Lolth nigdy nie wybacza.

dzieje i ciekawe opowieści spisane przez żywe istoty Studni Dusz

Moderatorzy: Tasardur, Junior Admin

Lolth nigdy nie wybacza.

Postautor: Kasiek » 09 września 2011, 14:31

Przygotowałam opis na potrzeby sesji Dantego. Nie wiem, kto z Was bierze w niej udział, dlatego umieszczam na forum otwartym. Przynajmniej nie zgubię :P

Pani Pajęczyn jest spokojna o oddanie kapłanek rodu Nyn’loth. Wzorcowy pod tym względem dom zaczął nużyć kapryśną boginię. A inne? O, najwyższy czas, by skierowała na nie swoje boskie spojrzenie.

Drugi dom, Olath, rządzony przez magów, regularnie wymykał się jej z sieci. Niedopuszczalne, aby grupa samców mogła tak otwarcie z niej kpić. Żadne z bóstw, a na pewno już zazdrosna Lolth nie pozwoli długo na taki stan rzeczy, nie w jej własnej domenie! Owszem, kapłanki domu, słabsze lub potężniejsze sięgały do niej modłami, jednak poza gorliwą wiarą, nie uzyskiwały niczego, co dałoby jej zadowolenie. Ot, zwyczajnie minimum. W dodatku kapłanki Nyn’loth zaczynały czuć się zbyt pewnie, niewzruszone w swoim prymacie, mogłyby powoli nabrać przekonania, że Pani Otchłani zadowala się byle czym. Tak niewygodnej stagnacji jej przekorna natura nie mogła znieść.
Postanowiła. Drugi dom Vlos Che’el zyska więc kapłankę.

Gdy tylko przywołany yochlol zastygł w pozie uległości, Lolth wyszeptała inkantację. W bulgocie, chrzęście i gardłowych jękach demona przebiegała jego transformacja w postać jednego z wojowników domu, do którego wyraźną słabość miała młoda kapłanka Elthe. Zadowolona z efektów wyniośle zaleciła:
- Możesz mi się nie pokazywać, dopóki ta marna suka, mieniąca się moim głosem wśród tych żałosnych Olath nie będzie brzemienną.

Kiedy zalśniła podstawa Narbondela, oznajmiając początek nowego cyklu, demoniczny duplikat wojownika kończył właśnie pożerać swój pierwowzór. Wchłonięta pamięć ofiary, którą ostatecznie mógłby spotkać i tak niewiele lepszy los wyostrzała się dopiero w świadomości demona, który wyglądając jak drow, poruszając się jak drow, czuł do siebie wyjątkowe obrzydzenie. Wiedział jednak, że żaden kaprys Lolth nie może pozostać niezaspokojony i że ostatecznie całkiem nieźle trafił. Pozostało jedynie czekać, kiedy młoda kapłanka zechce połączyć się ze swoim faworytem.

Połóg trwał już dwa cykle. Wrzaski rodzącej przestały już budzić pozytywne emocje, zaczynały być nużąco jednostajne. Pojawienie się nowego, niewiele znaczącego członka rodziny było traktowane ze stosowną obojętnością. Mogłoby się co prawda okazać, że młody Olath mógłby mieć jakiś magiczny talent, jednak niewielu wierzyło, że łono Elthe mogło wydać coś więcej niż kolejnego mięśniaka lub kolejną samicę, która poza donoszeniem ciąży na niewiele się zda, będąc jak jej matka.

Jedno tylko umknęło uwadze większości… W samotnym połogu towarzyszył Elthe jeden z wojowników. Przysłany tu głosem swojej pani czekał, obserwując trud połogu wygłodniałym spojrzeniem.
- Pozwól mi, pani… - błagał mentalnie
- Jeszcze nie, wybrałam, ma się narodzić, się narodzi i stanie się to bez twojego udziału. Jesteś tu z innego powodu – dotarło muśnięcie świadomości.

- …Aaaach… Pani Pajęczyn, jestem by Ci służyć,… - przerywając wielogodzinną mantrę jękiem bólu - moje ciało to Twoje naczynie,…. moja dusza Twoją zabawką, moje myśli są zawsze z Tobą!
Jakby na życzenie, zgięła się w kolejnej, już desperackiej konwulsji, tym razem kilka wąskich stróżek krwi spłynęło po jej nogach. Kolejny potężny skurcz wzmógł krwawienie, powtarzana po raz kolejny, jednostajna modlitwa wzmogła się, kiedy Elthe poczuła, że wreszcie rodzi.

Noworodek wyglądał normalnie. Biała czuprynka dziewczynki posklejana była krwią, drobne ciałko prężyło się w nieskoordynowanych jeszcze ruchach. Yochlol przyglądał się dziecku z niechęcią. „Jak larwa” pomyślał, kiedy dotknął go znów przekaz myśli:
- Co prawda nie sprawiłeś mi oczekiwanej radości, ale to młode nie nosi śladów, jakie mogłeś po sobie zostawić twoje nosicielstwo. Niech będzie, udało ci się, tym razem. Otrzymasz więc nagrodę, możesz się pożywić tą żenującą kreaturą. Nie jest możliwe, żeby kiedykolwiek przysłużyła mi się bardziej niż w tej chwili. Masz zadbać, żeby to małe trafiło we właściwe ręce.

Yochlol skwapliwie dopadł zmęczonej drowki, zajął się dzieckiem w pośpiechu, owijając je w przygotowane przez matkę zawiniątko. Nareszcie, nagroda! Drżał na wspomnienie ostatniego posiłku. Dziś zasmakował już cierpienia Elthe, rozdrażniony obietnicą sytości, wreszcie zaspokoi swój apetyt. Pochylił się nad ciałem, sycąc się przerażeniem, bólem i bezsilnością konającej matki. Po raz pierwszy dało się wtedy słyszeć głos nowonarodzonej istotki: dźwięczne, dziecięce kwilenie radości.

Ćwierć cyklu później, kobieta, której yochlol przekazał noworodka zajrzała do pokoju, by zakląć szpetnie z powodu konieczności znalezienia dla malucha mamki. Bądź co bądź, jest szlachetnej krwi, nawet jeśli jej rodzice nie osiągnęli znaczącej pozycji. Ktoś będzie jeszcze musiał zrobić porządek z tym ścierwem…


Mała rosła zdrowo. Wychowywana z resztą młodych drowów, zwykle jednak w zabawach, mimo że słabsza fizycznie, w jakiś sposób dominowała swoich równolatków, jednak mało kto zaprzątał sobie głowę niedorosłymi drowami, by to dostrzec. Może poza piastunką, która wyraźnie widziała inklinacje nowej córki domu. Widziała też coś jeszcze, niż typową dla przyszłej kapłanki aurę. Może nawet wspomniała by o tym komuś, komu ta obserwacja mogła się przysłużyć, jednak czy będzie miała z tego coś dla siebie? Nie, na to jeszcze za wcześnie. Profity mogą okazać się dużo wartościowsze, już w niedalekiej przyszłości.


Młoda drowka trafiła do nowicjatu Arach-Tinilith dwa lata wcześniej. Jeśli ktoś ma się martwić jej przypadkowymi wybrykami, lepiej, żeby ten zaszczyt przypadł kapłankom. Niech sobie z tym pajęczym pomiotem robią, co chcą, dla domu i tak nie ma wartości, nie ma stosownego urodzenia, więc nikt nie będzie o nią szczególnie zabiegał.
Nauka przebiegała gładko, od czasu do czasu przerywana drobnymi incydentami, które w efekcie pozostawały nierozwikłane. Dziwnym było to, że zdarzenia te przypadały w udziale najsłabszym adeptkom, albo zbyt pysznym. Nikomu jednak, kto pretendowałby do miana lidera roku. Dopóki kłopoty ograniczały się do bardziej psikusów niż szkód, a ich ofiarami nie padały pupilki liczących się domów, nie znajdując w prosty sposób nikogo odpowiedzialnego – im szybciej zapominano o zdarzeniach, tym lepiej.


Już wkrótce wokół młodej nowicjuszki z domu Olath utworzył się bezpieczny dystans. Szerzyły się plotki, że lepiej jej nie tykać, bo najpewniej magowie nałożyli na nią zaklęcia ochronne. Łatwiej było w to uwierzyć, słysząc zaprzeczenia. W dodatku, przecież to niedorzeczne, żeby jedna z „nich”, heretyków mogła się cieszyć prawdziwą łaską bogini. Czyżby? Nikt przecież nie spodziewał się, że sama Lolth zamieszana będzie w poczęcie tej istoty. Zastanawiające było tylko jak swojego pierwiastka poleciła przenieść yochlolowi.

A co się z nim stało? Jak obiecała Lolth, otrzymał nagrodę za zadanie, ale najwyraźniej nie takiej się spodziewał. Sarkający nienawiścią nadal czekał na chwilę, w której kapryśna bogini pozwoli mu znów wrócić do swojej domeny i zrzucić tę poniżającą powłokę. Od czasu do czasu widywał gdzieś w oddali powód swojego pobytu w tym miejscu i w takiej formie.
Ostatnio zmieniony 09 września 2011, 14:51 przez Kasiek, łącznie zmieniany 1 raz
;)
Szanujmy się!
Awatar użytkownika
Kasiek
 
Posty: 433
Rejestracja: 01 lutego 2006, 20:23
Lokalizacja: Piaseczno

Szybka odpowiedź

   

Wróć do Pamiętniki i historie VI Ery

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron