Zła Nowina

dzieje i ciekawe opowieści spisane przez żywe istoty Studni Dusz

Moderatorzy: Tasardur, Junior Admin

Zła Nowina

Postautor: TouZokuReikoN » 04 lipca 2011, 11:18

[center]Część I - Czyli słów kilka o życiu kobolda...[/center]

Życie kobolda nigdy nie było proste. Ciągłe sprzeczki i bójki między pobratymcami niejednokrotnie prowadzące do rychłego zejścia jednego bądź kilku uczestników. Kto by pomyślał, że decyzja komu ma przypaść w łupie noga niziołka może budzić takie emocje?

Apropo niziołków i całej reszty wyrośniętego tałatajstwa co nieustannie najeżdża domy koboldów. Czy jedna lub dwie zwędzone krowy to naprawdę wystarczający powód by zakuci w stal, ciskający dokoła czarami herosi zwartą grupą uderzali na nas i w akcie "słusznej" zemsty niemal w pień wyrzynali całą wioskę? Daje do myślenia, ale gdzież tam nam maluczkim rozsądzać słuszność działań istot 'wyższych'... Tak... Życie kobolda nie jest łatwe...

Nawet bez herosów dybiących na twoje życie i pobratymców gotowych wsadzić ci nóż w plecy gdy tylko przypadnie ci w udziale większy kawałek mięsa czy ładniejszą błyskotkę. Tak,nawet bez tego wszystkiego koboldy wykonują świetną robotę jeśli chodzi o mniej lub bardziej przypadkowe kończenie swojej egzystencji.

Znane poniekąd ze swego "sprytu", koboldy zastawiają na najeźdźców, tudzież przypadkowe ofiary, liczne pułapki... A zastanawialiście się kiedyś ile koboldów umiera w tych pułapkach zanim wreszcie pozostałym członkom plemienia uda się zapamiętać ich położenie?

Nie wspominając już o czynnikach naturalnych, takich jak choroby, głód, wygłodniałe zwierzęta czy zawały w tunelach, koboldy świetnie radzą sobie z redukcją własnej populacji i bez wsparcia z zewnątrz...

Taaak.... Życie kobolda nie jest proste. Co jednak jeśli urodziłeś się synem wodza? Całe swoje życie zmuszony mieć się na baczności, z każdej strony oczekując zdrady i w wiecznym napięciu wypatrując noża skrytego w ciemności. Taki żywot wyostrza zmysły, czyni cię silnym i zarazem bezwzględnym. Twoim przeznaczeniem jest przewodzić, odpierać najazdy dzikich bestii, herosów czy zwyczajnie innych plemion. Co jednak jeśli los ma dla ciebie w zanadrzu coś więcej? Chwała, skarby i czyny tak wielkie, że bez wątpienia przyćmią dokonania każdego kobolda jaki kiedykolwiek istniał!!!

Cóż... Cała szczęście, że to historia innego kobolda. Mork nie miał aż takiego pecha gdy przychodził na świat. Nie... On po prostu urodził się przeklęty...
Ostatnio zmieniony 04 lipca 2011, 11:19 przez TouZokuReikoN, łącznie zmieniany 1 raz
TouZokuReikoN
 
Posty: 10
Rejestracja: 03 lipca 2011, 13:01
Lokalizacja: brak

Postautor: TouZokuReikoN » 07 lipca 2011, 14:04

[center]Część II – Te jajka chyba są popsute...[/center]

Rok, w którym Mork przyszedł na świat nie należał do szczególnie udanych dla jego plemienia. Wyjątkowo ciężka zima, wyniszczająca walka z okolicznymi plemionami goblinów no i oczywiście sam Mork...

Należałoby jednak zacząć od samego początku. Wspomniana już wcześniej sroga zima była dla koboldów wyjątkową tragedią. Mianowicie niemal wszystkie jaja złożone w tym okresie obumarły w wyniku wyziębienia. Niemal gdyż zdawać by się mogło, że za sprawą cudu jedno z nich zdołało przetrwać... Jednak i jajo Morka nie wyszło z tego bez szwanku. Tak po prawdzie to pewnie i jemu nie dane by było stąpać po tym świecie gdyby nie interwencja jednego z szamanów, który przechadzając się pośród zmarzniętych, niekiedy już potłuczonych, jaj dostrzegł nagle jakieś poruszenie. I tak na jego oczach skorupa jedynego ocalałego jaja zaczęła pękać. Malec znajdujący się w środku nie miał jednak dość sił by samodzielnie wydostać się na zewnątrz i jedynie interwencja szamana zapewniła mu wolność.

Szaman zabrał małego kobolda do swej chaty gdzie owinął maleństwo w szmaty i ogrzał przy ognisku. Przy bliższych oględzinach okazało się, że młody kobold był wyjątkowo mały i wychudzony. Zapewne za sprawą wyziębienia zarodek nie był w stanie rozwijać się prawidłowo. Dodatkowo jedno z oczu malca pokryte było bielmem, już na zawsze czyniąc je ślepym.

Zważcie iż ciągle powtarzam szaman i szaman, a wszak osobistość tak ważna dla historii naszego bohatera powinna mieć jakieś imię. Cóż... Zapewne jakieś miała, lecz Mork nigdy nie miał okazji go poznać, a to za sprawą pożaru, który wybuchł w namiocie szamana jeszcze tej nocy i zabił wybawcę naszego bohatera. A Mork? Cóż... Mork jak zwykle w podobnych sytuacjach wyszedł z wypadku właściwie bez szwanku. Jak już wspomniano wcześniej maluch urodził się przeklęty... Ale o tym innym razem...
TouZokuReikoN
 
Posty: 10
Rejestracja: 03 lipca 2011, 13:01
Lokalizacja: brak

Postautor: TouZokuReikoN » 20 lipca 2011, 11:17

[center]Część III - Wodzu! Chyba mamy problem...[/center]

Z początku talent młodego kobolda do sprowadzania kłopotów na siebie i wszystkich dokoła pozostał niejako niezauważony. Wszak wszelkiego rodzaju wypadki i nagłe zejścia członków plemienia nie są wśród koboldziego społeczeństwa niczym szczególnym i zazwyczaj wiązane są zwyczajnie z głupotą bądź nieudolnością.

Szczególny talent Morka nie mógł jednak pozostać niezauważonym wiecznie. Gdy nasz bohater osiągnął odpowiedni wiek by zacząć naukę w jednym z szanowanych koboldzich zawodów, szybko okazało się, że czego by się nie tknął kończyło się tragicznie... Cóż, głównie tragicznie dla innych gdyż nawet z najgorszych opresji koboldziątko wychodziło niemal bez szwanku, co najwyżej mocno poobijane.

I tak gdy przyuczał się do zawodu górnika, świeżo co wydrążone tunele zawalały się choć nie powinny. Coraz częściej też podziemne rzeki występowały z koryt by podtopić owe tunele. Co więcej wszystkie te nieszczęścia spadały na koboldy gdy Mork był w pobliżu. Gdy przeniesiono go do grupy mającej na celu zapewnić wyżywienie licznego plemienia koboldy zaczęły wpadać w pułapki dużo częściej niż zazwyczaj bądź też pułapki wypalały same z siebie.

Na początku nie wiązano tych wydarzeń z Morkiem, ale gdy lata mijały coraz częściej spoglądano na niego podejrzliwie. Nikt nie był jednak w stanie wyjaśnić jaka była w tym jego rola. Mimo uważnych obserwacji nikt nigdy nie zauważył by młody kobold osobiście przyłożył rękę do jakiegokolwiek wypadku. A to zerwała się linka, a to coś się obluzowało... Nie dało się jednak ukryć, że wszystko to działo się w jego obecności.

Dopiero gdy Mork pewnego razu przyszedł do jednego z szamanów odkryto istotę problemu. Mianowicie nasz bohater przybył opowiedzieć o swoim śnie, który rzekomo powtarzał się od kilku dni. Zgodnie ze słowami kobolda, ów szaman miał umrzeć jeszcze tego wieczoru, a przyczyną jego zgonu miał być szczur. Szaman oczywiście wyśmiał Morka i odesłał go precz. Tego samego wieczoru w trakcie wieczerzy z innymi szamanami opowiadał o tym wywołując salwę śmiechu. Zaraz potem jednak zadławił się na śmierć kostką przeoczoną w kawałkach marynowanego szczurzego mięsa.

Jak łatwo się można domyślić zupełnie inaczej spojrzano wtedy na jego osobę. Szamani zdecydowali się mieć oko na Morka, a najlepszym ku temu pretekstem było wzięcie kobolda na naukę. Nie wykazywał on jednak jakiegoś szczególnego talentu do magii. Tak po prawdzie to niemal żadnego lecz z wykorzystaniem wszelkiej maści rekwizytów wspomagających jak muzyka, wywary i tym podobne rzeczy, jakoś dawał sobie radę. Młody kobold wykazał jednak niezwykły talent w wieszczeniu. Często śnił, samoistnie bądź przy drobnej pomocy wpadał w transy, krótko mówiąc bardzo trafnie przepowiadał przyszłość. Sęk w tym, że potrafił przewidzieć tylko złe wydarzenia... Po wielu latach stwierdzono zwyczajnie, że Mork jest przeklęty choć natury owego przekleństwa nie potrafił wyjaśnić nikt. Cóż można było jednak począć w tej sprawie? Mork był wyjątkowo miłym i uczynnym koboldem i mimo, że nieszczęścia trzymały się go jak rzep psiego ogona to jego wróżbiarskie zdolności nieraz uratowały plemię od poważniejszych zagrożeń. Koboldy miały dylemat...

Ostatecznie jednak miarka się przebrała gdy za sprawą przekleństwa Morka ucierpiał sam wódz.
Nasz bohater w wieku lat trzydziestu wyśnił iż wódz miał się spalić. Tym razem nie był w stanie jasno określić przyczyny owego nieszczęścia więc choć potraktowano je poważnie niewiele można było w tej sprawie zrobić. Mork wiedział jedynie, że miało to nastąpić w pobliżu tunelu gdzie koboldy składowały żywność i inne dobra. Chcąc udowodnić swoją wartość Mork pilnował tego miejsca by nie doszło do owego wypadku. Pewnego wieczora zauważył, że lampa sygnalizacyjna wypaliła się. Podczas gdy Mork na drabinie wymieniał ją na nową, pijany wódz dreptał korytarzem. Właśnie gdy miał minąć Morka w drodze po coś do jedzenia, Morka zapalił lampę i tymczasowo oślepił wodza, który oczywiście wpadł na drabinę...

Jak łatwo się domyślić kobold spadł jednocześnie upuszczając lampę na wodza, który niemalże natychmiast stanął w płomieniach. Nie udało się go uratować, a nowy wódz nie miał najmniejszej ochoty skończyć w podobny sposób. Ostatecznie Morka wyrzucono z jaskiń, choć nie było to do końca wygnanie. Kobold miał zwyczajnie mieszkać z dala od plemienia by jego pech je omijał, lecz w razie konieczności mógł odwiedzać swój dawny dom. Tak właśnie rozpoczyna się jego życie na powierzchni...
TouZokuReikoN
 
Posty: 10
Rejestracja: 03 lipca 2011, 13:01
Lokalizacja: brak

Szybka odpowiedź

   

Wróć do Pamiętniki i historie VI Ery

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron