Odcienie Duszy

dzieje i ciekawe opowieści spisane przez żywe istoty Studni Dusz

Moderatorzy: Tasardur, Junior Admin

Odcienie Duszy

Postautor: Pkss » 29 listopada 2011, 16:16

Proszę bardzo dla tych kilku osób które chciały. Ostatnio miałem trochę weny i poprawiłem to co miałem oraz zmniejszyłem o połowę co by nie spamować za wiele. Jednak nadal jest sporo ;) Na razie połowa, za kilka dni pewnie reszta.

Odcienie Duszy

Wypisy z Księgi Życia
„ Rok 327, Królestwo Melagan, miasto Veralia, Lodor. Trzeci dzień Tęczowego Marca.
Narodziny Lei Idris. Córka Aridi Idris i *trzy staranie wykreślone i zamazane wyrazy kiedyś składające się na imię i nazwisko ojca* . Dziewczynka, czarne włosy, szare oczy. Zdrowa i silna. Życzeniem ojca dziecko zostało przy matce w Veralii. „

„Rok 347, Królestwo Melagan, Stolica, Lodor. Jedenasty Lipca.
Śmierć Aridi Idris, przejęcie obowiązków opiekuna przez ojca. Lea Idris zostaje oficjalnie przyjęta w poczet rodu Be’te’tner oraz przeniesiona z Varalii do Melagan gdzie zamieszkała w rodowej siedzibie. „

„Rok 368, Królestwo Melagan, Stolica, Lodor. Pierwszy Stycznia.

Lea Be’te’tner oficjalnie przyjęta do Szkoły Magii i Czarodziejstwa w Melagan. Zaprzysiężenie odbyło się tego samego dnia”
„Rok 407, Królestwo Melagan, Stolica, Lodor. Trzeci Ponurego Października

Lea ‘Alea’ Be’te’tner ukończyła z wyróżnieniem Szkołę Magii i Czarodziejstwa w Melagan na kierunku odrzucań i wieszczenia. „
„Rok 477, Królestwo Melagan, Stolica, Lodor. Ósmy Luty

Nominacja i zaprzysiężenie Alei Be’te’tner na jednego z Arcymagów Królestwa Melagan w miejsce emerytowanej Riotty Turuse. Zakres obowiązków nowej Arcymag obejmował Kryształy Obronne Stolicy”

„Rok 490, Królestwo Melagan, Stolica, Lodor.

Pierwsze dni Wojny Domowej. Arcymag Alea Be’te’tner staje po stronie frakcji Królewskiej, jednak jako jedyna z popierających koronę członków rodu Be’te’tner odmawia złożenia przysięgi wierności. Zostaje pozbawiona tytułu oraz wydalona z Kadry Królewskich Magów.
Trzydziesty dzień Wojny Domowej. Arcymag Alea Be’te’tner została oskarżona o używanie zaklęć Zakazanej Szkoły. „
„Rok 491, Królestwo Melagan, Stolica, Lodor.

Na początku drugiego roku Wojny Domowej Alea Idris zostaje odznaczona za odwagę oraz objęta amnestią. Przywrócono ją na stanowisko Arcymaga, jednak nie do Kadry Królewskich Magów. Alea Idris ponownie została włączona do rodu Be’te’tner.
Pod koniec drugiego roku Wojny Domowej ponownie oskarżono ją o używanie Magii Śmierci w starciu z Amradą Ameril. Z powodu braku świadków oskarżenie odrzucono, jednak do Arcymag Be’te’tner przylgnął przydomek „Czarna”
„Rok 493, Królestwo Melagan, Stolica, Lodor.
Ostatni rok Wojny Domowej. Alea „Czarna” Be’te’tner kolejny raz zostaje oskarżona o używanie Magii Śmierci, kolejny raz z braku świadków i dowodów proces przerwano. Udokumentowano szereg walk i pojedynków między Aleą Be’te’tner, a Amradą Ameril. Każdy z nich kończył się ogromnymi stratami osobowymi oraz materialnymi. Świadków brak.
Pięć dni przed końcem Wojny Domowej dochodzi do tak zwanego Incydentu Czarnej Nocy. Podczas tego incydentu Alea Be’te’tner zostaje ranna, jak się potem okazało śmiertelnie.
„Rok 493, Królestwo Melagan, Stolica, Lodor. Jedenasty Krwawego Sierpnia.
Arcymag Alea „Czarna” Be’te’tner umiera z powodu poniesionych ran. Świadek Arcymag Riotta Turuse pod przysięgą złożyła wyjaśnienia dotyczących jej zgonu. Pogrzeb odbył się dokładnie tydzień po jej śmierci. Podczas niego pierwszy raz oficjalnie użyto określenia „Czarna Śmierć”
*Dalej czysta niezapisana karta… *
Smutaśnik Pospolitus

Fabulator



Czarnula! :>
Arshen, dziękuję :)

Odcienie Duszy

Jak ktoś coś chce zapraszam na PW lub GG.
Awatar użytkownika
Pkss
 
Posty: 689
Rejestracja: 21 października 2005, 14:24
Lokalizacja: Piaseczno

Postautor: Pkss » 29 listopada 2011, 16:18

Ocalałe Fragmenty Biografii Alei „Czarnej Śmierci” Be’te’tner, pióra Isendura Maf’era z roku 671. *Biografia jest niekompletna, ocalałe fragmenty opisują sporą cześć życia czarodziejki, jednak w wielu miejscach są dziury zajmujące nieraz kilkanaście lat*

Młodość
Alea Czarna Śmierć urodziła się w 327 roku III Ery Świata w miejscowości Verallia, na wschodnim wybrzeżu Lodor. Nie wielu wie że naprawdę miała na imię Lea, a jej znane imię „Alea” nadała jej Amrada Ameril w szkolnych latach. Jej matką była Aridia Idris, córka głowy rodu. Idrisowie w tamtych latach byli bardzo nieliczni, a ich reputacja coraz bardziej sięgała dna. Nie wiadomo z całą pewnością kto był ojcem ‘Czarnej Śmierci’, jednak ze wszystkich podań oraz fragmentów Księgi Życia wynika niezbicie, że był to jakiś szlachcic z rodu Be’te’tner. Pogłoski mówią o Ibrilu Be’te’tnerze, a nawet Naryldorze. Obaj jednak są raczej poza podejrzeniem. Ibril był żołnierzem i nigdy się nie ożenił, a jego poczucie honoru i wychowanie z pewnością nie pozwoliło by zostawić brzemiennej kochanki samej. Naryldor zaś po pierwsze był zbyt młody, a po drugie jego ojciec Cevidial jako głowa rodu miał by dostatecznie dużo wpływów by wyciszyć skandal całkowicie. Nie zrobił tego, stąd można wysnuć wniosek, że nie widział ku temu powodów.
Mimo to dziura w miejscu imienia ojca w Księdze Życia jest niezwykle intrygująca. Dzięki wieloletnim badaniom doszedłem do wniosku, że ojcem Alei Be’te’tner musiał być ktoś z bliskiego otoczenia przywódcy rodu. Tylko ktoś wysoko postawiony mógł usunąć wpis i zatrzeć za sobą ślady.
Pierwsze dwadzieścia lat życia Lei Idris były spokojne i zapewne szczęśliwe. Verallia było spokojnym miastem, a skandal związany z jej narodzeniem mógł spokojnie przygasać w Melagan przez całe lata. Nie wiele wiadomo o jej dziecięcych latach, pewne jednak było, że ród Idris zapewnił jej i jej matce wszystkiego, czego potrzebowała do szczęśliwego dzieciństwa. Jak można się jednak domyślać, nie trwało to długo. Tragiczna śmierć Aridi Idris sprawiła, że opiekę nad młodą dziewczyną przejął tajemniczy, nieznany ojciec. Właśnie ten czas najbardziej wskazuje na to, że jej ojcem był ktoś naprawdę ważny. Lea została przeniesiona do Melagan, gdzie zmuszono ją do zamieszkania w rodowej posiadłości Be’te’tnerów. Nigdy osobiście nie poznała ojca.
Dwadzieścia jeden lat jakie Lea Idris, już oficjalnie z rodu Be’te’tner, spędziła w Melagan były nie do pozazdroszczenia. Fakt skandalu jakim było jej istnienie sprawił, że przez następne lata była osobą praktycznie samą. Bez znajomych, przyjaciół. Opiekunowie i nauczyciele zgodnie opowiadają o kompletnym odizolowaniu się młodej Alei od reszty społeczeństwa. W fakt jej odosobnienia nie trudno uwierzyć, jednak nad powodami tej sytuacji można by już dyskutować. Była samotna, czy to z własnego wyboru, czy raczej z powodu skandalu i idących za nim konsekwencji.
Można by pokusić się o analizę tej sytuacji i wpływu na psychikę młodej Lei Be’te’tner. Jednak wolę pozostawić to czytelnikowi. Pewne jest że kolejną odmianą losów Czarnej Śmierci był rok 368, a konkretnie pierwszy dzień tego roku gdy Lea Be’te’tner złożyła przysięgę akademicką i rozpoczęła naukę w Szkole Magii i Czarodziejstwa w Melagan.



Nauka
Talent do Sztuki zawsze objawia się w młodym wieku, często związany jest z różnego rodzaju wypadkami typu podpalona zasłona, latające wazy. W przypadku Lei nie było to nic aż tak spektakularnego. Po ukończeniu normalnej szkoły młoda elfka została wysłana do Akademii Magicznej praktycznie z marszu. Jak później się okazało, był to strzał w dziesiątkę. Jednak na początku jej edukacji wydawał się dość dziwny, młoda adeptka nigdy nie wykazała się magicznymi zdolnościami, a przynajmniej nie ma o tym nigdzie wzmianki. Można się więc domyślić, że to kolejny element planowania życia córki przez jej tajemniczego ojca.
Dawniej nauka w elfich akademiach magicznych trwała czterdzieści lat. Lea Be’te’tner początkowo była mierną adeptką. Dopiero z czasem jej talent zaczął się objawiać i dopiero z czasem jej nauczyciele dostrzegli potencjał. Z archiwów bez trudu można nadal wyciągnąć jej prace, egzaminy i notatki. Dla większości to zwykłe śmieci, dla mnie bezcenne źródła informacji. Podczas wybierania specjalizacji Lea Be’te’tner wybrała iluzje. Czas pokazał, że nie miała wiele okazji do ich użycia.
Najważniejszą datą jej nauki był rok 384, szesnasty rok jej studiów. Data ta nie jest jakimś wielkim sukcesem naukowym, odkryciem lub doskonałymi wynikami. Nie, w 384 roku III Ery Lea Be’te’tner poznała Amradę Ameril i w wyniku tej znajomości narodziła się Alea Be’te’tner. Amrada Ameril jest materiałem na oddzielną książkę, jednak w historii Czarnej Śmierci pełni najważniejszą rolę, zaraz obok jej ojca i Naryldora Be’te’tnera.
Amrada Ameril jako rówieśniczka Lei, czy raczej już Alei, zaczęła studia wraz z nią. Mimo to, przez szesnaście lat nie poznały się, co może być przykładem odizolowania Alei albo wyniosłości Amrady. Były jak dwie strony monety, Amrada wyniosła otoczona wielbicielami i „służącymi”, najpopularniejsza adeptka ze swojego rocznika, jeśli nie całości akademii. Alea była cicha i zamknięta w swoim świecie. Amrada posiadała wrodzony wielki talent, który szybko się objawił. Alea miała ukryty talent, który dopiero miał się ukazać... Zderzenie się tych dwóch osobowości mogło mieć tylko dwa wyniki - albo wrogość albo przyjaźń. W tym przypadku była to przyjaźń, dzięki której wykreowała się Alea Be’te’tner.
Alea i Amrada wspólnymi siłami przeżyły setki starć z, jak wtedy się mówiło, przerażającą rektor akademii, arcymag Riottą Turuse, a potem ukończyły szkołę. I to z wyróżnieniem. Współpraca obu czarodziejek była dla nich korzystna i pozwoliła rozwinąć się ich zdolnościom mistycznym. Dwa umysły, różne umiejętności i talenty uzupełniały się, tworząc zgrany zespół. Po ukończeniu Akademii, młode czarodziejki nie skończyły edukacji, przechodząc na specjalizacje. Alea wybrała Odrzucanie i Poznanie, a Amrada Wywołania i Poznanie. Ten drugi kierunek był ich wspólnym, wybranym specjalnie po to by móc uczyć się i pracować razem. Po ukończeniu akademii obie, mimo różnych zajęć, studiowały dalej. Tym razem jednak postanowiły pójść na inne kierunki, a po zajęciach wzajemnie douczać się ze swej specjalności. Alea w tym czasie studiowała Bariery i Kryształy. Tak mijały pierwsze lata ich znajomości i zapewne jednocześnie najszczęśliwszy okres życia Alei Be’te’tner.
Smutaśnik Pospolitus

Fabulator



Czarnula! :>
Arshen, dziękuję :)

Odcienie Duszy

Jak ktoś coś chce zapraszam na PW lub GG.
Awatar użytkownika
Pkss
 
Posty: 689
Rejestracja: 21 października 2005, 14:24
Lokalizacja: Piaseczno

Postautor: Pkss » 29 listopada 2011, 16:19

Zakazany owoc
W ciągu pierwszych dziesięcioleci czwartego wieku III Ery Alea i Amrada kontynuowały swoje studia, jednak jednocześnie pracowały już dla dobra państwa i swych rodów. Wbrew obiekcjom Amrady, Alea skończyła specjalizacje Kryształów i dołączyła do zespołu magów opiekujących się kryształami obronnymi Melagan. Amrada w tym czasie dołączyła do kadry magów pracujących przy budowie i ochronie Cytadeli. Mimo dużej ilości zajęć nadal znajdowały czas na wspólne badania i naukę. Okres ten miał jeszcze inne konsekwencje. Zapewne nikt nigdy nie dowie się, która z nich zaczęła temat. Nikt też nie jest w stanie się dowiedzieć kiedy i dlaczego do tego doszło.
Pewne jest że w latach 410-420 Alea i Amrada zaczęły interesować się zakazanymi zaklęciami, a później całością zakazanej sztuki . Nikt nie jest w stanie odtworzyć tego jak doszło do pierwszych badań młodych czarodziejek nad nekromancją. Przez całe lata musiały utrzymywać swoje zainteresowania w tajemnicy. Wyjście na jaw tego typu informacji mogło się skończyć końcem karier, o ile nie gorszymi konsekwencjami. W pewnych archiwach Kadry Magów z tamtego okresu pojawia się kilka wzmianek o podejrzanych zachowaniach obu czarodziejek, szczególnie Amrady. Do zbadania sprawy skierowano wschodzącą gwiazdę sztuk magicznych tamtych czasów - Nestariona. Ten ostatni w 427 roku napisał końcowy raport z dochodzenia w którym dementował plotki.
Dziś wiemy że prawdopodobnie dołączył się do doświadczeń dwójki przyjaciółek albo wręcz kierował ich edukacją. Trudno jest wysnuć jakiś konkretny wniosek, upływ lat, brak świadków i dowodów zasnuwają cały temat cieniem. Ta tajemnica zapewne nigdy nie wyjdzie już na jaw.

Arcymag
Przez blisko pięćdziesiąt lat Alea pracowała nad własną reputacją. Wyrabiała sobie kontakty, wraz z Amradą dołączyła do nurtu politycznego miasta. Dawna niepewność i trema znikły. Zamiast nich Alea wykazywała się kreatywnością i zdrowym rozsądkiem w burzliwym życiu politycznym miasta. Szczytem jej osiągnięć była nominacja na jednego z pięciu Arcymagów Melagan w 477 roku III Ery. Była ona możliwa dzięki kilku korzystnym, z punktu widzenia Czarnej Śmierci, zbiegom okoliczności. Po pierwsze kilkanaście lat wcześniej ukończono budowę wielkie Cytadeli. Większość magów Kadry Magicznej udało się właśnie do niej w celu służby Sojuszowi. Innym było wygaśnięcie mandatu Riotty Turuse jako arcymaga Akademii Magicznej. Jej miejsce zajął inny, bardziej doświadczony członek kadry arcymagów miasta, a nieobsadzoną pozycję zaproponowano Alei. Ta zaś po namowach rodziny i Amrady zgodziła się.
Dzięki swoim wypływom dostała pod swą pieczę wszystkie Kryształy Strażnicze Melagan oraz kierowała pracami kadry magów którzy nimi się opiekowali. Tym samym osiągnęła to, czego od początku pragnęła. Mimo przeciwieństw losu, braku szczęścia w życiu osiągnęła szczyt zawodowych aspiracji, a ponadto zajęła się tym, co najbardziej kochała. Jedynym minusem był fakt niemożności kontynuowania zakazanych studiów wraz z Amradą. Brak czasu, nowe obowiązki oraz odpowiedzialność. Wszystko to dało jej szanse wycofania się z drogi prowadzącej prosto ku zgubie. Jak się okazało było to za mało…

Początek końca
Spokojne dwanaście lat na stanowisku arcymaga minęło jak z bicza strzelił. Był to okres wytężonej pracy w życiu Alei, jednak jednocześnie ogromnej satysfakcji. Powszechnie mówiono w środowisku kadry magicznej, że stanowisko dostało się dobre osobie. Doświadczenie przyszło z czasem, wrodzony talent i umiejętności w szybkim tempie zbudowały jej solidną pozycję na arenie politycznej miasta. Okres ten został przerwany w 489 roku III Ery. Nikt nigdy nie dowiedział się o co poszło, jak i dlaczego. Znanym faktem była jednak sprzeczka, a może bardziej konflikt między Aleą i jej najbliższą przyjaciółką Amradą. Wcześniej najbliższe sobie osoby, prawie rodzina, nagle stały się do siebie wrogo nastawione. Wrogość przeniosła się również na płaszczyznę zawodową. Amrada, a w późniejszym okresie i Alea próbowały różnymi sposobami podkopać pozycje swej oponentki. Z czasem okazało się, że ich prywatny konflikt może mieć też skutki między rodami, Amerilowie zaczęli bardzo naciskać na Be’te’tnerów, aby ci usunęli Alee ze swych szeregów. Co ciekawsze, nagle okazało się że, Amrada miała nawet sojuszników wśród najważniejszych osób w królestwie. Nie trzeba było długo czekać aż ktoś wyciągnął na światło dzienne tajemnicze pochodzenie Alei, ty samym odgrzebując i na nowo rozpalając skandal.
Sytuacja z dnia na dzień była gorsza i mogła by skończyć się nieprzyjemnymi konsekwencjami o ile nie wyzwaniem, gdyby nie o wiele ważniejsze wydarzenie. Tajemnicza śmierć królowej Melagan i bardzo szybki wybór na nowego króla Melagana Iladara spowodował gwałtowny wybuch niepokojów w całym królestwie. Społeczeństwo podzieliło się na frakcje, które zaczęły ze sobą walczyć. Melagan stanęło u progu wojny i nawet gorące przemówienia Nestariona oraz innych głów rodów wzywających do spokoju nic już nie mogły pomóc. Na początku 490 roku III ery na Placu Mówców, centralnym placu Melagan, doszło do pierwszego starcia które rozpoczęło trzyletni okres wojny domowej w Melagan.
Wcześniej liczne frakcje teraz połączyły się w dwie, frakcje królewską oraz separatystów chcących zmian. Cały ród Be’te’tnerów stanął po stronie królewskiej, włącznie z Aleą. Jej dawna przyjaciółka, a obecnie śmiertelny wróg wraz z całym rodem Amerilów stanęła po stronie separatystów.

Wymówienie posłuszeństwa
Dzień po wydarzeniach na Placu Mówców, Król Iladar zażądał złożenia przysięgi wierności od wszystkich swoich sojuszników. W normalnej sytuacji była by to formalność i nikt nie widziałby w tym nic złego. Obecnie został to odebrane jako obraza, czyż nie walczyli za niego? Czy nie byli gotowi poświecić swe majątki, reputacje i życia w obronie korony na jego głowie? Powody były nieważne, król żądał, poddani musieli się dostosować i to zrobili. Tego wieczora kolejno każdy członek rodów szlacheckich podchodził do tronu i z dłonią na Koronie przysięgał wierność panującemu. Mimo powszechnego gniewu wszyscy, którzy znaleźli się po stronie Króla złożyli przysięgę z jednym wyjątkiem. Wszyscy którzy nie chcieli służyć królowi odeszli z Melagan lub dołączyli do Separatystów.
Wyjątkiem była właśnie Alea, która nie przyszła na uroczystość tłumacząc się koniecznością zabezpieczenia kryształów. Mimo to brak jej obecności został zauważony, po czym po nią posłano. Według różnego źródeł oraz opowieści w czasie oczekiwania na jej osobę w Sali toczyła się dyskusja na jej temat i ewentualnych powodów dla których miała by unikać złożenia przysięgi. Niektórzy z obecnych oskarżali ją nawet o zdradę. Mimo to po krótkim oczekiwaniu w sali pojawiła się wraz z posłańcem Alea. Pokłoniła się władcy po czym oświadczyła że nie złoży przysięgi do chwili, aż nowy władca nie zaprowadzi spokoju w królestwie. Mimo dwukrotnie ponawianych żądaniach złożenia przysięgi dwakroć odmówiła po czym wyszła z sali.
Dyskusja jaka rozpoczęła się po jej wyjściu skupiła się na jej osobie. Członkowie obrad podzielili się na chcących natychmiastowej śmierci Alei Be’te’tner, oraz tych którzy chcieli ją od tego uchronić. Nawet jej własny ród podzielił się między chcących jej śmierci i tych którzy chcieli jej bronić. Ostatecznie Alea została pozbawiona tytułu, nazwiska oraz stanowiska.
Ostatnio zmieniony 29 listopada 2011, 16:23 przez Pkss, łącznie zmieniany 1 raz
Smutaśnik Pospolitus

Fabulator



Czarnula! :>
Arshen, dziękuję :)

Odcienie Duszy

Jak ktoś coś chce zapraszam na PW lub GG.
Awatar użytkownika
Pkss
 
Posty: 689
Rejestracja: 21 października 2005, 14:24
Lokalizacja: Piaseczno

Postautor: Pkss » 29 listopada 2011, 16:22

Pewna prywatna Wojna
Mimo pozbawienia jej tytułu oraz wydaleniu z rodu Czarna Śmierć została po stronie frakcji królewskiej. Przez kilka pierwszych dni słuchała rozkazów innych członków Kadry, z czasem wykazując się umiejętnościami niektórzy dowódcy dawali jej indywidualne zadania i siły do tego przeznaczone. Drugiego tygodnia walk podczas szturmu Separatystów na Instytut Alchemiczny Królestwa Melagan, Alea wraz z dwójką innych Królewskich Magów natrafiła na Amradę i jej osobisty oddział. Z tego budynku żywa wyszła tylko ona, jak się potem okazało, Amrada się wyteleportowała.
Mimo różnych sukcesów strategicznych, sytuacja frakcji królewskiej była nie do pozazdroszczenia. Przegrywali główne starcia, przewaga liczebna powoli przechodziła na stronę separatystów. Dopełnieniem niekorzystnych informacji był fakt używania części magów Separatystów Nekromancji. Początkowo były to tylko zaklęcia Magii Śmierci, z czasem jednak pojawiły się pierwsi nieumarli.
Pod koniec pierwszego miesiąca walk pośród frakcji królewskiej pojawiła się plotka, jakoby Alea używała przeciwko nekromantom strony przeciwnej Magii Śmierci. Jak bywa z plotkami i ta bardzo szybko zyskała skrzydła i dotarła do dowództwa. Pojawiło się anonimowe oskarżenie, które jednak z braku dowodów zostało oddalone. Długie miesiące jakie spędziłem w archiwum nad dokumentami z tamtych czasów pozwoliły mi wysnuć wniosek, że to jej własny kuzyn Naryldor złożył to oskarżenie w magistracie.
Walki trwały nadal, w ciągu następnych kilku miesięcy Czarna Śmierć nabrała zwyczaju wypraw w pojedynkę. Szybko pojawiła się, i potwierdziła, plotka jakoby Alea szukała wśród przeciwników Amrady. Ta nie chcąc być gorsza odpowiadała na te wyzwania, miejsca ich starć zawsze były gdzieś na uboczu ale efekty zawsze były widoczne. Zniszczone budynki, pozrywane dachy, pożary, małe trzęsienia ziemi. Wszystko to wyraźnie pokazywało o zaciętości pojedynków. Świadków nigdy nie było, jednak bardzo często magowie obu stron, którzy potem sprawdzali pobojowisko, meldowali o silnej aurze magii śmierci w każdym miejscu ich walk.
Pod koniec roku Alea wykazała się brawurowym atakiem na siły separatystów szturmujących jedną z redut dzielnicy rządowej. Mało tego że dzięki jej interwencji reduta została obroniona, to siły ją oblegające zostały rozbite i przegnane. W nagrodę w pierwszy dzień nowego roku Król Ilidar nagrodził wszystkich walczących, w tym Alee odznaczeniami za odwagę. Ją samą objęła królewska amnestia. Ród Be’te’tnerów ponownie przyjął ją w swe szeregi, a Król osobiście przywrócił ją na stanowisko Arcymaga. Jednak Kadra Królewskich Magów nie zaakceptowała jej ponownie na tym stanowisku ze względu na plotki i oskarżenia o używanie magii śmierci. Król Ilidar nie ponowił żadań przysięgi wierności. Potrzebował każdego możliwego sojusznika.


Drugi rok walk
Jak bywa na większości wojen, podczas których siły są wyrównane, tak i w Wojnie Domowej w Melagan był długi okres impasu, podczas którego żadna ze stron nie mogła zyskać przewagi. Ciągłe walki w różnych częściach walk, nieliczne konfliktu po za granicami miasta oraz w różnych innych metropoliach królestwa. Wojna ciągnęła się miesiącami, tylko po to by ostatecznie wrócić i tak do Melagan i walk o każdy dom i ulicę. W połowie drugiego roku pojawiły się w znacznej liczbie nieumarłe istoty, które raz za razem masakrowały siły obrońców. Do walki z nimi zwykle posyłano odział Arcymag Alei Be’te’tner, którą od kilku miesięcy nazywano Czarną. Mimo że plotki były niepotwierdzone, powszechnie uważano Alee za użytkowniczkę magii śmierci. Nikt nigdy nie był bezpośrednim świadkiem, ale ciała nekromantów separatystów którzy to kierowali nieumarłymi nosiły wyraźne ślady uszkodzeń negatywną energią. Mimo zaklęć ochronnych i kryjących w magicznej aurze Czarnej Śmierci już wtedy co potężniejsi potrafili wyróżnić akcenty zakazanej szkoły.
Można by zapisać kilka tomów poszczególnych walk z udziałem Czarnej Śmierci, ja jednak chcę się skupić na najważniejszych faktach. Jednym z nich jest dokładny i rzeczowy raport Naryldora Be’te’tnera z walk ulicznych w Melagan. Zgodnie z zawartymi w nim informacjami pod koniec drugiego roku walk Alea wraz ze swoim odziałem wpadła w pułapkę zastawioną osobiście przez Amradę Ameril. Siły atakujących były przeważające, mimo to Amrada wcale nie hamując się atakowała magią śmierci raz za razem. Według relacji Naryldora który w tym czasie prowadził natarcie z drugiej strony ulicy prowadząc odsiecz, na widok Alei Amrada zasypała ją i jej odział kulami ognia i na zakończenie rzuciła soniczną fale śmierci zwaną Zawołaniem Banshe. Oddział Alei, już wtedy zmasakrowany w jednej chwili został zdziesiątkowany i nie zdolny do dalszej walki z nielicznymi wyjątkami. Jednym z nich była Alea która to ogarnięta furią pierwszy raz w ciągu tej wojny publicznie odpowiedziała zaklęciami zakazanej szkoły na zaklęcia Amrady. Walka trwała jeszcze chwilę, po czym separatyści uciekli dzięki portalowi Amrady, a zdziesiątkowane siły królewskie przegrupowały się i ruszyły w stronę własnych dzielnic.
Raport Naryldora wyraźnie opisuje zaklęcia Amrady i Alei, jednak co jest dość zaskakujące pierwszy raz bierze w obronę swoją kuzynkę. Argumentuje, że Alea głównie kontrowała zaklęcia magii śmierci rzucane przez Amradę i dopiero na sam koniec odpowiedziała jednym czy dwoma na widok strat jakie Amrada czyniła wśród jej żołnierzy. Ponadto wykazał, że sam nie jest w pełni pewny swych obserwacji, ponieważ po pierwsze był daleko, a po drugie kanonada zaklęć i przeciw zaklęć walczących skutecznie tłumiła wszelkie możliwości dokładnej analizy. Późniejsze dochodzenie również nie wykazało bezsprzecznie winy Czarnej Śmierci, dzięki czemu oficjalne oskarżenie ponownie zostało odrzucone, a sama Alea uniewinniona.
Smutaśnik Pospolitus

Fabulator



Czarnula! :>
Arshen, dziękuję :)

Odcienie Duszy

Jak ktoś coś chce zapraszam na PW lub GG.
Awatar użytkownika
Pkss
 
Posty: 689
Rejestracja: 21 października 2005, 14:24
Lokalizacja: Piaseczno

Postautor: Pkss » 29 listopada 2011, 16:22

Trzeci Rok walk
Kolejne miesiące walk pokazały, że większość Kadry Magów akceptuje Alee i jej poczynania. Jej skuteczność oraz zacięcie podczas walk niejednemu uratowało już życie. Oskarżenia początkowo były sensacyjne, z czasem stały się nudne, a w ostatnich latach wojny powszechnie uważane za niepotrzebne. Mimowolny szacunek, podziw i strach jaki budziła Alea w przeciwnikach wyraźnie pokazywał jak bardzo była potrzebna dla frakcji Królewskiej.
W ostatnich miesiącach walk pojedynki między Amradą i Aleą stały się najbardziej zaciekłymi w całej wojnie. Jednak nie były to już pojedynki w których uczestniczyły wyłącznie dwie czarodziejki. Pod koniec kiedy wojna stała się bardziej okrutna i bezkompromisowa ich pojedynki stały się również publiczne. Najczęściej w chwili gdy jedna z nich usiłowała przełamać front atakując wraz z siłami swej frakcji, druga reagowała na zagrożenie. Do ich pojedynków nawet najpotężniejsi arcymagowie nie chcieli dokładać niczego więcej, argumentując że już wystarczająco dużo energii zostało wyzwolone i w ten sposób minimalizuje się straty. A straty zarówno materialne jak i ludzkie były bardzo duże.
• Incydent Czarnej Nocy
W ostatnim tygodniu walk dochodzi do tak zwanego Incydentu Czarnej Nocy. Nikt do końca nie wie co się stało, ani kto jest za to odpowiedzialny. Faktem jest że olbrzymia ofensywa Separatystów z użyciem ogromnych sił nieumartych przełamała siły frakcji królewskiej. Armia lojalistów poszła w rozsypkę, Separatyści tryumfowali. Wtedy właśnie doszło do najpotężniejszego w znanej historii odsłonięcia magii na Lodor, porównywalnego dopiero z wojnami z Cytadelą i Nekronem.
Około godziny drugiej w nocy, gdy na niebie błyszczały tysiące gwiazd a pod nimi elfy toczyły walkę z elfami i nieumartymi nagle w powietrzu dało się wyczuć zmianę. Gdy walczący zamarli i zaczęli się rozglądać całe Melagan utonęło w mroku, gwiazdy zamarły, naturalne i magiczne źródła światła przestały nim emanować. Całe miasto zamarło dokładnie na pięć minut. W tym czasie w sercach wszystkich walczących, niezależnie od frakcji zrodził się przeraźliwy strach. Wielu walczących właśnie w jego wyniku zmarło. Zawały serca, samobójstwa były powszechne i liczne. Po ustąpieniu nienaturalnej ciemności strach ustąpił, jednak obie armie żywych były rozbite, przetrzebione i całkowicie zdemoralizowane. A po ulicach Melagan walały się tysiące rozkładających się ciał, oraz szczątków kości, które jeszcze kilka minut temu były armią nieumartych szturmujących miasto.
Te wydarzenie było ostatecznym akcentem tego dnia, wszyscy walczący rozeszli się i aż do późnego popołudnia miasto stało się ciche i spokojne. Szok był powszechny, brak zrozumienia jeszcze częstszy. W ciągu następnych dni walki były nieliczne i słabe. Pięć dni później zawarto zawieszenie broni które zakończyło trzyletnią wojnę domową. Incydent Czarnej Nocy stał się symbolem oraz wielką tajemnicą. Powszechnie mówi się że była to interwencja bogów lub grupy potężnych magów chcących powstrzymać szaleństwo wojny. Prawdę znało bardzo niewiele osób, głównie ci którzy mieli dostęp oraz wiedze o Kryształach Obronnych miasta. Informacja ta jest pewna i pochodzi z kilku źródeł. Mogła by się wydawać nie ważna i tak też potraktowano ją w tamtych czasach. Kryształy obronne Melagan były kompletnie rozładowane i stało się to dokładnie w chwili Incydentu Czarnej Nocy.

Śmierć
Wojna miała się ku końcowi, incydent Czarnej Nocy zebrał spore żniwo, a wspomnienie o nim budziło przerażenie w wielu elfich sercach. Jedną z ofiar tej nocy była również Alea Be’te’tner. Nie wiadomo jak doszło do jej zranienia, nikt nie ma pojęcia gdzie sę znajdowała w chwili incydentu i co robiła. Mowiło się o kolejnym pojedynku z Amradą. Faktem jest że Czarna Śmierć była trzykrotnie ranna, i conajmiej dwie z tych ran mogły okazać się śmiertelne. Rany klatki piersiowej oraz głowy zostały zaleczone magicznie. Rana uda zadana bronią nieumarłych została opatrzona i zostawiona do naturalnego zaleczenia. Nie stanowiła zagrożenia życia. Opiekę nad polowym szpitalem pełniła wtedy Arcymag Riotta Turuse.
Nikt nigdy nie dociekał w jaki sposób niegroźna rana mogła zabić arcymaga tej klasy to Alea Be’te’tner. Nie przeprowadzono oficjalnego śledztwa, jedynie Riotta zmuszona była napisać raport dotyczących tego zajścia. 18 dni po Incydencie Czarnej Nocy, 12 dni po zawarciu rozejmu, Alea ‘Czarna” Be’te’tner umiera w polowym szpitalu z powodu poniesionych ran. Jej ciało, jak każdego zmarłego zostało spalone z obawy przed zarazą. Oficjalny pogrzeb odbył się tydzień później, podczas którego rozsypano jej prochy i oddano duszę bogom. Pogrzeb zgromadził liczne rzesze z frakcji zrywno królewskiej jak i separatystycznej. Niektórzy żegnali przyjaciela, inni godnego wroga. Podczas przemowy jeden z żałobników pierwszy raz użył określenia jakim do teraz określa się tą postać . Czarna Śmierć z Melagan.

Po śmierci
Alea Be’te’tner w ciągu kilku następnych lat przeszła do legendy. Nie była to jednak legenda, której można by pozazdrościć. Obarczono ją bowiem odpowiedzialnością za bardzo wiele rzeczy. Między innymi za wybuch wojny, za jej eskalację. Po jej śmierci, gdy nikt nie chciał już jej bronić, powszechnie mówiono o jej wadach, jej pochodzeniu oraz praktykach i zwyczajach. Wprost oskarżono ją o używanie Magii Śmierci oraz wzywanie nieumarłych. Jej imię stało się przekleństwem, a z czasem postrachem dla małych dzieci. Wszystkie dobre dokonania, sukcesy i osiągnięcia zostały pomniejszone.
Z czasem przypisano jej wiele rzeczy które z czystego zdrowego rozsądku wydawały się absurdalne. Powszechnie mówiono o tym że sprowadziła Nestariona na złą stronę, a potem służyła mu pod imieniem Akyrena. Mówi się o tym, że to ona zamordowała starą królową doprowadzając do wojny domowej. Uważa się że jest odpowiedzialna za konflikt w Kabard, upadek Cytadeli. Przez wiele lat wracała i będzie wracać w opowieściach.
W ciągu tych lat tylko jedna osoba próbowała negować niektóre z tych opowieści. Nie było to może oczyszczanie imienia Czarnej Śmierci, ale przynajmniej próby obrony. Jedyną osobą która usiłowała naprawić krzywdy wyrządzone zmarłej był Naryldor Be’te’tner. Osoba która przez tak wiele lat była wrogiem i głównym prowodyrem do oskarżeń, nagonki i licznych śledztw swojej własnej kuzynki.
Była przyjaciółka Alei, Amrada Ameril nigdy nie wypowiadała się na temat jej śmierci. Kilka razy wyprowadzona z równowagi, kazała kronikarzom zostawić ten temat dla ich własnego dobra.

Podsumowanie
Starałem się zabrać najważniejsze fakty z życia Lei, Alei Be’te’tner i przedstawić je w formie przejrzystej i obiektywnej. Nie bronię jej oraz jej czynów, ale też nie oskarżam. To zostawiam czytelnikowi. Jako autor mam jednak prawo do zadawania pytań i oczekiwania odpowiedzi, choćby w duchu.
Czy słynna Czarna Śmierć była tą osobą, o której wszyscy mówili? Czy znali ją? Czy mają prawo do oskarżeń i opluwania jej imienia za każdym razem, kiedyś ktoś użyje określenia „Czarna Śmierć”? Po pięciu latach analizy jej życia, zapoznaniu się z dziesiątkami tysięcy dokumentów oraz relacji ustnej jak i pisemnej uważam, że mało kto ma do tego prawo. Mam nadzieję, że po lekturze tej biografii przynajmniej cześć z czytelników zada sobie podobne pytania. I odpowie na nie sobie uczciwie i obiektywnie.

Isendur Maf’er .Rok 671 Faraldor.
Smutaśnik Pospolitus

Fabulator



Czarnula! :>
Arshen, dziękuję :)

Odcienie Duszy

Jak ktoś coś chce zapraszam na PW lub GG.
Awatar użytkownika
Pkss
 
Posty: 689
Rejestracja: 21 października 2005, 14:24
Lokalizacja: Piaseczno

Postautor: Pkss » 29 listopada 2011, 16:28

Większość tego co tu opisałem jest związana ze starymi tekstami typu Dzieje Nekrona itd.
Sporo uzupełniających informacji znajduje się również tutaj :

Amrada Ameril

Trochę z innej perspektywy. ;)
Oczywiście to co dałem dotyczy przeszłości mojej postaci. Jeśli nadal będą chętni na czytanie reszty po tym jak to jedna osoba nazwała "spamie" :P to przeredaguję również dzieje obecne.
Smutaśnik Pospolitus

Fabulator



Czarnula! :>
Arshen, dziękuję :)

Odcienie Duszy

Jak ktoś coś chce zapraszam na PW lub GG.
Awatar użytkownika
Pkss
 
Posty: 689
Rejestracja: 21 października 2005, 14:24
Lokalizacja: Piaseczno

Postautor: Pkss » 02 grudnia 2011, 15:31

Odcienie Duszy

*Notatnik oprawiony w brązową skórę. Bez ozdób, inicjałów. Nie przyciąga oczu, jest zakurzony i porzucony przed laty. Pierwsze strony są puste, jednak gdzieś w jednej trzeciej pojawiają się zapisane karty. Pismo równe, litery malutkie, charakter zapisków zmienia się raz za razem tworząc dość chaotyczną strukturę*


Po cholerę to piszę? Po co tracę czas oraz nerwy? Nie wiem i może dobrze. No dobrze, zacznijmy w końcu zanim stwierdzę że kompletnie oszalałam.
Nazywam się Alea Be’te’tner, tyle jestem pewna w całej pewności. Urodziłam się dawno… bardzo dawno temu. Według wszelkich prawideł powinnam być martwa. Umarłam, spalono moje ciało a prochy rozrzucono na wietrze. Jestem martwa dla prawie wszystkich. Tylko… dlaczego trzymam to pióro, dlaczego skreślam kolejne słowa w bezsensownej formie zaprzeczenia temu co wszyscy mi mówią?
Alea Be’te’tner nie żyje, zmarła w wyniku zakażenia rany w 11 Sierpnia 493 roku w Melagan. Alea nie żyje, i bardzo dobrze.
Jestem Alea, wróciłam, mam nadzieję że się cieszycie.


Czy znacie uczucie jakim jest pierwszy oddech po dłuższym jego braku? Kiedy bolą was płuca, kiedy w umyśle pojawia panika. Nie myślisz, nie prowadzisz dialogu sam ze sobą. Chcesz tylko jednego, chcesz powietrza. I bierzesz oddech nie zależnie od tego czy jesteś jeszcze pod wodą, czy już na powierzchni. Bierzesz go i toniesz… albo żyjesz dalej.
Mniej więcej tak się czułam w chwili gdy pierwszy raz od pięciuset lat zaczerpnęłam oddech w swoim własnym w pełni materialnym ciele. Czułam ból, byłam przerażona i kompletnie rozkojarzona. Mój pierwszy oddech. Po chwili błogosławiona ulga, po pierwszym drugi oddech, a potem następne. W nieprzerwanym ciągu które znamy jako życie, i który zakończy dopiero śmierć.
Jednak by wrócić do życia nie można tylko oddychać. Oddychanie jest imperatywem, jest koniecznością która zmusza nas do egzystowania. Życie zaś jest odczuwaniem, zbieraniem informacji i reagowaniem na nie. Informacje te zbieramy przez zmysły na które składają się takie rzeczy jak wzrok, słuch, smak, węch i dotyk.
Pierwszy i najbardziej oczywisty zmysł nas wszystkich to wzrok. Otworzyłam więc oczy i przekonałam się że nic nie widzę. Kolejny raz pojawia się panika. Dopiero przez nią przebija się spokojny, miły dla ucha głos kobiety. Zmysł słuchu…
- Jesteś bezpieczna, wśród przyjaciół. Nie bój się, odpoczywaj. Wszystko wróci z czasem.
Kiedy ktoś nas rani chwytamy się wszystkiego co mogło by nam pomóc, nas uratować. Kiedy nas ranią walczymy, poddanie się oznacza śmierć. Tak więc chwyciłam się tego głosu, pierwszego normalnego głosu który nie chciał ode mnie niczego innego po za zaufaniem. Jak tonący chwyta się deski.


Dwa tygodnie minęły chociaż trwało to co najmniej tyle samo co moje uwiezienie w krysztale. Wróciły wszystkie zmysły, wróciła jasność umysłu. Żyłam, chociaż byłam słaba jak nowo narodzone dziecko. I prawdopodobnie tak właśnie było. Studnie Dusz nigdy nie były delikatne, pozwalały wrócić, oddawały cie jak nowego. Moje ciało było takie jakie zapamiętałam, jednak było nowe. Miało stare blizny jednak było nowe. Stare ciało które Źródło mogło by naprawić, zostało spalone pięćset lat temu.
Są chwile kiedy chcemy zaprzeczyć wszystkiemu co słyszymy. Umysł odruchowo odrzuca fakty które są niemożliwe, które nie mogły mieć miejsca. Jak wytłumaczyć komuś że został zabity pięć wieków wcześniej, że większość osób których znaliśmy nieżywą, twój stary świat już nie istnieje. Moja opiekunka wybrała metodę młotka. Raz, a mocno. Otrząśnie się albo nie… Życie wielokrotnie kopało mnie w tyłek, czasami nawet kilkakrotnie jednego dnia. Teraz jednak dostałam jeden potężny kopniak mający mnie wrzucić do nurtu historii na nowo. Czy byłam na to gotowa? Nie, jednak świadomość tego że świat też nie był gotowy na mnie bardzo pomagał mi przezwyciężyć chwilową nie moc. Wróciłam na dobre i na złe, i chociaż chwilowo jestem słaba jak pięciodniowy kociak to z czasem odzyskam siły.


Nazywała się Ilsaera Be’te’tner. Moja opiekunka, moja wybawicielka. Uwolniła mnie z Kamienia Dusz co samo w sobie było już osiągnięciem. Jak go zdobyła? Służyłam Demonom, moja dusza była ich - dlaczego ze mnie zrezygnowali? Stałam się nieprzydatna?
Ilsaera prosiła żeby mówić jej Ilsa, tak jak nazywają ją wszyscy. Jest otwarta, miła, potrafi współczuć ale również i kopać raz za razem kiedy się staczałam. Dała mi życie, podtrzymała je, jednak nie mogła dać mi powodów do jego kontynuowania. Któregoś dnia sprowadziła mężczyznę, podstarzałego elfa w którego oczach widziałam rezerwę? Strach, może nienawiść? Przedstawił się powodując napływ wspomnień których nie chciałam.
- Jestem Naryldor Be’te’tner. Znaliśmy się… wiele, wiele lat temu. Być może mnie pamiętasz Pani.
- Ja… pamiętam cie Naryldorze. Pamiętam i cieszę się że cie widzę.
- Widzę że wracasz do sił. To dobrze, zostawię was teraz. Gdybyś czegoś potrzebowała powiedz Ilsie. Miłego dnia.
- Tak, miłego…
Krótka wymiana zdań, zdawkowe pytania, sztuczne suche uprzejmości. Dlaczego odszedł? Dlaczego uciekł? Czy pięćset lat jakie upłynęły od ostatniej rozmowy nie powinny zatrzeć dawnych animozji, pretensji? Pamiętam go chociaż zapomniałam tak wiele innych rzeczy.


Mówiono że poznawanie to sama radość. Dlaczego więc mi sprawia tak wiele cierpienia? Przez pierwsze miesiące jedynymi rozmówcami jakich miałam była Ilsa, jej matka i Naryldor. Z tej trojki tylko Ilsa była otwarta, tylko ona zadawała się czerpać przyjemność z spędzaniem czasu z moją osobą. Początkowo posługiwałam się językiem który znałam, tym który używałam w Melagan. Jakim szokiem był fakt że teraz ten język nazywany jest Starożytnym Elfim, i posługuje się nim bardzo niewielu elfów starszej daty o młodszych nie wspominając. Ilsa była wyjątkiem, podejrzewam że właśnie możliwość używania tego martwego języka była największą zachęta do spędzania zemną czasu.
Nauka obecnego elfiego była szybka ale nie bezproblemowa. W końcu gdy byłam gotowa wyjść na świat okazało się że nie mam odwagi. Jak mnie przyjmą, czy mnie pamiętają? Czy będą odtwarzać zdarzenia sprzed kilku wieków?
Moje obawy były przedwczesne. Faraldor, stolica obecnego królestwa Elfów było ludnym dużym miastem. Miastem gdzie żyją tysiące moich rodaków i żaden z nich nawet nie zwrócił uwagi na Elfkę ukrytą pod płaszczem i powoli zwiedzającą miasto. Po kilku godzinach wróciłam do punktu wyjścia. Kolejne tygodnie spędziłam na poznawaniu historii elfów od czasu mojej „śmierci”. Upadek Nestariona, śmierć Amrady. Zniszczenie Cytadeli, wojny z drowami i nieumarłymi o krasnoludach nie wspominając. Wiele mnie ominęło.
Właśnie w czasie tych sesji z Ilsaerą doszłam do wniosku że spora cześć mojej pamięci gdzieś uleciała. Do Kamienia Dusz mogłam trafić tylko w przypadku zabójstwa i rytuału. Ktoś musiał tego dokonać. Amrada? Być może…
Wiele rzeczy nie wiedziałam, wiele rzeczy zapomniałam. Jednak z czasem wszystko miało wrócić, tak jak zaczęła do mnie wracać magia.
Smutaśnik Pospolitus

Fabulator



Czarnula! :>
Arshen, dziękuję :)

Odcienie Duszy

Jak ktoś coś chce zapraszam na PW lub GG.
Awatar użytkownika
Pkss
 
Posty: 689
Rejestracja: 21 października 2005, 14:24
Lokalizacja: Piaseczno

Postautor: Pkss » 02 grudnia 2011, 15:32


W czwartym miesiącu mojego nowego życia Ilsaera przyniosła do mojego pokoju swoją księgę magii. Już wcześniej nabrała zwyczaju towarzyszenia mi w czasie nauki i lektury. Wcześniej przynosiła głównie dokumenty z rady Siedmiu nad którymi potrafiła siedzieć całe godziny i ani razu nie ziewnąć. Księga Magii była czymś nowym, czymś nieoczekiwanym. Z ciekawością spojrzałam jej przez ramię i dopiero po chwili zorientowała się co robię. Jakież było moje zdziwienie kiedy trzasnęła się w czoło.
- O rany ależ ja jestem głupia! Alea, czy rozumiesz coś z tego? *wskazując na swoją księgę*
- Nie sadzę, chociaż… czy to nie zaklęcie IX Kręgu, moja Pani? Miałam kiedyś podobne runy w swojej księdze.
- Nie nazywaj mnie tak po pierwsze, a po drugie to całkiem zapomniałam kim byłaś za życia. Księga którą widzisz z pewnością nie zrobi na tobie wrażenia. Jestem tylko jedną z wielu czarodziejek w Faraldor, z pewnością nikim potężnym.
- Być może moja Pani, jednak nadal masz tutaj ciekawe pozycje. Na przykład to, dziewiąty krąg. To nie byle co.
- Hm… zgadza się jednak nadal to zwykłe zaklęcia dostępne dla każdego.
- A te Receptury alchemiczne? *powoli kartkowałam jej księgę przeglądając staranie spisane zapiski, formuły, inkantacje* To nie byle co, proszę bardzo. Wezwanie Półsmoka, Trucizna Smoczej Żółci. Jestem pod wrażeniem moja Pani.
- Naprawdę? Chyba nie mówisz poważnie…. Mówisz? No jeśli tak to w porządku. Zaczekaj chwilę!
Wróciła po dwudziestu minutach niosąc prostą księgę adepta z najprostszymi zapiskami.
- Od niej zaczynałam w pierwszych latach nauki. Myślę że powinnaś przypomnieć sobie podstawy, no i poznać trochę naszej magii. Zapewne sporo się zmieniło.
- Zgadza się moja Pani. To są suche formuły… ostateczne formy zaklęć. Kiedyś byliśmy znacznie bardziej elastyczni… magiczny pocisk nie musi być tylko magicznym pociskiem. Być może kiedyś ci pokażę.
- Fantastycznie! Nie mogę się doczekać Aleo. Naprawdę!
- Jeszcze zobaczymy. Dziękuję za księgę, oddam jak najprędzej. Jeśli mogę cię prosić, zorganizuj mi całkiem nową. Jak sama powiedziałaś, powinnam zacząć od nowa.


- Mineło pół roku Aleo! Już czas! Musisz się ujawnić, powiedzieć wszystkim że żyjesz!
- Nie, nie mogę Ilsa, przykro mi ale nie jestem gotowa. Być może nigdy nie będę!
-Musisz, nie jesteś anonimowa. Jesteś legendą!
-Legendą? Mówisz poważnie? Jestem Legendą. Jestem Czarną Śmiercią z Melagan! Nekromantką, złą podstępną, kłamliwą i zdradziecką suką . Nie godną niczego innego jak pogardą z nutką strachu. Nazywają mnie Czarną Śmiercią! Nawet tej dureń Naryldor patrzy na mnie jak bym była cholerną mantikorą mającą zatopić żądło w twoim gardle! Nie Moja Pani. Nie mogę, nie chcę, i prawdopodobnie nigdy tego nie zrobię.
- Przejdzie im! Zobaczysz!
-Nie, dla własnego dobra, a w szczególności twojego dobra nigdy nie zdradzę mojego imienia. Czy naprawdę mało ci kłopotów? To co ten dureń… jak mu tam?
-Anunthil…
- Tak, właśnie on. To co on robi już kiedyś widziałam. Jak go niepowstrzymanie doprowadzi do Wojny Domowej.
- Nic takiego się nie stanie… Namiestnik Sequel ma go na oku. Po za tym nikt go nie poprze.
- I tu się mylisz moja droga *położyłam jej dłonie na ramionach i spojrzałam głęboko w oczy*. Widziałam to już, widziałam takie zbiegowiska. Słyszałam takie hasła jakie wygłasza on i jego poplecznicy. Są piękne, brzmią dumnie, działają na wyobraźnie. Nawet na moją. Kto by nie chciał silniejszego państwa, władzy nad Lodor, posłuchu na świcie? No kto?
- Ja! My! Nie potrzebujemy tego… Nie je….
- Ależ jesteśmy Moja Pani. Jesteśmy wszyscy tacy sami, i do czasu aż będą tacy jak on, osobnicy chcących wykorzystać nasze uśpione aspiracje, do tego czasu Faraldor nie będzie bezpieczne.
- *Po chwili ciszy* Przemyślę to co powiedziałaś, jednak ja nie mówiłam o tym. Powinnaś dać znać że żyjesz. Nie możesz być cały czas samotna.
- A pomyślałaś o tym że może ja chcę być samotna? Mam wiele do przemyślenia Moja Pani, wiele do NAPRAWIENIA. Nie dolewa się oliwy do ognia, w szczególnie jeśli ten ogień płonie tuż nad beczkami pełnych gnomiego prochu.
- Więc co zrobisz? Wstyd mi to mówić ale Naryldor wspominał że już zbyt długo jesteś w jednym miejscu.
- Poważnie? Cóż, pierwszy raz od dłuższego czasu się z nim zgadzam. Czas bym się ruszyła, czas bym obejrzała kilka miejsc, odwiedziła stare pomniki i relikty przeszłości. Odchodzę z Faraldor. Będę się pojawiać, ale nie często.
- Mówił że to powiesz. Prosił też żebym ci tego nie broniła, wiec tego nie zrobię. Czy wiesz gdzie są Klify Prael? *kiwnęłam twierdząco głową* Tam znajdziesz sporo półek skalnych. Na jednej z nich jest nasza pozamiejska siedziba rodowa. Zwykle tam nikogo nie ma, czasem matka ze swoim odziałem zatrzymuje się tam na kilka nocy. Będziesz tam bezpieczna, o to klucz. W gabinecie pod dywanem jest klapa. Znajdziesz tam coś co cie zainteresuje.
Smutaśnik Pospolitus

Fabulator



Czarnula! :>
Arshen, dziękuję :)

Odcienie Duszy

Jak ktoś coś chce zapraszam na PW lub GG.
Awatar użytkownika
Pkss
 
Posty: 689
Rejestracja: 21 października 2005, 14:24
Lokalizacja: Piaseczno

Postautor: Pkss » 02 grudnia 2011, 15:32


Lodor było inne niż zapamiętałam. Kiedyś była to duża wyspa gdzie wszędzie były miasta i osady należące do sojuszu. Dziś po za Królestwem Faraldor wyspa wydawała się jakaś… wyludniona. Bez duszy. Nie zbliżałam się do ziem krasnoludów bo to mogło by się źle skończyć dla mojego nowego ciała. Mimo to po wyjściu za ostatnie linie patroli wojsk Faraldor okazało się że jestem na jakiś wielkim pustkowiu. Kilku podróżnych skierowało mnie do dawnej Puszczy Daklora gdzie podobno jest zajazd. Po dotarciu na miejsce przekonałam się że to straszydło zwane Cytadelą nadal stoi… Niech się w grobach przewrócą wszyscy głupcy którzy stworzyli to cholerne upiorne zwaliste gmaszysko. Wisi nad wyspą jak sęp, a z opowieści wynika że już nie raz rzuciło się na padlinę.
Nie zwlekając wyniosłam się z jej okolic w cholerę. Wszystkie złe wspomnienia jej dotyczące ożyły. Cześć z nich była niekompletna, ale do tego zdołałam się już przyzwyczaić. Dalsza podróż po za upartymi jaszczurami, które notabene niespecjalnie były zadowolone z mojej odmownej kuli ognia na dobranoc, była spokojna. Odnalezienie właściwego klifu również nie było zbyt trudne dzięki zaklęciu lokalizacyjnemu jakie dostałam od Ilsy. Dworek był nieduży, ale porządny. Przypominał trochę wieżę jakich kiedyś na całym Lodor było dużo. Wieża Strażnica Sojuszu. Klapa i piwnica pod wieżą odnalazła się w kilka minut poczym stanęłam w niedużym pomieszczeniu.
Na jego środku zaś stał kryształ… Rubin Strażniczy, serce Wieży Strażniczej. Wyraźnie czułam sondujące mnie impulsy kryształu. Widziałam również skazę, długie pękniecie prowadzące z samego czubka rubinu aż do podstawy. Mimo to kryształ działał i był stabilny, uszkodzenie musiało nie sięgnąć jądra. Rubin witał mnie jak dawno niewidzianego przyjaciela, fakt że nigdy nie miałam z nim nic wspólnego nie zmieniał faktu że rubin mnie zaakceptował. Co za tym idzie mogłam go użyć. Długie godziny jakie spędziłam z Rubinem w tej piwnicy były jednymi z najlepszych od czasu mego przebudzenia. Poznałam jego historię, poznałam historie Lodor z jego punktu widzenia. Uszkodzenie w jednej z bitew o Aldur spowodowało jego dezaktywacje. Dopiero Ilsaera z matką go odnalazły i dzięki testom zdołały najpierw uaktywnić , a następnie również ustabilizować.
Odnalezienie Rubinu oraz zdecydowane odludzie na jakim się znajdowałam był dla mnie idealny. To miejsce idealnie nadawało się do założenia bazy wypadowej. Czas najwyższy zacząć snucie pajęczyny na Lodor. Czas wrócić do gry.


- Cześć! Jestem Eliza !
- Eee… no… cześć?
- Kim jesteś? Wcześniej cie nie widziałam w Aldur .
- Hm, jestem przejazdem. Jestem Czarna.
- Miło cie poznać Czarna. Przejazdem? Do Faraldor idziesz?
- Zgadza się. Czemu pytasz?
- Doskonale! Pójdziesz z nami. Razem bezpieczniej no i milej ha! Pójdziesz prawda? Lord nie będzie miał nic przeciwko!
- Lord?
- No tak, Lord Vernitz Shari’tt. Przybyliśmy na Lodor z dalekiego Kentaru. Konkretnie z Nortlandu… zimno tam jeszcze bardziej niż tu. A teraz Lord Vernitz udaje się objąć rodową posiadłość na Lodor. Zwie się bodajże Aritel.
- Ah, no tak. Zgadza się.
- Ha! Więc wiesz gdzie to jest? Cudnie! To mało tego że dotrzymasz nam towarzystwa to może jeszcze ewentualnie nie pozwolisz nam się zgubić na tej dziwnej wyspie! Jestem sekretarką Lorda.
- Sekretarką? Dziwna funkcja… znaczy że co robisz?
- No… nie wiesz co to sekretarka? *kobieta w czerwionej wyzywającej kiecce rozejrzała się po tawernie Hiltop* nikt z was nie wie? O rany… Sekretarka zajmuje się rożnymi rzeczami w celu ułatwienia życia swemu pracodawcy oczywiście!
- Ah, no tak… twoja kreacja Pani może niektórych wprowadzić w błąd. Szczególnie w Aldur…
- Oj tam, oj tam!


Speluna, wyjątkowo zły nastrój. Butelki wina walające się po stole i pod nim. Przy stole kilka osób popija wino z pucharków lub gwinta. Podchodzi kolejny mężczyzna.
- Ej Czarna!
-Czego?
- Idziesz do Cytadeli? Tym razem lepiej nam pójdzie no i może odzyskamy moje złoto!
- Zmiataj…
- No nie bądź taka… mówiłem że jak krzyczę „UCIEEEEEEKAAAAAĆĆĆĆ” to macie uciekać!
- Przed pokurczem dwa razy szybszym od każdego z nas, z dwoma sztyletami w łapach, i jakby tego było mało w liczbie trzech?!
- No… ten, wiesz… Bo powinniście szybciej uciekać!
- Zmiataj durniu jeden zanim zrobię z ciebie stojak na płaszczyk!
- Dobra już dobra….
*Delikwent odszedł. Przy stole atmosfera cały czas mrukliwa. W końcu elf w doskonałych szatach przypominających trochę garnitur wstaje i opiera się na swoim kosturze*
- To złoto tam leży, a ponadto nie ma już durniów przez których moglibyśmy zginąć.
- Zgadza się *Wszyscy przy stole się ożywili*
-Więc plan jest taki….
Smutaśnik Pospolitus

Fabulator



Czarnula! :>
Arshen, dziękuję :)

Odcienie Duszy

Jak ktoś coś chce zapraszam na PW lub GG.
Awatar użytkownika
Pkss
 
Posty: 689
Rejestracja: 21 października 2005, 14:24
Lokalizacja: Piaseczno

Postautor: Pkss » 02 grudnia 2011, 15:32


Aritel, spore jak na kilka lat istnienia, miasteczko położone u podnóża stoków gór Vegnar, konkretnie w lesie Glowian. Miasteczko całkowicie zwykłe, w typowym ludzkim stylu. Nie duże mury obronne bardziej przypominające palisadę, nieliczne straże i kilkuset mieszkańców. Najbardziej wyróżniające się miejsca to zamek Vernitza bardziej przypominający dworek, oraz tawerna Czerwonego Smoka. Zastanawiałam się czy świadomość mieszkania pod jedną z większych nekropoli Lodor nie psuje snu mieszkańcom. Po namyśle doszłam do wniosku że z pewnością nie mają o tym pojęcia, co za tym idzie śpią jak niemowlaki.
Nie sądziłam że polubię to miejsce, jednak brak gwaru, typowy handlowy charakter i kompletny brak pytań ze strony mieszkańców zdecydowanie mi się podoba. No i słowo Vernitza jest tu prawem. Chyba jestem bezpieczna. Nad miastem, a nawet nad Klifami Upadłych znajduje się ogromna półka skalna w której to budowniczowie przez ostatnie kilkanaście lat ryli tunele. Obecnie mają już nawet swoją nazwę, twierdza Vallendar. Z zewnątrz nie robi wrażenia, zwykła góra. Wewnątrz widać jednak ogrom prac i sił jaki włożono w to dzieło. Myślę że nawet krasnoludy nie miały by wiele zarzutów jeśli chodzi o te kamienne komory wewnątrz góry.
Od kilku miesięcy to moja obecna siedziba, korzystanie z uprzejmości Vernitza chyba weszło mi w krew. Zresztą… sam mnie zaprosił, czym ja się gryzę? Pomogłam mu w stworzeniu zaklęć strażniczych i run obronnych dla twierdzy. Tak więc za swa obecność zapłaciłam.
Dzięki ostatnim miesiącom spędzonych z tą barwną grupą miałam okazję odwiedzić większą cześć Lodor nie bacząc na grożące mi niebezpieczeństwa. Nadal nie odzyskałam pełnych zdolności i nie wiem czy kiedyś to jeszcze będzie możliwe. Jednak Vernitz i jego towarzysze są dość dobrymi towarzyszami. Zwiedziłam więc to straszydło zwane Cytadelą od piwnicy aż po dach a nawet wyżej. Podmrok, wulkan Daklora i jego podziemia. Melagan, twierdze Pustynną. Ostatnio wycieczka na niedużą wysepkę Elkalię dała mi jeszcze więcej tematów do przemyśleń.
Jednak to nie podróże zaprzątają mi głowę a dwie sprawy. Pierwsza to nie jaka Ellis Turuse która stwierdziła że mnie pamięta i chętnie porozmawia o dawnych czasach. Wydawała mi się znajoma i tajemnicza… nie ufam jej, ale z drugiej strony czy ja ufam komukolwiek? Może powinnam się z nią spotkać.
Drugą sprawa było niepokojące spotkanie z niejakim Norentisem von Seril. Kolejny mag który twierdzi że mnie zna, a nawet lepiej. Że mnie pamięta! Bardzo niepokojące, wyglądał na człowieka a od czasów Melagan minęło pięć stuleci. Ponadto nazwał mnie Czarną Nocą. O co mu chodziło? Co to znaczy? Czego nie pamiętam i dlaczego patrzył się na mnie w tak dziwny sposób?
Czy ja się prosiłam o odnawianie jakiś cholernych tajemniczych znajomości? Bogowie…


Zdrada. Słowo to najlepiej opisuje co w tej chwili czuje. Zostałam zdradzona. Ellis Turus naprawdę okazała się Riottą Turuse, arcymagiem Melagan z mojego dawnego życia. Pamięć wracała powoli ale ona sama była na tyle uprzejma by wyjaśnić mi niektóre rzeczy w trakcie przygotowań do kolejnego uwięzienia mojej osoby. Zaufałam jej w Melagan, była osobą która siedziała zemnę w szpitalu tuż przed końcem wojny. Ufałam jej… a ona wbiła mi sztylet w serce, następnie uwięziła moja dusze w Kamieniu Dusz i sprzedała ją Demonom. Za co? Za młodość!
Suka pożałuje że się urodziła. Chwilowo mi uciekła i gdzieś się przyczaiła ale jestem pewna że jeszcze ją dopadnę. Jeśli celem życia może być zemsta to lubię takie życie. Zabiła mnie, sprzedała mnie… niech nie oczekuje niczego mniej z mojej strony.


Vernitz namówił mnie do prób walki z amnezją. Ostatnie kilka dni spędziłam na odnawianiu zapomnianych fragmentów mojej przeszłości. Wydaje się to takie proste, zdobyć kilka informacji, odpowiedni przygotować zaklęcie, rzucić wizję i popłynąć z nurtem dawno zapomnianej historii. W praktyce nie miałam pojęcia że może to być aż tak bolesne.
Fakty związane z Amradą były dziwnie zakryte tajemnicą przez którą nie mogłam się przebić. Być może czasem się uda jednak wygląda to na jakaś formę blokady. Dużo łatwiej poszło z najstarszą historią. I właśnie ona przysporzyła mi najwięcej bólu od czasu Przebudzenia. Naryldor zawsze był chłodny i pełny rezerwy w stosunkach zemną. Był jednak kuzynem, i zwykle mimo dzielących nas różnic szanowałam go za osiągnięcia. Jednak w życiu nie spodziewałam się że może być kimś znacznie bliższym niż kuzynem. Fragment przeszłości w której ojciec Naryldor Cevidial rozmawia na mój temat z tym ostatnim był dla mnie szokiem. Nigdy nie miałam okazji poznać swojego ojca, a teraz w nagły i kompletnie niespodziewany sposób dowiedziałam się że znałam go przez całe lata. Żyłam pod jego dachem, pracowałam z nim, uczyłam się od niego. Był głową rodu, ojcem najjaśniejszej gwiazdy Be’te’tnerów od kilkuset lat. Cevidial Be’te’tner był moim ojcem a Naryldor bratem.
Konsekwencje tego rodzaju wiedzy kiedyś były by duże i zapewne skończyło by się to źle. Teraz, po kilkuset latach nie ma to już wielkiego znaczenia. Widok twarzy Naryldora w chwili gdy nazwałam go Bratem był nie do zapomnienia. Warty każdej cenny.
Na prośbę Vernitza sprawdziłam wspomnienia dotyczące von Serila. Istotnie spotkałam tego czarodzieja w Melagan. Był ludzkim czarodziejem w średnim wieku który wraz z grupą innych ludzi zatrzymał się na pewien czas w stolicy.Ich okręt zniesiony przez sztorm z kursu rozbił się na mieliźnie u wybrzeży Lodor. Rozbitkowie twierdzili że pochodzą z kontynentu o nazwie Kentar. Na mapach Melagan nie było tego miejsca, jednak według ich informacji Lodor również nie istniało. Oprócz niego było jeszcze dwóch innych młodych czarodziejów. Wszyscy interesowali się naszymi bibliotekami. Nie wiem czemu mnie zapamiętał. Nasza rozmowa była krótka i kompletnie bez znaczenia. Rozmowa dotyczyła szczegółów planowanej teleportacji dzięki której mieli wrócić do domu. Mieliśmy odesłać całą grupę na ten kontynent co z uwagi na odległość oraz nieznajomość miejsca było dość niebezpieczne. Nie była specjalistką w teleportacji jednak z użyciem kryształów obronnych miałam wzmocnić i utrzymać portal na odpowiedni okres czasu. Być może to właśnie to zapamiętał. Nie ważne, mało istotny szczegół. Ważne jest że teraz jest stary silny i groźny. Jest nekromantą, liszem. Jest niebezpieczny i jeśli jeszcze raz mnie zaczepi skończy w najlepszym przypadku jako demilisz…
Smutaśnik Pospolitus

Fabulator



Czarnula! :>
Arshen, dziękuję :)

Odcienie Duszy

Jak ktoś coś chce zapraszam na PW lub GG.
Awatar użytkownika
Pkss
 
Posty: 689
Rejestracja: 21 października 2005, 14:24
Lokalizacja: Piaseczno

Szybka odpowiedź

   

Wróć do Pamiętniki i historie VI Ery

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron