Kilka wersów z życia Saviel Arnemeirs

dzieje i ciekawe opowieści spisane przez żywe istoty Studni Dusz

Moderatorzy: Tasardur, Junior Admin

Kilka wersów z życia Saviel Arnemeirs

Postautor: Astarte » 08 czerwca 2010, 19:55

Mówią o niej, że ma wejrzenie anioła, włosy jej sięgające za łopatki czarne są niczym serce samego Veeslatha, lecz miękkie jak aksamit. Usta czerwone niczym sama krew kontrastują w łagodnym uśmiechu z białymi zębami. A głos, który się z nich wydobywa przywodzi na myśl cichy szum strumienia, świergot ptaków… Łagodne muśnięcie piórka, choć ciężko je zignorować. Rysy twarzy delikatne, cera gładka, różana, świadczą o tym, że nie przekroczyła jeszcze trzydziestu wiosen, choć wydatne kształty odrysowujące się na barwnej szacie ewidentnie wskazują na to, że wiek dorastania ma już dawno za sobą. Nikt nie widział u niej żadnych znaków szczególnych, z wyłączeniem srebrnego smoka wyhaftowanego na jej szacie na wysokości serca, ale któżby zwracał uwagę na takie rzeczy, gdy niżej pod płaskim brzuchem, rozciągają się długie nogi, wyrzeźbione od częstych podróży, skryte pod butami sięgającymi do kolan?

+++

Iskry strzeliły z ogniska, gdy tylko świeży chrust dotknął ognistych języków. Kobieta otrzepała dłonie, widelczykiem poprawiła rybę smażącą się na kamieniu, usiadła na pniu zwalistego drzewa, pogładziła z czułością futerał swojej harfy przytroczony do torby podróżnej. Otuliła ramiona płaszczem.
Wieczór nie należał do najcieplejszych. Wiał przejmujący, chłodny wietrzyk. Co zupełnie nie przeszkadzało skrytym w trawie cykadom wygrywać swoich serenad skierowanych zapewne do szumiącego nieopodal strumyka.
Niziołki mieszkające w pobliżu poszły już spać. Światła domostw pogasły. Wokół panował spokój.
Kobieta wpatrzyła się jak języki płomieni łakomie oblizują dorzucone gałęzie.
Tak, spokój. Taki sam spokój, jak tamtej nocy…
Przełknęła ślinę, oblizała zmartwiałe nagle wargi.
To było tak dawno temu. Nie powinnam tego pamiętać.
Przymknęła oczy. Jej twarz ściągnęła się pod wpływem uczucia bólu. Tak odległego, a jednak tak samo żywego.
Pamiętała tamten miękki kobiecy alt kołyszący ją do snu. W nozdrzach czuła dym.

+++

Noc była ciepła. Przez otwarte okno wietrzyk kołysał białymi firankami. Sharin leżała bokiem na łóżeczku koło niewielkiego zwitka kołderki ozdobionego czarnymi loczkami. Delikatnie gładziła dziewczynkę po czole i śpiewała cichym, uspokajającym głosem.

Idzie niebo ciemną nocą,
Ma w fartuszku pełno gwiazd.
Gwiazdki świecą i migocą,
aż wyjrzały ptaszki z gniazd.
Jak wyjrzały - zobaczyły
i nie chciały dalej spać,
kaprysiły, grymasiły,
żeby im po jednej dać!
Gwiazdki nie są do zabawy,
tożby nocka była zła!
Ej! Usłyszy kot kulawy!
Cicho bądźcie!...A, a, a...


Nagle rozległ się huk i niebo rozdarł nieludzki krzyk kilkunastu mordowanych gardeł.
Pamiętała jak poderwała się z poduszki. Usiadła, kurczowo zaciskając małe dłonie na kołdrze. Była przerażona. Sharin objęła ją ramieniem. Przytuliła się do jej pleców. Szeptała jej cicho do uszka.
-Spokojnie, Kochanie. Wszystko będzie dobrze. Zostań tu… - pamiętała pełne czułości muśnięcie warg o jej skroń. I dalszy szept – Pod żadnym pozorem nie wychodź z łóżka. Nie bój się. Mamusia jest przy tobie.
Nagle wszystko zamarło. Ciemność nocy została rozświetlona fajerwerkami iskier i płomieni z płonących domostw. Sharin zerwała się z łóżka, pośpiesznie skierowała się w stronę drzwi.
-Nie bój się…. – powiedziała do niej, siląc się na spokojny ton. Zniknęła.
Poczuła jak zbiera jej się na płacz. Jak usta drżą ze strachu. Przez okno wdarły się kłęby duszącego dymu. Wszystko huczało.
-Mamusiu – wymamrotała.
Nie było jej.
-Mamo!
Była sama…
Dym wyciskał łzy z oczu. Dławił. Nie mogła nabrać powietrza w płuca. Wszędzie wokół huk ognia i jednostajny wrzask mordowanych.
Nagle rozbłysk błękitnego światła niedaleko niej. A może jej się tylko zdawało?
Usłyszała kojący szept przy uchu. Pokrzepiający uścisk wokół ramion.
-Szszszsz… Nie zginiesz. Nie dziś – nie znała tego głosu.

+++

Poprawiła widelczykiem rybę, aby się nie spaliła. Wróciła do wspomnień, wpatrując się w odległy punkt gdzieś w ognisku.

+++

Wszystko będzie dobrze. Mamusia jest przy tobie…
Zerwała się z posłania oblana zimnym potem. Rozdygotaną dłonią odgarnęła z czoła przyklejone kosmyki włosów. Dopiero spostrzegła, że była otulona grubymi skórami, zamiast swojej kołderki. Zamiast miękkiego łóżeczka, leżała na twardym sienniku. Zamiast białych ścian dokoła, otaczała ją skała.
Jej ciałem wstrząsnęły dreszcze.
-Mamusiu – załkała cicho. Położyła się, schowała twarz w małe dłonie.

+++

Obudziła się. Znowu otulona szczelnie skórami. Obok jej posłania, siedział mężczyzna o twardych rysach twarzy, krótko obciętych srebrzystych włosach i spokojnych, stalowych oczach, z których wydzierał kojący spokój i troska. Okryty był szarym habitem z grubego materiału.
-Obudziłaś się – przemówił łagodnie grubym głosem – To dobrze. Gorączka ci spadła wreszcie.
Wpatrywała się w niego błękitnymi oczami bez słowa. Wstał. Podszedł do drewnianego stołu nieopodal. Wziął stamtąd niewielkie zawiniątko i wrócił do niej. Zawiniątko położył na krześle.
-To ciepłe ubranie. Przebierz się. Na stole masz gorącą strawę. Zjedz. Pytania później, na pewno masz jakieś. Jak będziesz gotowa, znajdziesz mnie.
Odwrócił się do niej plecami i wyszedł.

+++

Ubrania pasowały. Wełniana koszulka, ciepłe spodnie i kurteczka wyszywana od środka futrem. Jedzenie było bez smaku. Ale ciepłe. Cały czas czuła to przyjemne uczucie w brzuchu. Była najedzona i było jej ciepło.
Mężczyznę odnalazła nad skarpą. Z dołu roztaczał się widok na całą mroźną okolicę. Widać też było niewielką osadę. Z kominów domostw unosiły się słupy dymu.
Mężczyzna spojrzał na nią, skinął głową.
-Podejdź.
Usłuchała. Wpatrywała się w niego z hardo uniesioną głową.
Westchnął.
-Ubrania pasują? To dobrze. Cieszę się. Przejdźmy zatem do pytań. Na pewno masz jakieś. Zapewne na ich część odpowiem teraz.
-Czemu zabrałeś mnie w to zimne miejsce?
-Będziesz tu bezpieczna.
-Ale tu jest zimno…
Zgrzytnął zębami. Pochylił się nad nią, złapał ją za ramiona.
-Posłuchaj mnie uważnie. Zabrałem Cię z płonącego domu i dałem schronienie. Zrobiłem to z kaprysu, więc zamiast marudzić i kręcić rozpieszczonym noskiem, spuść wzrok i podziękuj za ocalenie. I za to, że koboldy cię jeszcze nie zeżarły, smarkulo.
Szarpnęła się.
-Nie mam ci za co dziękować. Tam byli moi rodzice. Oni by mnie uratowali. A ty mnie od nich zabrałeś!
-Twoi rodzice byli martwi…
-Kłamiesz..!
-Cisza!
Struchlała. Usta jej zadrżały, spuściła głowę.
Skinął głową.
-Tak lepiej. Mam nadzieję, że było warto cię ocalać. Ale to pokaże czas. Zwę się Aceloth, choć jesteś jeszcze za mała żeby to imię coś ci mówiło. Twoja matka zapewne nigdy o mnie nie wspominała. Ale ty zwracaj się do mnie Mistrzu. I nie nadwyrężaj mojej cierpliwości.
Skinęła głową.

+++

Odruchowo pogładziła haft na swoim ubraniu.
Aceloth. Srebrny Smok. Mój Mistrz. Były nauczyciel mojej matki, zanim się nie związała z ojcem i nie odwróciła od niego. On mnie uratował z płonącego budynku. Uratował mnie, mimo, że moja matka go zawiodła… Przez pierwszych kilka dni leżałam nieprzytomna od gorączki. Wywołanej szokiem ostatnich przeżyć i czarami. Jego czarami. Musiał obudzić we mnie swoją krew. Krew, którą przekazała mi moja matka, mimo że ona oddała się woli Veeslatha. Czarnego smoka. Nigdy nie mówiła, jakie rytuały na niej odprawiał, by jej skrzydła były równie czarne jak skrzydła ojca. Ale Veeslath nie był w stanie zabić całej krwi Srebrzystych.
Z roztargnieniem spojrzała na swoje przeguby.
Mistrz musiał we mnie obudzić tą krew…
Skrzywiła się na wspomnienia.

+++

-Saviel! Saviel, ty czarcie nasienie! – Aceloth pod postacią człowieka wpadł do jaskini, w której mieszkała dziewczyna. Wyrosła od dnia, w którym ją tu sprowadził. Była pojętą uczennicą. Ale były w niej rzeczy, których nie potrafił z niej wyplenić. Choć nigdy by się do tego nie przyznał. Przed nikim.
Dziewczyna siedziała na biurku z założonymi nogami. Długie włosy miała sczesane na lewe ramię. Oczy błyszczały jej diabelnie w świetle świec. W dłoniach trzymała dużą księgę.
Podszedł do niej, wyrwał jej księgę stanowczym ruchem i zamknął ją z hukiem.
-Czy ty do cholery nie rozumiesz, co znaczy nie ruszaj?!
Zadarła hardo głowę, spojrzała mu w oczy.
Znowu to robi, pomyślał.
-Dlaczego wykradłaś tą księgę?
-Bo mnie ciekawi – odparła butnie, wydymając usta.
-Zabroniłem ci ich ruszać.
-Zabroniłeś mi tez wielu innych rzeczy, które wyszły mi na dobre.
-Bezczelna gówniaro… – warknął znajdując się u kresu cierpliwości.
Spuściła wzrok. Jej usta wykrzywił smutny grymas.
-Wybacz Mistrzu… Ale dlaczego nie wolno mi ich czytać?
Westchnął. Zawsze to robi…
-Nie są dla ciebie. Tyle powinno ci wystarczyć.

+++

Wyjęła drewniany talerz z plecaka, ostrożnie ściągnęła na niego gotową już rybę. Zręcznie oddzielała widelcami mięso od ości. Uśmiechnęła się smutno do siebie. Nie było mu łatwo… Mała, trzyletnia dziewczynka zmieniła jego życie. Doświadczył, czym jest rodzicielstwo… Westchnęła. Jest dla mnie ojcem i matką, których już nie mam…

+++

-Mistrzu…
Siedział na polanie, w swojej całej okazałości. Srebrzyste łuski odbijały promienie słoneczne przedzierające się przez korony zmarzniętych drzew.
-Podejdź, moja droga.
Usiadła na głazie znajdującym się nieopodal. Miała na sobie ciepłe buty z futra śnieżnych wilków, ciemne obcisłe spodnie i futrzaną kurtkę. Podarunek od Mistrza… Schowała dłonie w rękawach kurtki. Wpatrywała się w niego z iskrami w błękitnych oczach.
-Chciałaś o coś zapytać – wyrwał ją z zadumy.
-Podziękować za prezent.
Skinął głową.
-Oby ci się dobrze nosiły. Wiedziałem, że ci się spodoba. To dobry wyrób. Zasłużyłaś na niego.
Skinęła głową.
-Dziękuję.
Kilka chwil panowała cisza.
-Coś cię jeszcze nurtuje, moje dziecko.
Skinęła głową po chwili. Zwilżyła usta.
-Moja rodzina…
-Nigdy nie przestaniesz do tego wracać..?
-Nie wiem nawet na kim mogłabym się zemścić aby zaznali spokoju.
Westchnął.
-Saviel. Oni dostali to, na co oboje zasłużyli. Twój ojciec…
-Dlaczego tak mówisz?! – spojrzała na niego wyzywająco. – Dlaczego tak ich nienawidzisz?!
-Bo Twój ojciec nie był dobrym człowiekiem. A twoja matka poszła w jego ślady.
-Skoro byli tacy źli, dlaczego mnie ocaliłeś?! Dlaczego nie pozwoliłeś mi spocząć razem z nimi?!
-Uspokój się, dziewczyno.
-Odpowiedz – zerwała się z głazu. – Dlaczego?!
-Dlatego, że taki miałem kaprys.
-Kłamiesz!
Podniósł się. Uderzył łapą o zmarzniętą ziemię, aż zahuczało.
-Dość tego, dziewczyno! W tej chwili się uspokój.
Zamilkła, wzięła kilka głębokich wdechów, ale z jej oczu cały czas sypały się iskry.
-A mój brat..?
-Odpuść, Saviel. Odpuść ten temat. Masz nowe życie. Masz coś, co wielu chciałoby mieć. Nie zmarnuj tego w pogoni za głupią zemstą.

+++

Skryła się na samym skraju wyłomu skalnego niedaleko szlaku. Jeszcze przed chwilą była piękna pogoda. Nagle niebo zasnuło się chmurami, zerwał się wiatr.
Usiadła tak, by ściany góry chroniły ją od wiatru, ale gdzie miała również dobrą widoczność. Wpatrywała się w gałęzie drzew. Poczuła muzykę, silną, chociaż spokojną. Smutną. Słowa same cisnęły się na usta.

Uderzył deszcz, wybuchła noc,
Przy drodze pusty dwór,
W katedrach drzew, w przyłbicach gór,
Wagnerowski ton.

Za witraża dziwnym szkłem,
Pustych komnat chłód,
W szary pył rozbity czas,
Martwy, pusty dwór.

Dorzucam drew, bo ogień zgasł,
Ciągle burza trwa,
Nagle feria barw i mnóstwo świec,
Ktoś na skrzypcach gra,
Zdobione odrzwia chylą się
I skrzypiąc suną w bok
I biała pani płynie z nich
W brylantowej mgle.

Zawirował z nami dwór,
Rudych włosów płomień,
Nad górami lecę, lecę z nią,
Różę trzyma w dłoni.


O skałę uderzyły z siłą krople deszczu. Wichura rozhulała się na dobre. Muzyka przyspieszyła.

A po nocy przychodzi dzień,
A po burzy spokój,
Nagle ptaki budzą mnie
Tłukąc się do okien
A po nocy przychodzi dzień,
A po burzy spokój,
Nagle ptaki budzą mnie
Tłukąc się do okien

Znowu szary, pusty dom,
Gdzie schroniłam się
I najmilsza z wszystkich, z wszystkich mi
Na witraża szkle,
Znowu w drogę, w drogę trzeba iść,
W życie się zanurzyć,
Chociaż w ręce jeszcze tkwi
Lekko zwiędła róża...

A po nocy przychodzi dzień,
A po burzy spokój,
Nagle ptaki budzą mnie
Tłukąc się do okien
A po nocy przychodzi dzień,
A po burzy spokój,
Nagle ptaki budzą mnie
Tłukąc się do okien


Nagle wszystko ucichło. Zza chmur na powrót przebiło się słońce. Z drzew skapywały krople. Powietrze było rześkie, czyste po deszczu. Wstała, wyszła z ukrycia. Gdzieś w oddali, kilka ptaków odważyło się zaświergotać radośnie. Spojrzała w niebo, uśmiechnęła się.

+++

Siedziała przy biurku, nad kartką papieru oświetlaną przez świecę. Tusz na piórze wysechł po raz kolejny. Nie mogła przypomnieć sobie słów tej piosenki. A wcześniej przecież same cisnęły jej się na usta.
-Saviel – usłyszała za plecami głęboki głos swego Mistrza. Odwróciła głowę, aby na niego spojrzeć. – Co robisz, dziecino?
Podszedł do niej, spojrzał na czystą kartkę.
-Podczas spaceru, złapał mnie deszcz… To było dziwne. Wpatrywałam się w gałęzie, nagle muzyka sama odezwała się w mojej głowie, słowa cisnęły się na usta. Tak jakbym od dziecka znała treść tej piosenki. A teraz nie mogę ich sobie przypomnieć… Nawet ogólnego sensu – wyjaśniła.
Aceloth uśmiechnął się.
-Masz talent po matce. Dziwi mnie, że zauważyłaś to dopiero teraz.
Zmarszczyła brwi, wyraźnie nie rozumiejąc.
-Nie zauważyłaś? – uniósł brwi w rozbawieniu. – Ach, dziewczyno, dziewczyno… Jak na kogoś, w czyich żyłach płynie krew Największych, jesteś wyjątkowo nierozgarnięta.
Zachichotał w rozbawieniu. Saviel spąsowiała, ale nie spuściła wzroku. Mężczyzna zdmuchnął świeczkę. Zapanowały ciemności.
-Widzisz coś?
-Nie.
-A skup się na wspomnieniu światła. Na pewno coś przyjdzie Ci do głowy.
Zamknęła oczy próbując odszukać w głowie jakieś wspomnienie światła. I co ja mam z tym zrobić..? Pomyślała. Odetchnęła, skupiła się na widoku słonecznego promienia przebijającego się przez konary.
Pal się! Rozkazała w myślach.
Otworzyła oczy. Dokoła nadal panował mrok. Prychnęła.
-Z całym szacunkiem, Mistrzu, ale nie wiem, o co ci chodzi.
Aceloth westchnął słyszalnie.
-Nie udawaj głupszej niż jesteś, tylko wykonaj moje polecenie.
Fuknęła pod nosem. Ponowiła próbę.
-Nie umiem.
-Umiesz. Tylko nie robisz tego, co powinnaś. Tak twoja matka, jak ojciec, posługiwali się magią za pomocą muzyki. Byli Tkaczami Pieśni. Ty też jesteś, mimo, że do tej pory robiłaś to nieświadomie. Przypomnij sobie tego niedźwiedzia kilka dni temu. Zaatakował Cię. Gdy się wznosił, aby zadać cios, o czym myślałaś?
-Pomijając to, że całe życie przeszło mi przed oczami..? –zamyśliła się. – Nuciłam w głowie słowa kołysanki, którą śpiewała mi mama…
-I co się wtedy stało?
-Niedźwiedź nie zadał ciosu. A ja uciekłam.
Aceloth skinął głową w mroku. Nie widziała tego, ale wiedziała, że to zrobił.
-A jak myślisz, dlaczego tak się stało?
Wzruszyła ramionami.
-Nie zastanawiałam się nad tym. Cieszyłam się, że wyszłam z tego cało.
-Więc zastanów się. Ale najpierw skup się na tej świeczce, bo mam już nieco dość tych ciemności.
Westchnęła. Odszukała w myślach słowa odpowiedniej piosenki.

Świecę na wietrze,
Niepewni nowego dnia,
Lęk i nadzieja, że wiatr nie zgasi nas.
Świecę na wietrze,
Tak wiele przed nami jest,
Lecz czy zdążymy, czy on już dziś nie da szans na więcej.
Astarte
 

Postautor: Antraxu » 19 września 2011, 20:06

+++
Po ostatnich wydarzeniach na Kentarze, zaczęłam się zastanawiać. Nie żebym wcześniej tego nie robiła, ale to całe zamieszanie, do którego pchnęłam Sevrina, odnalezienie jego dziedzictwa, poznanie prawdy o jego rodzinie… Odkrycie, że ma brata… Że jego brat żyje… Odwraca jego życie do góry nogami. Wyobrażam sobie jak musi czuć się zagubiony teraz. Ale czy on wie jak ja się czuję? On nigdy nie myślał o swoim bracie. Nie podejrzewał, że mógł go kiedykolwiek mieć. Czy w ogóle o nim marzył? Czy go chciał? Czy… Może wygodniej mu było żyć samemu. Nie mając nikogo bliskiego na tym świecie. Nikogo z krewnych… Zastanawiam się… Próbuję sobie przypomnieć… Jak na niego wpłynęłam. Co mną kierowało. To zaskakujące, do jakich wniosków dochodzę… To dziwne, ale… Myślę, że w większej mierze robiłam to dla siebie. Chciałam żeby miał coś, co ja straciłam. Wiedziałam, że MUSI to mieć. Bo ja tego chcę. Bo JA tego potrzebuję. Ach do czarciego pomiotu! Przecież to wszystko wygląda jak baśń… Skąd wiedziałam, że nie zawiedzie się poznając historię swojej rodziny? Skąd brało się we mnie to przekonanie? Bo w baśniach zawsze tak jest. Zawsze dobro zwycięża. Bo wszystko musi się skończyć dobrze. A ja? Co z moją bajką?
Co za przeklęta ironia… On ma brata, o którym nigdy nie myślał, a ja cały czas myślę o swoim bracie, którego przecież już nie mam. Co się z nim stało? Czy w ogóle jeszcze żyje? Jakim jest człowiekiem? Czy kiedykolwiek będę mogło go zobaczyć? Albo chociaż poznać jego historię? Co się z nim stało?
Sevrin znalazł swoją rodzinę tam, gdzie się nie spodziewał, tam czego najbardziej nienawidził. I jak w bajkach, został mile zaskoczony… A ja? Mistrz mówił, że moi rodzice się zatracili. Że ich serca stały się czarne jak u każdego Czarnego Smoka… Ale ja myślę, że tak nie było. Pamiętam jak przez mgłę mamę… Jej miękki, czuły głos, gdy utulała mnie do snu. Pamiętał słowa jej kołysanki. Czy zła istota może tak pięknie śpiewać? Rodzice oddali życie broniąc nas. Czy rzeczywiście złe istoty są zdolne do takich czynów? Myślę, że mama się po prostu zagubiła. Gnała rozpaczliwie za swoją bajką. Nie była złą kobietą. Po prostu starała się przeżyć w czasach, w jakich przyszło jej żyć. I podążać za swoją miłością. Tak. Na pewno tak było. To by pasowało do mojej bajki.
Nieaktywna dokąd życie nie wróci

Fabularni ♥ forever ♥

DM Astarte

╔════════════════════════════════════════════╗
IV era: Sharin Aremeirs / Eusyss / Astennu Quel'thanor
V era: Kann Turan / Elrithiel Livirth
VI era: Saviel Arnemeirs

҉ VII era: Krishya Angress ҉
╚════════════════════════════════════════════╝
Awatar użytkownika
Antraxu
Administrator
 
Posty: 395
Rejestracja: 28 września 2007, 13:46
Lokalizacja: Bham/Lasek
Moje postacie: IV era: Sharin Aremeirs / Eusyss / Astennu Quel'thanor
V era: Kann Turan / Elrithiel Livirth
VI era: Saviel Arnemeirs
VII era: Krishya Angress

Postautor: Antraxu » 28 września 2011, 23:33

+++
Już chyba tylko na wzgórzach Brushwood rosną większe ilości krzaków Trampul. Tak potrzebne przy ważeniu mikstur. Trzeba selektywnie wybierać młode listki. Inaczej napój się zważy. Trudna sztuka.
Zapuściłam się tam dziś. Głupia, głupia decyzja. Zaszyłam się na zgliszcza Terenów Rolniczych. Bogowie, jak na to pozwalacie? Ogień tli się tam cały ten czas. Smród palonej skóry, zgnilizna i te przerażające istoty. Widziałam dziś jedną z nich. Ona mnie nie, na szczęście. Chodziła dumna wśród ciał nieszczęsnych niziołków. Gdzie w takich chwilach są bogowie? Przecież te niziołki nie mogą się odrodzić… Są uwięzione. Albo… Martwe na zawsze, tak jak… Nie. Obawiam się, że nawet gorzej niż rodzice.
Och, Frinna! Dlaczegóż pozwoliłaś mi tam iść? Miałam ochotę uciec stamtąd, co sił w nogach. Paść na kolana, krzyczeć przez łzy.
Na Wzgórzach jedynym śladem tych nieszczęść są wiecznie widoczne słupy czarnego dymu. Ale zwierzęta żyją tam spokojnie, roślinność rośnie. Jak gdyby nigdy nic. Tylko Zachmurzona Dolina jakby bardziej… zadymiona. Jakby wszystko zbierało się tam.
Och bogowie, Frinno… Pozwólcie mi uratować Brushwood. Odzyskać mój dom. Odebraliście mi rodzinę lata temu, ale jakim prawem odbieracie mi możliwość odwiedzania ich grobu? Dlaczego? Dlaczego nawet tego mi się odmawia? Byli bohaterami. Bronili Brushwood kosztem własnego życia. Należy im się pamięć. I możliwość spokojnego spoczynku. Podobno dusza nie zazna spokoju, jeśli ciało po śmierci go nie zaznało. Może nie byli do końca święci, szczególnie ojciec, ale jak długo mają płacić za swoje grzechy? Bogowie, zlitujcie się! Tak przecież nie może być w nieskończoność! To się musi kiedyś skończyć!
Nieaktywna dokąd życie nie wróci

Fabularni ♥ forever ♥

DM Astarte

╔════════════════════════════════════════════╗
IV era: Sharin Aremeirs / Eusyss / Astennu Quel'thanor
V era: Kann Turan / Elrithiel Livirth
VI era: Saviel Arnemeirs

҉ VII era: Krishya Angress ҉
╚════════════════════════════════════════════╝
Awatar użytkownika
Antraxu
Administrator
 
Posty: 395
Rejestracja: 28 września 2007, 13:46
Lokalizacja: Bham/Lasek
Moje postacie: IV era: Sharin Aremeirs / Eusyss / Astennu Quel'thanor
V era: Kann Turan / Elrithiel Livirth
VI era: Saviel Arnemeirs
VII era: Krishya Angress

Szybka odpowiedź

   

Wróć do Pamiętniki i historie VI Ery

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości

cron