Krocząc w cieniu

dzieje i ciekawe opowieści spisane przez żywe istoty Studni Dusz

Moderatorzy: Tasardur, Junior Admin

Krocząc w cieniu

Postautor: Gargulik » 18 września 2011, 23:33

[center]PROLOG[/center]

..........Nao szedł dumnie przez las. Był szczęśliwy. Na ramieniu niósł trzy świeżo upolowane króliki. W końcu po wiosennej odwilży jego rodzina będzie mogła zjeść coś innego niż składowane na zimę warzywa. Chłopiec mieszkał w niewielkiej chatce na obrzeżach Puszczy Rokan. Górzyste tereny, niewielka ilość wiosek i możliwość zarobku przy wycinaniu drzew sprawiły, iż jego rodzice zdecydowali przenieść się w te tereny, opuszczając bogaty, choć mniej gościnny dla prostych robotników Księstwa Penaru. Jego ojciec szybko znalazł zatrudnienie jako drwal w Silverpine, jednej z wielu wiosek rozsianych bliżej granicy puszczy. Zarabiając na chleb, ojciec nie miał zbyt wiele czasu i możliwości, by odpowiednio zaopiekować się rodziną. Dlatego też wraz z ukończeniem lat siedmiu, to Nao przejął „męskie” obowiązki w domu. Zbierał plony, tak troskliwie hodowane przez jego matkę, zaopatrzał ich drewnianą chatkę w świeżą słomę na pokrycie dachu, zbierał chrust na zimę… lecz jego ulubionym zajęciem było polowanie. Często znikał na długie godziny zabierając jedynie podarowany przez ojca nóż i własnoręcznie zrobiony łuk. Zwykle wracał z pustymi rękami, ale nie tym razem. Dziś matka przyrządzi pysznego królika i w końcu zjedzą jak możni tego świata! Chłopiec uśmiechnął się do własnych myśli.

..........Eri wyprostowała się dumnie i omiotła wzrokiem okolicę. Taak wszystko było na swoim miejscu. Z niewielkiego poletka na którym stała, było widać cały jej niewielki przybytek. Mały drewniany domek kryty strzechą, który zbudowała własnymi rękami razem z mężem i ich synkiem. Niewielki płotek okalający domek i poletko, odgradzający ich od niegościnnej puszczy, oraz mała lepianka, którą Nao wykopał, by mieli gdzie składować zebrane warzywa. Kobieta westchnęła. Wyglądała na osobę w wieku czterdziestu lat, o niskim wzroście i długich, czarnych włosach. W oczy rzucała się niespotykana w tych stronach, żółta karnacja jej skóry. Przez jej niecodzienny kolor skóry musieli mieszkać z dala od Silverpine. Wieśniacy niechętnie patrzyli na obcych, szczególnie takich którzy nie wyglądają na pochodzących z królestwa. Otrzepawszy się z pozostałych na jej fartuchu grudek ziemi, spojrzała w niebo. Zbliżało się południe. Nao powinien niedługo wrócić… niezwlekawszy ruszyła w stronę chatki. Najwyższy czas przygotować obiad.

.......... Eri rozstawiała gliniane naczynia przy stole gdy usłyszała tęten kopyt. Szybko wyjrzała przez okno. Do niewielkiej chatki zbliżało się czterech jeźdźców. Na przedzie jechali dwaj rycerze w ciężkich zbrojach. Tuż za nimi podążał średniego wieku, barczysty mężczyzna ubrany w ciemne spodnie, i białą koszulę. Na plecach nosił czerwony płaszcz chroniący go przed górskim wiatrem. Za nimi, zachowując odległość, podążał ubrany w skórzaną kurtkę młodzieniec . Przez plecy miał przepasany długi łuk.

Kobieta zmrużyła oczy próbując przyjrzeć się emblematowi na zbrojach rycerzy. Nie było wątpliwości. Biały jeleń na zielono-złotym tle. Ród Edverhart. Średnio zamożna rodzina utrzymująca się z daniny płaconej przez Silverpine, oraz hazardu. Jeźdźcy zatrzymali się przed chatką. Jeden ze zbrojnych zszedł z konia. Eri usłyszała łomotanie do drzwi. Na jej twarzy malował się niepokój, lecz pokornie otworzyła drzwi i wyprostowana stanęła naprzeciw rycerza.

- Witajcie Panowie. Cóż przywiodło was w te niegościnne strony? – Skłoniła się głęboko.

Rycerz odsłonił przyłbicę i zerknął na mężczyznę w czerwonym płaszczu. Gdy ten przytaknął, uderzył kobietę w twarz.

- Gdzie on jest! – krzyknął opluwając Eri rozmasowującą policzek.

- O co chodzi?

- Gdzie on jest! – mężczyzna ponowił uderzenie – Gadaj gdzie jest twój mąż!

- N nie wiem! Czego od nas chcecie?! Co zrobiliśmy!

Rycerz złapał kobietę za ramię i z łatwością wyprowadził ją na podwórko powalając Eri na kolana przed możnym w czerwonym płaszczu.

Mężczyzna spojrzał z góry na kobietę, wciąż siedząc na koniu.

- Stary Naki poważnie sobie nagrabił. –zacmokał- to niezbyt mądre nie spłacać swoich długów. Powiedz gdzie się ukrywa a może będziemy łaskawi.

- Łżesz, nie mamy żadnych długów!

Możny przybrał sarkastyczną pozę.

- Oj oj… czyżby Naki nie informował rodzinki o swoich dokonaniach? A może chcesz ochronić tego głupca?

Skinął na rycerzy po czym obrócił się w stronę gór podziwiając widoki. Za jego plecami rozległ się odgłos dartych ubrań, krzyków kobiety i stękania mężczyzn.

Stojący do tej pory z tyłu młodzieniec podjechał do szlachcica.

- Panie – szepnął – czy to się godzi?

-Milcz. Nasza turkaweczka w końcu powie wszystko co wie.

- Ale…

- Milcz powiedziałem! Nie wiesz że… - Między możnym a rozmówcą przemknęła strzała.

Obaj jak na komendę odwrócili się w stronę lasu. Na obrzeżu stał dzieciak o czarnych włosach i podobnej do Eri karnacji skóry. W ręce trzymał łuk.

Twarz szlachcica przybrała czerwoną barwę. Rzucił do rycerzy gwałcących kobietę.

- Trzymajcie ją. Dom spalić. – Po czym skinął na łowcę – łap dzieciaka.

Nao nie miał czasu na zastanowienie. Słysząc krzyki matki szybko dobiegł na skraj puszczy i wystrzelił z łuku w stronę napastników. Nie trafił. Nim zdążył zareagować jeden z jeźdźców podjechał w jego stronę i nie zsiadając z konia złapał go w pasie, po czym rzucił w objęcia półnagiej matki. W tym samym czasie rycerz stanął przy chatce, która prawie od razu zajęła się ogniem.

Szlachcic podjechał do schwytanych.

- Proszę proszę. Rodzinka prawie w komplecie… brakuje tylko tatusia… gdzie jest – Zwrócił się do kobiety, po czym zastygł w gniewie. Z ust Eri leciała krew.

- Co to ma znaczyć! –skinął na jednego z rycerzy.

Zbrojny zbliżył się do kobiety. Siłą otworzył jej usta, z których z obrzydzeniem na twarzy wyciągnął zakrwawiony ochłap mięsa.

- Panie! Ta dziwka odgryzła sobie język!

- Szlag… Zabić!

Nao przerażony obserwował jak zbrojny wyciągnął długi miecz z pochwy i sprawnym ruchem odłączył ciało jego matki od głowy. Chłopiec zastygły z przerażenia zdołał jedynie pochwycić głowę nim uderzyła o ziemię. Ściskając ją w ramionach skulił się w kłębek. Zbrojni, płonąca chatka, wszystko przestało mieć znaczenie. Jego matka nie żyła.

Możny zaryczał ze śmiechu

- Patrzcie jaki maminsynek! Zaraz narobi w portki! A może wiesz maminsynku gdzie przebywa twój… - dalszą tyradę przerwało wycie z pobliskiego lasu. Łowca natychmiast podjechał do szlachcica.

- Panie… wilki się zbierają. Widziały ogień, a teraz czują krew.

- Dobrze… zabijcie chłopaka!

Zbrojny zerknął na swojego pana.

- Panie… toż to ledwie dziecko!

- Rób co mówię! A z resztą…. Szlag. Dobra panowie na koń! Wilki się nim zajmą.


.........Gdy tęten kopyt ucichł. Nao wciąż skulony leżała ziemi ściskając w obięciach głowę swej matki. Z letargu otrząsnęło go dopiero pobliskie warknięcie. Podniósł głowę rozglądając się dookoła. Wokół miejsca w którym leżał zbierała się sfora wilków. Zwierzęta otoczyły całą polanę trzymając się jednak z dala od ognia, a tym samym sprawiając, że jedyna droga ucieczki prowadziła do puszczy. Nao udało się wyrwać z otępienia i pobiegł w stronę jedynego punktu ocalenia. Czy to dzięki umiejętnością nabytym podczas polowań, czy dzięki adrenalinie krążącej w jego żyłach, udało mu się dobiec do skraju lasu i wdrapać na pobliskie drzewo. Krzycząc triumfalnie stanął na gałęzi i wyciągnął łuk. Udało mu się zranić kilka wilków, a jednego nawet zabić nim skończyły mu się strzały. Zrezygnowawszy z odwetu skulił się na gałęzi ściskając głowę Eri. Za kołysankę służyły mu odgłosy wilków pożerających ciało jego matki jak i swoich towarzyszy, oraz odgłos palonego domu.

.........Nao obudziły promienie porannego słońca. Wilki najwidoczniej opuściły okolice odchodząc w stronę nizinnych lasów. Niedługo zaczną dręczyć pobliskie Silverpine. Chłopiec zeskoczył z drzewa. Omiótłszy wzrokiem to co zostało z jego domu, wiedział że nie może tu zostać. Pochował to co pozostało ze szczątków jego matki i ukląkł przy nowopowstałym grobie myśląc nad swoją przyszłością. Pozostanie tutaj było niemożliwe. Ojciec najwyraźniej ich opuścił po tym jak wpadł w „szemrane interesy” o których mówił szlachcic. W osadzie też na pewno nie znalazłby spokoju. Zbyt wyróżniał się z tłumu. Zapewne cały Rokan nie byłby dla niego bezpiecznym miejscem. Jedynym wyjściem pozostało ruszyć na wschód. Do Penaru. Chłopiec utwierdziwszy się w tej decyzji, złożył ostatni hołd swej matce, po czym z pozostałości chatni zebrał najprzydatniejsze rzeczy i ruszył w stronę Księstwa Penaru.

[center]**********************************************************************

KSIĘSTWO PENARU – MIASTO HANDLOWE RINVELL - ROK PÓŹNIEJ

**********************************************************************

[/center]

..........Nao siedział ukryty za beczką, w jednej z ciemniejszych uliczek miasta. Choć przybył do niego ledwie trzy miesiące temu, już nauczył się podstawowych zasad ulicy. „Zabierz jak najwięcej i nie daj się schwytać”. Rinvell słynęło jako miasto handlowe, a tam gdzie są kupcy są i złodzieje. Po nieudanych próbach uczciwego zarobku na życie, Nao znalazł jedyne zajęcie, które pozwoliło mu nie umrzeć z głodu, a czasem nawet spać w normalnym łóżku zamiast na ulicy. Często złodzieje zwabiali nieostrożnych handlarzy w pobliże takich uliczek, aby po pochwyceniu sakiewki kupca, mieli którędy uciekać. Zawsze jednak podczas „taktycznego odwrotu” z sakiewki potrafiło ulecieć kilka monet, które skrzętnie zbierał Nao.

.........Dzisiaj miał wyjątkowe szczęście. Ze swej kryjówki zobaczył człowieka w białym płaszczu przechodzącego uliczką, jego twarz skrywał kaptur. Pobliscy złodzieje również go dostrzegli i zagrodzili wylot uliczki. W ręce jednego z nich Nao zobaczył sztylet.

- Proszę proszę… Pan zabłądził?

Mężczyzna zatrzymał się na wprost napastników.

- Oddaj sakiewkę a nikomu nic się nie stanie.

Człowiek wzruszył tylko ramionami.

- Ej. Słyszysz ty mnie?! Dawaj złoto! – Jeden z napastników podszedł do nieznajomego.

Spod kaptura dobiegł cichy basowy głos.

- Ustąpcie…

- Patrz ty go! Chojrak chędożony się znalazł! Wiecie co z takimi robić! Oj bratku zapamiętasz na długo tą lekcję. – Napastnik podszedł do człowieka i szerokim machnięciem sztyletu przeciął jego pierś. Ku zaskoczeniu zebranych sylwetka mężczyzny rozwiała się niczym mgła.

.........Dokładnie w tym samym momencie, Nao siedząc w swojej kryjówce poczuł rękę na ustach i nóż na gardle.

- Ci…. – szepnął nieznajomy.

Bandyci wyglądali na zbitych z tropu.

- O żesz … co to było do diaska?

- Czekaj! Pewnie to jeden z tych no. Magusów iluzjoniristów…. Nasłuchuj. Gdzieś tu musi siedzieć. Irwin. Masz ten wichajster od mistrza gildii?

.........Jeden z napastników wyszedł na środek alejki ściskając kawałek drewna. Błysnęło.

- Iluzja powinna przestać działać. Pewnie kuli się gdzieś między beczkami.

.........O bogowie… znajdą nas. Zginiemy. Pomyślał Nao. Nieznajomy nie zwalniając uchwytu poruszył ramieniem okrywając płaszczem chłopca. Od tej chwili dzieciak mógł liczyć jedynie na swój słuch. W alejce pełno było odgłosów zbirów przeszukujących zaułki utworzone przez stosy starych beczek i skrzyń. Dźwięk butów uderzających o bruk zbliżał się coraz bardziej kryjówki. Nao czuł jak ręka nieznajomego mocniej zaciska się na jego ustach. W końcu stało się. Odgłos butów zatrzymał się tuż przed nimi. Nie było wątpliwości, że złodziej patrzy wprost na nieznajomego.

- Nic tu nie ma!

-Co? To niemożliwe.

- Pewnie uciekł do tamtej alejki.

- Dobra złapiemy go i wracamy na nasz róg.

........Nieznajomy poruszył się dopiero gdy odgłos butów ucichł w oddali. Pchnął chłopca do przodu i stanął nad nim.

- To nic osobistego… ale nie możesz im powiedzieć w którą stronę się udałem- cichy głos zdawał się być pełny współczucia – Przykro mi… naprawdę. – nieznajomy wyciągnął długi nóż.

- Nie!. – Nao rzucił się do tyłu. W jego głowie odezwało się wspomnienie matki, oraz jej tragiczna śmierć. Nie! Nie mogę tak skończyć! Nie tutaj nie teraz! Nagle świat zawirował. Nao przysiągłby że cienie w pobliskiej alejce zadrgały odgradzając chłopca od mężczyzny.

Człowiek zatrzymał sztylet w półowie drogi.

- A to ciekawe – Szybko schował sztylet. – Jednak może jest dla ciebie nadzieja. Choć za mną.

Chłopiec ruszył przez miasto za nieznajomym niczym bezwolny robot. Zatrzymali się dopiero w ciemnym zaułku przy niewielkich drzwiczkach. Przerywając milczenie, nieznajomy powiedział.

- Widziałeś, co potrafię. Ciężko to wyjaśnić, ale ty… Ty też to masz. Nikt nie może wiedzieć, ale dam ci wybór. Jeżeli przejdziesz przez te drzwi, być może nauczysz się tego i owego. Ale trening by to osiągnąć dla wielu jest gorszy od śmierci… to niebezpieczna droga, a jeśli coś pójdzie źle stracisz rzecz o wiele cenniejszą niż życie. Możesz jeszcze zrezygnować. – Pomimo że jego twarz dalej skrywa kaptur, Nao mógł przysiąc, że nieznajomy się uśmiechnął. – Nie bój się. Jeżeli nie chcesz… wrócisz na ulicę. Wtedy w alejce… chciałem cię ogłuszyć, nie zabić – głos nieznajomego pełen był wyrzutu. – Rozumiesz mnie?

- T…tak panie…

- Dobrze – Wskazał na drzwi. Po czym odstąpił dając chłopcu pewną i bezpieczną drogę ucieczki.

– Wybieraj.

Nao zastygł bez ruchu. Sekundy powoli zamieniały się w minuty, a chłopiec nie drgnął nawet mięśniem. Podobnie jak mężczyzna w białym płaszczu. W końcu podjął decyzję i ruszył w stronę drzwi.

- Witaj w domu... – rzekł nieznajomy
Ostatnio zmieniony 18 września 2011, 23:36 przez Gargulik, łącznie zmieniany 1 raz
Gargulik
 
Posty: 2
Rejestracja: 21 czerwca 2011, 13:10
Lokalizacja: Z za ściany

Szybka odpowiedź

   

Wróć do Pamiętniki i historie VI Ery

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości

cron