażone w ostre pazury ociekające ludzką krwią. "Stałem niczym kamień. Pomyślałem, że to już koniec. A może nie... Nie mogę teraz opisać ile myśli rozsadzało mą głowę. Prawdopodobnie nie minęły trzy sekundy, chociaż dla mnie zdawały się minutami i Prastary Olbrzymi Niedźwiedź, najstarszy i najbardziej niebezpieczny zabójca lasów Lodor stał mniej niż ćwierć goblina ode mnie. Poniósł łapę... Zamachnął się..."

"i umarł. Wyparowała z niego dusza. Nerwowo rozejrzałem się dookoła, za tym, kto rzucił Palec Śmierci. Ujarzałem tylko pusty las. Pośpiesznie wygrzebałem Miksturę Widzenia z sakwy, otworzyłem i przełknąłem. Poczułem charakterystyczną zmianę percepcji, potęgę magicznego wzroku. Ku mojemu zdziwieniu nadal nikogo nie było."

"Stałem tak może kilka minut sparaliżowany. Wreszcie trzeźwe myśli wróciły do mej głowy. "Zwoje Wskrzeszenia" -pomyślałem i podbiegłem do zwłok Grandira. Wyczytałem inkantację. Cisza. Wydało mi się, że nie przeczytałem potężnego zwoju tylko fragment nieudolnej poezji podrzędnego barda. Wyjąłem kolejne zaklęcie i nic. Po czterech próbach ogarnęła mnie panika. Zmarnowałem wszystkie zwoje i żaden nie zadziałał, jedynym efektem potężnego czaru było kilka beztrosko opadających purpurowych iskier."

"Wtem zobaczyłem coś czego nie widziałem nigdy wcześniej: uciekającą duszę. Normalnie w Lodor dusze podróżują do Studni Dusz i tam przybierają materialną postać. Dusza Grandira jednak nie zdradzała takich zamiarów, uniosła się na niewielka wysokość od ciała i zastygła w bezruchu. Moment później ujrzałem, że powoli się kurczyła, znikała."

"Tego było już dla mnie za wiele. Takie głupie samobójstwo. Zarówno ciała jak i duszy. Jakby stracił chęć życia. Ot tak: dziś se żyje, jutro nie będę miał ochoty i zniknę z tego świata. Absurd tej sytuacji zabolał mnie bardziej niż rana sieczna od miecza."

"Czas uciekał, już prawie straciłem nadzieje, gdy sobie przypomniałem, że Grandir dał mi kilka tygodni wcześniej pewien zwój." -oczom Xorena ukazała się postać maga. Pamiętał ten obojętny głos: "Znalazłem to w jednej ze starszych krypt pod Lodor, chyba należało do jakiegoś lisza. Mnie to wogóle nie interesuje, ale pewnie dla ciebie będzie miało to jakąś wartość." "Spędziłem sporo czasu nad tamtą inkantacją, gdyż była trudna do poznania, a co się z tym wiąże fascynująca i potężna. Wreszcie poznałem jej działanie. Była to pradawna magia ze szkoły Nekromancji. "En vito sor 'a", Pożeracz Duszy."

"Użycie tego czaru oznaczało podzielenie się swoim ciałem i wchłonięcie duszy zmarłego. Jak wyczytałem w jednej z bibliotek służyło do ratowania potępionych dusz. Pomyślałem, że może da się w ten sposób uratować ginącą duszę. Nie zastanawiałem się długo, w grę wchodził byt wspaniałej osoby. Nie mogłem pozwolić na tak bezsensowną śmierć. Wyczytałem inkantację. Nagle strumień białej energii skierował się w moją stronę i wszedł w moje ciało. Udało się! Parę minut ciszy. Głośny, demoniczny śmiech i znowu cisza."
Awatar użytkownika
r9
 
Posty: 310
Rejestracja: 07 lutego 2006, 00:44
Lokalizacja: ze wszond

Postautor: r9 » 10 kwietnia 2006, 23:22

Czarodziej wstał i zrobił kilka kroków. Rozpamiętywanie tych wydarzeń wzbudziło u niego dziwnie niekomfortowe uczucie. Wyglądał jakby coś go trapiło. "Mogłem to przewidzieć!" -pomyślał rozgniewany na siebie. Rzucił przelotne spojrzenie na rozgrzane kamienne ściany komnaty, w której się znajdował. "Przez cały ostatni czas myślałem tylko o tym. Jakbym prosił, żeby się obudził."

W pomieszczeniu nie było nikogo poza Xorenem. Masywne ściany wyryte w kamieniu sprawiały wrażenie potężnych. W rogu pokoju stało duże, ciężkie, dębowe biurko razem krzesłem podobnego typu. Miejsce, w którym mag spędził wiele godzin. Czarodziej ponownie usiadł. Przyjrzał się księdze i zapieczętował ją jakby coś przeczuwając. Odstawił atrament dalej od swojej Historii. Chwile potem znów był na nogach.

"Może przejdzie..." -myślał zdenerwowany. Nagle przez ciało maga przebiegł dziwny skurcz, jakby mięśnie na całym ciele jednocześnie się napięły. Xoren głucho krzyknął z bólu. Jego kolana ugięły się jakby uderzone w tył czymś ciężkim. Złapał się za głowę. Na twarzy czarodzieja małował się grymas bólu. Upadł na kolana, chwilę później przewrócił się na bok. Krzyknął zduszonym głosem jakieś niezrozumiałe wyrazy. Podparł się ręką i powiedział do siebie: "Tak łatwo mnie nie pokonasz! Tylko na tyle cię stać!? Aaa..." -urwał. Jego ręce znów objęły głowę, tym razem mocniej. Na twarzy pojawiły się krople potu. Bordowa broda maga w zestawieniu ze spiętą, zmarszczoną twarzą dawała złudzenie, że za chwilę zapłonie. "Słyszysz? To moje ciało, moje kończyny, moja głowa. Nie oddam ich tobie!!" -wykrzyknał Xoren. "Głupcze!"- powiedzał głos w głowie Xorena. Jednak nie były to jego własne myśli. "Czy naprawde sądzisz, że masz prawo do tego ciała? Wszystko co teraz masz jest" -zaakcentował" moją zasługą."

Do pomieszczenia wszedł jeden z Azerów. Spostrzegł maga, który prowadził wewnętrzną walkę. "Xoren, co ci jest!" -krzyknął troche z troską, trochę ze strachem. Mag spojrzał na postać. "Ktoś mnie atakuje!" "Gdzie? Nikogo nie widze!" -zapytałą płonąca istota. "Od środkaaa!!"- odpowiedział czarodziej z szaleństwem w oczach. Podparł się na dwóch rękach. Nagle w jego dłoni wytworzyłą się magiczna energia, która zmieniła się w elektryczność. Strumień prądu zostawił czarną nieregularną linię na kamiennej ścianie. Xoren poniósł się i stanął chwiejnie na nogach. Energia krążyła dookoła jego szaty. Była nieuporządkowana. Chwilę po pierwszym wybuchu nastąpił kolejny tym razem w wielu kierunkach. Azer w ostatniej chwili rzucił się na ziemię unikając strumienia. Xoren nawet nie usłyszał dźwięku zamykanych potężnych kamiennych drzwi. W całej komacie unosiły się widoczne gołym okiem magiczne iskry. Mag obrócił się i rozprostował rękę. Chaotyczna moc wystrzeliła w różnych kierunkach. Ściana została splamiona kwasem i nadkruszona magiczną energią. Rozległ się grzmot. To druga ręka chwyciła pierwszą i zwróciła ku poprzedniej pozycji. W miedzyczasie wystrzelił z niej strumień ognia zmieszany z intensywnym wyładowaniem elektrycznym. Biórko zostało roztrzaskane w drobny mak i zaczęło się palić. Xoren stanął wreszcie na prostych nogach. Z całego ciała wystrzeliła negatywna enegia obijając się o ściany i sufit, aż znikła. Wszystko ucichło. Czarodziej zwiesił bezwładnie ręce. Po jego twarzy i dłoniach ściekał pot. Chwile później niepewnie wszedł do komnaty Azer. Xoren spojrzał na niego mało przytomnie. Wreszcie wyciągnął mieszek i rzucił pod nogi przybysza. "Ty nic nie widziałeś." -powiedział cichym, chłodnym, a zarazem zdecydowanym głosem. Płonący pokiwał głową i podniósł złoto po czym energicznie oddalił sie od komnaty Xorena.

Mag nie musiał długo czekać. Zjawiła się całą horda zaniepokojonych mieszkańców. "eh... to tylko nieudany eksperyment magiczny. Zapłace za wyrządzone zniszczenia." -czarodziej uśmiechnął się lekko, a raczej próbował utworzyć wyraz twarzy na kształt uśmiechu. Wyglądał jak nekromanta lub nieumarły. Miał bladą twarz i wyglądał na poważnie osłabionego.

Pare godzin później, gdy sytuacja się uspokoiła Xoren wynajął inną komnatę z nowym biurkiem. Koszty zniszczeń jakie spowodował okazały się mniejsze niż przypuszczał. Azerzy patrzyli teraz z nieufnością do dawnego znajomego- tego nie dało się zmienić złotem.

"Na pewno nie przestane, bo On tak chce. Dokończe me dzięło za wszelką cenę" -pomyślał mag. Osłupiał, jakby zobaczył coś strasznego. Powoli wypowiedział inkantację. Spojarzał na zmaterializowaną istotę. "Pantera. Całe szczęście!" Machnął ręką i odwołał zwierze.
Awatar użytkownika
r9
 
Posty: 310
Rejestracja: 07 lutego 2006, 00:44
Lokalizacja: ze wszond

Postautor: r9 » 27 kwietnia 2006, 17:47

"Cisza jednak nie trwała długo. Pare dni później na Mroźnej Drodze byłem światkiem brutalnego morderstwa. Podły drow w kapturze poderżnął gardło dla pięknej elfki, po czym odciął jej uszy. Moja reakcja przeraziła mnie. Normalnie zaatakowałbym drania, ale tym razem stało się inaczej. Wbiłem w jego osobę wzrok i przyglądałem się bezczynnie jak odchodził. Odwrócił głowę, by spojrzeć czy niczego nie planuje względem jego osoby. Zorientował się bezpiecznie i dało się zauważyć złośliwy uśmieszek na jego twarzy. "Co się ze mną dzieje ?"- zapytałem sam siebie. Dostałem odpowiedź... od niego. Mojego przyjaciela. "Tak Xorenie, spojrz jak żałośnie słabi są ci, ktorzy nie umieją sobie poradzić. Po co im pomagać? Oni nie pomogliby tobie!" Wtedy doszła do mnie okropna prawda. Poczułem się jakby ktoś wylał na moje plecy wiadro lodowatej wody. Grandir nie był dobry. Nie był nawet neutralny. Okazał się prawdziwym demonem. Nie mogłem w to uwierzyć, ale też nie mogłem temu zaprzeczyć. Zostałem wykorzystany . Poczułem się jak marionetka. Zebrałem w sobie siły i wyrzuciłem jego myśli z mojej głowy."

"Wędrowałem powoli przez śnieżne tereny, pełen żalu w sercu. Sytuacja mnie przerosła. Nie wiedziałem jak co mam teraz zrobic. Miałem świadomość, że starożytna magia, to nie byle zabawka, którą można rozproszyć. Analizując sytuacje spostrzegłem, że padłem ofiarą dokładnie przemyślanego planu, doskonałego w każdym szczególe."

"Idąc przed siebie rozmyślałem o tym. Długa znajomość pozwoliła mu przewidzieć moje zachowania. Dobra gra aktorska dała iluzję kogoś godnego zaufania, wojownika dobra. Wystarczyło dodać jedną akcję, która zrobiła z niego ofiarę- samobójcę. Był pewien, że tak się stanie. Zwój dał mi tyle czasu wcześniej, bym niczego nie mogł podejrzewać. Wyruszył wtedy, abym nie miał sił by go ratować. W tereny gdzie łatwo o wroga, którego nie da się przekonać złotem czy rozmową. Miał świadomość, że w trosce o niego wybiorę się razem z nim. I wreszcie sam zwój... Był tak łatwy do znalezienia. Teraz wiem, że zbyt łatwy, wtedy uznałem to za uśmiech losu. Znał mnie tak dobrze... Wiedział, że nie myślałem tak sprawnie jak normalnie w takich sytuacjach, gdy chodzi o ratowanie kogoś mając ograniczony czas. Wykorzystał wszystkie moje słabości, nawet tą do kolekcjonowania zwojów. Na koniec zwój, który mi dał... Czar zapomnianej magii, na który nikt nie zna przeciwzaklęcia. Bardzo możliwe, że zwoje wskrzeszenia także były spreparowane."

"Z mojego zamyślenia ocknął mnie ryk białego niedźwiedzia. Moja ręka poruszyła się sama. Moje usta same wypowiedziały zaklęcie i rzuciłem je z siłą, której nigdy nie znałem. To było zaklęcię śmierci. Zwierz padł martwy w ułamku sekundy. Sparaliżowało mnie. Domyśliłem się, że otrzymałem "prezent" od Grandira. "

""Co robić? Ja nie chce być nim!"- spanikowałem. Pare minut zajęlo mi dojście do trzeźwego myślenia. Postanowiłem porozmawiać z cząstką mej duszy, Devarem. Wezwałem go do świata materialnego. "Mój kochany Baśniowy Smok, on pomoże mi podjąć decyzje" -moje myśli zderzyły się z czarną rzeczywistością. Oto lewitował przede mną Devar, mały obserwator! Na szczęście nie okazał się potworem jak myślałem. Przybrał formę odpowiadającą duszy Grandira, jednak charakter poprzedniego chowańca. Jednak nikt inny temu nie wierzył. -jak się okazało mieli rację."

"Dwa tygodnie później się przekonałem, że wiele we mnie się zmieniło. Poczułem dziwną sympatię do zaklęć śmierci. Odkryłem w sobie ogromny talent w magii nekromancji. Coraz częściej załatwiałem sprawy siłą, coraz rzadziej komuś pomagałem. Żyłem z dnia na dzień nie wiedziąc co robić, jak sobie z tym radzić. Wszystko zdawało sie takie... naturalne!"

"To byłem ja, ale jakby świadomy tego, że te "ja" nie było dokońca moje. Nie myślałem nad tym za długo. Wszystko się zmieniło gdy poznałem naturę mojego nowego chowańca. Stało się to w wiezy w Faraldor na oczach Naryldora. Chowaniec nagle umarł i zniknął. Nie dałem rady przyzwać go ponownie. Nie wierzyłem dla słow arcymaga, że ta istota jest zła. Wreszcie moje ciało podążyło za moją duszą i znalazłem się w środku gniazda obserwatorów. Na szczeście zdołałem stamtąd wyjść żywy. Spotkałem Starożytnego Obserwatora, który nie chciał ze mną walczyć. Próbował wyjaśnić sytuacje, jednak już wiedziałem, że ta cząsta duszy ma chytrość Grandira i jego intencje."

"Gdy wreszcie dotarłem do tawerny złozyłem przysięgę przed samym sobą: "Nigdy nie postawie się po stronie dobra, gdyż zostało juz raz wykorzystane niszcząc mi życie, ani po stronie zła, gdyż on tego chce". Postanowiłem nie mieszać się w żadne konfilkty dobra ze złem, po żadnym pozorem. Te dwie kategorie przestały mieć wpływ na moje decyzje. Moim wrogiem był tylko ten, który mnie skrzywdził, w jakiej intencji- nie miało to znaczenia."

"Odtąd żyłem jako mieszanka czystego zła i dobra, która nigdy nie miała przybrać jednej barwy."
Awatar użytkownika
r9
 
Posty: 310
Rejestracja: 07 lutego 2006, 00:44
Lokalizacja: ze wszond

Postautor: r9 » 27 kwietnia 2006, 18:33

"Były momenty, gdy w to wątpiłem. Miałem wrażenie, że chwilę później przedstawie się jako Gradir Firebrand. A działo się to podczas aktów wielkiego zła, gdy jego siła wzrastała, gdy przed moimi oczami pokazywały się niezaprzeczalne przyklady na słabość dobra. To miało miejsce w Faraldor, gdy zostało zaatakowane przez potężne siły Cieni razem z wampirami. Po tym straciłem nadzieje, że dobro ma jakieś szanse. Już chciałem do nich dołączyć. Już dowiedziałem się jak to zrobić. Byłem w ich wieży. Wyszedłem. Zorentowałem się, że to on tak chce."

"Popsucie jego planów zaowocowało kolejna wewnętrzną walką o panowanie w moim ciele. Nie wyobrażasz sobie, drogi czytelniku jak bolesne jest starcie z drugą duszą. Jak ktoś chce narzucić ci swoja wolę od wewnątrz. Łatwiej byłoby poddać się, nie byłoby cierpienia. Już wolę śmierć od zostania wypędzonym przez złą duszę!"

"Miesiące mijały w powolnym tempie. Przeżyłem wiele starć z mieszkańcem mojej głowy. Może jego plan był doskonały, ale nie przewidział tak silnego oporu. Powoli zaczęłem być z siebie dumny, co dawało mi wiekszą moc do opierania się jego wpływom. Moje umiejętności magiczne stawały na coraz wyższym poziomie. Zawodzenie Banshee stało się dla mnie tak proste jak magiczny pocisk. Poznałem prawie wszystkie czary jakie mogłem poznać. Zgromadziłem sporą fortunę, a także interesującą kolekcję magicznych przedmiotów. Powoli zaczynałem żyć."

"Myślenie o przeszłości przestało sprawiać mi trudności, dlatego rozpoczęłem pisać tą księgę. Coraz więcej rzeczy było dla mnie jasnych. Palec Śmierci, który zabił tego niedźwiedzia, tego Prastarego, należał do mnie...."

"Mało kto miał do mnie zaufanie. Bardzo dobrze, bo i ja do nikogo nie miałem. I nie mam. Oto rada, którą wam przesyłam: wierz tylko dla siebie, kochaj swą osobę, sobie pomagaj, walcz dla swej chwały i siły- nigdy nie będziesz żałował."

Xoren myślał, że na tym skończy swoją księgę. Devar nie był już obserwatorem, przybrał formę pantery, dlatego mag uznał, że jego charakter się ustatkował. Wyruszył w drogę mając dziwne wrażenie, że ta podróż będzie jego ostatnią.
Awatar użytkownika
r9
 
Posty: 310
Rejestracja: 07 lutego 2006, 00:44
Lokalizacja: ze wszond

Postautor: r9 » 28 kwietnia 2006, 17:04

Nie był w Faraldor tak dlugo, ze prawie zapomnial widoku tego miasta. Nie zauwazyl sladu elfiego rodu. Szedl ulicami i na srodku miasta spotkał grupe drowów. Jego postura wkazywała, że nie jest elfem. Spojrzał obojętnie na grupke. Drowy odpowiedziały mu tym samym spojrzeniem. Widać były zbyt zmęczone do walki, zresztą Xoren nie sprawiał wrażenia łatwego przeciwnika. Pewnym, choć wolnym krokiem poszedł w stronę wyjścia. U bram spotkał dwóch krasnoludów. Chwilę później przekonał się, że byli zbyt przerażeni by zacząć walkę z mrocznymi elfami. Nie obchodziło to go- ich życie, ich wybór jak je przeżyją. Wspólnie z nimi udał sie na Skrzyżowanie Daclora - tam przecież zawsze się coś dzieje. Po drodze spotkał ciało martwego kobolda. Gdy już doszli spotkał jakieś dwie postaci, jednak "odważni" przedstawiciele krasnoludzkiego rodu przemknęli się bokiem bojąc się o własną skórę. Mag nie miał ochoty oddzielać się od nowo poznanych kompanów, dlatego poszedł za nimi.

Istotnie działo się coś dziwnego, ale nic bardzo dziwnego. Padał śnieg. Widział już tyle dziwniejszych rzeczy, że nie byl tym zaniepokojony. Przeczuwał, że się dzieje coś wielkiego, gdyż słyszał plotki o bitwie w Aldur. W Dziupli spotkał młodą kobietę. Jej deliktana twarz i piękna suknia idealnie komponowały się z długimi, zadbanymi blond włosami. Po krótkiej wymianie zdań grupka postanowiła ruszyć do Aldur, zobaczyć co się dzieje. Pare godzin później dotarli do bram miasta, gdzie zastali silny opór ze strony Cieni. W oddali było widać krwawą bitwę. Czarodziej wycofał się z pomocą magii na bezpieczną odległość, dwaj krasnoludy uciekły w panice przed Widmem Cienia do obozu. Kobieta została zabita.


Xoren miał świadomość, że też uciekł. Nie wzbudziło to u niego zawstydzenia. Wdając się w walkę musiałby opowiedzieć się po jednej ze stron. Nie doprowadził do tego. Poczuł jednocześnie dumę z nieulegnięcia pokusie złamania swej obietnicy oraz żal z pustki, która go wypełniała. Wiedział, że ta bitwa miała decydjące znaczenie dla świata Lodor. Pocieszyła go myśl, że on nie należy do Lodor, chociaż miał wrażenie, że sam siebie oszukuje.


Mag udał się z tchórzliwymi wojownikami do Vegnar. Nie miał co robić, a oni byli zaniepokojeni o swoją twierdzę. Gdy tam dotarli dwaj towarzysze odmienili się. Wstąpił w nich wielki szał i gotowość do bronienia Vegnar. Wyglądali jak zupełnie inne osoby. Nagle (oczywiście po wypiciu tuzina kufli piwa) postanowili pokazać tym ciemnym śmieciom, które okupowały wcześniej Faraldor kto tu rządzi. Xoren odprowiadził ich do portu. Chęć podróży sprawiła, że wybrał się statkiem razem z krasnoludami.

W końcu dotarli do portu. Mag zszedł z pomostu na wybrzeże i przykucnął. Ujrzał w wodzie swoje oblicze. Wpatrywał się tak przez chwilę i pomyślał: "Przecież moje oczy są... puste." Wstał. Spojrzał na wymarłe miasto. "Nie zaznam szczęścia, jeśli teraz nie pomogę komuś. Los chciał, żebym pomogł dla dobra wysyłając mi na spotkanie tych dwóch wojowników. Im pomogę i albo zabiję te drowy, albo sam zginę. To ostatnia szansa postawienia się po jednej ze stron, jeśli teraz tego nie zrobie- nie zrobie tego nigdy!".

Pierwszy krasnolud kurczowo trzymał topór, z którego emanowała aura chłodu. Biegł z pelną determinacją na spotkanie z przeznaczeniem. Jego kolega, uzbrojony w potężny ognisty młot i średnią stalową tarcze okazywał oznaki gotowości do walki krzycząc coś po krasnoludzkiemu. Mag ledwo dał rady dotrzymać im tempa. Dotarli na głową ulicę.

Drowów nie było.

Xoren odszedł w milczeniu i zakrył się inkantacją niewidzialności, jakby chciał się schować przed całym światem. Bez słowa pożegnania udał się do portu w podmroku.

"-Nie zabiorę naziemcy do Nilas!"- wykrzynkął kapitan statku. Xoren wkazał mu dłoń przez którą przechodziły wyładowania elektryczne. "-Zabierzesz, bo chcesz zachować życie i przy okazji dobrze zarobić" -wkazał na magiczną skrzynię wypełnioną złotem.

Mag nie wiedział czemu tam chciał płynąć. Nigdy tam nie był.

Gdy dotarł do miasta. Przekradł się do najgłębszych jaskiń podmroku. Wędrował tunelami, aż znalazł wejście do dalszego drowiego miasta. Wycofał się na chwilę gdzieś do jakiegoś opuszczonego korytarza, który do nikąd nie prowadził. Wyjął swą księgę. Usiadł opierając się o ściane jaskini i nakreślił pare wyrazów. Zapieczętował księgę i położył na niej sporej wielkości kamień. Wrócił do miasta.

"To jak Grandirze? Zapraszam! Musisz to zobaczyć!" -pomyślał mag. Nie minęła chwila i znajomo wyczuł czyjąś obecność. Xoren odtworzył w pamięci obraz martwego Tukaana, kobolda. Chwilę później odtworzył słowa dwóch krasnoludów: "Próbowaliśmy go wskrzesić!". Potem pokazał dla intruza obraz wojny w Aldur.

Uśmiechnął się. "Xorenie, nie zrobisz tego!"- to był głos Grandira. Czarodziej wiedział, że jego dawny przyjaciel czuje bezradność i gniew. Rolę się zamieniły. Czarownik zamilkł oczekując na decyzję Xorena. Było już za późno. Czarodziej z wyjątkową precyzją stworzył sieć barier wokoł własnej osoby i ruszył w stronę miasta. Zdjął kaptur przed strażnikami.

"-Jestem Xoren Nilarin, ten który zakończy wasze podłe żywota. Staje przed wami pełen dumy, po raz pierwszy od dawna wolny!"
"-Naziemca!!" - krzyknął strażnik, przyjmująć na siebie dziesiątki magicznych pocisków. Padł na kolana zalany krwią. Jego kompan wyjął miecz emanujący złą energią i zaatakował Xorena. Mag przeczuł ruchy przeciwnika, uchylił się. Wyprostował dłoń, wypowiedział mistyczne słowa i wskazął palcem. Drow krzyknał z bólu jak jego dusza uciekła z ciała. Czarodziej szedł dalej. Odział mrocznych elfów uzbrojonych w łuki biegł w jego kierunku. Strzelili gdy Xoren tworzył w swych rękach płomienie. Strzały obiły się o kamienną skórę. Chwilę później gigantyczna kula ognia wybuchła w środku odziałów wroga. Padli nieprzytomni... A może martwi. Czarodziej rzucił kolejną kulę niszcząc kawałek ściany jakiegoś budynku. Nagle w paru domów zaczęły wybiegać drowy. Byli pewni, że będą mieli ofiarę do torturowania. Ich przewaga liczebna wydawała miażdżyć samotnego człowieka. Ten jednak uśmiechnął się złośliwie i zmarszczył brwi. Negatywna energia krążyła dookołą jego stóp idąc w górę aż do dłoni. Pojawiło się widmo kobiety. Ponad dwudziestu padło zatykając uszy by uchronić się przed straszliwym krzykiem Banshee. Ilosc przeciwników zdawała się nie mieć końca. Ogniste kule, trujące chmury, brurze pocisków wylatywały z rąk maga. Kolejne mroczne elfy wbiegały już po zwłokach poległych. Minutę później Xoren spostrzegł dwóch magów. Reszta drowów odsunęła się na sam ich widok. Czarodziej wysłał w kierunku jednego z nich potężną zieloną łapę. Znikła zaraz przed twarzą wroga wchłonięta przez Opończę. Jeden z nich wypowiedział pośpiesznie inkantację. Xoren poczuł, że jego osłony zostały spenetrowane. Spojrzał na siebie i znów przed. Jego oczom ukazała się gigantyczna rozpędzona pięść. Stracił przytomność. Setki pocisków uderzyły w jego ciało niszcząc je całkowicie. Poczuć i zobaczyć mógł tylko Grandir. Nie przewidział takiej śmierci.

Ostatnia linijka księgi zostałą zamazana.

"Oto rada, którą wam przesyłam: walcząc tylko dla siebie nikt nie będzie cię wspominał jak umrzesz. Możesz unikać walki, ale unikniesz wtedy szczęścia."

Na ostatniej stronie widnieje dopisek.

"Lagesie, nie każdy kto się wacha musi wybrać zło. Teraz, świadom, że nie wrócę idę zniszczyć tyle plugastwa ile zdołam, takżę te, które jest we mnie. Może ty lub Manwe kiedyś to przeczytacie i wspomnicie mnie inaczej niż wcześniej."
Awatar użytkownika
r9
 
Posty: 310
Rejestracja: 07 lutego 2006, 00:44
Lokalizacja: ze wszond

Szybka odpowiedź

   

Wróć do Pamiętniki i historie III Ery

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron