Sion

dzieje i ciekawe opowieści spisane przez żywe istoty Studni Dusz

Moderatorzy: Tasardur, Junior Admin

Sion

Postautor: Kron » 26 lutego 2006, 20:31

SION

Sto dwadzieścia lat, wystarczająco dużo dla kilku dusz, by żyć prostym życiem, kochać, umrzeć. By odnaleźć to czego on szukał sto dwadzieścia lat, to czego nie odnalazł.

* * *

MATKA
Twarz na która nie patrzysz, odwracasz wzrok, jak ciężar milionów ton pod ołowianą kotara powiek. Raz na rok na nią spoglądasz, gdy wydaje Ci się, ze nie patrzy. A ona udaje, zawsze udaje.
* * *
- Jestem bardzo rad z naszej umowy. Uśmiechnął się szelmowsko, podał rękę. Koścista, sucha niczym korzeń. Mocny uścisk.
- Ja również. Ku chwale Falardoru. Słowa padające w powietrze lekko i bezboleśnie, niczym sztylet skrytobójcy pchnięty w niego kilka miesięcy później.
- Ku chwale. - Gromki śmiech.
Kolejna tranazakcja ku chwale.
Drzwi otworzyły się z ledwo słyszalnym piskiem. Dla Siona nasłuchującego rozmowę, która toczyła się za długim korytarzem dźwięk wydał się przeraźliwie głośny i skrzeczący. Krótki grymas przeszedł przez jego twarz.
- Sion. - Matka elfa nieśmiałym głosem pełnym ciepła odpędziła od niego złe myśli. Spojrzał na nią kątem oka, przelotnie.
- Tak ?
- Musisz opuścić nasz dom. Wiesz, ze ojciec nie pochwala tego co robisz.
- Niech lepiej popat... - Przerwała mu.
- Nie mów tak.- Ostrym i nietypowym dla niej głosem brzmiącym echami przeszłych doświadczeń, bólem który mąż jej zadawał. Sion utkwił wzrok w suficie.
- Masz trzy dni.
- Nie.
Drzwi zamknęły się cicho i powoli. Ściana ociekła winem z rozbitej butelki. Dym, alkohol, sen.
* * *
Zimna stal na gardle to chyba najlepszy sposób by kogoś obudzić. Nawet tak pijanego jak Sion tej nocy.
- Ciężko oddychasz. - Postać, a raczej poświata ukazała się oczom Siona. - Koszmary ? - Schował zgrabnie sztylet.
- Tak, koszmary.
- Idziemy. Nikt Ci nie mówił, że niezdrowo spać w ubraniu ? - Gość uśmiechnął się krzywo wyskakując przez okno.
Cala hanza zebrała się już w porcie, dokąd zmierzali ciemnymi zaułkami.
- Nowa ? - Sion spytał patrząc w ciemność.
- Blizna ? - zaskoczony - Taa, krasnoludzki obrońca, znów ten sam uśmiech przecięty świeżą blizną. Nauczyciel podrzucił sakwą pełną złota. Strasznie ciężkie mają głowy te krasnoludy.
Roześmiali się obaj.
Na pomoście stało trzech elfów, Sion zauważył ich stając zaledwie kilkanaście kroków od nich. Nauczyciel widział ich z dalszej odległości.
- Witamy, Nauczycielu, Sion. - Rudy elf ukłonił się nisko, dwóch pozostałych nawet się nie poruszyło. Żaden z ich czwórki nie znał imienia Nauczyciela, nawet Sion, mimo że znali się niemal dobrze.
- Cóż tej pięknej nocy chcecie robić chłopcy ? - Stary Elf spytał szorstkim głosem.
- Alchemika ma kilka ciekawych zwoi.
- Alchemik, glupcze, chyba czarodziej.
- Właśnie nie, alchemik. - Elf o bladej karnacji rzekł z dumą.
- Pieprzyć go, idziemy do budynku rady. Potrzebuje informacji, pomożecie mi.
Nauczyciel pojawił się w ich życiu niespodziewanie. Prawie wszyscy do końca myśleli, że był to przypadek. Spotkać innego złodzieja w rezydencji do której się wkradli, cóż w tym dziwnego.
* * *
Budynek był niemal pusty, kilku strażników drzemiących w swoim pokoju, kilku stojących na warcie. Ci pierwsi nic nie usłyszeli, czujność i świadomość drugich została łatwo uśpiona przez Nauczyciela. Kilka magicznych pułapek, kilka prostych mechanizmów.
* * *
Nauczyciel wyjął kawałek papieru w skórzanej oprawie koloru brunatnego, otworzył i podał Sionowi.

...Senior rodu Tir'eir oskarzony o spiskowanie przeciwko...
...Syn wczesniej wymienionego oskarzony o...
...Żona wcześniej wymienionego oskarżona o...

Kolejne strony dokumentu stanowiły list gończy i materiały dowodowe podpisane szlachecka sygnatura. Widniejąca na każdej ze stron data wyprzedała czas o trzy pełne księżyce.

- Teraz mi wierzysz ? - Nauczyciel spytał z pogardą.
- Tak, wierzę. - Sion upuścił dokument z rąk, upadł na kolana.
- Twój ojciec zostanie zamordowany, Twoja matka, Ty...
- Nie mogę na to pozwolić.
- Dla niego nie ma już ratunku, znajdą go nawet w podmroku. Możesz tylko uratować swoją matkę i siebie.
- Ona mnie nie posłucha, zostanie z nim, mimo tego co jej zrobił, co jej ro... - Ostatnie sylaby brzmiały bólem, zaniemówił.
Nauczyciel wyjął amulet z sakwy. Dasz jej to. Rzucił klęczącemu na ziemi Elfowi. Wtedy Cię posłucha, będzie wiedziała od kogo to masz.
- Cc-co ? Jak to ? Znałeś moją matkę ? - Topniejący szept przepełniała nieufność. - Dlaczego chcesz nam pomoc ?
Przez twarz starego Elfa przebiegł grymas zniecierpliwienia i irytacji, ustąpił błyskawicznie sztucznemu wyrazowi. Wyrazowi, który jak zwykle nie zdradzał nic. Sion to zauważył.
- Powiedzmy, ze chce Ci pomóc, ze chce pomóc jej. Pojutrze wyjeżdżam, będę za dwa pełne księżyce. Nie myśl o ucieczce przed tym terminem, masz czekać.

Ostatnie słowa docierały do młodego Elfa tłumione ścianą deszczu. Padało już od paru dni, dokumenty przemokły. Sion upadł na ziemię, leżał w ciemnym zaułku dobrych kilka godzin. Dręczyły go myśli o Matce i Nauczycielu. Skąd mógł ją znać, czego może chcieć od niej. Gdyby hanza nie poszła przed ich rozmowa, może wycisnęliby coś ze swojego mentora. Nie, nie mieliby najmniejszych szans.
Targany drgawkami z zimna zacisnął pięści i udał się do swojej kochanki.

* * *

TRZY KOCHANKI
Pierwsza trująca niczym bluszcz, druga zmysłowa niczym orchidea, trzecia... niezapominajka.
* * *
Ciche pukanie do okna nie zbudziło jej, udawała.
- Sion! - Jak się cieszę, ze Cię... Co się stało ? - Elf był cały mokry, ubranie przesiąkło błotem i smrodem. - Jesteś cały w pomyjach. - Oświadczyła chłodno, z odrazą. Elf wskoczył szybko do środka. Pokój był bogato zdobiony, pomieszczenie rozświetlała fioletowa świeca.
- Umyj się lepiej. - Sion nic nie mówiąc rozebrał się przy oknie, uśmiechnął do niej, odwzajemniła uśmiech. Zniknął za drzwiami prowadzącymi do sąsiedniego pomieszczenia. Gorąca kąpiel dobrze mu zrobiła. Czuł się lepiej, utonął w jej objęciach, pocałunkach, w niej. Nad ranem opowiedział wszystko tym samym składając swój podpis na zamokniętych dokumentach. Zdradziła go i jego rodzinę. Do końca nie wiedział, czy po to ją poznał, wtedy w karczmie pełnej dymu, szmeru rozmów, zamazanych twarzy wkoło i jej niesamowitej sylwetki, siedzącej przy nim, jej zapachu który pamiętał do końca. Teraz znów myślał tylko o niej, znów cala reszta była zamazana. Na chwile.

Nim wrócił do domu Elf o kościstych dłoniach i szlacheckiej sygnaturze o wszystkim wiedział. Data została zmieniona.

* * *

MATKA

Wrócił do domu. Miał zamiar wejść głównymi drzwiami, dzień kilka dobrych godzin wcześniej schylił się ku końcowi. Cykady śpiewały swą pieśń w ogrodzie. Sion zaczął się skradać, by nie obudzić ojca, by nie musieć z nim rozmawiać. W końcu miał jeszcze dwa dni na opuszczenie rodzinnego domu. Głupiec - myślał o ojcu, ale musiał mu pomoc, musiał wszystko opowiedzieć, ale jeszcze nie teraz, jeszcze nie czas. Chciał porozmawiać najpierw z matką, później się przespać, uspokoić, by móc nad renem opracować plan ucieczki.
Podchodząc powoli do drzwi wejściowych zauważył w oknie błysk, cień postaci, kaptur, plama krwi trysnęła na szybę okna. Sion momentalnie ruszył z miejsca, przebiegł naokoło budynku wspiął się po ścianie do pokoju matki.
Tętno przyspieszyło do niewyobrażalnej szybkości, adrenalina rozpierała układ krwionośny, szumiała w mózgu.
Była tam, spała spokojnie, nie usłyszała jak skrytobójcy włamali się do ich rezydencji.
- Mamo. - przestraszony zaczął ją budzić. - Mamo! - coraz głośniej. Zbudziła się, otworzyła zmęczone, zamglone oczy. - Musimy uciekać, ktoś się włamał i zamordował ojca.
- C-co ? - Nie wierzyła mu, nie wierzyła że sen się skończył. - Nagle za drzwiami usłyszeli kroki, ktoś zaczął dobierać się do zamka. Zatkał jej usta dłonią, wyjął szybko dany przez nauczyciela amulet i podał jej.
- Idziemy.
* * *
Udało im się, uciekli. Prowadził ją ciemnymi zaułkami do miejsca, gdzie ukrywał się ze znajomymi. Nie było czasu na rozmowy, każdy zbędny dźwięk mógł ich zabić. Po piętnastu minutach dotarli do kryjówki w porcie.

* * *

NAUCZYCIEL

- Sion, witam i Ty moja droga. - Twarz rozświetlił sztuczny uśmiech, pełen nienawiści. Głos brzmiał pychą i zadowoleniem.
- Witaj Nauczy... - Elf nie zdążył dokończyć zdania.
- Ty ?! Ty jeszcze żyjesz ? - Matka Siona wrzała nienawiścią do starego Elfa. - Myślałam, ze Cię zabiłam.
- Nie spodziewałaś się mnie ? A medalion ?
- Nie mieliśmy czasu na rozmowę, polała się krew. - Odpowiedziała sucho.
- Teraz też nie będziesz miała czasu. - Nauczyciel rzucił z nienawiścią po czym zniknął w półmroku. Sion stał zdezorientowany.
- Nauczycielu, o co chodzi ? Matk.. - Ostatnią sylabę przerwał nóż wbijany w jej plecy przez Nauczyciela.
- Synu. - Zaczął z powaga. - Dam Ci odejść, bo jesteś moja krwią. Sion patrzył niezrozumiale. Jak to możliwe, ze człowiek, którego uznawał za przyjaciela zabił jego matkę, jedna sekunda podzielona przez milion myśli. Nic nie rozumiał, stał wryty i patrzył na niego, na swojego mentora, na swojego...
- Tak, jestem Twoim ojcem. - Stary elf zaczął się śmiać. - To, czego byleś świadkiem, to był gaes. Gaes Malada. Musiałem ją zabić, by odzyskać swe życie, by trzy pełne księżyce przerodziły się w ich setki, tysiące. Matka Siona leżała martwa na ziemi, podbiegł do niej, upadł na kolana. Po jego policzkach spłynęły łzy. Jej wzrok wydawał się nieobecny, smutny. Nie myślał nawet o zaatakowaniu Nauczyciela. Nie było w nim miejsca na takie myśli, był tylko żal i ciemność, poczucie winy.
- Twoja matka była miłością mojego życia, której Ty jesteś owocem, dlatego Cię oszczędzę. Z szacunku do tego co było. Splunął na ziemie. Teraz wydawał się potężniejszy, zdrowszy, wyzwolony z klątwy, która zabijała go przez lata, zatruwała krew, wywierała ogromny ból i cierpienie.
- Chodź zastanawiam się - kontynuował wątek zapalając fajkę - czy aby na pewno jesteś z mojej krwi... głupcze. Uderzył Siona styliskiem sztyletu. Elf nieprzytomnie upadł na martwe ciało matki nad którym klęczał.
* * *
Martwe ciało matki Nauczyciel przeniósł do jej domu, położył w łóżku pocałował jej martwe wargi.
- Przepraszam. - Po raz ostatni w jego życiu okupionym miłością do Malada jego glos zabrzmiał najgłębszymi uczuciami. Stracił się.
Nieprzytomnego Siona otruł, by uśpić jego świadomość na kilka dni, by uśpić jego pamięć, wyniósł do lasu pod Faraldorem, gdzie strażnicy mieli go szukać, zabić.
- Żegnaj synu, obyśmy się nie spotkali. - Splunął na niego i odszedł.

* * *

POMOC

Krew wrzała w jego żyłach trucizną, w głowie szumiało, oczy płonęły nieobecnością. Dalekie dźwięki niczym echa uderzały do jego świadomości. Był wyczerpany, ledwo wstał, zakręciło mu się w głowie. Dreszcze przemierzały ciało, cały się trząsł.
- Tam, tam jest! - Elf usłyszał odległy głos strażnika. Wstał i zaczął biec przewracając się coraz. Biegł, tracąc kontakt ze światem, uciekał zaszczuty knowaniami swych pobratymców, znajomych "ojca". Każdy krok trwając ułamek sekundy stawał się dla niego wiecznością, gonił swoje marne życie. Płuca pękały, żołądek walczył z trucizną, krew Elfa struta sam Malad raczy wiedzieć czym osłabiła organizm. Upadł na ziemie. Leżał ułamek sekundy myśląc: ten las będzie moim grobem, czekał na pewną śmierć. Podniósł się, biegł dalej, przed siebie. Upadł, stracił przytomność. Obudziły go krople wody skapujące ze stalaktytów jaskini. Z trudem się podniósł, czuł się jeszcze bardziej wyczerpany niż wcześniej. Zebrał kilka łyków wody w dłonie, wypił. Zwymiotował. Był niesamowicie głodny, lecz wiedział, ze jedyne co może zrobić to napić się tej wody, którą zaraz i tak zwymiotuje. Udało mi się, uciekłem, przeżyłem - myślał - znajdę ich najpierw tych, którzy zabili "ojca", a później jego, Nauczyciela. Pamiętał, pamiętał wszystko, każde słowo, każdą sylabę. Roześmiał się cicho, z oczu popłynęły łzy, zaczął płakać.
Jaskinia do której zbiegł okazała się siedliskiem orków. Zabił kilku z nich, by się z niej wydostać. Nie pamiętał jak do niej trafił, na dłoniach miał zaschniętą krew. Przez kilka dni żył w lesie, odzyskiwał powoli siły, szukał śladów pogoni za nim. Zabijał zwierzęta, których mięsem się żywił, unikał wędrowców, bał się. Gdy ktoś go zauważył, zaczął rozmowę, był nieufny. Po stu dwudziestu latach życia w luksusie stal się nędzarzem żyjącym z tego, co upoluje. Zamkniętym w klatce, której kraty stanowiło miasto Elfów i góry. Każdy dzień przepełniał ból i nienawiść.
* * *
- Ty jesteś Sion ? - Elf spojrzał na mężczyznę ubranego w szaro-lniana szatę. Nie może być strażnikiem, inaczej już bym nie żył - myśl szybko przebiegła przez jego głowę.
- Tak, dlaczego pytasz ?
- Nalezę do pewnej organizacji, chcemy Ci pomoc.
- Jak to ? Tak po prostu ? - spytał nieufnie.
- Tak, pomagamy takim jak Ty. Niesłusznie oskarżonym. Zdziwiłbyś się, ale jest nas coraz więcej. - zapanowała długa cisza nim padły kolejne słowa.
- Dobrze, potrzebuje się stąd wydostać, najlepiej statkiem. Jednak wcześniej chciałbym wiedzieć czego będziecie żądać w zamian za udzieloną mi pomoc.
- Odnajdziemy Cię, gdy będzie na to pora i zażądamy zwrotu długu. Rozumiesz przecież, ze nie masz wyjścia.
- Rozumiesz przecież, ze nie chciałbym wpakować się w jeszcze większe kłopoty.
- Nie wpakujesz się.
- Zgoda. - Sion uśmiechnął się krzywo, niemal tak samo jak jego prawdziwy ojciec, zabójca matki, Nauczyciel.
* * *
Zaledwie pół dnia później Sion stał na przystani w Wiosce Dedry, Łapał morsie powietrze niczym żagle statku którym przypłynął. Przez chwile czuł ulgę i spokój, lecz jego serce i umysł zostały zatrute pytaniami, na bardzo długo...
- Teraz zaczynam nowe życie, życie pełne śmierci. - Zdanie wbiło się w niego i pozostało raniąc.
Awatar użytkownika
Kron
Administrator
 
Posty: 2539
Images: 1
Rejestracja: 17 lipca 2005, 18:43

Postautor: Kron » 31 marca 2006, 21:26

* * *

NAUCZYCIEL I MATKA
Miłość, nienawiść, śmierć, miłość… ? Nienawiść ?
* * *
Deszcz przestał padać, gdy jej czar dobył jego ciała. Nauczyciel zmarł szybko i bezboleśnie, leżał w błocie, martwy.
- Należała Ci się długa i powolna śmierć... wyświadczyłam Ci przysługę. Pierwszą, jaką ktokolwiek wyświadczył Ci od lat i ostatnia w Twoim życiu. - W słowach Elfki słychać było nienawiść zmieszana z lekka nutką tęsknoty za tym, co kiedyś było miedzy nią a Nauczycielem. Powoli zdjęła kaptur, pochyliła się nad nieboszczykiem i zamknęła jego powieki. Kilka kropel deszczu opadło z liści na jego policzek, zaczerwieniły się krwią, która właśnie powoli zaczęła pokrywać całe martwe ciało. Kobieta uklęknęła nad nim i zaczęła się modlić szepcząc pospiesznie słowa w mowie Elfów.
- To była moja ostatnia walka. Żegnaj ukochany. - Kobieta zdjęła amulet jaki Nauczyciel jej kiedyś podarował, przyłożyła naszyjnik do serca zmarłego.
Tego dnia matka Siona wyrzekła się jedynego mężczyzny, którego kochała przez całe swoje życie, wyrzekła się magii, która dotąd była jej życiem i wyrzekła się…

* * *

KRZTA ZYCIA I WEDROWIEC
Miłość, nienawiść, śmierć, miłość… ? Nienawiść !
* * *
Martwy szlak, skrywany przez ułożone złowieszczo konary drzew skrywające równie martwe ciało Nauczyciela. Martwe, ale nie do końca. Martwe ciało, a w sercu krzta życia. Mała iskierka zdolna podpalić całe Lodor.
Wędrowiec w czarnym płaszczu pochylili się nad zmarłym. Mężczyzną, człowiek, rzecz można starzec o czarnych jak noc włosach opadających na ramiona, częściowo skrywających twarz.
- Kim jest ten kto niesie nienawiść niesiony miłością... - Mężczyzna wyszeptał sam do siebie. Jego wargi ledwo się otwierały, szept mieszał się z cichym szumem wiatru oplatającym konary posępnych drzew. Mężczyzna rzucił na siebie czar, po czym powoli wyjął amulet leżący na sercu pół-elfa. Patrzył przez kilka dłuższych chwil na naszyjnik, jakby chciał zadać sam sobie jakieś pytanie. Minęła chwila, gdy śmierć pozbawiła rozkładające się ciało życia. Wędrowiec wstał powoli po czym rozpoczął inkantować zaklęcie. Robactwo żywiące się dotąd ciałem Nauczyciela zaczęło uciekać. Przez grubą warstwę liści zaczęło sączyć się błoto. Zapach świeżo rozkopanej ziemi otulił pół-elfa. Nie minęła chwila gdy całego pokryła cienka warstwa ziemi.
- Aghh. - Nauczyciel przebudził się łapiąc oddech i wymiotując błotem. Na twarzy miał niesmak. Szybko się otrząsnął i stanął naprzeciwko Wędrowca. Ich spojrzenia spotkały się. Człowiek skinął głową.
- Tak ? - słowo brzmiało jak pytanie, lecz coś podpowiedziało Nauczycielowi, że on go o nic nie pyta.
- Co jestem Ci winny ?
- To co Ty podarowałeś wraz z tym, co Ci podarowano. - Wędrowiec patrzył martwo na naszyjnik leżący na ziemi. - Tej którą obdarowałeś czymś więcej wraz z tym co wróciło do Ciebie.
- Co ?
- Kim jest ten kto niesie nienawiść niesiony miłością ?
- Nie rozumiem.
Wędrowiec zacisnął wargi, stały się jeszcze bladsze.
- Kochałeś ją i jeszcze kochasz, dałeś jej swą miłość wraz z tym plugawym amuletem. Dałeś jej coś jeszcze. Syna. Masz wybór. Zabijesz ją, albo swojego potomka. - Głos mężczyzny był stanowczy i silny... przerażający, cichy i powolny szept.
Nauczyciel stał wryty, słowa docierały powoli do jego odrodzonego umysłu.
- A co jeśli tego nie zrobię ?
- I tak chciałeś ją zabić, ale jeśli tego nie zrobisz. - Wędrowiec wykonał gest dłonią. Nauczyciel poczuł w głowie ukłucie miliona ostrzy, upadł na kolana spluwając krwią. - To gaes. Twoje ciało jest zatrute, jednak nie musisz się spieszyć, sam poczujesz, gdy termin będzie bliski. Jeśli tego nie wypełnisz, będziesz czuł ten ból do końca.
- Kk-kim jesteś ? - W głosie nauczyciela brzmiał strach i przerażenie.
- Kim jest ten kto niesie nienawiść... - Kopnął w stronę pól-elfa amulet. - A tu masz prezent. - Podał klęczącemu na ziemi Symbol Malada. Noś go. Miłość, nienawiść, śmierć, miłość ? Nie, nienawiść... miłość, nienawiść... - Wędrowiec odszedł szepcząc wyliczankę sam do siebie.

* * *

PIERWSZA PIESN
Upij, upij się, niech prawda nie zabije Cię...
* * *
W stęchłym powietrzu unosił się dym. Szmer rozmów przecinał głos harmonijki ustnej i pieśni śpiewanej przez jakąś kobietę.

...nie, nie okłamiesz mnie
powiedz raz jeszcze
kogo zabiłeś nocy tej

nie, nie okłamiesz mnie
już dopadł Cię Twój cień
kogo zabiłeś ?
prawda ukołysze Cię

schowaj swoja stal
nie okłamiesz oka zła
powiedz, powiedz, powiedz mi
powiedz, nim prawdę skryje mgła

twoja matka płacze krwią
wiem, nie powiesz, że zabiłeś ją
upij, upij się
strać kolejny dzień

powiedz synu głosem swym
czemu karzesz w płakać mi
powiedz, powiedz mi
nim odejdę w blady świt

nie widziałam oczu Twych
noś w nich teraz żal i wstyd
upij, upij się
niech prawda nie zabije Cię

Melodia urwała się fałszywym tonem harmonijki. W oczach Siona stanęły łzy, w głowie czuł żar palący myśli. Brawa przerwał czyjś głos.
- Podły Elf, zabić własną matkę, czy godzi się o takim śpiewać pieśni ? - Wrzaskliwy głos uciszył klaszczących. Sion poprawił kaptur naciągając go jeszcze bardziej. Usiadł samotnie przy stoliku w kącie sali. Nie musiał długo czekać na młodą Gnomke.
- Co podać ?
- Mię... - Sion nie zdążył dokończyć słowa we wspólnej mowie.
- Słyszeliście Panie pieśń, zaiste piękna, żeby ten Elf zczedł w piekle. - gdakała - A żeby go dopadli jak w listach gończych piszą, a choćby na kontynencie. Zabił własną matkę by ratować życie ! - wystrzeliła na całą salę. Wzrok zgromadzonych przeniósł się na nią i na... Elfa.
- Elfy, cała taka ich rasa. - Sion z trudem dosłyszał szept gnoma ze stolika obok.
- Mięso i wino, szybko. - Rzucił, zaznaczając głosem, ze nie ma ochoty na dyskusje. Zgromadzenie powrócili do rozmów Stłumił w sobie wszystkie uczucia. Był jedynym Elfem w karczmie i to tym o którym przed chwilą śpiewała ta młoda kobieta. "Już dopadł mnie mój cień" pomyślał ze smutkiem, po czym zapalił skruszony korzeń owinięty młodym liściem. Zaczepił wzrok na bardce, która jako jedyna zdawała się wciąż na niego patrzeć. Marzyła mu się gorąca kąpiel i odpoczynek w świeżej pościeli, a mógł sobie pozwolić tylko na kawałek pieczeni z kiepskim winem. Wypuścił strużkę srebrnego dymu spod kaptura. "Brednie dla motłochu, chędożyć bardów jedno co potrafią.. Śpiewać o rzeczach o których nie mają pojęcia."
Młoda Gnomka przyniosła szybko potrawę i butelkę wina.
- Nóż i widelec.
- S-słucham ?
- Poproszę nóż i widelec.
- A, a nóż... tak tak, zaraz przyniosę. - Zniknęła by po chwili wrócić.
- Niestety nie mamy czystych...
- Sion przerwał jej. Sztylet metalicznym dźwiękiem położony z siłą na stole zgasił szmer rozmów.
- Dziękuje. - Rzucił bez emocji i zaczął kroić mięso zdobionym sztyletem.
Młoda bardka wyszeptała coś do swego towarzysza. Ten po chwili zaczął grać skończoną wcześniej melodie. Wstała i ruszyła w stronę Siona. Ktoś ją zaczepił po drodze chwaląc pieśń. Gdy odwróciła się spowrotem w stronę Elfa, nie było go już przy stole. Rozejrzała się po sali, spojrzała na stół. Na talerzu została niemal nietknięta pieczeń, butelka wina zniknęła.
De inimico non loquaris sed cogites. [nie życz źle wrogowi, zaplanuj to]
Awatar użytkownika
Kron
Administrator
 
Posty: 2539
Images: 1
Rejestracja: 17 lipca 2005, 18:43

Postautor: Kron » 10 kwietnia 2006, 05:28

TIR'EIR

Sto dwadzieścia lat żył krwią nie swoją, ciężkie brzemię grzechów własnych zaranną zorzą, ulotną w myślach, eterycznym wspomnieniem wcześniejszego dnia. Nosił brzemię krwi nie swojej, brzemię rodu Tir'eir, ciężar pod którym się uginał tyle razy, by podnieść się i kroczyć ślepo dalej, wśród mgły kłamstw i niedomówień.

Obserwował kroki innych, wchodził na ich ścieżki, ich piękny cel widziany przez nich samych jedynym dla niego był ułudą. Pragnął wiedzy o Nauczycielu i Matce, Elfach z którymi człowiek uważany przez niego ze ojca robił interesy, pożądał zemsty. Tyle ścieżek miało go poprowadzić, tyle krętych dróg, tyle szlaków skrytych milczeniem za zamkniętą bramą ust.

Na ścieżce dobra Widział gorącą modlitwę na ustach paladynki Nici, spostrzegł gorącą nadzieje w jej oczach, nadzieje, że i on rozumie. Rozumiał, lecz inaczej niż ona.
"Módl się Nici i pozwól mi zachować milczenie, lecz gdyby słowa Twej modlitwy zgasły wraz z cierpieniem, wtedy ja wleje w szept miłość i zapłonę, by Cię uratować, rozświetlę mrok Twej duszy szeptem litanii. Obym nigdy nie musiał oddać uczucia Twej wierze"

I mimo, ze obcy był mu szept wiary, cos go zmieniło, coś mu kazało walczyć z Wampirami, lecz nigdy się nie pomodlił wraz z nią. Szli tą samą ścieżką, lecz widzieli inny cel.

Na ścieżce zła widział głupców opętanych własną mądrością i bezsilnych przygniecionych władzą pętającą myśli, zatruwającą krew.

Na trzeciej ścieżce widział milczenie czystych, a przez walkę dobrych i złych brudnych od nich bardziej. Bowiem wyrzekli się walki zamykając swe usta, chowając swe bronie przed nimi. Myśli słowami ujmując pozostawali brudni w swej czystości. Głuchym krzykiem głosili prawdę niewidoczną.

Elfy, wampiry, ludzie... bez opamiętania walczący z sobą, niesieni ślepymi wierzeniami i rządzą krwi. Przez kilka walczył po stronie Łowców Wampirów mimo, śmiechu wrogów i spojrzeń pełnych pogardy, lecz to nie była jego ścieżka.

Był czas, gdy myślał że droga ku odnalezieniu prawdy jest daleka, że to co go zmieniło nocy śmierci Matki już go nie dotyczy, mimo bólu i cierpienia. Bał się, że zgubił trop. Jakież było jego przerażenie, gdy zrozumiał, że jest tylko skałą toczącą się po mrocznym promieniu.

* * *

POWROT
...ścieżką dobra.
* * *

Wrócił, znów był w Faraldor, znów słyszał wieczorną pieść cykad. Po raz pierwszy od lat usłyszał nazwisko swego Rodu z czyichś ust.
* * *

- Czego tu szukasz Tir'eir ? - Głos Belorfina Feina wypełniony był pogardą. Sion spojrzał na strażnika zaskoczony. Był to pierwszy raz od czasu kiedy został wygnany, gdy odwiedził miasto Elfów. Po raz pierwszy od tamtego czasu ktoś wypowiedział nazwisko Elfa, którego on przez sto dwadzieścia lat uznawał za ojca, za którego rodzonego syna wciąż uchodził. Sion wstał powoli
od stołu ustawionego w centrum miasta, nie wiedzieć dlaczego. Przy stole oprócz niego siedziały osoby bardziej lub mniej mu bliskie. Był wśród nich Duszek Lila, pół-smok Morf Ma'fer, paladyn Bran Jorina, kilka osób które znał słabiej oraz kilku mieszkańców miasta przechodzących obok, którzy zatrzymali się widząc rozmowę Siona z Belorfinem. Była wśród znajomych Siona również Galia Fren. Wszystkich zaskoczyło zachowanie strażnika wobec Siona, kilka osób poczęło się za nim wstawiać.
- Twój rod... nie jest mile widziany. Cos się zmieniło od tego czasu ?
- Walczę z Wampirami.
- Chwalebne, każdy jakoś walczy by żyć. W Faraldorze wszyscy o tym wiedzą.
- A o moim Rodzie nic nie mów, bo nie masz o niczym pojęcia. Powiedz swoim przełożonym, że chce się z nimi rozmówić.
- Warto, byś opowiedział o swoim rodzie znajomym, bo wstawiają się za Tobą
niczym za nieskazitelnym.
- To moja sprawa, powiem jeśli uznam za słuszne.
- Sam możesz iść do Fechmistrza.
- Tak. Jest w mieście ?
- Tak, przy bramie. - Sion ruszył szybkim krokiem w stronę bramy, zebrany tłum ruszył za nim.
- Czego tu szukasz. Tir'eir. - Znów obca mu osoba wypowiedziała nazwisko Rodu, jakie nosił. Nazwisko, które od czasu śmierci Matki było dla niego najważniejszą tajemnicą skrywającą przeszłość.
- Witaj. - Sion stłumił w sobie wszystkie emocje.
- Spodziewałeś się ciepłego powitania ?
- Rozumiem, ze Wasze rozkazy nie uległy zmianie ? - Sion nie zwracał uwagi
na tłum, podążył za nim, skupił się na rozmowie ze strażnikiem.
- A dlaczego miałyby ulec ? Co ? - W głosie Feina Sion dosłyszał jednak niedomówienie.
- Taak, nie powinny, rzeczywiście. Nie powinny. - Elf roześmiał się, śmiech brzmiał rozgoryczeniem. Nagle przestał się śmiać, twarz nie zdradzała żadnych emocji. Szmer szeptów ucichł wraz ze śmiechem Siona.
- Mało dla Was zrobiłem ?
- Ale taka szkarłatną plamę ciężko zmyć. - oficjalny i poważny głos Fechmistrza teraz zabrzmiał tonem krytycznym - Rozkazy zostały zmienione.
- Naryldor się za Tobą wstawił.
- Jestem ich ciekaw.
- Jednak nie zmienia to niechęci do Ciebie wielu z nas. - ciągnął dalej nie zwracając uwagi na Siona.
- Jakoś sobie z tym poradzę.
- Dziwisz się ? - spojrzał przenikliwie na Elfa wypowiadając słowa.
- Czy się dziwie... ? - Krótko wzdychnął. Zapanowała chwila ciszy przerwana głośnym głosem Galii.
- Wskaż proszę, fechmistrzu kryształową postać.
- Proszę panienko Fren... nie wiesz w co się mieszasz. - Belorfin zwrócił się do Galii.
- Wiem, ze Sion okazał mi pomoc. Dla mnie to wystarczy.
Sion nie spuszczał przez ten czas wzroku, pełnego nienawiści, ze strażnika.
- Nie mówcie nic proszę. - Sion zwrócił się do przyjaciół.
- Jak sobie życzysz, Sion. - Elfka odpowiedziała, po czym część tłumu odeszła.
- A cóż Ty wiesz o tym co się wydarzyło. Wiesz tyle, ile Ci rozkazy powiedzą. - Sion wrócił wzrokiem do Fechmistrza.
- Może Ty mi powiedz, co się wydarzyło, Może mnie przekonasz.
- Może. Ale i tak mi nie uwierzysz.
- Spróbuj.
- Pozatym gdybym Ci to powiedział musiałbyś mnie zabić za oskarżenie twoich przełożonych.
- A wiec jednak obawy co do twojej osoby są uzasadnione ?
- Ty nie powinieneś mieć obaw.
- A wiec Naryldor jest naiwny. Cały wasz ród jest taki sam.
- Nie oceniaj mnie. Może kiedyś będę mógł Ci to opowiedzieć, nie chce rzucać pustych słów nie popartych dowodami.
- Może Tir'eir.
- Czy do tego czasu mogę przebywać w mieście ?
- Taka była decyzja Rady za wstawiennictwem Be'te'tnera.
- A ja musze wypełniać rozkazy. Więc mimo mojej niechęci możesz tu przebywać. - Sion poczuł z jednej strony ulgę, z drugiej ból. Fechmistrz oparł się o mur obronny i zaczął czyścić broń.
- Nie będę Wam wchodził w drogę, masz moje słowo, wiem ze dla Ciebie nic nie znaczy. - Odpowiedzią strażnika było milczenie.
- Mam pytanie. - Sion odezwał się po chwili.
- Mów co masz mówić.
- Pewnie na nie nie odpowiesz... Którzy członkowie Rady byli przeciwni ?
- Nieważne którzy byli przeciwni, ważne, ze Naryldor jest naiwny i Ci ufa. Wystarczy Ci taka odpowiedz ?
- Nie będę Ci zajmował więcej czasu, widzę, ze jesteś zajęty.
- Tak, zegnaj.

Sion powrócił do znajomych, pozostawione przed rozmową ze strażnikami wino stało się gorzkie. Przez moment chciał im opowiedzieć, wszystko. Milczał.
Awatar użytkownika
Kron
Administrator
 
Posty: 2539
Images: 1
Rejestracja: 17 lipca 2005, 18:43

Postautor: Kron » 10 maja 2006, 23:01

* * *

BLADA ELFKA
...krocząca traktem zła.
* * *

- Witaj Tir'eir, mam sprawę, ale nie przy tym śmieciu. - Niemal śnieżno-biała, łysa Elfka o ustach zakrytych czarną chusta spojrzała wymownie na Quaratha.
- Witaj. On już idzie. - Sion skinął Elfowi na pożegnanie. Łotrzyk oddalił się szybkim krokiem.
- Czy wciąż świadczysz swoje usługi ? - Czyżby moja reputacja wyprzedała moje czyny - myśl przebiła umysł Siona, jednak mniej boleśnie niż nazwisko jego Rodu rzucone niczym przelotna myśl na wiatr.
- Tak, ale pojawiły się pewne... ograniczenia. - Sion lawirował na granicy kłamstwa i prawdy. I choć z ust jego płynęła jedynie prawda, to zaprzeczała ukrytemu kłamstwu. Cóż widać Czarnoróżystka nie wiedziała wszystkiego.
- Ograniczenia ?! Nie rozśmieszaj mnie. Z tego co wiem, strażnicy w mieście Cię tolerują.
- Tak i chce by tak zostało. Poza tym nie powiedziałaś, co miałbym zrobić.
- Zabić sklepikarza w Faraldor. Podobno ma powiązania z możnymi i znaczne wpływy. Powiedzmy, ze.. stoi nam na drodze.
- Taak, cóż... - Chwila milczenia przerwała rozmowę.
- Dwadzieścia worków złota. - Czarnoróżystka rzuciła słowa od niechcenia.
- Jeszcze nie powiedziałem, że się zgadzam. Potrzebuje azylu w tym mieście..
- To się zakradniesz, to chyba potrafisz ?!
- Tak, potrafię. - Sion nie chciał zabijać sklepikarza, tak wiele się zmieniło, nie wierzył tez by miał on mieć znaczne wpływy. - Nie chcę złota. Chcę informacji.
- Jakich to informacji Tir'eir ?
- Chce wiedzieć kto wydał wyrok na mój Ród, chcę wiedzieć z kim ojciec robił interesy, ostatni interes... Chyba macie szpiega w Faraldor, skoro wiecie o powiązaniach sklepikarza ? - Elf starał się wybadać z kim ma doczynienia, jak potężna jest ta organizacja. Błądził.
- Dobrze, dostaniesz to czego chcesz w zamian za głowę.
- Spotkamy się za dwa dni. - Sion skinął głową bladej Elfce na pożegnanie.

* * *

Popołudniowe słońce spłynęło leniwie złotymi refleksami na las Skrzyozowania Daclora. Sion zanurzył dłoń w strudze światła, zaciągnął się zawiniątkiem z pyłkiem z tylko mu znanego korzenia. Podniósł sakwę z głową uśmiechając się krzywo. Zamknął powoli powieki.
- Masz głowę? - Blada Elfka pojawiła się przed nim. Nie słyszał jej kroków. Zaniepokoiło go to. Poklepał sakwę spoglądając badawczo na Czarnoróżystke.
- Masz informacje ?
- Takie rzeczy zajmują więcej czasu niż dwa dni.
- W takim razie wróć do mnie z informacjami.
- Chyba sobie ze mnie żartujesz Tir'eir. - Wyrzekła z pogardą.
- Nie, nie żartuje. - Odpowiedział spokojnie.
- Pokaż głowę, bym wiedziała, że wypełniłeś zadanie.
- Nie zobaczysz jej, póki ja nie zobaczę informacji.
- Tak Ci się wydaje... ? - Elfka zdradzała oznaki zirytowania. Nie, nie zirytowania, była rozwścieczona. Wyjęła z pochwy miecz tętniący zielonym światłem. Sion wstał powoli i podszedł do niej. Błyskawicznym ruchem wyjął z sakwy sztylet. Nie minęła chwila gdy ostrze dotykało jej gardła. Sion był już pewny swego, patrzył w jej błyszczące mrokiem oczy, gdy ta wywinęła się. Umysł Siona przebił ból.. "To.. to ostrze.." - pomyślał nim kolejna fala bólu przebiła go na wskroś. Czarnoróżystka przycisnęła miecz o zielonej aurze jeszcze mocniej do gardła łotra.
- Głupcze, to zadania miało na celu sprawdzić, czy będziesz lojalny, widzę ze nie. - Popchnęła Elfa. Sion upadł na ziemie, odwinął się do tyłu, zniknął w cieniu. Sięgnął po przygotowany wcześniej zwój. Z trudem wyrecytował pergamin bez błędu. Potworne zawodzenie wypełniło korony posępnych drzew. Elfka stała bez ruchu, nie mrugnęła nawet okiem. Znów taniec z cieniami, rapier, kroki, cisza, cios w plecy, powalił ją na ziemie. Trzy trafione ciosy w korpus i krzyk, jej krzyk: "Wrócę po Ciebie Tir'eir !". Zniknęła. Sion stał osłupiały przez chwile, jakby sam nie wiedział co się wydarzyło. Potrząsnął głową, ból wciąż tam był, gardło poważnie oparzone. Zachwiał się na nogach, wypił leczące mikstury, zakręciło mu się lekko w głowie. Udał się zmęczonym krokiem do dziupli. Złociste światło zbladło już dając początek nocy. Elf wszedł do sklepu Boidoca, usiadł zmęczony pod ścianą.
- I jak głowa ? Przydała się ? - Quarath wybudził go z zamyślenia,. Sion z trudem podniósł wzrok.
- Tak, przydała się, prawie...
- Coś taki smutny, nie poszło Ci z tą Bladą Elfką ?
- Pierwsza kobieta, która leżała przede mną na ziemi i zniknęła. - Uśmiechnął się krzywo. Quarath wybuchnął śmiechem.
- Oddawaj głowę.
- Odkupie ją od Ciebie, znam kogoś, kogo ucieszy jej widok.
- Kogo ?
- Nie Twoja sprawa. Dam Ci dwadzieścia worków złota.
- Dobra. - Quarath z trudem się zgodził.

* * *

Sion odszedł w stronę Faraldor niosąc drowią głowę w sakwie, podarunek dla kogoś na kim mu zależało. Szedł by powiedzieć strażnikom, ze sklepikarz nie musi się już ukrywać, nie liczył na podziękowania. Miał wątpliwości, może to cel, a może dotyk tego ostrza zbudził w nim cząstkę ciemnej natury... "Mogłem go zabić... mogłem? Nieważne" Spojrzał na sakwę z głową, uśmiechnął się krótko i wrócił do rozmyślań nad ostrzem o zielonej aurze.

* * *

GALIA FREN
...ścieżki trzeciej.
* * *

"W miejscu gdzie jest Brodak, mieściło się miasto z którego pochodziły Elfy. Mieszkało tam kilka Szlachetnych Rodów. Malad omamił część z nich, a Ci przystali do jego boku. Wywiązała się walka między nimi, a Rodami Starej Wiary. Walka toczyła się długo, była bardzo zacięta. Krew spłynęła, śmierć zebrała żniwo... bogate. Moja rodzina..."

* * *

…zabójca ?.. Twojej matki nie żyje… Tir’eir...
… Sion ? Możemy porozmawiać ?…

* * *

Jaskinia smoka tętniała dźwiękiem kropel wody opadających na ziemie i tafle podziemnego jeziora. Gdzieś z końca pieczary dobiegał pomruk Brązowego Smoka, leniwy i usypiający.

- Od dłuższego czasu męczy mnie to jedno podejrzenie. – Sion rozpoczął rozmowe po dłuższej chwili ciszy.
- Jakie, Sion ?
- To co powiedział ten mag z wieży... o zabójcy Twojej matki.
- Wszystko zdarzyło się tak szybko. - Jej myśli pogrążyły się na chwile, w tym co zaszło przed kilkoma tygodniami..
- Nie wiem, czy powinienem to mówić To tylko podejrzenia. – Elf mówił zamyślony.
- Zechcesz się nim podzielić ?
- Bo widzisz, jeśli przyjąć, że zabójca nie był jedyna osoba. - Niepewnie ubierał myśli w słowa. - Pamiętasz naszą rozmowę na Wzgórzach Neroda ? - Zamilkł na chwile - Wspomniałem, że jedyną osobą, jaka przeze mnie zginęła była moja matka.
- Tak, pamiętam.
- Można powiedzieć, że zginęła z rąk swego syna, Tir'eira. - Galia sięgnęła do jego ramienia w geście współczucia.
- Zamordował ją Elf, który był moim mistrzem przez kilka lat, cos ich łączyło w przeszłości. A ja nieświadomie zaprowadziłem ją do niego. - Spojrzał na Galie - Nadal nie rozumiesz ?
- Sion... - Pochyliła się lekko w stronę Elfa - Jesteś dla siebie zbyt surowy. To co powiedziałeś, nieświadomie, nie mogłeś o tym wiedzieć.
- Gdyby sprawy się potoczyły inaczej, zrobiłbym to świadomie. - Głos mu zadrżał.
- Niebyłbyś do tego zdolny, nie wiem czemu tak jest, ale jestem o tym przekonana.
- Gdyby potoczyły się z godnie z planem. - Kontynuował.
- Z planem ? - Cofnęła dłoń z ramienia Siona.
- Nie, to nie tak, nie zrozumiałaś mnie. Miałem czas na ucieczkę, na uratowanie matki.
- Ale ?
- Gdy wróciłem do domu... zobaczyłem krew. Nie miałem czasu, nie spodziewałem się Nauczyciela w kryjówce.
- Zaskoczył Cię, tak ?
- Gdybym miał czas zaprowadziłbym matkę do niego świadomie. Zaskoczył mnie. - Skinął głową zamyślony, patrząc w tafle wody. Tym, że tam był i tym co zrobił. Ale ta krew jest też na moich rękach.
- Czy znałeś jego zamiary ?
- Nie, nawet się nie domyślałem.
- Gdzie zatem czujesz swoja winę ? Często nie wiemy, ze ktoś z nami igra w bestialski sposób.
- Dałem się łatwo zwieść, chyba za mało szanowałem matkę, by przemyśleć to.
- Ona wiedziała ?
- Nie mieliśmy czasu zamienić słowa tej nocy. Zdziwiła się na jego widok, ale on nie był zaskoczony. Powiedziała, ze myślała, że go zabiła. Wtedy on zniknął w cieniu i uśmiercił ją. Był jeszcze ten amulet. - Na twarzy Galii niczym w kalejdoskopie malowały się uczucia: grozy, współczucia, strachu, bólu, współczucia... Przygryzła wargi, zmarszczyła lekko brwi.
- Nie wiem, czy jesteś w stanie to zrozumieć i może zabrzmi to banalnie, ale nie chce by tak było. - Sion spojrzał zaniepokojony.
- Rozumiem Twoje uczucia, czuje je przez skórę... Nie umiem tego wyjaśnić...
- Mag powiedział, ze zabójca mojej matki nie żyje.
- Mag ? Który i jaki amulet ? - Sion przygryzł wargę, przejęzyczył się.. nie do końca.
- Dobrze, lepiej powiem wprost.
- Tak sądzę.
- Mam podejrzenie, ze moja matka i Twoja matka to ta sama osoba.
- I ja o tym myślałam.
- Przez lata szukałem śladów, poszlak, czegokolwiek, nie znalazłem go, jakby się rozpłynął. Może opuścił Lodor... - Sion zamyślił się mówiąc o zabójcy matki.
- Moja wiedza o magach jest niewielka, niestety, ale biorąc pod uwagę tych, jakich poznałam, można było się domyślać wszystkiego. I ja próbowałam poszukiwań, jednak jedyne na czym mogłam się oprzeć, Sion to nazwisko jakie ten szaleniec wypowiedział.
- Tak, ale czy ten mag miałby powód okłamać Cię ?
- Nie mogę tego wykluczyć, nie był prawą osobą, to jak traktował Angolume... - Wyszeptała - Biedne dziecko.
- Angolume ?
- Tak brzmi imię dziecka, jakie oddalam rodzinie. Myślałam, ze już jej więcej nie zobaczę. Od chwili, gdy była niemowlęciem na mych rękach, upłynęło zaledwie kilka miesięcy, a zobaczyłam ją ponownie już sporą dziewczynką. Jakże byłam zdumiona, że mnie poznała... Nie mogła mnie pamiętać, przecież... no chyba ze to za sprawa lawendy.. uśmiechała się jako maleństwo, gdy czuła zapach olejku.
- To znaczy, ze odbyła podróż poza czasem ?
- Tak, z magiem, który był jej pradziadkiem. To on ja przywiódł na Daclora, do wieży... – Wzrok Galii stal się nieobecny na chwile.
- Na samą myśl czuję zawroty głowy... miał wielką moc...
- Jeśli ten mag ją przeniósł, jeśli przeniósł tą wieżę, mógł widzieć, jak umierała matka. Mówiłaś, ze potrzebował Twojej krwi, by zapanować nad ostrzem ?
- Opowiedział mi historię, jednak nie wiem, czy zrobił to szczerze.
- Tak ?
- Wyczułam w nim pychę, sądził, że za chwilę moje światło zgaśnie, a to co mówi zostanie w mych ustach zamknięte na wieki. - Sion wsłuchiwał się zmartwiony.
- Potem Angolume opowiedziała mi resztę, od niej kłamstwa się nie spodziewałam, choć możliwe jest wszystko...
- Co Ci powiedziała ?
- Kiedy mag już nie żył... Może zacznę od początku, jeżeli znasz tą historię, powiedz.
- Dobrze, opowiedz.
- Zaczyna się to tak... W miejscu gdzie jest Brodak, mieściło się miasto z którego pochodziły Elfy. Mieszkało tam... - Kolejne słowa opowieści były jak runy potężnej inkantacji, Sion zasnął momentalnie.

* * *

Cień, mrok, cień, mrok, cień, mrok, cień... trans dwóch słów, szybki oddech, opętańczy ruch gałek ocznych skrytych pod zasłoną powiek.
Cień, mrok, cień, mrok, cień, mrok, cień... słowa, uderzenia, magia, słowa, wyrocznia... biegnie, ucieka, cień, mrok, cień, ucieczka, pogoń za oddechem.
Cień, mrok, cień, mrok, cień, mrok, cień... szlachetna krew, uchodzi, spływa, dudni w żyłach.. czyich ?
Cień, mrok, cień, mrok, cień, mrok, cień... trans, głęboki dźwięk bębnów przerywający kroki, rytm, szybciej, szybciej, szybciej. Cisza. Cisza. Cisza. Spokój we włosach, brudne we krwi. Kilka kroków, w pustce echa, stąpań na zwoju czasu.. czyich ? Uderzenia bębnów, ziemia drży. ŚMIECH błazna, z zaświatów szept i dźwięk pozytywki, tej samej która stała tam, dawno, gdzie ? W domu ? Czyim? Dźwięki kryształów opadających z wyraźnym i głośnym... melodia, melodia, taniec złotej figurki, z ostrzem gwiazdy, na ścianach, trans, światła. CISssZzzzA.

* * *
De inimico non loquaris sed cogites. [nie życz źle wrogowi, zaplanuj to]
Awatar użytkownika
Kron
Administrator
 
Posty: 2539
Images: 1
Rejestracja: 17 lipca 2005, 18:43

Postautor: Kron » 03 czerwca 2006, 18:38

* * *

BLADA ELFKA
...krocząca traktem zła
* * *

"Księgi Skrytej Wiedzy Faraldoru - Tom V - Wrogowie Wewnętrzni:

Runy Rodzaju Elfów Czarnej Róży pozostają okryte kurzem i tajemnicą tysiąca lat. Pierwsze doniesienia opisujące Elfów o bladej niczym śnieg karnacji pochodzą sprzed tysiąca lat właśnie. Późniejsze wieści mówiły, iż Czarnoróżyści wyginęli, co spowodowane było brakiem zarejestrowanych spotkań, aktywności, obserwacji, mimo usilnych starań skupionych na poszlakach i podejrzeniach. Podejrzewa się, że Ci, którym dane było spotkać Czarnoróżystów nie mieli szans, by przeżyć. Blade Elfy charakteryzują się skrajnym sadyzmem, co czyni je podobnymi i równie niebezpiecznymi do Drowów. Nie potwierdzono informacji o wierze w Malada, mimo wielkiej prawości tego stwierdzenia"
Niżej widniała lista rodów Faraldoru podejrzanych o współpracę z Elfami Czarnej Róży.

Be'te'tner zamknął powoli księgę, rozejrzał się po pustej sali Rady Miasta. Długi stół, bogato zdobiony, wykonany z elfim kunsztem, precyzją, mimo że masywny zdawał się unosić w powietrzu otoczony rzędem siedzisk. Na końcu stał tron wykonany z drzewa ściętego o czasie koniunkcji pięciu planet. Coś unosiło się w powietrzu, mieszało z drobinkami kurzu i pyłków oświetlanych smugami popołudniowego słońca wpadającego przez okna umieszczone na wysokości sklepienia. Służącą stojąca dotąd martwo u wejścia do sali podeszła do Arcymaga. Ten spojrzał na nią zamyślonym wzrokiem.
- Przynieś mi akta rodu Tir'eir. - Powiedział stanowczo, jakby spodziewał się sprzeciwu.
- Znasz dobrze ich zawartość Panie przecież. - Be'te'tner zacisnął pięści, morze oczu nabrało złości. Gdzieś na jego dnie było widać wątpliwość dotyczącą starych decyzji.
- Przyniesiesz mi je, czym prędzej. - Głoś miał spokojny i pewny, a zarazem szybki, topniejący w przekonaniu. Podszedł do kominka stojącego na środku sali i dorzucił doń kilka drew. - Błąd ? - Wypowiedział w mowie Elfów, po czym wzdychnął ciężko. Służąca wciąż stała przy stole.
- Księgę Rodu Fren też mam przynieść ? - Jej głos był pełen złości podszytej sztuczną uprzejmością. Arcymag odwrócił się powoli. Zrobił szybki krok w jej stronę, może chciał podbiec, jego wzrok nabrał dziwnej barwy. Zatrzymał się równie raptownie jak ruszył. Jego szept wypełnił sale.
- Za dużo czasu spędzasz przy księgach moja droga. Przynieś i tą rycinę. - Uspokoił się szybko, dobrze znał swoją Służącą i wiedział na co ją stać, teraz liczył już tylko na rade, dyskrecji był pewien.

Ogień pokrył suche drwa w kominku po krótkiej inkantacji Arcymaga. Przez chwile wydawało mu się, że ktoś go obserwuje. Czy zawsze musze mieć to przeczucie podczas mowy sztuką.. - Zamyślił się. Jego rozmyślania przerwała Służąca otwierając drzwi. Podeszła do niego, pachniała pięknie. Jak zwykle, tajemnicą i przenikliwością. Przyciągnął ją do siebie. Wyszeptała mu coś do ucha tuląc się przez chwile w jego ramionach, odsunęli się od siebie obdarzając spojrzeniami pełnymi uczucia.
- Pozostaje sprawa tego Anioła.. - zaczął mówić po chwili patrząc na płonące akta Rodu Tir'eir. Po czym podszedł do Stołu Rady, położył na nim drugą z przyniesionych ksiąg.
- Pomożesz mi wezwać Anioła. Panienka Fren o niego prosiła.. może on wyprostuje.. - Przerwał, spojrzał na płonące papiery po czym na swoja ukochaną.
- Elfka skinęła głową. - Jej oczy niespodziewanie zapłonęły siłą i nienawiścią, wykonała szybki ruch poparty krótką inkantacją. Nóż przymocowany do magicznego mocowania wyskoczył z jej rękawa, błyskawiczny zamach i rzut.. Nim Be'te'tner zdążył mrugnąć okiem stal przecięła powietrze z cichym świstem. Zakapturzony Elf stojący kilka kroków za Arcymagiem padł na ziemie.
- Co Ty byś beze mnie zrobił Nar ? - Ciepłym głosem. - Arcymag poprawił kołnierz, spojrzał na truchło i podszedł do Służącej podziękować jej. W tym samym czasie ciało Czarnoróżysty zaczęło znikać niesione słupami błękitnego światła.
- No to teraz wiemy, dlaczego nie potwierdzono ich aktywności. - Skrytobójczyni spojrzała wymownie na Be'te'tnera. Arcymag odwrócił się inkantując słowa magii. Aura teleportacji zaczęła zanikać, ciało pozostało na swoim miejscu, by po chwili zacząć się rozkładać w błyskawicznym tempie. Naryldor spojrzał zdumiony nie wiedząc co przyniosło taki skutek. Na ziemi został jedynie sztylet Służącej.

* * *

Półmrok panujący w pomieszczeniu rozświetlało kilka źródeł magicznego światła tętniących białymi aurami. Portal stojący na środku sali zaczął wrzeć energią. Białe punkty światła wibrowały w powietrzu zderzając się o siebie, płynąc ku górze smugami. Posadzka odetchnęła lekkim drżeniem. Wokół portalu zebrało się kilku Czarnoróżystów.
- Co się dzieje ?
- Przechwycili go. - Jeden z Bladych Elfów oświadczył bez emocji. Nagle szmer ucichł, do pomieszczenia wszedł ubrany na czarno mag pozbawiony włosów jak wszyscy. Podobnie jak oni, na szyi przywiązaną miał ciemną chustę, którą zwykli zakrywać usta. Mag podszedł do portalu.
- Odsunąć się. Wyrzucił z pogardą, Czarnoróżyści odstąpili o kilka kroków. Czarnoksiężnik zaczął inkantować zaklęcie, słowa wypowiadał z coraz większym trudem. Na czole pojawiły się krople potu, po chwili opadł na ziemie. Snop światła zaczął przybierać mroczny kolor. Najpierw pojawił się swąd i smród zgniłego ciała, później zaczęły się materializować zgniłe szczątki. Robactwo, jakie pojawiło się zaczęło wnikać w zgniłe mięso, skóra zaczęła pokrywać bezkształtny organizm. Po chwili przed nieprzytomnym magiem leżał niemal normalnie wyglądający Blady Elf. Niemal.. w czaszce miał ślad po wbitym sztylecie, krew powoli spływała na ziemie. Czarownik ocknął się po chwili, dwóch Elfów pomogło mu wstać.
- Zabierzcie go do laboratorium, dostarczcie mi pożeracza umysłu i flaki z wielkiego mózgu.

* * *

- Mam tego dość.. najpierw młody Fren mało nie zabił tej.. - Wzdychnął ciężko i przerwał. - A teraz mój najlepszy szpieg wraca martwy. - Uderzył z całą siłą trzymanym w ręce pucharem o blat stołu. Wino wybuchło ku górze, opadło rozlewając się po blacie.
- Taak. - Drugi z Czarnoróżystów nie mówił niemal nic podczas tej rozmowy, bawił się chustą przywiązaną do szyi, myślami był gdzieś indziej. Nagle otworzyły się drzwi. Blada Elfka weszła do pomieszczenia.
- Oto, co udało mu się usłyszeć nim opuścił nas. - Podała magowi zapisaną kartkę papieru. Mag odebrał rycinę niecierpliwym gestem. Przeczytał szybko i zamyślił się na chwile. Oderwał wzrok i spojrzał na Czarnoróżystę siedzącego na jego tronie.
- Anioł.
- Słucham ? - Jego podwładny przestał się bawić chustą, spojrzał na maga i wybuchnął gromkim śmiechem. - Anioł..
Awatar użytkownika
Kron
Administrator
 
Posty: 2539
Images: 1
Rejestracja: 17 lipca 2005, 18:43

Szybka odpowiedź

   

Wróć do Pamiętniki i historie III Ery

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron