Strażniczka opowieści

dzieje i ciekawe opowieści spisane przez żywe istoty Studni Dusz

Moderatorzy: Tasardur, Junior Admin

Strażniczka opowieści

Postautor: Otiska3 » 23 czerwca 2010, 14:35

Spoglądasz na twarz kobiety, której lico i ciało ozdabiają opalizujące, turkusowa tatuaże. Przypominają one ruchome tribale i węże zwinięte w splot ouroborosa. Historia zatacza koło w bursztynowych oczach młodej elfiej kobiety. Pociągła szczęka i szpiczasty nosek dają wrażenie zadziorności i silnego charakteru. Odziana jest w zwiewną purpurowo-błękitną szatę, podkreślającą jej zmysłowe i namiętne kształty. Czerwone włosy kobiety powodują zdumienie przechodniów kontrastując z kolorami włosów i szat. Wokół niej roztacza sie świeży zapach piżma i jaśminu. A głos mógłby doprowadzić do białej gorączki nawet trupa...

Obrazek

Biegła wraz z innymi, boso, nago, a jej jedyną bronią było to czego do tej pory się nauczyła. Księżyc delikatnie rozświetlał ciemność blaskiem dość wąskiego rogalika. Wiele razy biegała po lesie, ale jeszcze nigdy nie polowała. Nadszedł jednak czas, czas kiedy każdy Sylvan musi udowodnić swą dorosłość, kiedy musi pokazać, że prócz zabaw potrafi o siebie zadbać. Wspominała przez chwilę z łezką w oku chwile psot i szczenięcych wygłupów, ale wtem ujrzała polanę na której dziobak właśnie pałaszował upolowaną łanię. Gdyby miała choć odrobinę doświadczenia wiedziałaby, że oprócz niej, dwóch innych sylvanów, dziobaka i martwej łani w okolicy ukrywa się kilku strażników lasu mających dbać o ich bezpieczeństwo, jednak nie wiedziała o tym. Od wieków ten rytuał polegał na tym, by młodzi sylvani nauczyli się dbać o siebie sami, ale fine nie by ło stac na stratę choćby jednego z nich. Zwłaszcza jej...
Zanuciła szybką skoczną piosenkę i natchnęła ją mocą, mocą piękną jak jej nagie ciało połyskujące w świetle księżyca, dwóch pozostałych sylvanów napięło swe łuki. Wprawnie oko dostrzegłoby, że chłopcy byli tak zestresowani, że ręce drżały im jak liść na wietrze, wprawne oko dostrzegłoby jeszcze jeden napięty łuk, jednak tym razem nie był potrzebny. Moc pieśni poniosła strzałę bezbłędnie trafiając w lewe oko zdziwionego dziwnym hałasem stwora. Ten zwalił się z miną wyrażającą niedowierzanie, zacharczał jeszcze, wypuścił powietrze i padł. Młode sylvany podeszły w trójkę ostrożnie i cicho. Therifiel sprawdził oznaki życiowe dziobaka podczas gdy Lantiel nadal celował do stworzenia w łuku. Stwór nie żył.
Zmówili modlitwę w podziękowaniu bogom za udane polowanie po czym udali się z powrotem. Strażnicy lasu odetchnęli z ulgą. Niełatwo było napędzić na polanę pojedynczego dziobaka i sprowadzić na nią tę gromadkę, za to docenili wdzięki przyszłej strażniczki opowieści, córki Miriel Tiass, Elifiel Tiass. W Klonowym Lesie dawno mówiło się, że młoda elfka zastąpi w przyszłości starą strażniczkę opowieści, a jak wiadomo to najważniejsza osoba w fine. To ona pamięta wszystkie legendy, historię i to ona miała ostatni głos w radzie. Elifiel musiała jednak jeszcze wiele się nauczyć, a jej ciekawość świata, tak rzadko spotykana tylko mogła w tym pomóc.
Tej nocy w Klonowym Lesie odbyła się wielka feta, bo rzadko zdarza się, że aż troje młodych sylvanów osiąga dorosłość, która jest tak płynna w ich społeczeństwie. Dwójka z nich postanowiła pozostać na miejscu, by z wiarą w tradycje rozwijać ich wioskę, Elifiel postanowiła szukać nowych opowieści, by dopisać je do ich historii i tradycji.
Jeszcze rankiem spakowała swoje rzeczy, łuk od matki, kilka ubrań, mandolinę, żywność kilka mikstur i wyruszyła małą łódką w poszukiwaniu przygody.
Awatar użytkownika
Otiska3
 
Posty: 418
Rejestracja: 16 lipca 2006, 20:34
Lokalizacja: Z Puszczy

Postautor: Otiska3 » 27 czerwca 2010, 18:36

/Podczas podróży małą łódką/

*woda niosła cichy przejmujący śpiew w rytm zanurzających się w wodzie wioseł, rybacy z Brushwood mogli usłyszeć ją jako pierwsi*

"Ścieżka elfów"

"Pod osłoną leśnych cieni
Wyzywający niezmąconą ciszę
Przy samotnym towarzystwie lśniącego księżyca
Wilczy zew przeszywa noc
I ścieżka pod mymi bosymi stopami...
...Ścieżka elfów

Muzyka dobiega z czeluści lasu
Uwodzi jak syreni śpiew
Elfi lud przyzywa mnie

Tapio, niedźwiedzi królu, władco lasu
Calyril, spowita w błekit, wybawicielko od smutku i chorób
Otwórzcie wrota i pozwólcie podążyć ścieżką w nieznane

Droga wiedzie do ziem
Gdzie niczym bohater stoję
Na ścieżce, gdzie Piękna spotkała Bestię
Na elfiej ścieżce

To prosta uczciwość tych krain
Władanych przez magię i miecz
Każe mej duszy tęsknić do tamtych czasów
Do elfiej ścieżki

Księżycowa wiedźma zabrała mnie w podróż na miotle
Przedstawiła mnie przyjacielowi - Domowemu Skrzatowi
Przykazała by sauna była dla niego zawsze gorąca

A w zagajniku spotkałam ich wszystkich, lud z mych fantazji
Bilbo, Sparhawk, gobliny i skrzaty
Człowiek śniegu, Willow, trolle i siedmiu krasnoludów
I ścieżką, już na zawsze, wciąż w dal

Droga wiedzie do ziem
Gdzie niczym bohater trwam
Na ścieżce, gdzie Piękna spotkała Bestię
Na elfiej ścieżce

To prosta uczciwość tych krain
Władanych przez magię i miecz
Każe mej duszy tęsknić do tamtych czasów
Do elfiej ścieżki

Dawno temu, na początku zeszłego stulecia
Kowale zniszczyli wszystkie pierścienie mocy

Gdy powracam w zacisze mego domu
Kiedy sen prowadzi mnie za rękę do łóżka
Muzyka płynąca z leśnych ostępów
Unoszą mnie do Nigbylandii
W tę noc, nieziemsko urzeczoną
Widokiem elfiego świata
W tę noc, nieziemsko urzeczoną
Widokiem elfiego świata

Ale potem zły władca nauczył tworzenia pierścieni
I mianował mnie mistrzem"
Awatar użytkownika
Otiska3
 
Posty: 418
Rejestracja: 16 lipca 2006, 20:34
Lokalizacja: Z Puszczy

Postautor: Otiska3 » 29 czerwca 2010, 12:34

Dopływała już do brzegu, gdzie krzątali się niziołczy rybacy, a barka do transportu ludzi właśnie przygotowywała się do wypłynięcia. Minęła wieniec utkany z pięknych róż, unoszący się na tafli morza, wypuszczony nań z okazji neiznanego dla sylvanki święta. Zanuciła cicho na wspomnienie opowieści starszej bardki z Klonowego Lasu

"Zrodziłam się w szkarłatu kaskadach
Byłam słaba, lecz bez grzechu jeszcze
Świat miałam za nic... Żyłam podróżą.
Lecz pewnej nocy sen ukazał mi śmierć białej róży,
Nowe życie ginące w morzu bezkresnej samotności
Ujrzałam całą swą przyszłość, przeszłość zaś - odżyła...
Dostrzegłam swoje piękno... ukryte w ciele bestii.

Gdzież się podziały wszystkie uczucia?
Dlaczego ucichł wszelki gwar śmiechu?

Czemu odejść muszę, by zaznać miłości?
W czasie zawrócić po dar młodości...
Myślą mój obraz malujcie w pamięci,
I łaską dzieciństwa chciejcie uświęcić...

Jak mam na powrót rozpalić uczucia?
Czy, kiedy będzie szansa, powrócę?

Nigdy mi samotność tak nie doskwierała,
Jak gdym wypiła z czary, co mój czas zliczała.
Kropla jadu tę czarę zatruła,
Po łyku z niej, człowiek wśród błędu się tuła...

Gdzież się podziały wszystkie uczucia?
Czemu ma miłość do ciebie okazała się grzechem śmiertelnym?
Teraz - wyzuta z łaski, stęskniona za przeszłością,
Wkrótce wyzwolona będę od trosk i cierpienia...
Najbardziej gorzka prawda przepełnia mą opowieść::
Czas odpłaca nam tylko ziemią i pyłem, po czym stawia cichy, upiorny grób...
Zapamiętaj, moje dziecko: bez czystości - krzyż jest tylko zimnym żelazem,
Nadzieja - złudną iluzją, zaś Ocean Ducha - próżnymi słowami...

Synu, błogosławię ci i zachowam cię w swej pieczy... na zawsze..."
Awatar użytkownika
Otiska3
 
Posty: 418
Rejestracja: 16 lipca 2006, 20:34
Lokalizacja: Z Puszczy

Postautor: Otiska3 » 02 lipca 2010, 09:57

Dziwne miejsca dziś odkryłam. Aldur, wioska ludzi. Ci ludzie to w ogóle nie są tacy wielcy jak myślałam, za to śmierdzą strasznie, przynajmniej Raffi. Trudno się jednak dziwić, bo zimno u nich tak, że jedynie koncepcja potyczki w potężnym wrogiem i nieskromnie mówiąc mój śpiew rozgrzewał nasze serca.
Poznałam też elfy z miasta, trochę dziwne są, ale nie ma tragedii.
Mieliśmy spotkanie w wielkim ogrem, prędzej go poczułam niż zobaczyłam, ale niestety nagrody nie otrzymaliśmy, bo człowiek, z którym poszliśmy do tego ogra uciekł pod osłoną niewidzialności. W sumie nie żałuję, bo też śmierdział. Ogólnie to świat jest bardzo niebezpieczny i cieszę się, że spotkałam tyle miłych osób, które pomogły mi przetrwać.
Awatar użytkownika
Otiska3
 
Posty: 418
Rejestracja: 16 lipca 2006, 20:34
Lokalizacja: Z Puszczy

Postautor: Otiska3 » 07 lipca 2010, 12:01

Wyprawa do miejsca zwanego zamkiem Mira dir. Ogromne, różnorakie golemy stawiały zacięty opór, ale wraz z Paką i Samanem daliśmy radę. Któż by się jednak spodziewał maga dowcipnisia, przy czym jego dowcip był zabawny jedynie dla niego. Podstępnei zamknął nas w jednym z pomieszczeń i zaczął znęcać się swoimi chorymi pomysłami. Na szczęście Paka zajęła go swoją osobą, a my z Samanem odkryliśmy byłego chowańca podstępnego maga, który znał zaklęcie zamykające drzwi. Po powrocie Paki i maga golem kontrolowany p[rzez chowańca złapał maga. Niestety widząc, że sytuacja wymyka się spod kontroli musiałam zdekapitować jeńca nim zrobiłby nam krzywdę.
Dla chowańca znaleźliśmy nowego pana w akademii i w ten sposób wyszliśmy cało z opresji. Chyba ułoże o tym jakąś piosenkę.

/podziękowania dla MG Billa i Tasa/
Awatar użytkownika
Otiska3
 
Posty: 418
Rejestracja: 16 lipca 2006, 20:34
Lokalizacja: Z Puszczy

Postautor: Otiska3 » 16 sierpnia 2010, 11:16

//OOC z wczorajszego występu tekstów kilka//

Kto wynalazł drut miedziany?
Krasnoludy - gdy wyrywały sobie miedziaka

Do krasnoluda:
- Powinieneś kupić tego muła, zjada tylko łyżeczkę karmy. Super!
- Stołową czy od herbaty?

Człowiek spotyka kolegę Orka na skrzyżowaniu Daclora.
- Cześć co robisz?
- Niosę piwo dla mojego kolegi.
- A po co ci te drzwi?
- Kazał przynieść coś do otwierania

Drowka i Elfka starają się o prace w domu publicznym. Właścicielka urządziła egzamin wstępny. Po chwili Elfka z wychodzi z sali egzaminacyjnej.
- No i jak ci poszło ? - pyta Drowka.
- Oblałam z ustnego.

Drowka i Elfka idą przez smoczą dolinę. Drowka nagle mówi: "Och, popatrz na tą biedną zdechłego wywverne!"
Elfka spojrzała na niebo i spytała "Gdzie?"

Jaka jest różnica między mądrą elfką a kryształem krylizu?
- Parę osób widziało kryształ krylizu...

Siedzi trzech tyranów na skrzyżowaniu Daclora i nagle jeden z nich mówi "zgłodniałem" i poszedl do Aldur. Wraca za kilka chwil cały zakrwawiony i mówi: pamiętacie tę wioske na północ? Wszystkich wyrżnałem żywej duszy nie ma. Na to drugi: a to ja tez lece: wraca za kolejne kilka chwil cały zakrwawiony i mówi: pamiętacie ta wioske na północ - tak - wszystkich wyrznałem kobiety i dzieci, dziewice i starców..
na to trzeci ja nie bede gorszy- tez poszedl.. wraca bardzo szybko cały zakrwawiony, bardziej od tamtych, a tamci pytaja sie co tak szybko. a on na to - a na trakcie się wyrżnąłem"

Napotyka na skraju lasu bandyta drowkę:
- Nie boi się pani tak sama chodzić po lesie? Jeszcze ktoś panią zgwałci...
- Gdyby pan był tak miły... to już bym dalej nie szła...

Człowiek, elf i krasnolud sprzeczają się, kto szybciej biega.
Człowiek mówi:
- Ja to kiedyś tak szybko biegłem, że jak wbiegłem do Faraldor północną bramą, to wybiegłem południową, zanim ktokolwiek zdążył powiedzieć: co to jest?
Elf mówi:
- Ja to kiedyś tak szybko biegłem, że dogoniłem strzałę, którą sam wypuściłem.
Na co krasnolud mówi:
- A ja to kiedyś tak szybko biegłem, że jak skręciłem w prawo, to obejrzałem własną rzyć od tyłu.


Dlaczego trumny dla Drowek są trójkątne?
- Bo im się w ciemnościach nogi same rozkładają.

Świątynia Mnichów, Uczen pyta Mistrza:
- Mistrzu, jaka jest różnica między perłą a kobietą?
Mistrz: - Różnica jest taka, że perłę można nawlec z dwóch stron, a kobietę z jednej tylko...
Uczen (zmieszany) :
- Chciałbym zaprzeczyć mądrości jego wspaniałości Mistrza, ale słyszałem o kobietach, które można nawlec z obu stron.
Mistrz: -To nie kobiety, TO PERŁY!

Pięciu krasnoludów dostało kwaśne mleko, a tylko czterech dostało kwaszone ogórki.
- Czego nie dostał piąty krasnolud?
- Rozwolnienia

W karczmie jeden z gości co chwilę zamawia i wypija jeden kufel piwa.
-Czy pan wie - zwraca się do niego siedzący obok mężczyzna - że wskutek nadużywania alkoholu umiera rocznie 10 tysięcy ludzi?
-Wszystko mi jedno, jestem krasnoludem

Elf zastanawia się nad kupnem starego zamczyska w Faraldor. Rozmawia w tej sprawie z sędziwym lokajem mieszkającym w zamku:
-Słyszałem, że ten zamek nawiedza duch?
-Bzdura! Mieszkam tu od trzystu wieków lat i nigdy go nie widziałem...

Faraldor. Spod mostu nad rzeką słychać wołanie tonącego.
Najpierw krzyczy w języku elfów, potem w niziołczym, wreszcie we wspólnym...
Widzisz - mówi do swej żony idący mostem człowiek- zamiast tylu języków mógł nauczyć się pływać...

W krasnoludzkiej karczmie człowiek-turysta zamawia obiad w krasnoludzkim.
Karczmarz uśmiecha się i mówi:
-To bardzo miło, że usiłuje pan mówić w naszym języku.
-Jak to: usiłuję? - oburza się człowiek.
-Bo przed chwilą zamówił pan dwa talerze piwa...

Krasnolud pyta człowieka:
-Czy wiesz, jaką ilość piwa mogę wypić?
-Wiem. Każdą, jaką cię poczęstują!

Krasnolud spędził miły wieczór ze swoim przyjacielem elfem, który za obu płacił wszystkie rachunki. Około północy wstąpił jeszcze do gospody na kawę.
Elf wyjmuje sakiewkę, chcąc zapłacić.
-O nie, przez cały wieczór płaciłeś za mnie: za przyjazd za kolację, napoje, znów przejazd... Pozwól, że tym razem każdy zapłaci za swoją kawę!

Człowiek wędrując zagubił się wśród górski bezdroży. W końcu dojeżdża do jakiegoś domu i pyta właściciela:
-Proszę mi powiedzieć, gdzie ja właściwie jestem?
-Informacja kosztuje 50 dukatów!
-Serdecznie dzięki, już wiem, że jestem w kraju krasnoludów!


-Jaka jest różnica między człowiekiem i krasnoludem?
-Kiedy wyłysieje człowiek- kupuje sobie perukę, kiedy wyłysieje krasnolud - sprzedaje grzebień!


-Dlaczego troll złamał nogę gdy grabił liście?
-Bo spadł z drzewa.

Dlaczego troll je ziemię?
Bo grunt to zdrowie, a poza tym trzeba szukać swoich korzeni.


Do karczmy wchodzi zdenerwowany niziołek i krzyczy:
-Kto zbił mojego synka? Kto zbił mojego synka?!
Zza stołu podnosi się troll i odpowiada:
-Ja, a co?
-Nic, chciałem ci podziękować już od dawna mu się należało.


Dar dzieciństwa

Zrodziłem się w szkarłatu kaskadach
Byłem słaby, lecz bez grzechu jeszcze
Świat miałem za nic... Żyłem podróżą.
Lecz pewnej nocy sen ukazał mi śmierć białej róży,
Nowe życie ginące w morzu bezkresnej samotności
Ujrzałem całą swą przyszłość, przeszłość zaś - odżyła...
Dostrzegłem swoje piękno... ukryte w ciele bestii.

Gdzież się podziały wszystkie uczucia?
Dlaczego ucichł wszelki gwar śmiechu?

Czemu odejść muszę, by zaznać miłości?
W czasie zawrócić po dar młodości...
Myślą mój obraz malujcie w pamięci,
I łaską dzieciństwa chciejcie uświęcić...

Jak mam na powrót rozpalić uczucia?
Czy, kiedy będzie szansa, powrócę?

Nigdy mi samotność tak nie doskwierała,
Jak gdym wypił z czary, co mój czas zliczała.
Kropla jadu tę czarę Męskości zatruła,
Po łyku z niej, człowiek wśród błędu się tuła...

Gdzież się podziały wszystkie uczucia?
Czemu ma miłość do ciebie okazała się grzechem śmiertelnym?

Teraz - wyzuty z łaski, stęskniony za przeszłością,
Wkrótce wyzwolon będę od trosk i cierpienia...
Najbardziej gorzka prawda przepełnia mą opowieść::
Czas odpłaca nam tylko ziemią i pyłem, po czym stawia cichy, upiorny grób...
Zapamiętaj, moje dziecko: bez czystości - krzyż jest tylko zimnym żelazem,
Nadzieja - złudną iluzją, zaś Ocean Ducha - próżnymi słowami...

Synu, błogosławię ci i zachowam cię w swej pieczy... na zawsze...

Dziennik Brushwood:

wywiad z Terrym Brandy, synem Merryego Brandy, członka Drużyny Młota:

GH:…więc co Panu opowiadał ojciec ? Jak zaczęła się owa misja Młota?

TB: Trudno powiedzieć, mój staruszek, nieboszczyk, Panie świeć nad jego duszą, twierdził, że wiąże go przysięga… Wie Pan, ślubował dochować tajemnicy. Ale czasami, gdy wypił zbyt wiele piwa, to opowiadał całkiem ciekawe rzeczy.

GH: Czy mówił coś konkretnego ?

TB: Cóż, pod koniec życia miał całkiem zaawansowaną demencję, ale wspominał coś o Opoce...

GH: Słynna walka Nathaniela na moście ?

TB: Czy ja wiem, że słynna? Ojciec mówił, że jak się już ewakuowali przez most, Nathaniel nagle krzyknął :” Czekajcie, mam coś do załatwienia !”, po czym zniknął nam z oczu. Zza zakrętu korytarza dochodziły nas odgłosy walki, a gdy most się zawalił, myśleliśmy, że on zginął. Po wielu dniach spotykamy do w lesie Clarion, a on jak gdyby nigdy nic mówił, że walczył z Vrokiem. I że go pokonał….

GH: Tak, ale co w tym ciekawego ?

TB: Hm, niby nic, ale wiceminister spraw wewnętrznych Perionu nazywa się Vrok, więc skoro żyje, to kogo pokonał Nathaniel na moście ?

GH: Minister Vrok? Szef Agencji Bezpieczeństwa Perionu? Ciekawe. A co ze sprawą śmierci Ahvaza? Czy to prawda że nie zginał w walce z orkami ?

TB: Ojciec bardzo mgliście wspominał o kłótni pomiędzy Nadrilem, Mishą a Ahvazem. Ahvaz w noc przed śmiercią odgrażał się, że w Faraldor ujawni wszystko co wie… Niestety nie zdążył, zginął w zasadzce, chociaż staruszek ojciec mówił, że jak na orki, to napastnicy mieli zbyt miękki i śpiewny akcent, taki ….

GH: Elficki ?

TB: No właśnie…

//OOC pomysły własne, internet, historia SD, polityka, chętnie przyjmę każdy pomysł na dowcipyi kolejne występy//
Awatar użytkownika
Otiska3
 
Posty: 418
Rejestracja: 16 lipca 2006, 20:34
Lokalizacja: Z Puszczy

Postautor: Otiska3 » 21 grudnia 2010, 21:07

Elifiel biegła wraz z dwójką przyjaciół przez labirynty obserwatorów. Kilka chwil wcześniej zabezpieczyła wszystkich przed złą magią, tak by te złośliwe stworzenia nie wyrządziły im krzywdy. Kilka stworzeń dopadli już przebijając się w kierunku sławnego już skrzyżowania Daclora, ale kolejne pomieszczenie miało okazać się nie do przebycia. Wbiegła za mniszką Mashą do sporej komory, której wystrój stanowiły jedynie drobne kamienie na podłodze, słup po środku sali oraz trzech potężnych obserwatorów. Masha zaatakowała pierwsza korzystając ze swej wrodzonej szybkości, ale mag wypatrywaczy już zaczął inkantację potężnego zaklęcia. Młoda bardka przebiegła obok, jednak nie uniknęła zaklęcia zatrzymującego czas, nie wiedziała również, że wypatrywacze zastawiły pułapkę.
Chwilę później stała z obnażonym rapierem w dłoni bez swej magii ochronnej widząc jak mag wypatrywaczy rzuca śmiertelne zaklęcie dziwu…
...ocknęła się. Wokół leżało kilka ciał wielkich oczu. Na palcu wskazującym znajdował się dziwny pierścień. W zasadzie była wdzięczna, jednak nie do końca przekonało ją zdanie Mashy, że wskrzesił ja sam Rimyr, ją? Sylvankę? Stanowczo było tu coś nie tak…
Awatar użytkownika
Otiska3
 
Posty: 418
Rejestracja: 16 lipca 2006, 20:34
Lokalizacja: Z Puszczy

Postautor: Otiska3 » 30 stycznia 2011, 22:25

Ogromny cień przemknął po nieboskłonie nad Faraldor, nie chciała tego widzieć ale spojrzała. Pięć głów niczym narożniki pentagramu wpatrywało się w swój cel, rozejrzała się po towarzyszach. Stali, ten którego zwą Vernitzem ze swą nieodzowną dwuczęściową bronią której nazwy Elifiel nawet się nie domyślała, Cai czarodziej z książką, miała dla niego własne imię, ale nie odważyła się go wypowiedzieć, Le'Lu' łuczniczka z którą wiązało ją coś dziwnego, czego nie potrafiła wytłumaczyć, Chonn który jest chyba czymś w rodzaju krasnoludzkiego rycerza zakonnego pełnego honoru i wąż, którego znała już wcześniej ale niewiele potrafiła powiedzieć na jego temat.

Ruszyli w kierunku portu, zewsząd zbiegały się oddziały elfów, miecznicy, łucznicy, drzewce. W oczach większość z nich czaił się strach, strach tak wielki, że niemal namacalny. Wkroczyli na teren portu, jak zwykle elita stała z tyłu, dziwiło ja to zawsze gdy widziała potyczki elfich czy innych armii. Sylvani zawsze atakowali tak by najsłabszych ochronić, a tu traktowano ich jak mięso armatnie. Zagrała na swoich instrumentach, magia pieśni rozeszła się po towarzyszach i okolicznych oddziałach, tyle tylko mogła zrobić dla tych biedaków.

Smok spadł z nieba jak kamień atakując jak szalony. Szarpał pazurami i atakował każdą głową, elfy padały jak muchy a kilku bohaterów rozpoczęło swój taniec. Walka była nierówna, po każdym uderzeniu smoczych pazurów jakieś ciało leciało kilka metrów, wyjątkiem był czarodziej w niebieskiej szacie. Stał otoczony swymi aurami i atakował zawzięcie. Rapier Elifiel też znalazł sobie drogę do trzewi smoka...

Wtem pojawił się ogień mnóstwo ognia, nigdy wcześniej tyle nie widziała... Chonn spojrzał an nią „No dalej atakuje w imię Rimyra!”. W sumie było jej obojętne w imię czego atakowała smoka, ale dziwne to było uczucie. Wyjęła łuk, gdyż walka bezpośredni nie byłą jej mocną stroną. Jej strzały jednak odbijały się od łusek w przeciwieństwie do strzał Le' Lu' i Węza. Postanowiła użyczyć jeszcze trochę mocy pieśni walczącym.

Tiamat wpadł w szał, już pół dzielnicy portowej było w poważnych uszkodzeniach, a on nadal szalał. Kilka chwil później leżeli niemal wszyscy. Znów zobaczyła twarz Chonna, chyba będzie miała do porozmawiania sobie w świątyni tego Rimyra.

Smok wzniósł się w powietrze i przegnał inne smoki, by po pewnym czasie wzbudzić ogromną falę wody w porcie. W sumie dobrze, bo opady deszczu i woda gasiły pożary. Gorzej że Chonn i Vernitz mało nie utonęli. Smok odleciał, ale co będzie potem, gdzie zaatakuje?

Elifiel miała tylko nadzieję, że gad jak większość istot nie rozróżnia jej od zwykłych elfów. Nie chciała by takie zniszczenia pojawiły się i niej w wiosce.
Awatar użytkownika
Otiska3
 
Posty: 418
Rejestracja: 16 lipca 2006, 20:34
Lokalizacja: Z Puszczy

Postautor: Otiska3 » 07 marca 2011, 14:39

Postanowiłam zostać aniołem. Dlaczego?
To proste, Henryk jednego takiego przyzwał, choć może jedną. Podobno jednak anioły płci nie mają, nie wiem.
W każdym razie anielica była piękna i miała śnieżno białe pierzaste skrzydła. Były cudowne, w sumie podobają mi się, a aniołów coś tu mało na Lodor, za to demonów dużo.

Nie wiem jeszcze jak to zrobię, unicestwiłam setki demonów i diabłów, ale to chyba nie ta droga. Napisałam też pieśń do bogów:

Złe przychodzi lekką ręką
Od niechcenia tak jak życie
Z myślą, gestem i uczynkiem
Wydawane ponad wszystko

Wojny o pokój na tle religijnym
Zabijanie w imię bogów i swych racji
Polityka świata polityka władzy
Szerząca się nienawiść

Z broni budują porządek
Walczą o pokój śmiercią
Wprowadzają spokój i ład
I wtedy kończy się świat

Maladyci śpiewają, Maladyci klaszczą w dłonie
Varladoscyczy piją krew, a Lodor we łzach tonie
I do nieba wzięci, z grzechów oczyszczeni
Spotykają Tormitów, zaczynają wojnę


Jeszcze nie wiem któremu bogu podaruję tę pieśń, ale pragnę być aniołem.

*/OOC - jeśli któryś z MG ma ochotę się bawić z Elifiel i pomóc jej spełnić marzenie, bądź wpuścić na manowce, to chętnie umówię się na PW/*
Awatar użytkownika
Otiska3
 
Posty: 418
Rejestracja: 16 lipca 2006, 20:34
Lokalizacja: Z Puszczy

Postautor: Otiska3 » 08 kwietnia 2011, 13:19

.. a nocą na trakcie spotkali tropiciela, zwała się Denurdiel i podobno tropił wiwerny. Z początku Elifiel była nieco nieufna, gdyż wiwerny te były ponoć niezwykle rzadkie, a sama ich wcześniej nie widziała, jednak przemogła niechęć po wysłuchaniu opowieści o napadaniu na ludzi i zbawiennych mocach antidotum z kolca jadowego.
Wraz z Mashą i Daharielem wyruszyli na polankę wśród cmentarzyska saryl. Tam, po pokonaniu znikomego oporu martwiaków, tropiciel wypuścił sokoła łownego i ustalił, że wiwerna kieruje się do Ferie. Udaliśmy się tam czym prędzej w akompaniamencie muzyki marszowej:
( http://s920.chomikuj.pl/File.aspx?id=33 ... i+Szyk.wma )

Dotarli do górskiego przejścia tuż po zapadnięciu nieprzeniknionej mgły:
Obrazek

Niewiele brakowało i za przeprawę zapłaciliby życiem, gdy wiatry hulały i deszcz uderzał w nich ścianami. Po dotarciu na miejsce zjedli ciepły posiłek i spotkali starca szukającego wnusi Kitty, swoja drogą dziwię się ludziom, że nie zostawiają dzieci u opiekunów, dziadek nie nadaje się do pilnowania krowy a co dopiero szalonego berbecia. Szybko okazało się, że dziewczynka wraz z zawieruszoną sarenkę udała się w góry.
Tam po dłuższym poszukiwaniu znaleźli sarenkę i dziewczynkę kilka metrów w dół przepaści, dziewczynka była zdrowa ale zwierzę dość mocno ucierpiało upadek. Po skompletowaniu odpowiedniej liny Eli zeszła na dół i zaopiekowała się zgubami. Niestety złamana noga sarny nie rokowała najlepiej, choć kilka drobiazgów nieco jej pomogło. Sylvanka w celu wyciągnięcia jej z dziury postanowiła zamienić sarnę we wróżkę i schować w torbie, po czym przywiązała Kitty do liny by wyciągnięto ją na górę. Wtem zaatakowała wiwerna, pojawiła się znikąd jak prawdziwy drapieżca, atakując sylvankę w niedogodnej dla niej sytuacji. Po dłuższej walce i wsparciu z góry udało się pokonać bestię i wydostać z dna wraz ze zdobycznym żądłem.
W gospodzie Franka dziadek już na nich czekał, ucieszył się bardzo z pomocy i wykorzystując swą atletyczną budowę ciała uniósł wnusię z radości.
Obrazek
W ten oto sposób Elifiel zyskała kolejną opowieść do niesienia wśród ludu i sporo wiedzy na temat wiwern.
Awatar użytkownika
Otiska3
 
Posty: 418
Rejestracja: 16 lipca 2006, 20:34
Lokalizacja: Z Puszczy

Postautor: Otiska3 » 24 kwietnia 2011, 13:48

A było to już jakiś czas temu… Elifiel z Paką udały się do podmroku w poszukiwaniu sławy, bogactwa, natchnienia i kilku innych drobiazgów, których wymienianie w tej opowieści mija się z celem. Początek wyprawy zgodnie z oczekiwaniem poszedł jak z płatka. Sylvanka i elfka gładko rozprawiły się z grabarzami i mumiami. Dalej w rytm bojowego bębna przemaszerowały tryumfalnie przez podmroczną pustynię gdzie nieumarli wychodzili spod piasku i próbowali kąsać niespodziewanie. Tego dnia Eli często widziała błyski boskiej mocy spływające na nieumarłych rażonych przez miecz Pakathiel. Na niewiele zdały się kolejne zastępy wroga, gdy magiczna pieśń odpychała ich ciosy, przyspieszała ruch dziewczyn i zasklepiała lekkie rany. Zaraz potem weszły do tajemniczych okrągłych tuneli zamieszkałych przez ogromnych wypatrywaczy…
… w końcu dotarły do celu swej podróży, to tu zgodnie z opowiadaniem jakie Eli usłyszała w spelunie miała się mieścić kryjówka pająkoludzi zwanych driderami. Przygotowane i uzbrojone po zęby wkroczyły do ciemnych tuneli. Kilka piosenek dało im moc widzenia i kilka innych przydatnych umiejętności. Zeszły w dół i zaatakowały pierwsze stworzenia. Wbrew pozorom dzięki mocy Torma nie stawiły wielkiego oporu, a Elifiel w wirującym tańcu z rapierem w dłoni u boku mężnie walczącej westalki Torma sprawnie przedzierały się przez opór wroga. Wtem wokół zrobiło się ciemno bardziej niż zwykle. Sylvanka instynktownie zanurkowała w dół i przetaczając się kilka razy cięła powietrze wokół siebie nic nie trafiając. Paka nie miała tyle szczęścia, a zarazem miała go wiele. Sztylet zabójcy mrocznych elfów trafił ją w spojenie zbroi płytowej tuż nad biodrem. Gdyby nie trening, wyszkolenie i modlitwa zapewne nie przetrwałaby ataku, jednak odskoczywszy machnęła w drowa ścinając tylko pukiel jego włosów. Westalka byłą ciężko ranna, jednak dzięki mocy swego boga szybko wróciła jej witalność. Obie przylgnęły do swych pleców i obracając się zaczęły wypatrywać swych oponentów…
… jest ich dwóch lub trzech rzekła sylvanka
… skąd wiesz widziałam tylko jednego odpowiedziała święta wojowniczka
… słyszę, otaczają nas… *sylvanka zanuciła pieśń uderzając opuszkami palców o zawieszoną z boku mandolinę, powietrze zgęstniało pod rozchodzącą się falą dźwiękową i zaczęło załamywać się w miejscu gdzie czaiły się drowy. Teraz to i Paka widziała gdzie są wrogowie. Jeden z ciemniaków wystrzelił z łuku, tak że grot strzały przebił ciężką tarczę strażniczki opowieści tuż nad ręką, Elifiel usłyszała tylko cichy szept i ostrzegła towarzyszkę. Zabójcy zaatakowali w szale równocześnie z trzech stron*
… atakują! *bardka miała jeszcze coś w zanadrzu, czego oponenci nie spodziewali się. W momencie, gdy trójka młodych zabójców ruszyła do ataku sylvanka zagrała pieśń tak fałszywą, że nawet paladynkę ona zniesmaczyła, choć jak obie wiedziały to za dobrego słuchu nie ma. Pieśń jednak wzmocniona potęgą magii pieśni rozproszyła misterną szatę ciemności zabójców i westalka ujrzała swych niedoszłych zabójców jak na dłoni. Jeszcze przed atakiem Elifiel zobaczyła odbiegającą w dal postać, a chwilę później trzy cała leżały wokół z wyrazem zdziwienia na twarzy. Nie zdążyła nawet sprawdzić czym walczyli przeciwnicy jak moc studni dusz zabrała ich pozostawiając tylko szczątki ubrań*
… może być ich więcej, jeden uciekł w stronę wyjścia
… to i na nas czas Eli
Towarzyszki udały się lekkim truchtem na powierzchnię nie mając ochoty więcej spotykać tego dnia drowów na swej drodze.
Awatar użytkownika
Otiska3
 
Posty: 418
Rejestracja: 16 lipca 2006, 20:34
Lokalizacja: Z Puszczy

Postautor: Otiska3 » 18 maja 2011, 17:45

W sakrum nad ranem się spotkały,
Paka, Eli, kapłanka w promieniach słońca stały,
Sylvanka z problemem tutaj przybyła,
Którego rozgryźć trudna sprawa była,
Tam ustaliły kolejność rzeczy,
I we dwie z Paką zabrały rzeczy,
By łowców demonów obóz odwiedzić,
I ważną sprawę tam ustalić,
Przystojniak łowca niczym posąg stał,
I pomocy niewiastom udzielić chciał,
W te pędy udały się do smoka,
Co złotą łuską świecił spod oka,
Lecz gada owego nie zastały,
Bo się świat zawalał z nim cały,
Więc niepozornego Milith odwiedziły,
Lecz mówić wszystkiego się tam wstydziły,
W końcu opowiedziały, o co im chodzi,
A smoczek wskazał, co robić się godzi,
Następnym zaś razem udały się do akademii,
Co magii adeptów nam wokół pleni,
Tam znaleźć mogły maga od kryształów,
Lecz było on pomóc nie gotów,
Więc dzielne panny do kapłanki wróciły,
By Henryka o pomoc zechcieć prosiły,
Następnie jak zbiorą już grupę,
To anieli śpiew rozniesie się echem.
Awatar użytkownika
Otiska3
 
Posty: 418
Rejestracja: 16 lipca 2006, 20:34
Lokalizacja: Z Puszczy

Postautor: Otiska3 » 28 maja 2011, 09:35

*w repertuarze wędrownej bardki pojawiła się nowa pieśń wykonywana z przekorą*

"Kto za życia dobry na ziemi
po śmierci będzie aniołem
kierujesz wzrok ku niebu i pytasz
dlaczego ich nie widać

Dopiero kiedy chmury idą spać
można nas na niebie zobaczyć
boimy się i jesteśmy samotni
bóg wie, że nie chcę być aniołem

Żyją za horyzontem
oddzieleni od nas, nieskończenie daleko
muszą się wpijać w gwiazdy
żeby nie spaść z nieba

Dopiero kiedy chmury idą spać
można nas na niebie zobaczyć
boimy się i jesteśmy samotni
bóg wie, że nie chcę być aniołem"
Awatar użytkownika
Otiska3
 
Posty: 418
Rejestracja: 16 lipca 2006, 20:34
Lokalizacja: Z Puszczy

Szybka odpowiedź

   

Wróć do Pamiętniki i historie VI Ery

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości

cron