Wojtek Tomem przechrzczony

dzieje i ciekawe opowieści spisane przez żywe istoty Studni Dusz

Moderatorzy: Tasardur, Junior Admin

Wojtek Tomem przechrzczony

Postautor: depryl » 15 czerwca 2011, 15:41

Ten pamiętnik dedykuję każdemu kto chce być sobą bez względu na to co i kto nas otacza. Jako że trafiłem teraz w zupełnie nowe miescje pomyślałem że warto by odświeżyć mój pamiętnik i uzupełnić go datami według tutejszego przeliczenia. Zabawne są te nazwy miesięcy…

Słowo wstępu, czyli co robiłem zanim zacząłem pisać pamiętnik

Urodziłem się około 1018 roku w małej wiosce, w której niemal każdy ma coś wspólnego z druidami. Większości przypadków podobnie jak ich przodkowie tak i oni zwracają się do natury o pomoc i potrzebne łaski w zamian broniąc jej i dbając o nią. Nie wiem jak to się ma w innych tego typu miejscach ale u nas istnieje podział na druidów „czystej krwi” oraz tych którzy są mieszanką przez co ich talent do mocy druidów jest ograniczony za to są zdolni do niesamowych przemian własnego ciała. Jak można przypuszczać ci drudzy są uważani przez tych pierwszych za w pewien sposób gorszych. Niby nikt o tym głośno nie mówi, ale fakt jest taki że jeśli ktokolwiek mógł zrobić coś przeciwko wspólnocie i zawsze winę za to ponosi zmiennokształtny. Tłumaczy się to, że nasza natura według nich nie jest w takiej równowadze jak powinna, że mamy skłonność do chaosu. Napisałem naszej bo sam nalażę do takiej rodziny.
Moi przodkowie byli sławni ze swojego daru. Zawsze wykorzystywali go w sprawie którą uważali za godną tego. Byli dumni z bycia zmiennokształtnymi a jednocześnie skorzy do nauki. Chcieli poszerzać swoje umiejętności, gdyż to wiązało się z wiedzą której nie może posiąść nikt inny. Niestety „czystokrwiści” pozazdrościli im tego i prawo dotyczące przemian ciała zostały mocno zaostrzone. Każda przemiana nie zaakceptowana przez starszych wiązała się z surową karą dla tego który się jej dopuścił. Toczyło się o to wiele sporów, ale czystokrwistych zawsze było więcej i zmiennokształtni musieli się podporządkować.

Z czasem kolejne pokolenia zmiennokształtnych zapomniały o swoim darze albo go odrzuciły. Taki taki właśnie jest mój ojciec. Uważa że bycie zmiennokształtnym za swoisty rodzaj kary. Zabrania komukolwiek o tym mówić a sam stara się jak najbardziej przypodobać czystokrwistym. Podobnie mój brat, Edvard, również zapatrzony w czystokwistych zupełnie odcina się od tego jakoby był zmiennokształtnym. Raz nawet pobił się z jednym młodzieńcem który go tak nazwał.

Dla mnie bycie zmiennokszałtnym to coś niezwykłego. Dzięki temu darowi można praktycznie wszystko. Każda z przemian o jakich słyszałem posiada swoje niezwykłe chce. Ileż to wiedzy kryje każda z nich. Przemiena jest dla mnie czymś niezwykłym, tajemniczym. W pewnien sposób łącze się z fizycznie z istotą której przybieram kształt. Zaczynam odbierać świat jak ona i mogę w takim samym stopniu jak dana istota wpływać na wszystko co mnie otacza.

Od małego lubiłem słuchać historii opowiadanych przez mojego dziadka zarówno o naszych przodkach jak i o innych zmiennokształnych. Od kiedy pamiętam najbardziej fascynowały mnie te dotyczące konstuktów. To niesamowite że żywy człowiek może przybrać kształt czegoś co gnomy budują, coś co nie jest żywe. Niestety mój ojciec nie podzielał mojego zapału. Za wszelką cenę chciał mi wpoić że krew która we mnie płynie nie jest niczym dobrym i tylko droga „czystego” jest jedynym słusznym kierunkiem dla druida. Zmuszał mnie do ćwiczeń ciała i ducha abym był gotowy w przyszłości przybierać kszałty zwierząt. Było to dla mnie ciężkie i wyczerpujące, ale co mogłem zrobić jako mały chłopak. Co innego ja trochę dorosłem…

Mając mniejwięcej 19 lat poczułem, że za wszelką cenę chcę zgłębić to co jest we mnie od urodzenia. Miałem opanowane podstawowe przemiany i myślałem, że wystarczy odpowiedni trening i zdołam wykrzesać z siebie coś innego niż borsuka czy wilka. Przepytując starszych wioski doszedłem do jednego wniosku. Tutaj nikt mnie niczego nie nauczy bo nikt nie szanuje takich jak ja. Dowiedziałem się za to czegoś ważnego, czegoś co miało wpływ na całe dalsze moje życie. Dowiedziałem się o Malyral.

Malyral to stara kobieta mieszkająca głęboko w lesie nieopodal mojej wioski. Według tego co mi powiedzieli należy ona tak samo do zmiennokształtnych. Raz dokonała przemiany w gargulca na środku wioski i za to została skazana na wygnanie z wioski. Niektórzy mówią nawet, że potwór ją opętał. Niezważając na ostrzeżenia postanowiłem ją odwiedzić.

Znalezienie jej domu zajęło mi kilka wypraw do lasu. Bardzo dobrze się w nim ukryła tak że wystarczyło zrobić o jeden krok za dużo, aby jej nigdy nie odnaleźć. Początkowo zachowywała się jak szalona, ale nie odpuszczałem. Za każdym razem gdy mnie odganiała to wracałem i opowiadałem jej o tym jak bardzo chce zdobyć chociaż podstawową wiedzę o mojej rasie. Po jakimś miesiącu przekonałem ją i obiecała mnie nauczyć jednej przemiany. Jako ze nie miałem nigdy doczyniena z moimi mocami musiało to być coś niewielkich rozmiarów. Padło na piskle czerwonego smoka.

Przemiana w to małe stworzenie jest czymś naprawdę wyjątkowym. Aż brakuje słów aby opisać to jak się czułem gdy pierwszy raz dokonałem przemiany. Oczywiście przemiana trwała bardzo krótko ale i tak czułem się wspaniale. Nikt w domu nie mógł się dowiedzieć o tym, zwłaszcza ojciec. Niespodziewałem się że to się stanie jeszcze tej samej nocy.

Zanim zasnąłem dużo myślałem o tym małym smoczku w którego się przemieniłem a gdy zasnałem to śniłem że nim jestem, że latam ponad polami i łąkami. Czułem się wolny. Gdy otworzyłem oczy… leżałem na środku wioski przyciśnięty do ziemi przez przywołanego żywiołaka. Okazało się że to nie był sen. Przemiana wyzwoliła się we mnie samoistnie podczas snu i wyleciałem na zewnątrz.

Ojciec był mną bardzo rozczarowany. Powiedział, że nie mam prawa przedstawiać się komukolwiek jego nazwiskiem. Rada starszych orzekła że albo obiecam złożyć przysięgę że dobrowolnie poddam się rytuałowi oczyszczenia mojej krwi zmiennokształtności, albo muszę opuścić na zawsze moja rodzinną wioskę. Wybór nie należał do łatwych ale z drugiej strony to mogła być jedyna okazaja. Opuściłem mój dom jeszcze tego samego dnia o wschodzie słońca. Porzuciłem dawne życie, dorzuciłem wszystko co by mogło mnie w jakikolwiek sposób łączyć z druidami. Szanowałem ich ale ich zasady nie są mi przeznaczone. Aby oderwać się zupełnie od tego co było postanowiłem przybrać nowe imię. Wojtek Wichura przestał istnieć. Teraz przedstawiam się każdemu jako Tom.

Taka moja historia, że tak powiem w jak największym skrócie. Do tego pamiętnika będę wracał tylko wtedy gdy spotka mnie coś wartego zapamiętania, lub coś tak niezwyłego, że będę potrzebował czasu aby to przemyśleć i tu znajdę wszystko co mi może się przydać.
Awatar użytkownika
depryl
 
Posty: 143
Rejestracja: 07 maja 2011, 17:59
Lokalizacja: Lubaczów
Moje postacie: Will

Szybka odpowiedź

   

Wróć do Pamiętniki i historie VI Ery

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron