Dusza uciekająca przez palce...

dzieje i ciekawe opowieści spisane przez żywe istoty Studni Dusz

Moderatorzy: Tasardur, Junior Admin

Dusza uciekająca przez palce...

Postautor: depryl » 29 maja 2011, 05:24

Xilar Firr pochodzi z przeciętnie zamożnej rodziny kupców. Od zawsze czuł powołanie do przygód, muzyki i długich łuków. Jeszcze jak był bardzo młodym elfem wykradał się przed świtem z domu, aby towarzyszyć po kryjomu myśliwym z jego rodzinnej wioski. Przeważnie dość szybko domyślali się jego obecności, ale ani go nie odsyłali ani nie donosili na niego jego ojcu.

Ojciec Xila był osobą stanowczą, pełną dumy i honoru, ale przy tym był bardzo rodzinny i dla rodziny był w stanie zrobić praktycznie wszystko. Często zabierał swoich synów na wyprawy handlowe, aby przyuczać ich do przejęcia interesu w przyszłości. Niestety żadnego nie pociągały wielogodzinne negocjacje i utarczki o każdą sztukę złota.
Dante, starszy brat Xilara wybrał życie duchownego. Mówił, że czuje powołanie do czegoś większego niż zarabianie pieniędzy. Chciał zmieniać świat. Niestety jego misja nawracania niewiernych skończyła się równie szybko jak zaczęła. Zginął pod gradem bełtów, gdy próbował przekonać plemię koboldów, że jedzenie ludzkiego mięsa jest czymś niewłaściwym.

Xilar z kolei uwielbiał grę na instrumentach, lutnie, harfy, flety, cokolwiek wpadało mu w ręce wpierw musiało się sprawdzić jako narzędzie muzyczne. Był lekko duchem, nie dbał o coś tak trywialnego jak czas czy obowiązki, najważniejsze było doskonalenie się w muzykowaniu.

Ojciec Xilara miał dość ciągłego rzępolenia syna, zwłaszcza, że ciało jego brata jeszcze nie ostygło i w przypływie gniewu wyrzucił Xilara z domu. Elf, młody i ciekawy świata, zupełnie zignorował złe słowa ojca i rzucił się w „podróż na kraniec świata”. Chciał zachodzić do każdej karczmy, jaką spotka po drodze i tam zarabiać na życie koncertami. Początkowo efekty nie były takie jak się spodziewał, ale z biegiem lat, gdy jego zdolności rozwinęły się, niemal każda karczma chciała go gościć, gdyż na jego występy zjeżdżało się bardzo wielu gości a co za tym idzie złota dla gospodarza tawerny.

W czasie jednego z takich pokazów obecny był bogaty magnat. Człowiek, którego majątek przechodził w rodzinie od pokoleń, a każde z nich zwiększało go, co najmniej dwukrotnie. Zachwycony grą elfa zaproponował mu stałą posadę w jego pałacu. Miał pełnić rolę poobiedniej rozrywki dla jego rodziny i przyjaciół. Zbliżająca się zima przyczyniła się do podjęcia decyzji na korzyść bogacza i jeszcze tej samej nocy Xilar dostał klucze do swojego pokoju w domu rodziny Nedd.

Zima mijała Xilarowi bardzo spokojnie, nie miał dużo pracy a wikt i opierunek, jakim był obdarzany przewyższał wielokrotnie to, co miał w swoim rodzinnym domu. Popołudnia spędzał na dachu pałacu komponując nowe utwory. Tam też poznał Samantę. Była jedną ze służących, z czasem została przydzielona do tego, aby pokój Xilara był zawsze posprzątany a jego życzenia spełnione. Na początku byli wobec siebie bardzo złośliwi, o ile Xilowi nic się nie mogło stać o tyle Sam mogła zostać wyrzucona na bruk. Jednak elf nigdy nie doniósł na dziewczynę, gdyż bawienie się z nią w podchody bardzo go bawiło. Z czasem, gdy spędzali ze sobą coraz więcej czasu zaczęło między nimi iskrzyć i gdy było już coraz bliżej wiosny myśleli nawet o wspólnym odejściu z posiadłości. Niestety ich decyzja rozbiła się o dumę jednego z domowników.

Teodor Nedd, jedyny syn i dziedzic rodzinnej fortuny, był mężczyzną zepsutym i rozpieszczonym przez bogactwo i nałogi, których miał chyba więcej niż przeżytych wiosen. Ciekawiło go wszystko i wszyscy. Chciał mieć nad każdym władzę a sprzeciwienie się mu oznaczało praktycznie śmierć w mniej lub bardziej wyrafinowany sposób. Xilar próbował zaprzyjaźnić się z Teodorem, jednak młody nie chciał mieć nic wspólnego z „elfem z ulicy” jak na niego mówił, często też przy nim samym. Nienawidził Firra za to, że pan Nedd poświęcał mu więcej uwagi niż własnemu synowi. Gdy dowiedział się o planach Xila i Sam uknuł okropną intrygę. Skradł z pokoju własnej matki szkatułę z biżuterią i złoty wisior podrzucił do pokoju Samanty. Niewinna dziewczyna została skazana na chłostę, którą miał wymierzyć sam Teodor. W karaniu służącej był okrutny i bezlitosny. Skatował ją niemal do granic przytomności i dopiero czterem parobkom udało się go zatrzymać. Xil wziął swoją ukochaną i zaniósł do swojego pokoju. Wiedział, że Sam nie mogła zrobić tego, o co została oskarżona. W nocy, kiedy wszyscy zasnęli wykradł się z pokoju, aby przeszukać sypialnie Teodora. Tej nocy zapowiadał, że będzie bawił u sąsiadów, więc zbadanie jego pokoju nie stanowiło dla Xila problemu. Udało mu się znaleźć ukrytą szkatułę i bezzwłocznie udał się z nią do gospodarzy. Państwo Nedd byli wstrząśnięci i od razu posłali gońca, aby sprowadził ich syna do domu. Wbrew wcześniejszym słowo Teodora nie było tam gdzie mówił, że będzie. Xilar wiedział, że coś jest nie tak i czym prędzej pognał do swojego pokoju. Widok, jaki ujrzał sprawił, że elf upadł na kolana. Samanta była dosłownie rozczłonkowana po całym pokoju a jej krwią ktoś napisał na ścianie: „uciekaj elfie na do rynsztoka, gdzie Cię Twoja chędożona matka wydała na świat”. Gdy Xilar odwrócił się Teodor stał dumny za nim patrząc na swoje dzieło. „Jak ci się podoba moje przedstawienie, przyjacielu?” Zapytał z kpiną w głosie, po czym wybiegł z pokoju. Elf chwycił swój łuk wiszący od paru miesięcy na ścianie razem z kołczanem i pognał za człowiekiem. Gdy wybiegł z budynku młody Nedd odjeżdżał z szatańskim uśmiechem na ustach. Niewiele myśląc Xil nałożył strzałę na cięciwę i wystrzelił w kierunku jeźdźca. A potem drugą, i trzecią i kolejną aż zupełnie opróżnił kołczan. Każda strzała dosięgła celu tworząc z Teodora bezkształtną kupę mięsa ponadziewaną niemal wszędzie grotami strzał. Xilar wiedział, że jego czas w domu Nedd minął bezpowrotnie.

Elf wrócił do życia tułacza, jednak z uwagi na to ze był poszukiwany listem gończym za morderstwo musiał zupełnie zmienić swój styl życia. Został łowcą głów się, można by rzec, że został tym, kim byli jego prześladowcy. Jego instynkt oraz zdolności łucznicze sprawiły, że jego nowe imię, Gisselir, było wymawianie z szacunkiem przez łowców i z pogardą mieszającą się z lękiem przez łotrów. Gdy życie zaczęło mu się powoli układać dowiedział się, że jego ojciec jest poważnie chory, w sumie jego dni są już policzone. Nie zważając na grożące mu niebezpieczeństwo powrócił w rodzinne strony, aby zobaczyć się z ojcem.
Na miejscu okazało się, że pan Firr został zaatakowany w bardzo dziwny sposób. Został skradziony jego cień, co równało się z śmiercią na miejscu, jednak w tym przypadku mężczyzna przeżył, ale cierpiał okropnie. Chciano mu ulżyć w cierpieniu, ale on chciał przed śmiercią jeszcze ostatni raz zobaczyć syna. Gdy Xilar wchodził do domu wiedział, że coś jest nie tak, że ktoś obcy kręci się w pobliżu. Elf zignorował przeczucie i ruszył prosto do sypialni ojca. Gdy rozmawiali zachowywali się jakby czas ich rozstania nie miał miejsca, jakby Xilar zawsze był na miejscu i jakby nigdy nie doszło między nimi do sporu.
Gdy wszyscy zostawili ich samych, zarówno drzwi jak i okna zatrzasnęły się a po pokoju rozeszła się czerwona mgła, z której wynurzyła się zakapturzona postać. Nie czekając na jakąkolwiek reakcję istota wygłosiła to, z czym została przysłana. Był to pakt na mocy, którego ojciec Xilara odzyska swój cień w zamian za elfie młodość jego jedynego syna. Ojciec kategorycznie zabronił synowi choćby o tym myśleć, lecz Xil już podjął decyzję. Istota zniknęła a pan Firr poczuł jak siły znowu napływają w jego stare, zmęczone kości. Jednocześnie na przedramionach Xilara pojawiły się dziwne znaki przypominające splecione ze sobą węże, czarny i czerwony. „Cóżeś uczynił mój…” rzekł pan Firr, lecz zanim zdążył dokończyć zdanie Xilara już nie było w pokoju. Wiedział, że postąpił słusznie, ale jednocześnie nie mógł narażać rodziny na swoją obecność. Gnał przed siebie najszybciej jak mógł, ale jego „opiekun” już na niego czekał.

Opiekun to istota, która jest odpowiedzialna za odbieranie tego, co zostało zaprzedane. W przypadku Xilara opiekun wysysa z niego jego siły życiowe. Często, choć nie zawsze podąża razem z ofiarą, aby przypominać o nieustannej konieczności spłaty długu. Fahharazo jest na takie metody zbyt leniwy. On w przypadku Xilara wymyślił specjalną metodę. Raz na kilka miesięcy, w czasie snu zabiera duszę elfa do swojej siedziby i tam uwięziony musi grać dla opiekuna koncert. Jest to tak wielka i długa lista utworów, że dochodzi do skrajnego wyczerpania i dopiero wtedy Fahh odbiera to, co zostało Xilar zaprzedał, czyli jego elfia długowieczność. Gdy energia zostaje odebrana elf budzi się i potrzebuje, co najmniej 2 dni na odzyskanie sił.

Xilar wiedząc, że musi się uwolnić z tej klątwy postanawia wyruszyć w poszukiwania jego wuja, Kessira, który w swoim życiu często miewał problemy z demonami z uwagi na to, że był inkwizytorem. Ostatnie listy, jakie przyszły od niego mówiły o tym, że wyruszył na kontynent zwany Lodor. Tuż po ostatniej „zapłacie opiekunowi” ostatkiem sił wczołgał się na statek płynący w kierunku, jaki sobie założył jako docelowy.
Awatar użytkownika
depryl
 
Posty: 143
Rejestracja: 07 maja 2011, 17:59
Lokalizacja: Lubaczów
Moje postacie: Will

Szybka odpowiedź

   

Wróć do Pamiętniki i historie VI Ery

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron